piątek, 23 września 1994

Znienacka

To było piątkowe wrześniowe popołudnie. 23 września 1994 roku pełniłem dyżur reporterski w GW. Starzy wyjadacze poszli sobie do domu, w końcu było już po godz. 15.00. Nagle (znienacka, że tak powiem) radio podaje, że w Morągu zmarł Zbigniew Nienacki. Dzwonię do Tadzia, naszego redakcyjnego guru od kultury, ale ten bagatelizuje sprawę. „E tam, nie ma o czym pisać...”. Środowisko literackie lubi pielęgnować urazy, nawet w obliczu spraw ostatecznych. Może Tadzio nie trawił Nienackiego za jego działalność w PZPR i ORMO. A może po prostu nie spodobała mu się poetyka Skiroławek...
Wspólnie z kolegą wysmażyliśmy naprędce tekścik. Ja dzwoniłem do morąskiego szpitala, kolega przygotował krótki biogram. Notka ukazała się w sobotnim wydaniu. Czułem się dziwnie, żegnając po 20 latach od pierwszego spotkania z Panem Samochodzikiem jego autora.