czwartek, 2 września 2010

Na chłopski rozum

Stephen Hawking kolejny raz zbłądził pod strzechy, czyli na łamy serwisów internetowych, które wałkują od wczoraj najsmaczniejszą tezę z jego najnowszej książki. Teza jest mniej więcej taka – niepotrzebna była nadprzyrodzona moc sprawcza, by powstał Wszechświat.

Szerokiej publiczności się to oczywiście raczej nie podoba. Wyrwany z kontekstu fragment ludność miast i wsi interpretuje na robotniczo-chłopski rozum – nic nie istnieje bez przyczyny. I jeśli przyczyną Wszechświata są prawa fizyki, to skąd się te prawa wzięły, do diaska?!
Fizyka kwantowa i wiara z jednej są parafii – nie ma co się do nich zbliżać ze zdrowym rozsądkiem. Niestety, ludzie często to robią. Z ukształtowaną w czterowymiarowej czasoprzestrzeni wyobraźnią próbują zrozumieć na mechanistyczny czy też newtonowski sposób świat, w którym ten sam kot może być jednocześnie żywy i umarły. Próbują zrozumieć wiarę, podczas gdy zrozumieć je nie sposób. Jak sama nazwa wskazuje wiara służy do wierzenia, a nie do rozumienia.
Straceńcy próbujący udowodnić istnienie Boga udowadniają na pewno jedną rzecz – że chyba nie wierzą, skoro szukają dowodów. Cóż, nie każdemu dana łaska wiary… Jednym z moich „ulubionych”, cienkich jak szpadel, dowodów jest dowód antropologiczny – powstanie Wszechświata i człowieka odbyło się w wyniku takiej serii nieprawdopodobnych przypadków, że… nie może to być przypadek. Faktycznie, miliardy miliardów razy łatwiej wygrać w lotka, niż zdać się na taki przypadek, w którym rolę odgrywają różne wielkości fizyczne z dokładnością do kilkunastu miejsc po przecinku.
Ejże… Jesteśmy tacy, jacy jesteśmy i tu gdzie jesteśmy, bo tacy jesteśmy i tu jesteśmy. Nic z tego nie wynika. Dziwimy się, że taka seria przypadków doprowadziła do powstania takiego, a nie innego świata z nami takimi, a nie innymi. A przecież inny przypadek doprowadziłby do innego Wszechświata i innych nas. A jeszcze inny przypadek spowodowałby, że nie byłoby nas wcale. Każdy przypadek jest równie prawdopodobny. Ich suma prawdopodobieństwa równa się jeden. COŚ musiało się wydarzyć z jakiejś skończonej liczby możliwości (przyjmijmy, że limitowanej liczbą elementarnych cząstek masy lub energii).
A może Wszechświat jest nieskończony w czasie i wszystko zdarzyło się już nieskończoną liczbę razy. Nieskończona liczba udanych i nieudanych przypadków. Może jesteśmy tylko jednym z nieskończonej liczby przypadków, który powtórzył się już nieskończoną liczbę razy.
Bo jeśli Wszechświat jest nieskończony w czasie, to wszystko się w nim zdarzyło. WSZYSTKO. Choćby to, że woda postawiona na włączonej kuchence gazowej zamarzła. Nie, na chłopski rozum nie do przyjęcia.


Ruch obrotowy Ziemi można udowodnić przy użycia wahadła Foucaulta. Jak udowodnić istnienie Wszechświata? To, że nam się wydaje, iż istnieje, to słaby dowód...

(mój felieton z dzisiejszej prasy)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz