czwartek, 31 lipca 2008

Harcerskie ABC (8) – C jak chusta

Jak u Stendhala: czerwone i czarne. Za moich czasów (a było to drogie dzieci w latach osiemdziesiątych) nosiło się chusty głównie w dwóch kolorach – czerwonym i czarnym. Miało to swoje oczywiste zalety. Ten dychotomiczny podział odpowiadał z grubsza nieskomplikowanemu wizerunkowi ówczesnej Polski – coś było nasze lub nie nasze.
Harcerz w czerwonej chuście (w dodatku nylonowej) to było biedne dziecko zaciągnięte siłą do szkolnej drużyny, którą prowadziła pani nauczycielka, wydająca komendy w stylu „Dzieci, zbióreczka!” (towarzyszyło temu klaskanie w ręce).
Czarna chusta to już było coś. Typowa drużyna używająca tego koloru nie związana była ze szkołą, miała możliwie niski numer (najwyżej 7 lub wyjątkowo 13), walczyła z hufcem i chorągwią o lepsze harcerstwo i w ogóle była dumna jak koń śmieciarza.
Czerwoną nylonową chustę kupowało się oczywiście w Centralnej Składnicy Harcerskiej. Czarnych chust nikt tam wówczas nie sprzedawał („Nie ma takiego koloru w tęczy” – mówiła reżimowa propaganda). Zostawała manufaktura – z apteczek znikały trójkątne chusty lekarskie, w ostateczności zabierało się najmłodszemu rodzeństwu pieluchę. Następnie siostra za dwa lizaki obszywała materiał na maszynie (podwójnym szwem!!!) i jeszcze tylko farbowanie. Detalicznie można było w garnku, ale dla całej drużyny to już tylko w pralce (matka potem się dziwiła, czemu pościel szarzeje po praniu).
Czarny kolor blaknie na słońcu szczególnie szybko, przeciwdziałało temu podobno moczenie w ciemnym piwie. Niektórzy zamiast chust zaczęli z czasem moczyć mordy (pardon...).
Moje chusty? Proszę bardzo:
- czerwona w białe grochy w Gromadzie Zuchowej „Muchomorki” przy Zbiorczej Szkole Gminnej w Gorzycach koło Sandomierza – 1975-1976:


- czerwona (oczywiście!) podczas pierwszego harcerskiego obozu w 1982 r. w Harasiukach (nikt nie wie, gdzie to jest, więc patrz: HARASIUKI),
- zielona w 24 Drużynie Starszoharcerskiej przy Technikum Elektromechanicznym w Kętrzynie – 1982-1985 (patrz: TRZY SZCZEPY),
- czarna, która towarzyszy mi od 1985 r. do dziś w różnych mutacjach „Szarpii”, „Żuawi” i 2 Olsztyńskiego Szczepu Harcerskiego (patrz: SZARPIE, ŻUAWI, 2 OLSZTYŃSKI SZCZEP HARCERSKI):


Pojawiły się jeszcze w tamtych czasach białe chusty, ale to zupełnie inna historia... (patrz: SWOBODNE ELEKTRONY).

wtorek, 22 lipca 2008

Joanna miała na pieńku z Marią

Lady Jane, czyli Joanna Grey, była przez dziewięć dni królową Anglii, ale to wystarczyło, by stać się bohaterką paru filmów oraz piosenki Rolling Stonesów. Dziś o Lady Jane po angielsku, po polsku i po czesku.
Najpierw jednak rys historyczny... Joanna Grey została królową Anglii w wieku niespełna 16 lat 10 lipca 1553 roku. Stało się to w wyniku intrygi regenta Johna Dudleya, który nie chciał dopuścić do powrotu na tron katolików. A Jane była protestantką. Prawowitą następczynią tronu po zmarłym 6 lipca 1553 roku Edwardzie VI powinna być Maria (Maria I Tudor), która była katoliczką. Maria zebrała poparcie wśród katolików i 19 lipca obaliła Jane.
Maria I Tudor, zwana też Krwawą Mary, podobno nie chciała zabijać Jane, ale musiała to zrobić, by ktoś znów nie wykorzystał jej do rebelii. Dała jej zresztą szansę - wystarczyło, by nawróciła się na katolicyzm. Jane była jednak żarliwą protestantką, więc 12 lutego 1554 roku zakończyła swój 16,5-letni żywot na pieńku...
Tak jej ostatnie chwile przedstawił Paul Delaroche na obrazie „Egzekucja Lady Jane Grey” z 1883 roku:

Tego samego dnia został również ścięty jej o rok starszy mąż Guildford (syn Dudleya). Piosenka Rolling Stonesów wydaje się być śpiewana właśnie z pozycji Guildforda...

Oddajmy głos ustom Micka Jaggera:

To telewizyjne nagranie z 1966 roku, kiedy to powstała ta piosenka. Zwracam uwagę na Briana Jonesa i jego dziwny instrument. To jest dulcimer. Może się zdziwicie, ale to jest prototyp fortepianu. Pasuje do epoki, czyli połowy XVI wieku.

Teraz po polsku, czyli moje tłumaczenie:


Słodka Lady Jane,
Znowu widzę Twój cień
Twój sługa to ja,
Niech niewola wciąż trwa
Posłuchaj moich słów
Kolana zgiąłem znów
Oddaję się Lady Jane
 
 Droga Lady Anne,
Już nadchodzi ten dzień
Dałem słowo Ci, lecz
Proszę uwolnij mnie
Już kończy się ta gra
Twój czas dosięga dna
Ślubuję wierność Lady Jane
 
Och słodka Marie,
Łaski nie żałuj mi
Zegar przyspiesza bieg,
Topór czeka też mnie
Małżeństwo dali nam
Są prawa, które znam
Życie trwa wiecznie z Lady Jane
Olsztyn, 22.07.2008

Jest i czeska wersja. Śpiewa Václav Neckář:
Czeska wersja „Lady Jane” jest trochę na inny temat. Autor skoncentrował się na urodzie Jane, porzucił zupełnie wątki historyczne:
Váš smích, lady Jane,
To je říčka a mlejn,
Zpěv jar, voda z hor,
Jasný zvon, ptačí chór.
Úsměv je bílý pléd,
Ve kterém já se zhléd',
Srdce jsem dal vám, lady Jane.
 
Váš pláč lady Ann
Je jen temný den
Kdy hrom v dálce zní
A zpěvy pohřební
Smutek je prázdný dvůr
Kam nejde trubadur
Jde zpívat dál tam k lady Jane.
 
Zpěv můj patří vám
Vy jste jas jitřní chrám
Váš smích bych si přál
Odměnou za chorál
Pár bílých úsměvů
Pár něžných záchvěvů
Rád bych vám vzal lady Jane.
Śpiewało się po angielsku, niemiecku, rosyjsku, hiszpańsku, włosku, węgiersku, duńsku i bułgarsku, a nawet po łacinie i w hinduskim. A, i jeszcze po arabsku. Czemu więc jeszcze nie po czesku? Nadrobiłem tę zaległość:

Harcerskie ABC (7) – B jak Bóła

Mariusz B., zwany też von Kromke. Pierwszy drużynowy i jeden z założycieli 2 Olsztyńskiej Męskiej Drużyny Harcerskiej „Szarpie” (patrz: SZARPIE). Dwukrotny komendant hufca „Rodło” (patrz: RODŁO) – pierwszy, który nie musiał otrzymać akceptacji na tę funkcję Komitetu Miejskiego Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. I tak by nie otrzymał, bo Wielkiej Partii Polskiego Proletaryatu od pięciu miesięcy nie było w chwili wybierania Bóły na komendancki stołek.
O najbardziej znanym i brzemiennym w skutki incydencie związanym z Bółą już pisałem, ale przypomnę, że poszło o sznurek (z „Szarpii” do sznurka w końcu tylko kilka ruchów). Podczas obozu w Szerokim Borze w 1987 r. (patrz: SZEROKI BÓR) zabrakło sznurka do robienia prycz, a prycze ważna rzecz na obozie drużyny z czarnymi chustami (patrz: CHUSTA). Nie wymieniajmy winowajcy z nazwiska, ważniejsze, że Bóła uznał to fatalne niedociągnięcie za wystarczający powód by porzucić nie tylko ledwo rozpoczęty obóz, ale również swe zaledwie dwuletnie dziecko czyli „Szarpie”. Pamiętajmy, że w tamtych czasach z powodu braku sznurka do snopowiązałek zwoływano plena KC PZPR i odwoływano ministrów (no, może dyrektorów departamentu).
Różnie zareagowano na emocjonalną decyzję Bóły (potem chyba jej żałował?). Ja z obozowych zapasów wydzieliłem Bóle kiełbasę na drogę, za to Gałąz (patrz: GAŁĄZ) podczas wieczornego ogniska wrzucił do ognia chustę i pagony Bóły, uznając, że ten symboliczny gest ma wymazać renegata raz na zawsze z naszej pamięci. Zapadła głęboka cisza, a nad nami szumiały tylko ogromne jodły z Puszczy Piskiej...

