niedziela, 15 maja 1988

Podzielona Wykapka

Polak nie wytrzyma, jak się nie podzieli. No więc nasza wspaniała drużyna latem 1987 roku się podzieliła. Wykapka w listopadzie 1987 roku odbyła się jeszcze wspólnie, ale już przed majowym terminem 1988 roku nie udało się tradycji rajdów trzynastego w piątek kontynuować wspólnie. Nie pamiętam, gdzie zrobiła IV Wykapkę młodsza drużyna. Myśmy, szczątki starszoharcerskie, zrobili ją w okolicach SHS Perkoz. W latach 1988-1989 siedzieliśmy tam praktycznie co tydzień, więc niejako przy okazji wpadliśmy na pomysł, że tym razem to będzie tu.
Obchód trasy zrobiliśmy z Gałązem z 30 kwietnia na 1 maja. Obchód to dużo powiedziane. Przyszliśmy na Półwysep Waszeta, odwiedziliśmy Perkoz i zanocowaliśmy na przesiece kilometr od ośrodka, pod gołym niebem. Noce kwietniowe chłodne, ziemia ledwie odmarznięta, więc przed ułożeniem się na igliwiu rozpaliliśmy ognisko, które następnie zasypaliśmy. Wilgotna noc plus spanie na gorącej ziemi równa się sauna parowa w śpiworze…
Dwa tygodnie później, w piątek 13 maja 1988 roku, wystartowaliśmy. Uczestnikom kazaliśmy przywędrować ze stacji Gryźliny do Zielonowa, skąd przeprawiliśmy ich łódkami przez wąskie w tym miejscu jezioro Pluszne na półwysep, na którym leży Perkoz. Wieczorne ognisko to było rozliczenie z zadania przedrajdowego, czyli zaśpiewanie na dowolną melodię mojej piosenki „Wykapka”, którą napisałem w pociągu wracając w listopadzie z Olsztyna do Krakowa z poprzedniej edycji rajdu. Jedną z najlepszych interpretacji, w którą został wpleciony cytat z Kobranocki, popisał się Bzyku, obecnie znany z licznych książek kryminalno-historycznych, a wówczas uczeń Liceum Wojskowego (w którego dawnych budynkach od 2017 roku mieszkam).
Kluczowy moment Wypadki odbył się w sobotę. Zarządziliśmy grę polegającą na przedarciu się na teren ośrodka wypoczynkowego Kormoran, należącego wówczas do Urzędu Rady Ministrów. Co więcej, w scenariuszu była mowa o pozostawieniu „bomby”. Post factum dowiedziałem się, że w tym czasie w Kormoranie odbywała się chyba narada ministrów rolnictwa RWPG. Ale to chyba nie prawda, bo by nas powystrzelali…

środa, 11 maja 1988

Harcerska miłość II

a d
Nie przyjdzie już harcerz do naszej placówki,
E a
Nie przyjdzie, zabłądził, rozsypał borówki.
a d
I śliczna druhenka na niego nie czeka,
E a
A winny jest czas, co płynie jak rzeka.

F G
Harcerskie „Love story” to piękne wieczory,
C a
To słońca zachody, gdy nadchodzi noc.
F G
I love you szeptane po wyjściu za bramę,
C a
Spacery we troje, bo trzeci był koc.

a d
Nie przyjdzie, bo nie ma już naszej stanicy.
E a
Nie przyjdzie, studiuje w dalekiej stolicy.
a d
I śliczna druhenka do flirtów nieprędka,
E a
Bo teraz w Krakowie ma swego studenta.

a d
Nie przyjdzie na wartę, by gwiazdy policzyć,
E a
Nie przyjdzie, bo musi kolokwium zaliczyć.
a d
I śliczna druhenka już w niebo nie zerka,
E a
Bo ciężko pracuje, jej fach to kelnerka.
Reszel, 11.05.1988



Refleksja odautorska po 20 latach:
Dziś pierwszy dzień wakacji, więc utwór o tym, co latem najważniejsze… Tonacja ni to ironiczna, ni to nostalgiczna. Wówczas pewnie więcej ironii, dziś więcej nostalgii :)
Poniżej oryginalny tekst popularnej (niegdyś) harcerskiej ballady wyprzedzającej o lata poetykę disco-polo. Autora nie znam, niestety. Historia zupełnie jak w „Białym misiu”...

Harcerska miłość
Przychodzisz codziennie do naszej harcówki,
Dla ślicznej druhenki przynosisz borówki.
Przychodzisz codziennie, sam nie wiesz dlaczego
Ten obóz tak działa na ciebie kolego.

