środa, 2 maja 2007

Za dużo się spodziewałem

Podobno będziemy mieli w Gdańsku muzeum II wojny światowej. Póki co musi nam wystarczyć Pomnik Obrońców Wybrzeża.


Szczerze mówiąc Westerplatte nie zrobiło na mnie wielkiego wrażenia. Może za dużo się spodziewałem. Może pewne formy po prostu się zdezaktualizowały... Na przykład to słuszne skądinąd hasło.


I czasem można odnieść wrażenie, że okolica jest ciekawsza od samego pomnika.


Co prawda, to prawda. Po wojnie postawiliśmy w Polsce tysiące pomników, niestety, bardzo do siebie podobnych.


Japońskim gościom na pewno się podoba. Mimo że dla nich II wojna światowa zaczęła się wcale nie 1 września i nie w Gdańsku. Skończyła zresztą też nie 8 maja i nie w Berlinie.


Filmik.

wtorek, 1 maja 2007

Z wody niemieckiej do polskiej

12 października 1909 roku w Hamburgu zwodowano statek szkolny niemieckiej marynarki handlowej. Najpierw nazywał się „Prinzess Eitel Friedrich”, potem „Colbert”, następnie „Pomorze”, a na końcu „Dar Pomorza”. I tak już zostanie na zawsze.


A więc najpierw był niemiecki, po I wojnie światowej trafił w ręce Francuzów, którzy odsprzedali go nam za 7 tys. funtów (ciekawe czemu nie za franki...). To trochę jak dziś z samochodami, z tym, że pomijamy etap francuski.


W drodze to Polski zaliczył jeszcze remont w Danii i od 1930 do 1982 roku służył pod polską banderą. Z sześcioletnią przerwą w latach 1939-1945, gdy stał sobie internowany w Sztokholmie.


Wizyta w Gdyni bez spaceru pod „Dar Pomorza” wydaje się nieważna. Czyż w 1995 roku nie wyglądałem jak wilk morski?

Od morza do morza

Pod koniec XV wieku Rzeczpospolita sięgała od Bałtyku po Morze Czarne. Nawet nie patrząc na osadzone mocno na wschodzie i południu Wielkie Księstwo Litewskie, to samo Królestwo Polskie sięgało lennem mołdawskim nad północno-zachodnie wybrzeże Morza Czarnego (od Białogrodu nad Dniestrem po Kilię, miasta na dzisiejszej Ukrainie).
No i dobra. Było, minęło i nie wróci. Spadliśmy z wysokiego konia, ale niektórzy z wyższego. W XIX wieku Grecy pasali kozy na ruinach Akropolu...
Z taką mało mocarstwową refleksją pochylam się nad zdjęciami znad dwóch mórz – z Akwarium Gdyńskiego i z delfinarium w Sewastopolu (i również tamtejszego akwarium). W XV wieku nie było oczywiście ani powstałej w 1926 roku Gdyni, ani założonego w 1783 roku na Krymie Sewastopola. Na Krym zresztą Rzeczypospolita nigdy nie sięgnęła, co więcej – musiała się ścierać się z Chanatem Krymskim, który w tym samym czasie, co Polska podzielił jej losy, przechodząc ostatecznie w 1783 roku w ręce Rosji.
Do Krymu jeszcze kiedyś wrócę (boję się, że może nie zabraknąć okazji...). A na razie zdjęcie z delfinarium w Sewastopolu (2003 rok).

Byliśmy również w sewastopolskim akwarium, ale chyba pożałowałem kilku hrywien za zgodę na robienie zdjęć. Niepojęte są pokłady ludzkiego skąpstwa...

W gdyńskim akwarium (Aleja Jana Pawła II na Molo Południowym) dopłacać za robienie zdjęć nie trzeba, a 14 zł za bilet to niewygórowana cena. Dziś u mnie za darmo :)


Dalej już bez słów...