poniedziałek, 25 stycznia 2010

Remont w małżeństwie czy małżeństwo w remoncie? (8)

Czyli jak zrobić remont łazienki i nie pokłócić się z małżonkiem?
Dzień dwudziesty i ostatni.

Wymiana pionów. Od tego się zaczęło. Każdego dnia przychodził ktoś inny z ekipy remontowej działającej w całym bloku z zapytaniem czy kłaść regips. Nauczyliśmy się mówić „nie” we wszystkich możliwych tonacjach uprzejmości i agresji.


To już demolka w wykonaniu naszej własnej ekipy. Na tym etapie każdy jest fachowcem.


Pierwotny plan obejmował remont łazienki. Przy okazji żona zarządziła działania w przedpokoju. Już się bałem, że techniką salami (odkrajanie po plasterku) wejdziemy krok po kroku na całe mieszkanie... A propos salami – ciekawe z czym są kanapki majstra? Nie zaglądałem. Ciekawe czy ekipa zaglądała nam do lodówki? Będę żył z tą niepewnością do końca życia.


Szef naszej ekipy. Niesłychanie skromny człowiek.


Koniec destrukcji. Pierwsze konstruktywne działania ekipy.


Jako absolwent Technikum Elektromechanicznego z dumą rozpoznałem znajomą nazwę na przewodzie: YDY. Niestety, to była granica szkolnej wiedzy.


Najważniejsza część łazienki w zasadzie jest.


Jeśli któregoś dnia obudzisz się w sypialni z wiadrem wody na parapecie, sprawdź czy ktoś nie wyszpachlował ci gipsem przedpokoju. Nadmiar wody, który nie przereaguje chemicznie, wyparuje i skropli się na zimnym oknie.


Prowizoryczny kontakt. Żona porażona raz, ja dla towarzystwa też wsadziłem palce w nieistniejący kontakt.


Zaczyna wyglądać jak łazienka. Na ścianie projekt autorstwa mojej żony. Bez copy rightu, można kopiować.


Wyimaginuj pan sobie, co jest na tych kafelkach.


Jeszcze dwadzieścia lat temu tak wyglądały zdjęcia w gazetach. Nie mówię o treści, ale o jakości. Ktoś chce powrotu komuny?


Prysznic czy wanna? Znam inne filozoficzne pytania: jajko czy kura? mama czy tata? skrzydełko czy nóżka?


Już prawie gotowe...


Brakowało jeszcze słynnej wolno opadającej deski (oczywiście płatnej ekstra). Wyobraźcie sobie, że wpadacie do łazienki, a deska jest podniesiona. Sprawdziłem. Opada około 20 sekund. To dużo czasu...


W tym czasie można zadrzeć głowę do góry i podziwiać oświetlenie.


Półeczki pomysłu małżonki. Ekipa chciała strajkować.


Sam się nadziwić nie mogę, że mamy taki ładny przedpokój. Mój wkład w remont? Wybrałem kolor farby...

sobota, 16 stycznia 2010

Remont w małżeństwie czy małżeństwo w remoncie? (7)

Czyli jak zrobić remont łazienki i nie pokłócić się z małżonkiem?

Dzień jedenasty: położyć terakotę.
Czas: czemu panowie tak wcześnie przychodzą?
Realizacja: kolejny dzień uroczej tułaczki do teściowej.
Efekt: przy okazji roczny limit wizyt u Drogiej Mamusi zrealizowany.

czwartek, 14 stycznia 2010

Anachroniczne plucie w twarz

W serialu „All You Need Is Love”, wyświetlanym ok. 1980 roku w polskiej telewizji pod trywialnym tytułem „Historia muzyki rozrywkowej” Ringo Starr wyjaśnia o co chodzi podczas pracy w studiu nagraniowym. Rzecz sprowadza się do tego, żeby gitara zabrzmiała jak fortepian, a fortepian jak gitara. Dziś to żadna sztuka, wystarczy komputer. Przepraszam, będę grał.


Dla zwolenników bardziej tradycyjnych wersji wczorajsze wykonanie „Roty” przez chór Bel Canto pod olsztyńskim ratuszem. Okazja niebywała, setna rocznica skomponowania utworu przez Feliksa Nowowiejskiego.


Pora na moje słynne mieszane uczucia. Jak w większości przypadków jestem za, a nawet przeciw. Warto pamiętać „Rotę”, warto pamiętać setki innych starych polskich pieśni. Irytuje mnie jednak nasz płytki współczesny patriotyzm, w którym „Rota” zajmuje ciągle poczesne miejsce (zwłaszcza plujący nam w twarz Niemiec). Anachronizm pełną gębą. Traktujmy „Rotę” jak pieśń historyczną. Coś się przez 100 lat zmieniło...

środa, 13 stycznia 2010

Remont w małżeństwie czy małżeństwo w remoncie? (6)

Czyli jak zrobić remont łazienki i nie pokłócić się z małżonkiem?

