piątek, 11 września 2009

Nie spać! Zwiedzać!

Kilkaset lat temu dawano Śnieżce kilka kilometrów wysokości. Na oko. Góra stoi samotnie, więc na wszystkich zawsze robiła wrażenie jej wysokość względna. W XVII wieku zrobiono pierwszy naukowy pomiar i jego twórcom wyszło jakieś 1650 m n.p.m. Dziś wiemy, że wysokość Śnieżki wynosi 1602 metry.


Śnieżka wygląda jak stożek wulkaniczny, ale nie jest górą pochodzenia wulkanicznego. Wprawdzie zbudowana jest ze skał magmowych i być może miliony lat temu był tu wulkan, ale powstała w wyniku odsłonięcia tych skał w procesie erozji. Po prostu zewnętrzna warstwa okazała się słabsza i przez miliony lat odpadła od twardego wnętrza. Stąd nazwa takiego typu gór – twardzielec (trochę inny typ to ostańce). Poniżej, 200 metrów pod szczytem, jest płaskowyż Równia pod Śnieżką. Takie płaskowyże noszą nazwę penepleny czyli prawie płaszczyzny.


Śnieżka nie ma w okolicy konkurencji, więc od wieków była atrakcją. Nie tylko miejscową. Jej sława sięgnęła nawet Ameryki. Zanim John Quincy Adams został w 1825 roku szóstym prezydentem USA, był m.in. ambasadorem w europejskich stolicach. W 1800 roku zdobył Śnieżkę. Przy czym „zdobył” nie oznacza podboju militarnego, a wejście na własnych nogach. No, kolejki linowej jeszcze nie było...


Pierwszeństwo w wejściu na górę przypisywane jest Czechowi z miejscowości Benátky nad Jizerou, w połowie drogi do Pragi. Było to 1456 roku. Nazwisko tego mieszczanina (o ile je miał) przepadło w mrokach dziejów, ale inni turyści zostali zapamiętani. Skądinąd. Np. w 1790 roku zdobywcą został Johann Wolfgang Goethe. Licznie wchodzili na Śnieżkę czescy literaci: Alois Jirásek (czeski „Sienkiewicz”, 28 października 1918 roku pod pomnikiem świętego Wacława w Pradze odczytał deklarację o utworzeniu niepodległej Czechosłowacji), Karel Čapek (mój ulubiony czeski pisarz, swego czasu zaczytywałem się w „Inwazji jaszczurów”), Josef Kajetán Tyl (autor obecnego hymnu Czech „Kde domov můj”).


Nocować na Śnieżce można prawie od 200 lat. Już w 1824 roku zrobiono prowizoryczny nocleg w pochodzącej z 1681 roku kaplicy św. Wawrzyńca. Budowana w latach 1655-1681 Kaplica ocalała do dziś, chociaż regularnych nabożeństw nie odprawa się tu już od 1810 roku. Na pewno msza święta jest każdego roku 10 sierpnia, w dzień św. Wawrzyńca. Dzień ten obchodzony jest jako Dzień Przewodnika.


Pierwsze prawdziwe schronisko turystyczne powstało w 1850 roku. W 1857 roku zniszczył je pożar, natychmiast je odbudowano, ale padło ofiarą kolejnego pożaru wywołanego burzą. W 1862 roku stanęła więc trzecia odsłona schroniska. W 1872 roku założono tam pocztę, a w 1873 roku wypuszczono tam jedną z pierwszych na świecie widokówek. Była na niej oczywiście Śnieżka. Można ją było nabyć na szczycie jako swoisty certyfikat zdobycie góry.


Schronisko z 1862 roku przetrwało ponad 100 lat. Zmieniły się granice, zmieniły się państwa, ocalało mimo dwóch wojen światowych. Padło za Gomułki. W latach 60. XX wieku zapadł wyrok na stare schronisko. W latach 1967-1976 powstał nowy budynek. Nie znalazło w nim się jednak miejsce na schronisko. Jest tylko obserwatorium meteorologiczne i restauracja. A stary budynek wyburzono ostatecznie w 1989 roku.


W marcu 2009 roku konstrukcja zachwiała się w wyniku wstrząsu tektonicznego i poważnie uszkodziła. 11 września 2009 roku, gdy stanęliśmy na Śnieżce, kończyły się prace przy odbudowie górnego dysku.


Nie ma już również schroniska po stronie czeskiej. Powstały w 1868 roku budynek przetrwał aż do 2005 roku (schronisko zamknięto 20 lat wcześniej). Dziś na miejscu Czeskiej Boudy jest pocztowy blaszak z 2007 roku. Można przy nim postać, ale póki co kupować kartek nie ma obowiązku.


Czyli dziś można na Śnieżkę wejść (lub wjechać), można posiedzieć, popatrzeć na stronę polską, popatrzeć na stronę czeską, napić się drogiej herbaty, wysłać kartkę, ale zanocować się nie da...


A propos wjechać... Nie wszedłem na Śnieżkę (ale zrobił to np. prezydent Komorowski), tylko wjechałem. Przyjmijmy, że z braku czasu, bo był to już koniec naszego czeskiego urlopu, a wieczorem chcieliśmy być we Wrocławiu. Że nie jestem ostatnim leniem, niech zaświadczy to, że pół roku później wszedłem na Połoninę Wetlińską.


Wjeżdżaliśmy od strony czeskiej, bo Lanová dráha Snežka prowadzi prawie na sam szczyt (no, ostatnie sześć metrów w górę jednak na piechotę). A po polskiej stronie wjeżdża się tylko do połowy.


Po czeskiej zresztą też można wjechać tylko do połowy (przesiadka w Różowej Górze na 1334 m n.p.m.) i resztę drogi pokonać pieszo, ale to dla tych, co mają za dużo czasu...


Czeska kolejka startuje w miasteczku Pec pod Sněžkou, które leży 750 m n.p.m. w Karkonoskim Parku Narodowym.


Stacja wybudowanej w 1949 roku kolejki leży na wysokości 890 m n.p.m., więc z miasteczka i tak trzeba pokonać te sto kilkadziesiąt metrów pod górkę.


Kolejka w ciągu godziny może przewieźć 250 osób. Sunie się w przestworzach z prędkością 2,5 metra na sekundę. Ze stacji początkowej na Różową Górę jedzie się 11 minut. Ten odcinek ma 1560 metrów. Po przesiadce jazda na Śnieżkę trwa 13,5 minuty, a do przejechania jest 1967 metrów. Nie sprawdzajcie – w dół odległość jest taka sama.


Filmik? Proszę bardzo. 10 minut z 24,5. Samolotem mniej stresująco...