piątek, 26 czerwca 2009

Każdemu kiedyś odetną zasilanie

Minimum słów. Epitafium dla MJ dzisiejszym rankiem uczynione przy użyciu enerdowskiej gitary i sprytnego komputera.


Utwór da się rozpoznać przy odrobinie dobrej woli...

środa, 24 czerwca 2009

Kontrowersyjna sprawa wsi Bździochy

Jeśli czegoś zazdroszczę dzisiejszym 60-latkom, to tego, że przeżywali swoją młodość w latach 60. XX wieku. Oczywiście był to czas Władysława Gomułki i samochodów marki syrena, ale również Beatlesów i Breakoutów. I jeśli PRL wypada coraz lepiej w badaniach opinii publicznej, to przecież nie z powodu towarzysza Wiesława. Mam nadzieję :)

Od kilku dni obserwuję, jak nastolatki z 1964 roku mierzą się dziś, po 45 latach, ze swoją młodością. Andrzej Mielnicki ma w „Gazecie Olsztyńskiej” wspaniały cykl o harcerzach, którzy latem 1964 roku (gdzieś pomiędzy „A Hard Day’s Night” i „Beatles For Sale”) zakopali pod Grunwaldem butelkę z rozkazem dopuszczającym ich do przyrzeczenia harcerskiego. Pola Grunwaldzkie są właśnie „w remoncie”, więc butelkę ktoś odkopał. Na naszych oczach powstała oto kolejna warstwa archeologiczna...

Andrzej szuka harcerzy z tamtych lat. Odnaleźli się już:
- Janina Janisiewicz,
- Krystyna Lewkowicz,
- Irena Wądołowska,
- Elżbieta Czujak,
- Jerzy Orzeł (nie żyje),
- Janusz Mierzejewski,
- Wiesław Wojsław,
- Wiesław Czułowski.

Pozostałe osoby na liście w butelce:
- Regina Żarnoch,
- Genowefa Berg,
- Janina Patynia,
- Maria Jóźwiak,
- Danuta Wielkosz,
- Zofia Gryczewska,
- Elżbieta Englender,
- Jadwiga Gębke,
- Alina Żeoer (?)
- Jadwiga Ogórek,
- Krystyna Niewińska,
- Włodzimierz Olifirko,
- Bogumił Giewartowski,
- Edward Nowar,
- Julian Gołębiewski,
- Stefania Gut,
- Anna Lis,
- Janusz Górski,
- Halina Otwinowska,
- Małgorzata Ostrowska,
- Andrzej Bojerg.

Ja Grunwald odkryłem dla siebie w 1985 roku. Najpierw w lipcu pędziłem z harcerzami z hufca Kętrzyn z obozu w Zdorach nad Śniardwami na Zlot Grunwaldzki. W sierpniu zaś byłem jednym z organizatorów IV Polowej Zbiórki Harcerstwa Starszego, imprezy autentycznie kultowej w latach 80. Trywialnie napiszę, że był to po prostu taki harcerski Jarocin. Ze wszystkimi tego konsekwencjami, od zabawy w kółka dwa począwszy, a na dyskusjach z Markiem Kotańskim skończywszy. Mi w 1985 roku przypadł zaszczyt bycia komendantem biwaku Zawisza Czarny (serio, za zasługi dostałem tę fuchę). Odwiedził nas minister obrony narodowej Florian Siwicki. Ja nie spraszałem...

Zdjęcie ze Sztabu PZHS. Dwie Jole, Dorota, Sabina i Iwona. Druha nie pamiętam :)


1986. Całe lato spędziłem w okolicy Grunwaldu. Najpierw obóz hufca Kętrzyn w Ulnowie, a potem drugi obóz w Brzeźnie koło Dąbrówna czyli blisko miejsca, gdzie stacjonowali nasi harcerze z listu. O dramatycznych wydarzeniach tego roku już pisałem. Aha, 15 lipca harcerze gościli zastępcę przewodniczącego Rady Państwa Kazimierza Barcikowskiego. Ja nie spraszałem...

1988. Jubileuszowy Zlot Grunwaldzki czyli łabędzi śpiew komuny w harcerstwie. Na finał (chyba 22 lipca) apel w starym stylu czyli 20 tys. osób pod pomnikiem obserwuje jak na łące hasa z dużymi kolorowymi piłkami zespół Gawęda. Po tym wszystkim przemawia przewodniczący Rady Państwa Wojciech Jaruzelski. Ja nie spraszałem...

Prawdopodobnie jestem na tym zdjęciu, ale jego zwarta kompozycja (inspirowana niewątpliwie obrazem Jana Matejki) uniemożliwia mi odnalezienie się na nim.


1990. Coś mnie zawlokło na kolejny Zlot Grunwaldzki. Gościem zlotu był prezydent RP Wojciech Jaruzelski. Ciągle nie spraszałem, ale byli goście, których chętnie bym zaprosił czyli bracia Litwini. Wówczas ciągle jeszcze niepewni swej niepodległości. Za pół roku Armia Radziecka zaatakuje wileńską wieżą telewizyjną...


2000. O ile mnie pamięć nie myli, miałem dziesięć lat przerwy. W marcu 2000 roku zaatakowaliśmy nocą Grunwald od strony Ostródy. Już samochodami...


2003. Powtórka z 2000 roku czyli znów jedziemy z Ostródy pod Grunwald, by przyjąć Zobowiązanie Instruktorskie.


2005. Do trzech razy sztuka. Czyli kolejne grunwaldzkie Zobowiązanie Instruktorskie. Tym razem w kaplicy pobitewnej.


2009. Grunwald w remoncie. Ale klimat się nie zmienia...


Pozostaje do omówienia kontrowersyjna sprawa wsi Bździochy.


2010. Nie wiem, może pojadę. Nie lubię tłoku.

wtorek, 23 czerwca 2009

Kolacja regulacja

Podatki już uregulowane? Kultura, sport, telewizja, oświata, zdrowie, emerytury też? To można zabrać się za kuchnię. „Dziennik” uprzejmie donosi.
Pora na kulinarny rachunek sumienia. Skandalicznie dużo mąki, tłuszczu, cukru i skrobi.
Kuchnia obozowa na Najdzikszym Obozie na Świecie w Szerokim Borze w lipcu 1987 roku. Osobiście robiłem zupę mleczną z zacierkami (a po mąkę popłynąłem wpław na drugi brzeg jeziora Przylasek do obozu druhen z Warszawy).


Uszka mojej żony. Nie mylić z uszami (jedno po mamie, drugie po tacie).


Narodowy sport Polaków czyli grill (dziękczynne pokłony dla prezesa Kaczyńskiego). Cholesterol w najczystszej postaci dostarcza osobiście sam teść.


Czy to w Czechach jest najbardziej niezdrowa kuchnia w Unii Europejskiej?


Zagadka – ile osób było na przyjęciu komunijnym?


Ciastko w restauracji koleżanki. Może i niezdrowe, ale jakie smaczne...


W życiu nie jadłem miękkiej baraniny. Tym razem też nie. Kuchnia karaimska dla prawdziwych twardzieli.


Wiadomo, że najsmaczniej jest u mamusi. Pierogi z makiem (a jak się źle trafi, to z kapustą).


Ciasto na pewno znajdzie się na czarnej liście sejmowej komisji zdrowia. Zwłaszcza czerwone!


Owocom morza może się upiecze. Ale jeśli już usmażone, to jak ma się upiec?



To powyżej to były słoweńskie ośmiorniczki. A tu mamy bułgarskie mule. Równie kaloryczne.


Bułgarskie rybki. Czy lepsze smażone w głębokim tłuszczu?


Czy może suszone na głębokim słońcu?


Sałatka szopska na granicy bułgarsko-tureckiej. Sejmowa komisja zdrowia może i by przepuściła w wersji light (same pomidory i ogórki). Smacznego :(


Czy sejm nie powinien przyjrzeć się firmowym imprezom? Te wszystkie imieniny to tylko pretekst do wyżerania słodkości.


