środa, 30 maja 1990

Kaczmarski zapełnił Uranię

Koncert Jacka Kaczmarskiego z 30 maja 1990 roku... W ogóle miały być dwa koncerty, drugi następnego dnia. Ale odbył się tylko pierwszy, na drugi zabrakło już artyście sił...
Ja na szczęście kupiłem bilet na pierwszy dzień. „Urania” była pełna. Wyposażony w pożyczony od Dudka dyktafon (dzięki!) zasiadłem tuż pod samą sceną...


1. „Nasza klasa”.

Nie jest to moja ulubiona piosenka Kaczmarskiego z dwóch powodów. Po pierwsze zbyt popularna. Po drugie nie idzie mi jakoś na gitarce...

2. „Litania”.

Ten utwór poznałem na tym koncercie i od razu przypadł mi do gustu. Już następnego dnia grałem go sobie, a po kilku latach dorobiłem się własnej, unikatowej wersji z całkiem zmienioną muzyką.

3. „Przejście Polaków przez Morze Czerwone”.

Bardzo udana alegoria.

4. „Encore, jeszcze raz encore”.

Jedna z ulubionych piosenek mojej żony. Szczególnie w wykonaniu Cezarego Studniaka.

5. „Głupi Jasio”.

Jedna z tych piosenek, które na początku lat 90. uświadomiły mi, że Kaczmarski nie będzie do końca życia śpiewał „Obławy”.



6. „Tradycja”.

Uwielbiane przeze mnie, obrazoburcze, podejście do historii Polski. Integryści i ksenofobii szaleją ze wściekłości...

7. „Pan Kmicic”.

Sienkiewicz wielkim pisarzem był, ale nie znaczy, że wzorcem osobowym ma być polski warchoł.

8. „Epitafium dla Brunona Jasieńskiego”.

Zakochanych w Związku Radzieckim było w latach 30. sporo, nie tylko na Zachodzie, ale również w Polsce. Niestety, nie była to odwzajemniana miłość.

9. „Ballada wrześniowa”.

Żeby zaśpiewać taką piosenkę trzeba mieć niezłą kondycję... Ewentualnie można na niej ćwiczyć kondycję. Co do treści – w szkołach o tym nie uczyli…

10. „Katyń”.

O tym też nie było na historii. Tzn. w 1981 roku pani Wlazłowa powiedziała nam w przypływie odwagi, że w sumie nie do końca wiadomo jak tam było, bo wojska radzieckie i niemieckie przechodziły przez Katyń w tę i z powrotem.



11. „Czołg”.

Klasyczna scena z „Czterech pancernych i psa”. Rudy 102 wjeżdża latem 1944 roku na most na Wiśle, już już by zajął Warszawę, ale razi go faszystowski pocisk. No, nie dało rady, a tak chcieli...

12. „Jałta”.

Wdzięczna wykonawczo piosenka. Gdy dręczyłem nią na początku lat 90., nie sądziłem, że będę kiedyś nocował w Jałcie. Mają tam nawet czynny długo w noc McDonald’s. Czyli Stalin jednak przegrał...

13. „Opowieść pewnego emigranta”.

Może by sobie tej piosenki posłuchała inkwizycja lustracyjna?

14. „Powódź”.

Smutna piosenka o smutnych czasach.

15. „Rozbite oddziały”.

Śpiewałem tę piosenkę w Związku Radzieckim. Konkretnie w pociągu na eksterytorialnej trasie z Zagórza do Przemyśla. Nie tylko Maryla Rodowicz i Skaldowie mieli koncerty w ZSRR...



16. „Mury”.

Zajechana na śmierć piosenka. A klaskanie publiczności, gdy artysta śpiewa o klaszczących tłumach, to już dewiacja...

17. „Powrót sentymentalnej panny S”.

Przepraszam, że wytłumaczę: to o Solidarności. Tamtej oczywiście.

18. „Zmartwychwstanie Mandelsztama”.

Jak się zagra tę piosenkę na dwóch stronach basowych, to wychodzi zimna fala, straszny dół. Joy Division normalnie.

19. „Kara Barabasza”.

Nigdy tego nie grałem.

20. „Lalka czyli polski pozytywizm”.

Też nie grałem.



21. „Obława”.

Ktoś nie grał „Obławy”? Moje pierwsza dwa wykonania były bez gitary. Najpierw około 1977 roku w drodze do szkoły z miesięcznikiem „Radar”. Potem w 1983 roku na ognisku w Ustroniu. A potem już z gitarą. Kondycja niezbędna.

22. „Obława II”.

Z czterech „Obław”, jakie napisał Kaczmarski, tę lubię najbardziej. Można grać szybko, można grać wolno. Punk, blues, hard rock, marsz. Co kto woli.

23. „Obława III”.

Sam Kaczmarski nie wyrobił tempa utworu. Spróbujcie śpiewać w tym tempie dwie godziny...

24. „Zbroja”.

Długie lata sądziłem, że skończyła mi się wtedy taśma, bo mam ten utwór urwany... Archeologiczne badania wśród swego tysiąca kaset magnetofonowych doprowadziły do odnalezienia tego utworu nagranego własnoręcznie na pożyczonym od Dudka stereofonicznym (czego raczej nie słychać) dyktafonie.