Dzień ósmy: kupić panel prysznicowy.
Czas: zdążyć po pracy.
Realizacja: Sklep Roku 2009 na pewno nas usatysfakcjonuje.
Efekt: reklama dźwignią handlu (co na wystawie, to i w sklepie brakuje) czyli może prościej będzie kupić konewkę?

niedziela, 10 stycznia 2010

Remont w małżeństwie czy małżeństwo w remoncie? (5)

Czyli jak zrobić remont łazienki i nie pokłócić się z małżonkiem?
Po pierwsze spieszę donieść, że wylewka szczęśliwie związała!
Po drugie muszę wrócić do piątku...
Klasyczna sytuacja – sacrum i profanum. W piątek byłem w drodze na wernisaż wystawy zdjęć naszej koleżanki Bożeny Kraczkowskiej, gdy dopadł mnie telefon od żony. – Słuchaj! Nasz fachowiec mówi, że ten stelaż od kibelka jest za słaby! Nagrałam film i wysyłam do producenta!
No tak, ja tu się uwznioślam przy śniegowych fotografiach Bożeny, a żona w tym samym czasie kręci film z panem Andrzejem i stelażem od podwieszanego WC w rolach głównych.
Żona kręci pana Andrzeja, który na oczach żony kręci kątownikiem. Kręci również z niedowarzeniem głową, że on „nigdy czegoś takiego słabego nie widział”.


A uwznioślony mąż też kręci głową. Z podziwu nad pracami koleżanki z pracy...


I bynajmniej nie na poziomie sacrum-profanum nastąpiło następnego rana starcie. Tytani dyskusji małżeńskiej zmierzyli się z tematem „Na której ścianie ma zawisnąć WC”. Pojedynek nierozstrzygnięty...

No to wracam na wystawę...

sobota, 9 stycznia 2010

Remont w małżeństwie czy małżeństwo w remoncie? (4)

Czyli jak zrobić remont łazienki i nie pokłócić się z małżonkiem?

Dzień czwarty: nauka fruwania.
Czas: a ile wiąże cement?
Realizacja: wylewka.
Efekt: to może pojedźmy do teściowej przeczekać?

piątek, 8 stycznia 2010

Remont w małżeństwie czy małżeństwo w remoncie? (3)

Czyli jak zrobić remont łazienki i nie pokłócić się z małżonkiem?

Dzień trzeci: wziąć prysznic na gruzach łazienki.
Czas: zdążyć przed proletaryatem hydraulicznym.
Realizacja: wszystko płynie.
Efekt: jeszcze kiedyś się porządnie umyję.

czwartek, 7 stycznia 2010

Remont w małżeństwie czy małżeństwo w remoncie? (2)

Czyli jak zrobić remont łazienki i nie pokłócić się z małżonkiem?

Dzień drugi: zostawić mieszkanie na pastwę losu trzem panom mówiącym w niezrozumiałym slangu hydraulicznym.
Czas: godziny poranne.
Realizacja: beztrosko bezbolesna.
Efekt: nieprzewidywalny.

środa, 6 stycznia 2010

Remont w małżeństwie czy małżeństwo w remoncie? (1)

Czyli jak zrobić remont łazienki i nie pokłócić się z małżonkiem?

Dzień pierwszy: wynieść klamoty do piwnicy.
Czas: słynne mężowskie "kiedyś".
Realizacja: niespodziewanie dokonana.
Efekt: scysja odroczona w czasie.

piątek, 1 stycznia 2010

Grobowa atmosfera

Myślicie, że to olsztyński Urząd Miasta wymyślił sylwestra w scenografii godnej Święta Zmarłych? Nie, ja też nie wymyśliłem. Ale brałem w takim udział.
Od 1985 roku przez kilka lat 2 Olsztyńska Męska Drużyna Harcerska „Szarpie” praktykowała taki zwyczaj, że noc sylwestrową spędzała w Warszawie na Cmentarzu Powązkowskim. Nie całą rzecz jasna, ale najważniejsze kilkadziesiąt minut, czyli przełom roku. W tym celu należało każdorazowo dogadać się ze stróżem nocnym, który na szczęście nie miał oporów, by wpuścić przed północą kilkunastu młodych ludzi pomiędzy groby. Harcerskie umundurowanie było wystarczającą gwarancją, że nie zastanie rano krzyży postawionych do góry nogami.
Po pokonaniu bramy szliśmy pomiędzy kwatery Szarych Szeregów. Tam bynajmniej nie świętowaliśmy zmiany daty. Celem było przyrzeczenie harcerskie, zobowiązanie instruktorskie lub przyjęcie do drużyny.
Byłem tylko raz z „Szarpiami” na Powązkach. Był to przełom 1986 i 1987 roku. Właśnie wtedy zostałem oficjalnie członkiem tej drużyny. Nie mam zdjęcia upamiętniającego tę chwilę. Ale mam inne, na którym Partyzant składa przyrzeczenie harcerskie.