To by chyba przeszło przez komisję – holenderski śledzik z cebulką. Tylko ta słodka bułeczka...


I znów owoce morza. I znów smażone. Ale spróbujcie zjeść gotowanego małża!


Kair. Tu nie sięga ani polski, ani europejski parlament. I bez tego liczba wegetarian rośnie.


Podstępnie kaloryczne lody podczas Wieczoru Żydowskiego. Antysemici na start!


Kuchnia indyjska zapewnia dwie rzeczy – kalorie i poparzone podniebienie. Restauracja Bombaj w Szczecinie. W Delhi mniej kalorii, więcej przypraw.


Łosoś z ricottą i czarnymi oliwkami przygotowany przez małżonkę na sylwestra. Uprzejmie proszę sejmową komisję zdrowia o zezwolenie na dalsze spożywanie i przygotowywanie, bo w lodówce leży łosoś, stoją oliwki i ricotta. Mogę?


Smacznego albo na zdrowie - wybór należy do ciebie...

wtorek, 16 czerwca 2009

Wydelegowany Muchomorek

Jak z bicza strzelił... Wczoraj, już po jakichś 34 latach, zostałem delegatem na XXXVI Zjazd ZHP, który odbędzie się 3-6 grudnia 2009 roku w Warszawie. Co, jak co, ale planowanie z wyprzedzeniem mamy w harcerstwie na wysokim poziomie...

Prawdę mówiąc nie po to 34 lata temu wstępowałem do harcerstwa, by być działaczem. Chyba też nie po to, by obejmować druhny, ale skoro już tak zarządził fotograf, to czemu nie :)

niedziela, 14 czerwca 2009

Od ćwierć wieku jestem masochistą

Festiwal w Opolu to jest taki nałóg wyniesiony z dzieciństwa, natręctwo właściwie. Jak człowiek trzydzieści kilka lat się przyzwyczajał, to trudno zerwać z nałogiem. Używka coraz mniej smaczna, ale brać trzeba. Za każdym razem z nadzieją, że wrócą te fajne dreszcze sprzed lat.
Nie wracają. Prawdę mówiąc od ćwierć wieku oglądam Opole z perspektywy masochisty. Wiem, że nic ciekawego nie będzie, ale może jednak... Więc się męczę. Ten festiwal stracił po prostu sens po 1981 roku. Sens odpłynął do Jarocina i Rozgłośni Harcerskiej, potem do MTV, by ostatecznie rozpłynąć się w kilku stacjach radiowych i dziesiątkach kanałów telewizyjnych. Już nikt nigdy przez żaden festiwal opolski ukształtowany muzycznie nie będzie... Od decentralizacji mediów nie ma odwrotu.

Scentralizowane i podporządkowane komunistycznej partii media nie były oczywiście takie fajne, jak można by sądzić po perełkach typu „Jaskółka uwięziona” wykonywana przez Stana Borysa w Opolu w 1973 roku. Po prostu ambitni artyści mają dziś lepsze kanały dotarcia do ambitnych odbiorców niż skomercjalizowana telewizja publiczna. 20, 30 lat temu nie mieli za bardzo wyboru.

Dziś najlepsze, co zdarza się na festiwalach opolskich to koncerty wspominkowe. Właśnie oglądam koncert Duety (Jarocka z Kupichą to akurat połączenie starego kiczu z kiczem współczesnym).

A debiutanci podpierają się zazwyczaj starym repertuarem. Celują w tym wokalistki wszelakiej maści. Refleksja od lat ta sama – za dużo nawiedzonych wokalistów płci obojga, za mało zdolnych kompozytorów i mających coś do powiedzenia autorów.

Wczoraj „Jaskółkę” dosiadł zespół The Falcons. I co z tego? Takich wokalistek mamy w Polsce kilka tysięcy. A lepszych kilkaset. Śpiewaczek mamy dość. Królestwo za repertuar!