czwartek, 27 sierpnia 2009

Święta Maria z Morza

Gotyk kataloński występował w XIII-XVI wieku w, jak sama nazwa wskazuje, Barcelonie. O ile dobrze zrozumiałem różnice między gotykiem „zwykłym”, a jego katalońską odmianą, w Barcelonie nie dążono do osiągania ogromnych wysokości, a i okna nie musiały być tak duże, bo światła słonecznego w Hiszpanii jest z pewnością więcej, niż w Niemczech czy Anglii.


Przykładem gotyku katalońskiego jest katedra Santa María del Mar, czyli św. Marii z Morza. Jej budowa trwała w latach 1324-1384 według projekt autorstwa Berenguera de Montaguta, który zajął się również pracami.


Kamień węgielny położył 25 marca 1329 roku król Aragonii Alfons IV. W 1379 roku katedrę częściowo zniszczył pożar, ale już 3 listopada 1383 roku odbyła się tam pierwsza msza święta (inne źródła mówią o 15 sierpnia 1384 roku). Kolejne nieszczęście zdarzyło się w 1428 roku, gdy w wyniku trzęsienia ziemi odpadła rozeta w oknie. Odbudowano ją w stylu gotyku płomienistego w 1459 roku. I szczęśliwie przez kolejne pół milenium nic się w katedrze w zasadzie nie zmieniło, aż do pożaru w 1936 roku (wojna domowa?), który strawił wewnętrzne dekoracje.


Od 2006 roku katedra zyskuje popularność dzięki historycznej powieści „La catedral del mar” („Katedra w Barcelonie”) hiszpańskiego pisarza Ildefonsa Falconesa. Akcja powieści odbywa się w XIV wieku, głównie w Barcelonie, gdzie trwa budowa katedry Santa María del Mar.


Opodal katedry znajduje się Fossar de les Moreres, plac upamiętniający upadek Barcelony 11 września 1714 roku w czasie wojny o sukcesję hiszpańską (1701-1714).


Katalończycy świętują dzień swej klęski, w wyniku której utracili niezależność na rzecz Hiszpanii. Na placu pochowani byli niegdyś bohaterowie tamtej wojny. Dziś jest tu oryginalny pomnik.


Gustowna estetyka brzydoty szpeci zdobiąc

Na architekturze, jak się okazuje, znają się wszyscy. Nowy budynek przy ul. Nowowiejskiego od razu trafił na listę olsztyńskich potworków, co mnie nie dziwi. Bo w Olsztynie nie podoba się nic i nikomu. I nawet nie napiszę, że czasem słusznie, a czasem niesłusznie, bo moja postmodernistyczna przekora każe mi napisać – niech każdemu podoba się to, co chce na jego własną odpowiedzialność.


A w takiej Barcelonie (że zgrabnie przejdę do tematu) podoba się wszystko wszystkim. E, to mitologia. Taka na przykład La Sagrada Família od początku jednym się podoba, innym nie. Skoro już przy Antonim Gaudim jesteśmy, to budynek przy Nowowiejskiego co więksi znawcy skojarzyli od razu z jego architekturą, np. z Casa Milà w Barcelonie. Przy Casa Milà tylko przejechałem, nocą zresztą i mało widziałem. W sumie niemalże grzech, bo przecież zatrzymałem się przy Casa Batlló, odległym od Casa Milà jedynie 500 metrów, przy tej samej ulicy. Oba budynki stoją przy Passeig de Gràcia.


Casa Batlló w obecnej postaci powstał w latach 1904-1907, ale jest to budynek starszy o 30 lat. Od 1900 roku należy (z jakąś przerwą) do rodziny Batlló, która zleciła Gaudiemu przebudowę. Musieli wiedzieć, że nie zrobi im bezpiecznego drobnomieszczańskiego schronu. Mieli jak widać nie tylko pieniądze, ale i fantazję. Josep Batlló i Casanovas (to jedna osoba, niech nas to „i” nie myli) pieniądze miał z przemysłu włókienniczego.


Najważniejsza, i oczywiście najbardziej rzucająca się w oczy, jest fasada. Łączy brawurowo kamień, metal, ceramikę.


Dach, czego z bliska, a zwłaszcza po ciemku nie widać, przypomina wygiętego smoka czy innego gada. W roli łusek występują płytki ceramiczne. Gaudi swoją architekturą opowiadał. Np. pokutną świątynię La Sagrada Família opisuje się jako „kazanie w kamieniu”. A Casa Batlló? To wpisana w budynek legenda o św. Jerzym walczącym ze smokiem. Łuskę już odnaleźliśmy na dachu w postaci dachówki. Włócznia św. Jerzego to wieżyczka widoczna na górze.


A balkony? Jak nic czaszki pokonanych bestii.


