niedziela, 30 listopada 2008

A mordercą jest...

Rozrywki angielskiej arystokracji – pływają sobie po Nilu statkiem wycieczkowym i się mordują. Rzecz by można, że to angielska ruletka. Na kogo wypadnie, na tego bęc.
30 października 1978 roku odbyła się premiera filmu „Śmierć na Nilu” na podstawie powieści Agathy Christie. Powieść kryminalną „Death on the Nile” Christie wydała w 1937 roku.


Książki nie czytałem (trzeba być poważnym fanem kryminałów, by przeczytać całą twórczość Christie), filmu dawno nie widziałem w telewizji. Wiadomo jak to jest – 57 kanałów w telewizji i nie ma co oglądać... (No i życie zaskakuje - 1 listopada TVP2 pokazała ten film... Redaktorowi programowemu skojarzyło się zapewne Święto Zmarłych z tytułem „Śmierć na Nilu”).


Wracając na Nil... Film z 1978 roku kręcono oczywiście na Nilu. Zagrał m.in. hotel „Winter Palace” w Luksorze.


Główną rolę miał oczywiście statek. W rolę jednostki „Karnak” wcielił się parowiec „Sudan”. Podobno jeszcze pływa po Nilu. W Luksorze go nie widziałem.


Ale były inne jednostki.
„Royal Ruby”.


„Queen Nabila”.


„Aton”.


„Abou Soo”.


„Queen Mary”.


„Bob Marley”.


„Zahra”.


To też „Zahra”.


Ten w oddali wygląda ładnie, ale to też nie „Sudan”, który był (jest?) przecież parowcem.


To również nie jest parowiec.


„Sudan” nie odnaleziony. Nic tylko utopić się z rozpaczy. E, nawet utopić się nie da. Z takim sprzętem...


Aha, kwestia mordercy. To przecież oczywiste. Mordercą jest Simon MacCorkindale do spółki z Mią Farrow.