niedziela, 17 stycznia 1988

Mielonka wołowa w tłuszczu

Wyprawa na biwak zimowy
To nie są żarty ani bajki.
Kiedy mrozik ściska styczniowy,
Chłodem wieje jak z serca Majki.
Jest w plecaku na taki moment
Ogromna puszka z wołowiną.
Trzeba tylko zapalić ogień
I pieśni wesołe popłyną.

Mielonka pełna energii,
Skarbonka na zimowe dni.
Skowronka czyni z każdego,
Tuszonka dodaje nam sił.

Skwierczy tłuszczyk w puszce radośnie
I już niegroźny mróz i śniegi.
W taki czas pomyśleć o wiośnie,
Kiedy znowu harcerskie biegi.
A tymczasem zmielone mięsko
Rozgrzewa chłód naszych ciał.
Tuszonka odniosła zwycięstwo
Nad chłodem co przygrzać nam chciał.
Kraków, 17.01.1988

Refleksja odautorska po 20 latach:

Tuszonka wyciągnięta na harcerskim rajdzie w drugiej połowie lat 80. XX wieku budziła szacunek dla jej właściciela. Główną przyczyną owego szacunku był system kartkowy, szczytowe osiągnięcie myśli ekonomicznej realnego socjalizmu, w przypadku mięsa obowiązujący do końca lipca 1989.
Kartka wyglądała tak:


Proszę się nie wzruszać :) Prezentowana kartka ma ważność w sierpniu 1989 roku i chyba dlatego ocalała, bo nie była już nikomu potrzebna...

Technologia obsługi tuszonki w warunkach polowych była prosta. Należało:
a) rozpalić ognisko,
b) otworzyć konserwę,
c) wstawić ją do ognia,
d) od czasu do czasu zamieszać i czekać aż tłuszcz się rozpuści, a następnie zacznie wrzeć,
e) zjeść to pyszne kaloryczne danie zagryzając wyciągniętym z plecaka pogniecionym i pokruszonym chlebem.
Typowe objawy po spożyciu:
a) wzrost sił witalnych,
b) zgaga.

Słynny rok 1984. Spożywam tuszonkę podczas II Rajdu LWP w Harcerskiej Gawędzie w Pręgowie koło Kętrzyna.


Wymieniona w songu wołowym Majka to niejaka Gertruda N., legendarna drużynowa 32 Ludowej Drużyny Harcerskiej „Takselki” (trochę z Kętrzyna, trochę z Olsztyna). Nie mylić z innymi Majkami :) Ta Majka znana jest np. z tego, że 18.10.1986 roku uczciła 10. rocznicę mojej obietnicy zuchowej wywalając się w kałużę na rajdzie w Pieckowie (szliśmy z Reszla do Kętrzyna).

Horacy Pisaty - na YT
Horacy Pisaty - lista moich piosenek

sobota, 16 stycznia 1988

A imię jego czterdzieści i jeden

Nasz ogień
Starodawny nasz ogniu,
Witamy cię serdecznie.
Gdy płoniesz tak pogodnie,
Czujemy się bezpiecznie.
Ogrzewasz nasze dłonie,
Oświetlasz nasze dusze,
Gdy księżyc powyganiał
Wszystkie gwiazdy z poduszek.

Trochę ciepła na co dzień.
Każdemu, nie od święta.
Dajmy jak daje ogień,
Niech nas dobrze pamięta.

Ogniu nasz starodawny,
Dobrze siedzieć przy tobie.
Ktoś nabierze odwagi
I pomyśli o sobie.
Wspaniały ty płomieniu,
Wyciągasz dusze z bagna,
Bo przecież nie jednemu
Iskra do serca wpadła.
Kraków, 16.01.1988

Refleksja odautorska po 20 latach:
Piosenka o korzeniach harcerskich, ale doskonale pasuje mi dziś w przededniu świąt. Czy pasuje mi w dniu 41. urodzin? Sam się zastanawiam i z tą rozterką pozostanę przez całe Boże Narodzenie...

Horacy Pisaty - na YT
Horacy Pisaty - lista moich piosenek

Pali się...

Nasz ogień
Starodawny nasz ogniu,
Witamy cię serdecznie.
Gdy płoniesz tak pogodnie,
Czujemy się bezpiecznie.
Ogrzewasz nasze dłonie,
Oświetlasz nasze dusze,
Gdy księżyc powyganiał
Wszystkie gwiazdy z poduszek.

Ref.
Trochę ciepła na co dzień.
Każdemu, nie od święta.
Dajmy jak daje ogień,
Niech nas dobrze pamięta.

Ogniu nasz starodawny,
Dobrze siedzieć przy tobie.
Ktoś nabierze odwagi
I pomyśli o sobie.
Wspaniały ty płomieniu,
Wyciągasz dusze z bagna,
Bo przecież niejednemu
Iskra do serca wpadła.

Kraków, 16.01.1988

Refleksja odautorska po 20 latach:
Jest za późno na refleksje. Dobranoc :)

Horacy Pisaty - na YT
Horacy Pisaty - lista moich piosenek

Miała piękne niebieskie oczy...

Miała piękne niebieskie oczy
I jej oddech był już tak blisko,
Lecz marą senną była tylko ona,
Bo snem okazało się wszystko.
Gdy gwizdek wdarł się w twą świadomość
I krzyk warty tak przerażony,
Jak w kuchni, gdy zabrakło zupy,
Alarm głosił na wszystkie strony.

Ref.
Bez paniki, druhowie.
To tylko mały alarm.
Zaraz każdy się dowie
O co cały ten raban.
Druhowie, bez paniki.
Ćwiczenie to jest i gra.
Nie atakują nas dziki
Ani nie pali się las.

Spodnie mają osiem nogawek,
Tylko nie możesz trafić w żadną.
Pewnie drużynowy z oboźnym
Wymyślili zabawę ładną.
Zabawa jest chyba udana.
Galopuje drużyna placem.
Nikt nie wie, co się jeszcze stanie,
Może Pershing śmignie nad lasem.

Stanąłeś jak wszyscy w szeregu
I ciebie też zżera panika,
Bo wieść straszna z ucha do ucha
Głosi, że wcięło wartownika.
Wtem znów gwizdek i głos straszliwy
Wskazał miejsce pobytu zguby.
Do latryny gnacie więc szybko.
„No, na tę żerdkę to byłeś za gruby!”.

Kraków, 16.01.1988

Refleksja odautorska po 20 latach:
Piosenka o tyle się zdezaktualizowała, że gdzieś tak od połowy lat 90. nie buduje się już latryn na obozach. Sprawy zaszły tak daleko, że w zasadzie nie wolno już nawet plastikowego kibelka postawić, jeśli nie ma szczelnego zbiornika. Cała „produkcja” (kopro-dukcja, że tak się wyrażę…) musi po prostu trafić do oczyszczalni ścieków. Czyli musi przyjechać pan szambonurek i efektownie wszystko wessać, a potem zrzucić to do gminnej oczyszczalni.
Ostatnią latrynę kopaliśmy na obozie w Kownatach w 1992 roku. Dzielna drużyna „Żuawów” nie żałowała wysiłku, by konstrukcja była solidna, bo właśnie wtedy na ogniskach podśpiewaliśmy sobie tę piosenkę.
Pęknięta żerdka to licentia poetica, nic mnie takiego na szczęście nie spotkało. Natomiast w 1986 roku na obozie w Brzeźnie padłem ofiarą eksperymentów z gaśnicą proszkową. Druh Wróblewski postanowił sprawdzić czy zadziała. Końcówkę węża wsunął do latryny, w której właśnie przebywałem. W życiu nie byłem taki zatalkowany… Miałem to nawet na zdjęciu, ciekawe gdzie się podziało.

Na obozie w 1998 roku mieliśmy już plasticzek:




Horacy Pisaty - na YT
Horacy Pisaty - lista moich piosenek

piątek, 15 stycznia 1988

Ob-leśna piosenka

W ciemnym lesie widać diabła,
To największe jego piękno.
Przenigdy byś nie odgadła,
Jak tu wolno chwile biegną.

Ref.
Spójrz, to nasi przyjaciele:
Kwiaty, ptaki oraz drzewa.
I czyż trzeba czegoś więcej,
By móc śpiewać, śpiewać, śpiewać.

Tajemniczo, czasem straszno
Jest w tym lesie o północy.
Kiedy wszystkie ptaki zasną,
Władca puszczy cicho kroczy.

Ptaki śpią razem z kwiatami,
Snami przykryte i nocą.
Ach, szkoda, że nie poznamy
Snów, co tak nimi szamocą.

Kwiaty też mają swe myśli
I jak ludzie się kochają.
Stokrotce harcerz się przyśni
I weźmie za serca panią.
Kraków, 15.01.1988

Refleksja odautorska po 20 latach:
Gdyby pewien pan ze Szczytna miał wątpliwości, to wyjaśniam, że piosenka jest harcerska, a nie satanistyczna :)
Przypomniała mi się historia sprzed ok. 10 lat, gdy w naszym hufcu istniała drużyna „Przyjaciele Wesołego Diabła”. Nazwa nawiązywała oczywiście do filmu z końca lat 80. I oczywiście pojawił się pan, który napisał protest do Komendy Chorągwi, że propagujemy satanizm. Drużyna już nie istnieje, ale nie z powodu Pana Egzorcysty bynajmniej...

Inspiracją do napisania powyższej piosenki był obóz w Szerokim Borze (sierpień 1987 roku). Może tego nie widać, ale gram na ksylofonie butelkowym. Ciągle się rozstrajał z powodu padających deszczów:


Horacy Pisaty - na YT
Horacy Pisaty - lista moich piosenek

czwartek, 14 stycznia 1988

Piosenka turystyczna nr 4, czyli Kolejowa Lista Przebojów

Dzień blaskiem zakrzyczał,
Obwieścił przygodę,
Chłód rosy przywitał,
Obiecał pogodę.
Kolejowa męka
Przez dwanaście godzin
Na mnie dzisiaj czeka,
A tu słońce wschodzi.

Ref.
Na peronie została rodzina:
Mama, tato i moja dziewczyna,
Ale mnie to już nic nie obchodzi,
Przede mną dwanaście godzin.

Na głowie plecak mam,
U stóp zaś namioty.
Już wiem co znaczy ta
Podnieta przez dotyk.
A pociąg cały czas
Nabiera prędkości,
Mijają żółwie nas
O kilka długości.

Ref.
Na peronie została rodzina:
Mama, tato i moja dziewczyna,
Ale mnie to już nic nie obchodzi,
Jeszcze tylko osiem długich godzin.

Mijamy miasteczka,
Wioski i perony.
Gdzie moja zawleczka?
Już odbezpieczony...
Przechodzą mnie dreszcze,
Nie ma na nie rady.
Nie ruszaj się jeszcze,
Niedługo Bieszczady.

Ref.
Na peronie została rodzina:
Mama, tato i moja dziewczyna,
Lecz tu nie ma już moje rodzinki,
No i dobra, jeszcze pół godzinki.

Luźniej jakby trochę,
Puste już wagony.
Jeszcze cztery chwile
I wjazd w dzikie strony.
Harcerska kraina,
Bieszczady przecudne.
Tu warto przyjeżdżać,
Bo tu nie jest nudno.

Ref.
Na peronie została rodzina:
Mama, tato i moja dziewczyna,
Ale w ogóle mi ich nie szkoda,
Bo zaczęła się nasza przygoda.

Kraków, 14.01.1988

Refleksja odautorska po 20 latach:
Każdy urodzony w PRL ma traumatyczne przeżycia związane z wakacyjnymi podróżami Polskimi Kolejami Państwowymi, trudno być tu oryginalnym (wsiadanie przez okno, podróż w WC, czy też nocleg na półce bagażowej to są standardowe przeżycia). Żeby jednak być choć trochę niebanalnym, podaję taką oto swoją Kolejową Listę Przebojów:
1. Rok 1984 oraz 1990 - nieplanowana wizyta w ZSRR (dzisiejsze tereny Ukrainy) pociągiem jadącym w Bieszczady. Dla niezorientowanych – granica wytyczona w 1945 roku lekce sobie ważyła istniejące linie kolejowe.
2. Rok 1985 – szczyt turpizmu? Proszę bardzo – na samym środku brudnego dworca w Korszach zgłodniała grupka harcerzy otwiera nożem wielkości maczety malutką konserwę rybną. Pomidorowe śmierdzą najbardziej...
3. Rok 1986 – w odstępie tygodnia ten sam sokista wlepia mi tysiączłotowy mandat. W Kętrzynie za wyraz „dupa” (wypowiedziany w samoobronie wobec napaści słownej niejakiego Wiśni). W Sątopach Samulewo za wyjście z pociągu nie z tej strony peronu, gdy pomagałem wydostać się kobiecie z dzieckiem i wózkiem. W efekcie drugiej przygody nie skorzystałem z dalszych usług PKP, bo Strzała Północy relacji Korsze-Reszel odjechała sapiąc beze mnie. 12 kilometrów nocą z ciężkim harcerskim plecakiem dla dzielnego 19-latka? Bułka z masłem :) Aha, oba mandaty zapłaciłem z wynagrodzenia „dziennikarskiego” za artykuły w „Na tropie”.
4. Rok 1991 – na stacji PKP w Zagórzu, u samego podnóża Bieszczadów, dowiaduję się z kupionej w dworcowym kiosku gazety, że właśnie oto upada Związek Socjalistycznych Republik Radzieckich.

Horacy Pisaty - na YT
Horacy Pisaty - lista moich piosenek

poniedziałek, 11 stycznia 1988

Piosenka turystyczna nr 3 (czyli ocenzurowane nogi dziewicy)

G
Wybiegasz z domu z rozwianym włosem,
e
Wzrok rozbiegany, na ustach piana.
G
W kieszeni góra czterdzieści złotych.
e
Skąd w tobie taka nagła przemiana?
C D G e
Zawsze spokojny, zrównoważony,
C D G G7
Patrzysz na ludzi posępnym wzrokiem
C D G e
Grzecznie ubrany i ogolony,
C D
A dziś przerażasz swoim widokiem.
C D G e
W tramwaju patrzą jak na idiotę,
C D G G7
A przecież sami nie są bez wad.
C D G e
Wyrzucić ciebie mają ochotę,
C D
Nawet nie wiedzą, że jedziesz na rajd.

C D G e
Jedziesz na rajd sto pięćdziesiąty raz,
C D G G7
A nogi drżą ci jak u dziewicy,
C D e
Wiatr znowu muska przyjaźnie twą twarz,
C D
Jak gdyby chciał ci piegi policzyć.

G
Mózg ci pracuje na pełnych obrotach,
e
Przyspiesza jeszcze na myśl o nocy.
G
Tak cię podnieca styk piątek-sobota,
e
Nie powstrzymujesz myśli na wodzy.
C D G e
Najlepsze chwile ciągle czekają,
C D G G7
No, kiedy się ten tramwaj zatrzyma.
C D G e
Wreszcie wysiadasz, kumple machają,
C D
W końcu dla ciebie rajd się zaczyna.
C D G e
Już jesteś razem z całą drużyną,
C D G G7
Zbiórka, kulbaczyć i dalej w las.
C D G e
Jak z bicza strzelił trzy dni przeminą,
C D
Na wędrowanie wciąż krótki jest czas.
Kraków, 11.01.1988

Refleksja odautorska po 20 latach:
Jedna z dwóch moich piosenek, która poszła w szeroki świat i żyje sobie własnym życiem… W internecie znalazłem kilka wersji tekstowych, np. brakuje jednej linijki. Ciekawe jak to wychodzi w śpiewaniu, gdy brak jednej linijki teksu? Dostają czkawki? :)

Ciekawe również jak ewoluuje linia melodyczna, której współautorem był niejaki Gałąz… Gałąz dokonał zresztą pierwszej ingerencji w oryginalny tekst. Jako znany świętoszek zmienił „A nogi drżą ci jak u dziewicy” na „A nogi drżą ci jakby z osiki”.


W piosence jest mowa o 40 zł. Na początku 1988 roku nie była to oszałamiająca kwota, ale coś jednak znaczyła (można było kupić zapiekankę). Potem zawartość kieszeni wybiegającego w piosence z domu harcerza gwałtownie zubożała, by w 1995 roku, po denominacji, odzyskać swoją wypasioną godność. Zupełnie jak w pewnej piosence Agnieszki Osieckiej, że się porównam do dobrego wzorca :) „Potem wiążą koniec z końcem za te polskie dwa tysiące...”

Turystyczna piosenka nr 3, bo były inne piosenki turystyczne. Ta z repertuaru Wołosatek, w niezapomnianym wykonaniu niejakiego Zbyszka:


Horacy Pisaty - na YT
Horacy Pisaty - lista moich piosenek

niedziela, 10 stycznia 1988

Sceny z życia niemałżeńskiego

G H7
A gdy poczułem się jak kula
C D
Przy twej pięknej nodze,
G H7
Pomyślałem „Nie wytrzymam”
C D
I rzekłem „Odchodzę!”.
C D
Gdy odejdę, będzie ci żal
C D
Moich długich spojrzeń.
C
Nie zobaczysz ich nigdy,
C D
Więc zapamiętaj je dobrze.

G H7 C D
To wszystko tak puste jak niedobry sen.
G H7 C D
Puść tę rękę, bo cię kopnę, dość tych głupich scen!
C D C D
Odchodzę, bo mogę, odchodzę, bo chcę!
C D
Nie trzymaj mnie zdziro, jesteś jak ta wesz...

G H7
A gdy poczułem się bez ciebie
C D
Jak puste podwórze,
G H7
Pomyślałem „Może tak wrócić,
C D
Czekasz na mnie może”.
C D
Spotkałem cię na ulicy,
C D
Jak czołg naprzód parłaś.
C
Wszyscy słyszeli,
C D
Jak gębę wydarłaś.

G H7 C D
To wszystko tak puste jak niedobry sen,
G H7 C D
Puść tę rękę, bo cię kopnę, dość tych głupich scen!
C D C D
Nie wrócisz, bo nie chcę, nie wrócisz, bo nie!
C D
Nie trzymaj mnie chamie, jesteś jak ten pies…
Kraków, 10.01.1988



Refleksja odautorska po 20 latach:
Piosenka w jakiś tam sposób może i profetyczna, ale zupełnie nie oparta na faktach (a już na pewno na faktach autentycznych). Ot, wprawka studenta matematyki, znudzonego macierzami i topologią, a zafascynowanego możliwością codziennego spacerowania po krakowskich Plantach. Zaręczam Wam, wystarczy przespacerować się po Plantach i uświadomić sobie, że 100 lat wcześniej śmigał po nich kolega Stanisław Wyspiański, by zostać poetą.

Kraków, październik 1987. To na tej gitarce wystrugałem to i owo...

I właśnie ze mną tak się stało, ale nie podczas studiów, tylko 8 lat wcześniej, gdy jako niespełna 13-latek pierwszy raz zawitałem do Krakowa na kolonie letnie. A że „na koloniach życie płynie jak łysemu po łysinie”, to i w konsekwencji pojawiła się pasja literacka (rymy oczywiście na początku poszły precz, bo to przecież dla ramoli).

Kraków, lipiec 1980 roku. Potem już nic nie było takie samo...

Pasja eksplodowała jesienią 1980 roku, a partnerował mi w niej przyjaciel ze szkolnej ławy Mariusz Bitner. Mariusz po latach zamienił literaturę na fotografię, próbował nawet swoich sił w Paryżu, ale po powrocie z Francji zginął w wypadku w 1996 roku...

Mariusz w czasach paryskich...

Mój pierwszy wiersz to katastrofistyczna dekadencja, jak przystało na jesień 1980 roku (upadek Edwarda Gierka to było wstrząsające przeżycie dla dziecka dekady propagandy sukcesu):

„Delta”
koniec koniec koniec
za dużo za ciężko
ciała przyrastają
koniec koniec koniec
***
początek początek początek


A więc jednak jakaś iskierka nadziei się tliła :) Tytułową „Deltę” można odczytać na trzy sposoby:
1. po pierwsze był to świeżo poznany symbol, który w fizyce oznacza przyrost (pozdrowienia dla Pana Ignacego Gilewskiego od fizyki)
2. „Delta” to kultowa mordownia w Gorzycach pod Sandomierzem, gdzie rzecz się działa (czyli mieszkałem)

3. no i żyliśmy przecież w delcie czyli u zbiegu Wisły, Sanu i Łęgu.

Refleksja dodatkowa:
Punkowy zespół Dezerter na swojej pierwszej próbie wiosną 1981 roku zagrał utwór „Elektryczne psy” (można usłyszeć to na płycie z 1993 roku „Jak powstrzymałem III wojnę światową, czyli nieznana historia Dezertera”). Podaję cały tekst utworu:

Zniszczcie elektryczne psy
Wydłubcie im oczy
Zlikwidujcie głupie sny
Kiedy to się skończy?
Elektryczne, elektryczne psy
Nie wiem co mi jest
Nie mam pomysłów
Nawet elektrycznych psów nie ma
Nie ma nic, jest syf


Powiedzmy sobie szczerze, wyprzedziłem Dezertera o pół roku :)

Horacy Pisaty - na YT
Horacy Pisaty - lista moich piosenek

piątek, 8 stycznia 1988

Relacja prosto z norki, czyli dajcie mi krzyczeć z zasmarkanym nosem

a G F
Gdybyś się dziś urodził,
a G F
A jutro umrzeć miał,
C G a
Czy byś się na to zgodził
F G C
I czy byś tego chciał.

a G F
Co zrobić z życiem tak krótkim,
a G F
Za krótkim nawet na strach,
C G a
Bo strach dopada maluczkich,
F G C
Ja nie należę do mas.

C G
Krzyczeć, dajcie mi krzyczeć.
a F
Krzyk to przeżycie, to piękna rzecz.
C G
Skrzydła, dajcie mi skrzydła.
F C
Ziemia mi zbrzydła, odlecę stąd.
C G
Spokój, dajcie mi spokój.
a F
Chociaż raz w roku, tak bardzo chcę.
C G
Trumnę, dajcie mi trumnę.
F C
Może gdy umrę, będzie mi lżej.

a G F
Jak przejść przez ten las obłędu,
a G F
Gdy wokół czai się śmiech.
C G a
Może się przyznać do błędów,
F G C
Tak nieuchronnych jak pech.

a G F
Smutnego życia bariera,
a G F
Kres szalonej drogi tej.
C G a
Śmierć nam nowe drzwi otwiera.
F G C
Strach tak bez trwogi wejść.
Kraków, 8.01.1988

Refleksja odautorska po 20 latach
Najpierw była inspiracja z naprawdę wysokiej półki:


Piotr Bukartyk napisał to ok. 1985 roku, a w 1986 roku piosenka była dostępna na winylu „Dla bliskich i dalekich”. Moja odpowiedź (jakoś nie krępuje mnie, że się zestawiam z Bukartykiem), to miała być tylko parodia piosenki dołującej... A niektórzy potraktowali ten utwór na poważnie :) Pewnie za sprawą muzyki w stylu tęsknej dumki autorstwa Gałąza. Najśmieszniejsze jest to, że piosenka ta funkcjonuje w wielu śpiewnikach jako piosenka... harcerska.

I najlepsze na koniec. Nadaje się do plagiatowania (czekam aż „autor” usunie „swój” wiersz)

A tak śpiewa ją autor muzyki, czyli Gałąz:


Drużyna "Wideta" śpiewa na obozie w Muszakach w 1999 roku:


Tłumaczę się z tej piosenki na hufcowych śpiewankach w 2012 roku:


I w końcu własna wersja z 11.12.2015:


Horacy Pisaty - na YT
Horacy Pisaty - lista moich piosenek

Wróbelki a sprawa polska

a C a C
I znów niesłychanie się zamyślimy
a C a C
Nad trudnym losem wróbelków tej zimy.
F
Do krwi ze strachu przygryziemy palce,
F E
Bo pierwszy drogowiec padł ze śniegiem w walce.
a C a C
Siedząc tak w domu wśród śnieżnej zamieci,
a C a C
Nawet nam biednym przez myśl nie przeleci,
F
Że gdzieś być może w jakimś Zaklikowie
F E
W jednym, drugim z nas budzi się człowiek.

a C a C
Cóż na to odpowie sołtys zaklikowski,
a C a C
Że lud mu się budzi, wstyd dla całej wioski.
F
Powstanie wioskowy organ ochrony
F E
Przed zgubnym działaniem ludzi przebudzonych.
a C a C
Nie boimy się epidemii takich,
a C a C
Niech prasa napisze "Sołtys potrafi",
F
I że nic nikomu się nie stanie.
F E
Jeszcze przed lutym koniec z przebudzaniem.

a C a C
Drogi sołtysie, ach drogi sołtysie,
a C a C
Niech ta piosnka do snu cię ukołysze.
F
Niech cię nic nie zbudzi do końca tej zimy,
F E
My na straży twych snów ofiarnie śpimy.
a C a C
Nie dla nas głupie oczu przecieranie,
a C a C
Nam łóżko, poduszka, sennik i chrapanie.
F
Bo co nas obchodzą durne wróbelki,
F E
Tak jak z drogowców – pożytek niewielki.
Kraków, 8.01.1988



Refleksja odautorska po 20 latach:
Zaklików to wieś w pobliżu Stalowej Woli, obecnie województwo podkarpackie, kiedyś świętej pamięci województwo tarnobrzeskie. Jest tam fajny zalew uczyniony nad rzeką Sanną. Z braku jezior w tej części Polski jest niezłą atrakcją.
Mieszkając w latach 70. w pobliskich Gorzycach (wieś pod Sandomierzem), korzystałem raczej z rzeki Łęg, ale dwa razy wybrałem się nad zaklikowski zalew. Pierwszym razem było cudownie - czysta, zimna woda. Drugim razem już nie było cudownie, bo zalew akurat był spuszczony i tylko marne kałuże połyskiwały w lipcowym słońcu...
Opuściwszy Gorzyce w 1982 roku, zalew ów (a właściwie Zaklików) pozostał jak widać w mej pamięci, skoro trafił do protest songu przeciwko drogowcom czasu schyłku realnego socjalizmu.
Tylko skądże biedny student matematyki miał w 1988 roku wiedzieć, że Zaklików nie ma sołtysa, bo jest siedzibą gminy... Dziś urzęduje tam wójt, a wówczas był to pewnie naczelnik gminy. I o ile wyobrażam sobie, że odpowiednia fraza mogłaby brzmieć "drogi wójcie, ach drogi wójcie", to "drogi naczelniku" pachnie perwersyjnie...

Horacy Pisaty - na YT
Horacy Pisaty - lista moich piosenek