poniedziałek, 30 listopada 2009

Zbanalizowana symbolika wiecznie żywa

O czym marzył 30 lat temu nastolatek na podkarpackiej prowincji? O tym, żeby zobaczyć, usłyszeć, dotknąć płytę „The Wall”. O posiadaniu nawet nie marzył. Dziś, gdy można ją mieć w dowolnych ilościach i w dowolnej postaci, nadal smakuje, choć inaczej.
Przez lata jej odbiór zresztą się zmieniał. W pierwszych latach po ukazaniu się tej płyty (dziś 30. rocznica) była czymś mitycznym i niejasnym. Jaka „Ściana”? Może dźwięku? W 1980 roku „Another Brick In The Wall (Part II)” był jednym z większych przebojów tanecznych na dyskotekach w Zakładowym Domu Kultury w Gorzycach pod Sandomierzem. A największe surrealistyczne przeżycie wiosny 1981 roku to wysłuchanie tego hymnu szkolnych buntowników z zakładowego radiowęzła WSK PZL Gorzyce, który atakował dźwiękami pół wsi.
Kilka lat później udało mi się w końcu zobaczyć film Alana Parkera. Było to ok. 1986 roku w Szkole Harcerstwa Starszego „Perkoz”. Nie tylko za to kocham to miejsce.
Dekadę po premierze płyty symbolika była już rozszyfrowana i zbanalizowana, ale ciągle działająca na wyobraźnię. Mnożyły się różne przedstawienia z kartonowymi blokami i to na kilka lat przed upadkiem Muru Berlińskiego (ta symbolika pojawiła się dopiero w 1990 roku). W 1988 lub 1989 roku miłośnicy Pink Floydów z zaprzyjaźnionych „Swobodnych Elektronów” zorganizowali nawet harcerską wersję „The Wall”.
1990 rok to oczywiście z wypiekami na twarzy oglądany spektakl Rogera Watersa w Berlinie i wszystkie z tym związane przygody.
A dziś mogę sobie posłuchać, pooglądać. Kiedy chcę i ile razy chcę. Więc chcę.


I nie słuchajcie już D...