sobota, 24 października 2009

Nie mam czasu

Zaraz udowodnię, że czas nie istnieje. Przyszłość? Nie ma jej. Przecież nic nie jest zapisane w jakiejś Wielkiej Księdze. A nawet jeśli jest zapisane w jakimś podstępnym deterministycznym spisku mechaniki newtonowskiej, to są to tylko plany. Na real poczekamy. Czekamy cały... czas.
Przeszłość? Jakże może istnieć coś, co przeminęło. Krzyżacy nie dostają już łupnia pod Grunwaldem. Bo gdyby mieli dostawać, to w którym momencie bitwy właśnie są? W każdym? Istnienia chronona, kwantu czasu, nie udowodniono (ja wiem, że jest jeden polityk, który mówi, że brak dowodów jest najlepszym dowodem, że one były, tylko je zniszczono, ale nie wyciągałbym z tego zbyt daleko idących wniosków).
Teraźniejszość? Teraz to znaczy kiedy? Skoro nie znaleziono kwantów czasu, to każdą domniemaną teraźniejszość można przepołowić czyli wypchnąć ją w... przeszłość lub przyszłość. Ale one przecież nie istnieją...
Aha, nie zapomnijcie dziś w nocy przestawić zegarów.