To było na tym obozie. Bóły nie ma na zdjęciu. Przecież już sobie poszedł :) Jestem ja:

piątek, 18 lipca 2008

Harcerskie ABC (6) – B jak Baranówka

W latach osiemdziesiątych baza obozowa hufca Braniewo, 4 km od Fromborka (patrz: FROMBORK). Odbębniłem tam trzy obozy (1984, 1985 i 1988), jeden biwak (1989) i jedną nieudaną peregrynację (2005).
W sierpniu 1984 roku byłem tam uczestnikiem Starszoharcerskiej Akcji Szkoleniowej kształcącej kadry drużyn starszoharcerskich. Kultowy SAS odbudowywał harcerstwo starsze po niesławnym okresie HSPS (Harcerska Służba Polsce Socjalistycznej, 1973-1981). Na zgrupowaniu były 4 chorągwie: olsztyńska, elbląska, gdańska i słupska. Na koniec pojechaliśmy w Bieszczady na Polową Zbiórkę Harcerstwa Starszego (patrz: PZHS).
Na zdjęciu uczestnicy olsztyńskiego obozu SAS, już w Olchowcu w Bieszczadach. Ja skromnie na końcu po prawej stronie:


Fascynujący był zwłaszcza drugi pobyt, w sierpniu 1985 roku, czyli obóz szkoleniowy drużynowych starszoharcerskich Chorągwi Warmińsko-Mazurskiej. Było tak: 10 uczestniczek, jeden uczestnik, Gałąz (patrz: GAŁĄZ) w roli komendanta i ja jako oboźny. Max ze znanego filmu Juliusza Machulskiego słusznie zauważył w takiej sytuacji: „Konkurencji praktycznie żadnej...”. Cóż, program TEŻ leżał. A to wszystko w ramach operacji „2001 Frombork” (nie mylić z operacją „Frombork 1001” z lat 1966-1973).
Zdjęcie sprzed bramy obozowej. Od lewej Paweł Bielkuński, Jolanta Ostrouch, Robert Zienkiewicz, Andrzej Gałązka. Przy szlabanie dwaj druhowie z Elbląga.


Trzeci obóz w Baranówce to sierpień 1988 roku. Nadal operacja „2001 Frombork”. Tym razem obóz dziennikarski pod wodzą Adama Czetwertyńskiego. Wydawaliśmy co 2-3 dni gazetę dla całej operacji. Technologia wydawnicza: pisało się długie wstęgi na papierze (że niby takie szpalty), potem się to „łamało” nożyczkami czyli układało na stronie, a potem jechało to do polowej drukarni powielaczowej. Przed drukarnią miał swój namiot druh cenzor...
Po latach okazało się, że kilka osób z tego obozu pracuje w mediach, np. Kamil, Katarzyna czy Alicja. Ja też :)
Zdjęcia z obozu dziennikarskiego z Baranówki z 1988 roku nie mam, ale mam z 1989 roku, gdy już mnie tam nie było:

Fot. Radek Paszkowski

Latem 1989 roku nie byłem w Baranówce, ale 24-28 maja byliśmy tam na kameralnym biwaku z 2 Kręgiem Starszoharcerskim „Szarpie”. Rozbiliśmy się w krzakach nad rzeką i mieliśmy dwa cele: 1. żeby nas nie zobaczyli uczestnicy biwaku Harcerskiej Akademii Wiedzy (patrz: HARCERSKA AKADEMIA WIEDZY), 2. żeby coś zjeść (problemy z aprowizacją typowe dla schyłkowej komuny plus puste kieszenie).
W sprawie jedzenia było tak: mieliśmy konserwy rybne, ale jakoś nam nie smakowały. Więc postanowiliśmy zrobić z nich zupę rybną wzbogaconą pokrzywami. Też nie smakowała, więc została w garnku na noc. W nocy do zupy napadał deszcz, ale nad ranem zdobyliśmy kilogram mąki. Dodaliśmy mąkę do zupy i usmażyliśmy na jakiejś blasze kotlety rybne. Też nie smakowały, ale byliśmy już nieźle głodni, więc długo nie leżały :)
Takie oto okoliczności przyrody. Jozeph przygrywa na gitarce, a ja na fujarce:


Potem przez długie lata nie byłem we Fromborku, aż w końcu w maju 2005 roku wybrałem się z żoną i Cypkiem na nostalgiczną wycieczkę. Frombork znaleźliśmy, ale próba dotarcia do bazy w Baranówce ukrytej w krzakach okazała się nieudana. Pół godziny biegania po wykrotach nad rzeką Baudą nie dało rezultatów. Jeszcze tam wrócimy!

niedziela, 13 lipca 2008

Harcerskie ABC (5) – B jak Bandycki napad

Wydarzenie z sierpnia 1986 roku. Mityczna operacja pacyfikacyjna przeprowadzona przez zmasowane siły obozu szkoleniowego „Wirydarz” (patrz: WIRYDARZ), których ofiarą miał paść obóz „Archeo” stacjonujący na Polach Grunwaldu (patrz: GRUNWALD).

Pocztówka z epoki...

Wołoszański relacjonował w „Sensacjach XX wieku”:
- 16.00 – kursanci z „Wirydarza” poznają tajniki użycia petard i świec dymnych oraz podstawowe chwyty wręcz,
- 20.00 – przeszkolona i uzbrojona banda wyrusza z obozu w Brzeźnie na odległe o 16 km Pola Grunwaldzkie,
- 23.45 – napastnicy przez wsie Leszcz i Ostrowite docierają na Kopiec Jagiełły,
- 23.50 – Bóła (patrz: BÓŁA) wydaje krótkie rozkazy: „O godz. 1.00 napaść na wraże Archeo, obrzucić materiałami pirotechnicznymi, wycofać się, o 1.45 zbiórka na kopcu!”,
- 00.10 – parami damsko-męskimi złoczyńcy skradają się w kierunku obozu „Archeo”,
- 00.35 – Bóła zaczaja się z 3-kilogramową świecą dymną od strony szosy; kładzie świecę pod głowę i... zasypia,
- 0.37 – Gałąz (patrz: GAŁĄZ) skrada się od strony ubikacji,
- 0.41 – Robas (patrz: ROBAS) i Aśka Z. udając zakochaną parę zbliżają się po otwartym terenie od strony pomnika,
- 0.43 – fałszywi kochankowie usiłują wkroczyć do obozu od strony lasu, gdy nagle na ramię Robasa spada stalowa ręka wartownika i padają słynne słowa – „I co, ojciec?”. Wartownik ojcem już nie zostanie, gdyż z ciemności nadciąga niespodziewanie z odsieczą Jacek B., brat Wertepiusza (patrz: WERTEPIUSZ), i silnym kopniakiem w krocze unieszkodliwia strażnika.
- 0.45 – cienkim, ale donośnym głosem wartownik wszczyna alarm,
- 0.46 – w obudzonym obozie słychać szczęk wyciąganych z namiotów stalowych zapałek,
- 0.47 – oswobodzony Robas gubi swoją partnerkę i nerwowo biegając po polu trzęsącymi się z zimna oraz emocji rękoma usiłuje odpalić świecę dymną,
- 0.48 – przez bramę obozu wybiegają dziesiątki uzbrojonych w zapałki od namiotów i rozpórki z kanadyjek archeologów,
- 0.49 – Robas odpala w końcu święcę i zdezorientowany rzuca ją w kierunku przeciwnym do obozu,
- 0.50 – obudzony znienacka Bóła zdając sobie sprawę, że jest otoczony przez przeważające siły nieprzyjaciela i może stracić cenną świecę dymną, decyduje się na jej zakopanie,
- 0.52 – Gałąz wpada w alejkę prowadzącą do obozu z zamiarem odpalenia petard, ale po chwili wystrzela z niej jak z procy goniony przez dwudziestkę rozjuszonych archeologów (z dwudziestometrowej sosny schodzi o godz. 1.31),
- 1.02 – jest już po bitwie – „Archeo” bierze trzech jeńców, których nazwiska przepadły w niepamięci; zaczyna się odwrót na kopiec,
- 1.50 – „Wirydarz” liczy straty,
- 2.05 – początek długiego i męczącego powrotu do Brzeźna,
- 6.30 – powłóczyste wejście do obozu „Wirydarza”,
- 7.00 – „Wirydarz” rozpoczyna służbę na kuchni,
- 13.00 – wracają wzięte do niewoli dziewczyny.
Następnego dnia komenda operacji Harcerze Grunwaldowi wydaje rozkaz zabraniający organizowania podchodów, a całe zdarzenie określa jako „bandycki napad”.
No więc zgoda – bandyckim napadom nasze twarde NIE, ale prawdziwe harcerskie podchody – proszę bardzo.