Czemu św. Jerzy i smok? Ta legenda jest bardzo ważna dla Katalończyków, a w Gaudi był gorącym katalońskim patriotą, nacjonalistą można powiedzieć.


No i na koniec ćwiczenie intelektualne? Co by było, gdyby ktoś dziś postawił Casa Batlló na olsztyńskiej starówce? Dym i szat rozdzieranie. Bo kontekst, bo tradycja, bo Prusacy, bo Nowowiejski i Zientara-Malewska. W Olsztynie nic się nie może spodobać. Nie ma prawa. Nie wolno.

Triumf pozytywizmu

Typowy łuk triumfalny ma militarne korzenie. Czci wygraną wojnę, jej bohatera, wywalczoną niepodległość. W Barcelonie wszystko, przynajmniej jeśli chodzi o architekturę, robią inaczej. Tamtejszy Arco de Triunfo wystawiono, by upamiętniał osiągnięcia gospodarcze i postęp naukowy. Wyobrażacie sobie w Polsce pomnik postępu naukowego?


Arco de Triunfo nie przypadkowo zresztą ma pozytywistyczny wydźwięk. Dzielni Katalończycy wystawili go z okazji Wystawy Światowej, jaka miała miejsce w Barcelonie w 1888 roku. Wiele się wtedy zresztą w Barcelonie wybudowało, np. Monumento a Colón, czyli gigantyczny pomnik Krzysztofa Kolumba. Dziś bardziej popularnym miejscem jest zapewne pomnik Kolumba, ale wtedy rola Arco de Triunfo była dużo ważniejsza. Łuk był głównym wejściem na Wystawę Światową.


Barceloński Łuk Triumfalny można porównać ideologicznie do paryskiej Wieży Eiffla, która miała chwalić myśl techniczną Francuzów. I też powstała na Wystawę Światową, ale tę z 1889 roku.


Projektantem Arco de Triunfo był Josep Vilaseca i Casanova (1848-1910), kataloński architekt, rysownik, akwarelista. Zdaje się, że nic większego (w sensie znaczeniowym) nie zaprojektował. Łuk powstał w stylu neomudéjar, który na przełomie XIX i XX wieku odwoływał się do bardzo charakterystycznego architektonicznego stylu mudéjar. Architektura mudéjar powstała w VIII wieku z połączenia elementów arabskich i romańskich, potem dołączyły motywy gotyckie.


Arco de Triunfo ma 30 metrów wysokości i jest zbudowany z cegły. Na górze umieszczono symbole, zupełnie nie militarne. Josep Reynés i Gurguí wyrzeźbił z przodu „Barcelona rep les nacions”, czyli „Barcelona przyjmuje narody”. Josep Llimona i Bruguera pokazał z tyłu nagrody dla uczestników wystawy. Po prawej stronie Antoni Vilanova przedstawił alegorie przemysłu, rolnictwa i handlu. Po lewej stronie Torquato Tasso zaprezentował alegorie sztuki i nauki.

Palec Krzysztofa

Krzysztof Kolumb, mistrz pomyłek. Nawet prawie czterysta lat po śmierci wcisnęli mu do ręki jeszcze jeden błąd. Podobno wcale nie błąd, tylko zamierzony efekt.


Odkrywca Ameryki ma w Hiszpanii wiele dumnych pomników. Jeden z najbardziej pysznych stoi w Barcelonie. Na nabrzeżu Port Vell (czyli Starego Portu), na końcu ulicy La Rambla dzielny podróżnik pokazuje coś palcem. Do palca jeszcze wrócę.


Pomnik o nazwie Monumento a Colón odsłonięto 1 czerwca 1888 roku z okazji Wystawy Światowej, jaka miała miejsce w Barcelonie.


Pomnik jak to pomnik – dziś zachwyca, a wtedy nie było chętnych, by go sfinansować. Zbiórka publiczna nie pokryła wszystkich kosztów, zwłaszcza, że wzrosły z planowanych 300 tys. do ponad miliona pesetów. Co się robi w takich przypadkach? Sięga po publiczny grosz. Było o tyle łatwiej, że gorącym zwolennikiem postawienia monumentu był burmistrz Barcelony Francesc Rius. Więc wybuliła Rada Miasta.


Kolumnę z żelaza i brązu zaprojektował architekt Gaietà Buïgas, a siedmiometrową postać Kolumba wyrzeźbił Rafael Atché. Szczegóły architektoniczne (na dole jest wiele scen z życia Kolumba) to dzieło wielu innych artystów. Razem dzieło ma 60 metrów wysokości. Podobno najwyższy Columbus na świecie.


I co nam mówi swoją postawą Krzysztof K.? Nikt nie patrzy na pozę, wszyscy spoglądają na wskazujący palec Kolumba.