Ref.
Harcerska miłość to jakby nic nie było,
To jakby nam się śniło, to jakby powiał wiatr.
Harcerska miłość, na warcie fajnie było
I gwiazdy się liczyło od zmierzchu, aż po świt.

Gdy rano ci kumpel zwiastuje pobudkę,
Ty patrzysz na niego i oczy masz smutne.
Bo twoja dziewczyna ze swoją drużyną
Zdobywa sprawności, niepomna miłości.

Chcesz odejść daleko, już jesteś w pół drogi,
Gdy nagle ci chusta upada pod nogi.
To chusta dziewczyny dla ciebie jest znakiem,
Że jesteś harcerzem i fajnym chłopakiem.


Horacy Pisaty - na YT
Horacy Pisaty - lista moich piosenek

wtorek, 10 maja 1988

Ecie-Pecie są na świecie (wiecie czy nie wiecie?)

Po szerokim Bożym świecie
Chodzą sobie Ecie-Pecie.
Nic nie robią, tylko knują:
Coś naprawią, coś zepsują.

A gdy zmienią się w motyla,
To nadchodzi groźna chwila,
Bo jak mówią stare słowa,
Kto odkrywa, ten i chowa.

Gdyby chciały nam powiedzieć,
Ile mają w życiu niedziel,
Moglibyśmy zauważyć,
To, czego się nie da zważyć.

Jednak nie jest w ich zwyczaju
Oglądanie słońca w maju
I dlatego, drogie dzieci,
Słońce czasem jeszcze świeci.

W piątek chodzą do lekarza,
Bo się tak szczęśliwie zdarza,
Że piątego dnia tygodnia
Zamykana jest przychodnia.

Nikt na dobrą sprawę nie wie,
Gdzie mieszkają – czy na drzewie,
Czy w ogromnie małej sali,
Gdzie się jeszcze węglem pali.

Kiedy byłem małym chłopcem,
To słyszałem, że pokrowce,
Oburzone tą niewiedzą,
Oświadczyły, że wyśledzą
Miejsce przebywania winnych
Deszczu, śniegu, tudzież innych...,
Lecz nikt nie wziął ich w obronę,
Kiedy je na lewą stronę
Wywróciły Ecie-Pecie,
Bo złośliwe są, jak wiecie.
Reszel, 10.05.1988

Refleksja odautorska po 20 latach:

Pierwsza zwrotka powstała w Puszczy Piskiej w sierpniu 1987 roku. Był to tzw. "Najdzikszy Obóz na Świecie", który nasza drużyna rozbiła nad jeziorem Przylasek (odnoga jeziora Wiartel). Do Leśniczówki Pranie rzut beretem, więc weny poetyckiej nie zbrakło... Wena poetycka nasiliła się podczas samotnego pobytu w lesie (Trzy Pióra), gdy leżałem schowany pod własnoręcznie wykonanym zadaszeniem z trawy i paproci. Kolejne zwrotki nie powstały, bo zaczęło padać i trzeba było zająć się sprawami bytowymi. "Primum vivere, deinde philosophari...".

A kolejne zwrotki powstały, gdy porzuciłem pracę elektryka w pewnym państwowym zakładzie pracy w Reszlu. Wtedy stwierdziłem, że może jednak "Primum philosophari, deinde vivere...".

Tekst powyższy od biedy można podstępnie zamienić z tekstem piosenki "Bez słów - chodzą ulicami ludzie".

Piosenka z repertuaru Wolnej Grupy Bukowina i Elżbiety Adamiak, autorstwa Wojtka Belona.

W 1987 roku nie dotarłem do Prania, więc błąd ten naprawiłem w 2006 roku.
Na zapleczu Leśniczówki Pranie, tuż przed koncertem Stanisławy Celińskiej, Teresy Budzisz-Krzyżanowskiej i Mirosława Czyżykiewicza, idąc wąską ścieżką stanąłem oko w oko z Mieczysławem F. Rakowskim. Poznałem go od razu. On mnie nie :)


Po lewej Teresa Budzisz-Krzyżanowska, po prawej Stanisława Celińska. Mirosław "A ty nie lękaj się poezji" Czyżykiewicz chwilowo w ukryciu:


To zdjęcie budzi wspomnienie o latach w Technikum Elektromechanicznym w Kętrzynie, gdzie Pani Zenobia Grochowska uczyniła mnie recytatorem poezji Gałczyńskiego (i Norwida). "Dzikie wino zwiesza się wszędzie":


Horacy Pisaty - na YT
Horacy Pisaty - lista moich piosenek