W tym miejscu Bóła zakopywał cenną, trzykilogramową święcę dymną


Wizja lokalna 19 lat po tamtych wydarzeniach


A teraz zupełnie inny wybryk w zupełnie innym czasie:
Cytat za http://www.policja.pl/ z 11.05.2007 r.: "Ostródzcy policjanci zatrzymali Andrzeja K., któremu zarzucono kradzież tablic pamiątkowych z Pól Grunwaldzkich. 39-latek planował je sprzedać za 600 złotych na skupie złomu. Do zdarzenia doszło w nocy z 4 na 5 kwietnia br. w Grunwaldzie. Z Pól Bitwy Grunwaldzkiej z Pomnika Krakowskiego i Ruin Kaplicy, zostały skradzione dwie mosiężne tablice z napisami okolicznościowymi o wartości 5 tys. zł na szkodę Muzeum Bitwy Grunwaldzkiej. Policjanci nadal poszukują fragmentów pamiątkowych tablic."

środa, 9 lipca 2008

Zespół na B. śpiewa piosenkę na S.

Zabawy w tłumaczenie ciąg dalszy. Dziś wyjątkowa okazja (jutrzejsze urodziny Żony), wyjątkowy zespół (Beatles) i wyjątkowa piosenka („Something”).

Moje tłumaczenie, specjalnie na urodziny Żony:

Piękny jest jej każdy krok
Nie widzę oczu innych kobiet
Wzrusza mnie jej smutny wzrok
I nie chcę zostawić jej już
Bo wierzę w zbliżenie dusz

Uśmiech jej mówi, że wie
Nie szukam oczu innych kobiet
Widzę, że wybrała mnie
I nie chcę zostawić jej już
Bo wierzę w zbliżenie dusz

Czy moja miłość będzie trwać?
Któż da znać, któż da znać
Czy będę mógł ci drogę dać
Któż da znać, któż da znać

W jakiś sposób ona wie
Że mogę myśleć tylko o niej
Czuję, że wybrała mnie
I nie chcę zostawić jej już
Bo wierzę w zbliżenie dusz
Olsztyn, 7-9.07.2008

Frank Sinatra powiedział, że to najpiękniejsza piosenka miłosna świata...

Moja żona nie lubi Paula McCartneya, ale mam nadzieję, że wybaczy mi tę wersję „Something”:


Koncert poświęcony pamięci zmarłego 29 listopada 2001 roku Georga Harrisona, który skomponował tę piosenkę w 1969 roku na album „Abbey Road”. Paul zaczął na ukelele (taka mała gitarka) a dzieła dokończył Eric Clapton. Ironia losu polega na tym, że Clapton przyjaźnił się z Harrisonem i odbił mu Pattie Boyd, dla której George napisał „Something” (a Clapton „Laylę”).
George i Pattie

1 sierpnia 1971 roku Harrison zorganizował w Nowym Jorku charytatywny koncert dla Bangladeszu. Wersja z tego koncertu:
Pomylił się cokolwiek w słowach... To ze wzruszenia :)

Horacy Tłumacy - na Facebooku
Horacy Tłumacy - na YT Horacy
Tłumacy - lista przetłumaczonych piosenek

wtorek, 8 lipca 2008

Harcerskie ABC (4) – B jak Bałdy

Drętwa i kultowa zarazem baza wypoczynkowa olsztyńskiego harcerstwa. Całe pokolenia jeździły tam w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych na obozy, gdy baza należała do hufca „Rodło” (patrz: RODŁO). Nie poznał życia ówczesnego harcerstwa, kto nie był w Bałdach.
Ostatni duży obóz „Rodła” w Bałdach to 1989 r. – 2 Olsztyński Szczep Harcerski (nie mylić z „Szarpiami”, patrz: 2 OLSZTYŃSKI SZCZEP HARCERSKI), 19 Olsztyński Szczep Harcerski. Czas był trudny i przełomowy, więc wydarzenia niecodzienne – nieformalny komendant podobozu ukryty w latrynie przed wizytacją, ponadprogramowe wyprawy do Poznania, Szczecina, Częstochowy i „na przełaj”, a na domiar wszystkiego Wojciech Jaruzelski został prezydentem PRL. Nie wiedzieć, co gorsze...
Przyrzeczenie harcerskie złożył wówczas m.in. Łukasz R., zwany Komarem.
Bohater tragikomiczny: Gulwa – nie dość, że pokąsały go osy, to jeszcze okoliczni biwakowicze ukradli mu plecak.
W latach dziewięćdziesiątych baza przeszła w ręce innego hufca i dobrze im tak - okoliczni biwakowicze nadal mają co robić...


Część męskiej kadry 2 Olsztyńskiego Szczepu Harcerskiego czyli Rysiek G., Rafał Ś., Józef R. i ja we własnej osobie na obozie w Bałdach w lipcu 1989 roku

poniedziałek, 7 lipca 2008

Miał kobiet ile chciał

Spodobała mi się zabawa w tłumaczenie. Pozycja Stanisława Barańczaka wydaje się być jednak niezagrożona :)

Dziś rock progresywny w najbardziej klasycznym wydaniu czyli super trio Emerson, Lake And Palmer. Moje wczorajsze tłumaczenie:

Miał piękne białe konie
I kobiet ile chciał
Ubrane w satynę
Czekały, by je miał

O, szczęśliwy to był gość
O, szczęśliwy to był gość

Koronki i pióra
Zdobiły łoże mu
A złote materace
Tuliły go do snu

O, szczęśliwy to był gość
O, szczęśliwy to był gość

Wyruszył na wojnę
Za króla i za kraj
Za honor i za chwałę
Lud pieśń mu swą dał

O, szczęśliwy to był gość
O, szczęśliwy to był gość

Znalazła go kula
I poczuł krwi swej smak
Bogactwo na próżno
Już leży na wznak

O, szczęśliwy to był gość
O, szczęśliwy to był gość
Olsztyn, 6.07.2008

Jak to brzmiało? Wersja koncertowa z 1974 roku, w której zobaczymy tylko Grega Lake’a:

Studyjne nagranie z 1970 roku kończyło się zgoła inaczej (do akcji wkraczał Keith Emerson ze swoim syntezatorem).

Moja 1 wersja:

Moja 2 wersja:

Horacy Tłumacy - na Facebooku
Horacy Tłumacy - na YT
Horacy Tłumacy - lista przetłumaczonych piosenek

niedziela, 6 lipca 2008

Podatki, miłość i rozterki egzystencjalne

Zespół The Kinks nagrał wiele piosenek, które przeszły do historii. Jedna z nich od miesięcy nie dawała mi spokoju. Więc ją sobie przetłumaczyłem :)

Więc teraz mogę sobie śpiewać po polsku:


Podatki płacę cały rok
W mieszkaniu pustka, cisza, mrok
A niby słońce świeci cały dzień

Mój statek nie popłynie już
Podatków bał się, a nie burz
Bo przecież słońce świeci cały dzień


Ratuj, ratuj, ratuj mój wdzięk
Mam tu kolesi, którzy chcą złamać mnie
A ja tak lubię luksusowo żyć
Żyć przyjemnie, mieć, nie być
A niby słońce świeci cały dzień
W ten letni czas

Mam puste łóżko i garaż
U teściów utraciłem twarz
Że niby piję, biję i piję znów

A teraz siedzę sobie tu
Schłodzone piwo daje luz
Bo przecież słońce świeci cały dzień


Pomóż, pomóż, pomóż spłynąć stąd
Lub daj mi wybrać stary stały ląd
Bo tak lubię luksusowo żyć
Żyć przyjemnie, mieć, nie być
A niby słońce świeci cały dzień
W ten letni czas
Olsztyn, 5/6.07.2008

Refleksja odautorska po 8 godzinach:
Wyjaśnienie w sprawie fragmentu I refrenu („Żyć przyjemnie, mieć, nie być”). Mieć czy być? – na tak postawione pytanie niektórzy odpowiedzieli „wolę być” i w 1984 roku założyli ruch ekologiczno-pokojowy „Wolę być”. Ostoją ruchu był harcerski tygodnik „Na przełaj”. Po latach wydaje mi się to dość dziwne, że taki anarchizujący ruch mógł w ogóle zacząć działać po ledwo co zakończonym stanie wojennym. „Na przełaj” mogło sobie zresztą pozwolić na wiele kontrowersyjnych tematów. Jeszcze bardziej dziwnie wygląda to, że ruch sprzeciwiający się konsumpcyjnemu stylowi życia powstał w epoce, gdy nie było co konsumować :)
W 1986 roku zostałem członkiem „Wolę być”. Stało się to na Stachuriadzie we Fromborku. Kiedyś o tym napiszę...

Horacy Tłumacy - na Facebooku
Horacy Tłumacy - na YT
Horacy Tłumacy - lista przetłumaczonych piosenek

środa, 2 lipca 2008

Harcerskie ABC (3) – A jak Arendt Małgorzata

Komendantka Chorągwi Warmińsko-Mazurskiej (patrz: CHORĄGIEW) w latach 1989-1991. Od 1988 r. do 1990 r. animatorka Harcerskiej Akademii Wiedzy (patrz: HAW), w latach osiemdziesiątych instruktorka Szkoły Harcerstwa Starszego „Perkoz” koło Olsztynka (patrz: PERKOZ).
„Nowa komendantka olsztyńskiego harcerstwa” – krzyczała tytułem „Gazeta Olsztyńska” we wrześniu 1989 r. „Głową betonu nie przebijesz” – taki nagłówek powinien pojawić się w kwietniu 1991 r., gdy Zjednoczone Siły Betonu nie dopuściły do Jej ponownego wyboru na komendancki stołek. Jedyne praktycznie wsparcie na odbywającym się wówczas zjeździe otrzymała Gośka od hufca „Rodło” (patrz: RODŁO). To wtedy na koniec burzliwej dyskusji padły z moich ust pamiętne słowa: „Jestem z hufca Rodło i jestem z tego dumny!” (patrz: JESTEŚMY Z HUFCA RODŁO I JESTEŚMY Z TEGO DUMNI).

Druhna Małgorzata w „Perkozie”, 23 września 1988 roku:

To był Zlot Pięciolecia SHS "Perkoz".

Gosi Arendt dedykowaliśmy wycięte w sierpniu 1988 roku w bieszczadzkim lesie serce. To nie to, co myślicie :) Było tak: na górskim szlaku w pobliżu Suchych Rzek napotkaliśmy ścięte drzewo, które miało przekrój ogromnego serca. Wróciliśmy do stanicy, znaleźliśmy dwuręczną piłę „twoja-moja” i już po jakiejś godzinnie wyczerpującego rżnięcia mieliśmy drewniane serce szerokości ok. metra. W drodze powrotnej dbaliśmy o nie jak o największy skarb, ale niektórzy nie czuli bluesa... „Panie, tu nie tartak!” – zaprotestował oburzony pracownik przechowalni bagaży na dworcu w Krakowie.
Serduszko dojechało i opatrzone wypaloną w drewnie dedykacją trafiło w ręce Małgorzaty. Ciekawe, gdzie teraz jest? I druhna Gosia, i serce…

Z tego budynku wzięliśmy piłę (wiosną 2008 roku budynek wraz z całą bazą w Suchych Rzekach przestał istnieć):

Fotka Radka Paszkowskiego.