Co wskazuje? Pierwsze skojarzenie, że Amerykę. Ale jak może wskazywać Amerykę, skoro nie o niej myślał. Może więc wymarzone Indie? Nie pokazuje ani drogi do nich wschodniej, ani zachodniej. Ale Ameryki też nie, leży trochę w innym kierunku. I Genui, miejsca swego urodzenia też nie (bo w jakim celu?).


Podobno palec wskazuje po prostu port. Wielce to oryginalne. Że niby wskazuje po prostu na morze, a żeby na morze, to najpierw przez port, bla bla bla.


A ja widzę w tym głębszy sens. Skoro Kolumb się pomylił, to jego pomnik musi to jakoś odzwierciedlać. Jego palec nie może być konkretny i jednoznaczny. Pokazuje „gdzieś”.



Dodatkowy smaczek związany z tym palcem jest taki, że przecież Kolumb nie stąd wypływał do Indii. Wręcz przeciwnie – monument upamiętnia triumfalny powrót z Indii (he he). 3 kwietnia 1493 roku witała go tu para monarsza Izabela I Kastylijska i Ferdynand II Aragoński. A skąd wyruszał? Z Palos de la Frontera, portu już nad Atlantykiem. I było to 3 sierpnia 1492 roku, czyli dokładnie 519 lat temu.

Bazar karmelitów bosych

Słynny barceloński bazar La Boqueria znajduje się przy nie mniej słynnej ulicy La Rambla.


Oficjalna nazwa targowiska to El Mercado de San José, po katalońsku Mercat de Sant Josep. Mniej oficjalnie to miejsce nazywane jest La Boquería, w języku katalońskim La Boqueria. Patron San José upamiętnia fakt, że w tym miejscu w XVI wieku był klasztor karmelitów bosych pod wezwaniem świętego Józefa.


Już na początku XIII wieku był tu bazar, na którym handlowano mięsem. W XV wieku, gdy spędzano tu do sprzedaży świnie z całej Katalonii, bazar nosił nazwę Mercat Bornet. Pod koniec XVIII wieku zmieniono ją na Mercat de la Pall. Natomiast La Boqueria była wówczas nieoficjalnym, dodatkowym bazarem.


Z początkiem XIX wieku ulica La Rambla zaczęła przybierać handlowy charakter, ulokowały się tu sklepy rybne i jatki. Skorzystała na tym również La Boqueria. Rozwój targowiska wymusił w 1836 roku oficjalną jego rejestrację, a w latach 1840-1853 budowę nowego bazaru i hal targowych.


Sto lat temu, w 1911 roku otwarto do użytku nową halę do handlu rybami. W 1914 roku targowisko pokryto metalowym dachem. Ostatnia poważna przebudowa odbyła się w 2000 roku. Obecnie La Boqueria ma 2583 metrów kwadratowych, na których jest ponad 300 stoisk z lokalnymi i importowanymi produktami spożywczymi.


Filmik:

Kazanie w kamieniu

I co z tego, że katedra w Ulm to najwyższy kościół na świecie? Za jakieś 20 lat jego wieża straci palmę pierwszeństwa na rzecz La Sagrada Família, od wczoraj bazyliki mniejszej. No chyba, że w Polsce powstanie coś równie wystrzałowego do tego czasu...
Jeśli kiedyś budowano katedry po 500 czy 600 lat, to tempo budowy barcelońskiego kościoła wydaje się ekspresowe. Za Katalończykami raptem 128 lat, jest szansa, że zmieszczą się w półtora wieku. W ostatnich latach przyspieszyli. I jakoś zapateryzm nie przeszkadza...
La Sagrada Família to skrócona nazwa. Całość po katalońsku brzmi Temple Expiatori de la Sagrada Família czyli Świątynia Pokutna Świętej Rodziny lub też Świątynia Wotywna Świętej Rodziny. Nie wiem czym jest La Sagrada Família dla mieszkańców Barcelony, ale na pewno dla wielu źródłem przychodu – ceny pod kościołem szybują na wysokość jego wież, całe szczęście, że najwyższa jeszcze nie stoi. A ma mieć 172 metrów. Dziś kościół ma „tylko” 115 metrów wysokości.

Na oficjalnej stronie La Sagrada Família można znaleźć historię jej budowy.

1866 – Josep María Bocabella tworzy Związek Wielbicieli Świętego Józefa, który został promotorem kościoła.
1874 – ogłoszenie idei budowy świątyni mającej propagować kult świętego Józefa.


1881 – Josep María Bocabella kupuje plac pod budowę.
1882 – wmurowanie kamienia węgielnego. Rozpoczęcie budowy według projektu Francisco de Paula del Villara.


1883 – architektem zostaje Antoni Gaudí. Zmienia całkowicie koncepcję budowy. Nazywa swoje przyszłe dzieło „kazaniem w kamieniu”.
1889 – zakończenie budowy krypty.


1890 – pierwsze rysunki pokazujące koncepcję całej świątyni.
1892 – początek prac nad Fasadą Narodzenia Pańskiego.


1894 – zakończenie prac nad absydą.
1899 – ukończenie Wejścia Różanego w klasztorze.


1909 – budowa szkoły parafialnej.
1910 – prezentacja w Paryżu projektu Fasady Narodzenia Pańskiego.


1917 – model Fasady Męki Pańskiej z pomnikiem biskupa Torras i Bages.
1923 – ostateczne projekty nawy i dachów wykonane w modelach gipsowych w skali 1:10 i 1:25.


1925 – ukończenie dzwonnicy świętego Barnaby wysokości 100 metrów.
1926 – Antoni Gaudí ginie pod kołami tramwaju.


1930 – gotowe wszystkie cztery dzwonnice Fasady Narodzenia Pańskiego.
1936 – profanacja i uszkodzenie kościoła w czasie hiszpańskiej wojny domowej. Zniszczenie pracowni Gaudí’ego oraz jego projektów budowy świątyni.


1940 – odbudowa krypty i rekonstrukcja modeli gipsowych.
1954 – początek prac nad Fasadą Męki Pańskiej.


1977 – gotowe wszystkie cztery dzwonnice Fasady Męki Pańskiej.
1978 – rozpoczęcie budowy naw.


1986-1990 – stawianie fundamentów naw. Pierwsze rzeźby na Fasadzie Męki Pańskiej.
1993 – budowa filarów naw bocznych.


1996 – budowa sklepienia nawy.
2000 – zakończenie budowy sklepienia nawy głównej. Koniec prac nad sklepieniem nawy poprzecznej. Budowa fundamentów Fasady Chwały Pańskiej.


2001 – ukończenie witraż Zmartwychwstania Pańskiego w fasadzie Męki Pańskiej i czterech kolumnach w skrzyżowaniu nawy poprzecznej.
2002 – remont i przeniesienie budynku szkoły parafialnej.


2003 – budowa klasztoru Matki Bożej Miłosierdzia.
2005 – zakończenie prac nad sklepieniem ewangelistów Mateusza i Jana oraz witrażami Narodzenia Pańskiego.


2006 – budowa chóru Fasady Chwały Pańskiej.
2007 – początek prac nad ambitem wokół absydy.


2008-2009 – prace nad nawą poprzeczną i absydą.
2010 – 7 listopada papież Benedykt XVI podnosi kościół do rangi bazyliki mniejszej.


I na koniec dwa filmiki.

Ulica Carrer de la Marina, w drodze do La Sagrada Família


La Sagrada Família.

Okno z widokiem na historię

Indianie nie mają nic wspólnego z Indiami. Polsko-ukraińskiej Galicji nie łączy nic z hiszpańską Galicią. Prusaków tyle łączyło z Prusami, że pierwsi wykończyli drugich. Może niedługo Półwysep Iberyjski zamieni się w Bałkany? Oby nie.
Katalonia chce niepodległości. Nie autonomii, bo tę ma od 1979 roku, ale właśnie niepodległości. Nie pierwszy to przypadek w Hiszpanii (Baskowie), nie pierwszy w Europie (włoska Padania). Czy to dobrze czy źle? Myślę, że nam w Polsce trudno to oceniać po pół wieku życia w państwie oficjalnie jednolitym narodowościowo. Po peerelu odziedziczyliśmy taki przesąd, że każdy naród powinien mieć swoje państwo (ba, przyzwyczailiśmy się do tego, że są narody mające po dwa państwa – NRD, Korea, Wietnam, Jemen, Chiny). „Na szczęście” mało wiemy o zróżnicowaniu etnicznym, kulturowym, językowym i historycznym Hiszpanii, więc dążenie Katalończyków do niepodległości odbieramy jako coś niezrozumiałego. Przecież w Hiszpanii mieszkają Hiszpanie, więc o co im chodzi?


Katalonia przez jakieś trzy wieki była samodzielną monarchią, połączoną jedynie z Aragonią, potem kolejne trzy wieki walczyła z hiszpańskimi władcami o niepodległość, aż w końcu 11 września 1714 roku ostatecznie tę walkę przegrała.


Tego dnia upadła Barcelona i był to koniec powstania Katalończyków będącego ostatnim akordem wojny o sukcesję hiszpańską, czyli rozgrywki europejskich dworów o panowanie na Półwyspie Iberyjskim, a może i w całej Europie.


Właśnie ten dzień, gdy Francuzi utopili we krwi Barcelonę, jest świętem narodowym Katalonii. Upamiętnia to ten monument.


Dość nieskomplikowany w formie jak na barcelońskie standardy. Mnie w tym miejscu najbardziej urzekło zespolenie historii z życiem codziennym.


Popatrzcie zresztą sami: