piątek, 31 grudnia 2010

Moja lista przebojów 2010 roku

Na miejscu 10.:
Styczeń-luty – najpierw żyć, potem filozofować


Na początku roku trzeba było poczynić pewne „drobne” inwestycje. Bez łazienki, jak wiadomo, małżeństwo nie może się udać. A stare chińskie przysłowie mówi, że małżeństwo, które nie rozpadnie się w czasie remontu łazienki, przetrwa na wieki.

Remont w małżeństwie czy małżeństwo w remoncie? (1)
Remont w małżeństwie czy małżeństwo w remoncie? (2)
Remont w małżeństwie czy małżeństwo w remoncie? (3)
Remont w małżeństwie czy małżeństwo w remoncie? (4)
Remont w małżeństwie czy małżeństwo w remoncie? (5)
Remont w małżeństwie czy małżeństwo w remoncie? (6)
Remont w małżeństwie czy małżeństwo w remoncie? (7)
Remont w małżeństwie czy małżeństwo w remoncie? (8)


O ile remont łazienki to czynnik potencjalnie destrukcyjny, to zakup nowego samochodu przeważnie cementuje miłość małżeńską.


Ostatni tydzień z nią
Silnje wanjajet wanilją
Też na „h”, chociaż nie całkiem

Na miejscu 9.:
Czerwiec – czarno to widziałem


No dobra, przyznam się, ćwierć wieku temu nie lubiłem Metalliki. Z wiekiem spektrum muzycznych zainteresowań mi się rozszerza. Jeszcze nie zakochałem się w Behemocie, ale kto wie, kto wie...
Czarno to widziałem

Na miejscu 8.:
Lipiec – spieszmy się oglądać artystów


Mam nadzieję, że Festiwal Legend Rocka wejdzie na stałe do mojego kalendarza. Jedno co mnie martwi, to świadomość, że interesujące mnie legendy odchodzą z tego świata... W tym roku np. pożegnaliśmy Captaina Beefhearta. Byłby idealną legendą w Dolinie Charlotty.

Ken, Clem i Chris
David i Omega
Z krótkim rękawkiem


Na miejscu 7.:
Kwiecień-grudzień – 123 łyki polityki
Nie sposób było uciec w tym roku od polityki i wyborów. Trochę się powymądrzałem.

Druh prezydent
Waterloo czy Grunwald
Tonący harcerstwa się chwyta
Zawsze się znajdzie jakaś krzywda
Dwa Olsztyny, dwie Polski
Bratanki prezydenci
Nieżywych zawsze usprawiedliwisz
Kobiety nie muszą głosować

Na miejscu 6.:
Kwiecień – Wetlina Połońska czy Połonina Wetlińska?


Pierwszy z czterech tegorocznych powrotów. Po 19 latach wróciłem w Bieszczady.

Bieszczady rock and roll
Jak wieść gminna niesie…
Do czego są pomniki?
Nie podsłu…
Naleśnik niech mnie oczekuje
Stonka na „wetlinie płońskiej”
Czarna rozpacz
Dębnik czyli Dubnik
Chudy i inni zalewają na zaporze


Na miejscu 5.:
Wrzesień – spory kawałek Chorwacji


Drugi tegoroczny powrót – po 11 latach ponownie w Chorwacji.

Dziewięć wieków pod obcą flagą
Klucz do Dalmacji
Organy zadarły z morzem
Dobre widoki na wieczność


Na miejscu 4.:
Listopad – Ballada o krzyżowcu


Trzeci tegoroczny powrót (po dwóch latach ponownie w Egipcie), zakończył się niespodziewanym wypadem do Izraela. Śpiewając w maju „Balladę o krzyżowcu” nie mogłem się spodziewać, że za pół roku spędzę jeden dzień w Jerozolimie.

Jurek miał piękną żonę
Zawsze można dosolić
Kobiety nie muszą głosować
Jadą Polak, Rusek i Żyd w jednym autobusie…
Chleb czy Mięso?
Jutro w Betlejem


Na miejscu 3.:
Maj-grudzień – wytłumaczam to sobie
Wyraźny przypływ weny twórczej. W tym roku (a właściwie w siedem miesięcy) przetłumaczyłem 21 piosenek.

Mógł chociaż ładnie łgać...
Swobodny jeździec
Chodził w kaloszach morsa
Leciała w jedną stronę
Nie graj mi „Nie graj mi”
Mój słodki rock and roll zgubił (i odnalazł) rytm
Wiedza to śmiertelny druh
Włosów jej len
I starzeję się…
Wszystkich miałem gdzieś
Szeryf nadal nie żyje
Błazen nie chce grać
Zazdrosny ze mnie gość
Nieżywych zawsze usprawiedliwisz
Niepewny swego wiatr
Rozpal moje pożądanie
Co się tyczy Metalliki
Widzę czerwone drzwi
Nikt nie obcuje
Patrz w słońce, patrz
Współczucie dla Jaggera
Lud pracujący Warszawy, miast, wsi

Na miejscu 2.:
Sierpień – Kraków Polaków czyli raz na 100 lat


Czwarty i ostatni tegoroczny powrót to 60 godzin w Krakowie, po czterech latach od ostatniej wizyty. Powód – Jubileuszowy Zlot Stulecia Harcerstwa. Tak się złożyło, że Kraków miał w tym roku wyjątkowo duże znaczenie dla Polaków. Niestety.

Kraków Polaków
Wygwizdany stulatek
Wszyscy jesteśmy harcerzami
Raz na sto lat w Krakowie
Przeszedłem do historii
Moje dwa dni w Krakowie
Obarzanek czy obwarzanek?


Na miejscu 1.:
Listopad – Wytęż wzrok i znajdź jedną różnicę


Podpowiedź – drobnym druczkiem :)

PS 1
A dla przypomnienia:
Moja lista przebojów 2008 roku
Moja lista przebojów 2009 roku



PS 2
Poza konkurencją...
Klasyczne pytanie – co robiłeś, gdy zginął prezydent? Ja byłem w Przerwankach.


10 kwietnia pojechałem tam oglądać miejsce obozu naszego hufca. Tam dostałem od żony SMS, żeby włączyć radio...

Tam w lesie nad jeziorem
Moja żona kłamie!
Nie ma żartów
Niedziela nie dzieli
List z Ostrawy
Waterloo czy Grunwald
Służba

Chodził w kaloszach morsa

Kilka dni temu analizowałem okładkę „Abbey Road”. Dziś w nocy przetłumaczyłem otwierającą ten album piosenkę „Come Together”. Też jest co analizować...

Jest gitarzystą wziętym, będzie wniebowzięty
Ma trójocznego zeza, nikt mu nie dowierza
Do stóp włosy ma
Może być jak błazen, prawa swoje tu zna

Po co mu czyste buty, od piłki ma haluksy
Ma jak u małpy kciuk, dwie cole dzisiaj stłukł
„Znam cię ja, znasz mnie ty"
Jedno tylko powiem ci, że wolny masz być
Chodźmy razem, już dziś, o mnie myśl

Do torby wsadzał nosa, chodził w kaloszach morsa
Zamieszkał w kuchni Ono, w kręgosłup ugodzony
U stóp noga drży
Siądź w fotelu jego, życiem jego też żyj
Chodźmy razem, już dziś, o mnie myśl

Jest jak kolejka górska, ostrzegła go raz wróżka
Skazany jest na bluesa, po ciemku się porusza
Raz i raz, i raz to trzy
Pewnie jest jak lalka, skoro musi się kryć
Chodźmy razem, już dziś, o mnie myśl
Chodźmy razem, o tak,
Chodźmy razem, o tak.

Olsztyn, 30/31.12.2010

Koncertowego wykonania Beatlesów nie ma (zaprzestali publicznych występów w 1966 roku, a podczas koncertu na dachu w 1969 roku grali piosenki z „Let It Be”). Piosenkę na swych nielicznych solowych koncertach wykonywał jej autor, John Lennon.


Piosenka na pierwszy rzut oka bez sensu, ale jednak z pewnym kluczem.

Bohaterem pierwszej zwrotki jest George Harrison. Powiedzmy, że flattop to rodzaj przystawki gitarowej (Harrison był najlepszym gitarzystą w zespole). Był „holy” czyli święty (jego fascynacja mistycyzmem). A „joo-joo eyeball” to może być Trzecie Oko Śiwy, symbol mistycznego poznania. No i długa broda, jak u hinduskiego guru.

W drugiej zwrotce niektórzy rozpoznają Ringo Starra. Nie nosi czystych butów, bo ma korzenie robotnicze. Pije colę, bo jest tam kofeina. A może to po prostu zapitka szkockiej?

Trzecią zwrotkę Lennon poświęca sobie samemu. Miał jakiś związek z firmą produkującą torebki. Był oczywiście morsem w „I Am The Walrus”. A Yoko Ono to oczywista oczywistość.

Na koniec Paul McCartney. To on napisał „Heter Skelter” czyli rzecz o huśtawce. Może i chciałby grać bluesa, ale może tylko mąci wodę... Sugeruje, że w zespole wystarczy trzech. Jest taki śliczny, że się musi ukrywać (a może, jak głosiła legenda, nie żyje od 1966 roku?).



Tymon Tymański i Marcin Gałązką 1.05.2018 w Giżycku:


Horacy Tłumacy - na Facebooku
Horacy Tłumacy - na YT
Horacy Tłumacy - lista przetłumaczonych piosenek

czwartek, 30 grudnia 2010

Rasputin nadal nie żyje

Co za ironia... Umarł w tym samym mieście i tego samego dnia, co bohater jednej ze śpiewanych (i tańczonych) przez niego piosenek. Dziś w Petersburgu zmarł Bobby Farrell, facet, który śpiewał, a jeszcze bardziej tańczył, w Boney M. Również 30 grudnia i również w Petersburgu zmarł Grigorij Rasputin, faworyt rodziny carskiej.
Precyzyjnie rzecz biorąc Rasputin nie zmarł, a został zabity. I nie 30 grudnia, a 17 grudnia według kalendarza juliańskiego (niektóre źródła podają 29/16 grudnia). A Petersburg nazywał się wówczas Piotrogród.
Boney M? Polskie dyskoteki końca lat 70. bez piosenek tego „niemieckiego” zespołu były po prostu nieważne. Z perspektywy czasu widać, że kiedyś muzyka taneczna była, nie bójmy się tego słowa, szlachetniejsza. To kiczowate przecież Boney M śpiewało takie utwory jak właśnie „Rasputin”. Piosenka dyskotekowa o szarej eminencji Romanowów? Proszę bardzo!


Moje pobieżne tłumaczenie, nie nadaje się do śpiewania. Historia Rasputina w wersji light:

Dawno temu żył w Rosji pewien człowiek,
Był duży i silny, a w jego oczach płonął blask.
Większość ludzi patrzyła na niego z przerażeniem i ze strachem,
Ale dla moskiewskich laseczek był kochany.
Mógł głosić Biblię jako przepełniony ekstazą i ogniem kaznodzieja,
Ale był typem nauczyciela, którego pragnęły kobiety.

Ra-Ra-Rasputin
Kochanek rosyjskiej carycy.
Nikt nie mógł się z nim równać.
Ra-Ra-Rasputin
Największa rosyjska maszyna miłości.
Aż wstyd jak się zachowywał.

Lecz gdy o jego pijaństwie, żądzach i głodzie władzy dowiadywało się coraz więcej osób, narastały żądania, by zrobić coś z skandalicznym zachowaniem.

Rządził w Rosji i car nie był potrzebny,
Ale kazaczoka tańczył naprawdę wspaniale.
Sprawdzał się we wszystkich sprawach państwowych,
Ale prawdziwą wielkość pokazywał, gdy dostał w obroty dziewczynę.
Dla carycy nie był cwaniakiem,
Wszak słyszała o rzeczach, które zrobił.
Wierzyła, że był świętym uzdrowicielem,
Który uzdrowił jej syna.

„Ten człowiek musi po prostu odejść!” oświadczyli jego wrogowie.
Ale kobiety błagały „Nie róbcie tego, proszę”.
Bez wątpienia Rasputin miał mnóstwo ukrytych wdzięków,
Chociaż był po prostu bydlakiem, wpadały w jego ramiona.
Pewnej nocy kilku wysoko postawionych facetów
Zastawiło pułapkę, nie muszą czuć się winni.
„Przyjdź do nas” domagali się
I on naprawdę przyszedł.

Ra-Ra-Rasputin
Kochanek rosyjskiej carycy.
Nalali mu trucizny do wina.
Ra-Ra-Rasputin
Największa rosyjska maszyna miłości.
Wypił wszystko i powiedział: „Czuję się świetnie”.

Ra-Ra-Rasputin
Kochanek rosyjskiej carycy.
Nie zrezygnowali, chcieli jego głowy.
Ra-Ra-Rasputin
Największa rosyjska maszyna miłości.
I strzelali do niego, aż padł martwy.

Ach, te Ruski...


Piosenka jest w zasadzie niedokończona, bo jak się okazało po otruciu i zastrzeleniu Rasputin nadal żył. Książę Feliks Jusupow rozwalił mu więc jeszcze głowę kijem, a następnie książę Dimitr Pawłowicz utopił go w Newie. Późniejsza sekcja zwłok wykazała, że Rasputin (otruty, zastrzelony i zmasakrowany pałką) żył jeszcze, gdy arystokraci wrzucali go do rzeki.

Inne piosenki w repertuarze Boney M też nie od parady:
- w „Rivers Of Babylon” znajdują się fragmenty Psalmu 137 mówiącego o Izraelitach w niewoli babilońskiej wzdychających za Syjonem,


- „No Woman, No Cry” to piosenka Boba Marleya,


- „Sunny” to utwór z lat 60. Bobby’ego Hebba,


- „Love For Sale”, piosenka napisana przez Cole Portera,


- „Belfast” z tekstem odnoszącym się do konfliktu w Irlandii Północnej,


- „Have You Ever Seen The Rain?” z repertuaru Creedence Clearwater Revivel,


- „Still I’m Sad” to piosenka Yardbirds,


- „Heart Of Gold” Neila Younga,


- „Two Of Us” z ostatniej płyty Beatlesów,


- że nie wspomnę o piosenkach bożonarodzeniowych, np. „Feliz Navidad” José Feliciano


Tak czy owak na wszystkich zabawach sylwestrowych rządzić będzie Boney M...

I nie słuchajcie już D...

wtorek, 28 grudnia 2010

Per aspera ad astra

Przepis na udany wieczór? Spotkać się w wąskim, wąziutkim instruktorskim gronie, pojechać w mroźną grudniową noc w ciemny las, przespacerować się troszkę po śniegu, stanąć w zatoczce Jeziora Długiego...


... i przyjąć w poczet instruktorów harcerskich nową dzielną druhnę.


Gratulacje dla druhny Agnieszki!


Proceder powtarzamy od lat w różnych porach roku, w różnych miejscach, w różnym gronie...

poniedziałek, 27 grudnia 2010

Warmia, święta rzecz

Leży przede mną książka „Dominium Warmińskie 1243-1772. Przywilej i prawo chełmińskie na tle ustroju Warmii”. Jej autorem jest zmarły dziś ks. prof. dr hab. Alojzy Szorc.


Książka ukazała się w 1990 roku, a ja kupiłem ją trzy lata później, w roku 750-lecia diecezji warmińskiej. Inspiracją do zapoznania się z tym dziełem było z pewnością spotkanie z jej autorem. Studiując historię na olsztyńskiej Wyższej Szkole Pedagogicznej nie miałem wprawdzie zajęć z ks. Szorcem, ale w ramach ćwiczeń odwiedziliśmy go w bibliotece Wyższego Seminarium Duchowego „Hosianum”.
Proszę wybaczyć, że przytoczę tu pewne wydarzenie... W bibliotece były różne skarby, np. oryginalne średniowieczne dokumenty. Jeden z nich, nie dam głowy czy nie samego Mikołaja Kopernika, ks. Szorc postanowił nam pokazać. Wyjął go z jakiejś szuflady i trzymając w obu rękach prezentował przejętym studentom. Opowiadał o nim z taką swadą, że nagle dokument... przerwał się prawie na pół.

Jaka to ironia, że w dniu śmierci ks. Szorca pojawiła się taka, prowokacyjna mam nadzieję, inicjatywa. Chodzi w niej z grubsza o to, by zapomnieć o Warmii, skoro z merkantylnego punktu widzenia liczą się tylko Mazury. Bo przecież warszawiacy i Ślązacy nie tylko nie odróżniają Warmii od Mazur, ale po prostu uważają wszystko na północ od Mławy za Mazury. Ciekaw jestem czy Ślązacy są zadowoleni, jeśli wlicza się w ich szeregi mieszkańców Sosnowca (leżącego w Zagłębiu Dąbrowskim, przynależnym do Małopolski). I czy warszawiak z Pragi ucieszy się, gdy wrzuci się go do jednego worka z mieszkańcem Mokotowa czy Żoliborza.
Przyglądam się mapie diecezji pruskich z XIII wieku. Paradoksalne jest, że jedna z nich, Diecezja Warmińska, ma kształt prawie identyczny z obecnym województwem warmińsko-mazurskim. Z powołanej do życia 28 lipca 1243 roku diecezji bardzo szybko wydzielono dominium biskupie czyli obszar zarządzany przez biskupstwo (chodziło m.in. o nadanie nowemu biskupstwu ekonomicznych podstaw bytu). Pozostałą częścią zarządzali Krzyżacy. I to, co było w rękach biskupich, stało się z czasem Warmią, w latach 1466-1772 w granicach I Rzeczypospolitej jako dość samodzielne księstwo duchowne. A cała reszta to już inna historia czyli Powiśle, Żuławy i Prusy Górne oraz oczywiście Mazury.
Żeby skomplikować nałóżmy na to jeszcze takie pojęcie jak Prusy Wschodnie i sprawdzajmy pasażerów każdego samochodu z rejestracją na W jadącego siódemką czy to rozumie...

niedziela, 26 grudnia 2010

Układanka z nieboszczykiem

Londyńskie metro dziś strajkuje. Nie wiem czy to świąteczna tradycja, ale gdy w 1999 roku spędzałem Boże Narodzenie w Londynie, też strajkowało 26 grudnia.


W efekcie nie dotarłem na Abbey Road, gdzie oczywiście koniecznie chciałem przejść po słynnej zebrze.


Co się odwlecze, to nie uciecze, na pewno tam kiedyś trafię i zebra będzie na mnie czekać. Zwłaszcza, że trafiła kilka dni temu na oficjalną listę angielskich zabytków. I bez tego zresztą byłbym o nią spokojny. To w końcu Anglia, tu rządzi trwałość i stabilizacja.

Dla niezorientowanych konieczne jest wyjaśnienie, a właściwie wiele wyjaśnień. Zebra, po której idą Beatlesi, znajduje się na londyńskiej ulicy Abbey Road, gdzie pod numerem 3 stoi od 1931 roku studio nagraniowe EMI. Beatlesi nagrali tu swoje wszystkie płyty, w tym oczywiście „Abbey Road”, zarejestrowaną jako ostatnią, a wydaną jako przedostatnią. W styczniu 1969 roku nagrali materiał na płytę, który uznali za tragicznie słaby i postanowili go nie wydawać. Od razu przystąpili do nagrywania kolejnej płyty. W efekcie we wrześniu 1969 roku ukazała się ich najlepsza płyta „Abbey Road”. A ta nieudana płyta ujrzała jednak światło dzienne wiosną 1970 roku, pod nazwą „Let It Be”, jednocześnie z ogłoszeniem rozpadu zespołu.

Okładka „Let It Be” jest symboliczna, każdy oddzielnie...


O ile symbolika okładki „Let It Be” jest chyba zamierzona (a może po prostu już nie dało się zebrać panów do wspólnego zdjęcia), to zdjęcie na kopercie „Abbey Road” raczej nie miało zawierać żadnego przesłania. 8 sierpnia 1969 roku, w czasie trwającej kwadrans sesji, Iain MacMillan (1938-2006) zrobił po prostu kilka fotografii korzystając z tego, że policjant zatrzymał na ten czas ruch na ulicy.


Ale po ukazaniu się płyty okazało się, że okładka doskonale wpisuje się w powstałe trzy lata wcześniej pogłoski o śmierci Paula McCartneya. Już sam ubiór i kolejność muzyków wszystko wyjaśnia:
- John Lennon idzie pierwszy, ubrany na biało – to kapłan,
- Ringo Starr za nim, w czarnym garniturze – to przedsiębiorca pogrzebowy,
- Paul McCartney idzie boso – a nieboszczyków w wielu krajach chowano bez butów,
- George Harrison zamyka stawkę ubrany w jeans – to grabarz.
Są i inne „dowody”, że McCartney nie żyje:
- ma zamknięte oczy,
- idzie nie w krok z pozostałymi muzykami,
- trzyma papierosa w prawej ręce, a przecież był mańkutem, więc niechybnie na zdjęciu jest sobowtór.
No i dowody niepodważalne, w zasadzie oczywista oczywistość:
- po prawej stronie ulicy, pomiędzy Lennonem i Starrem, widać czarny karawan,
- po lewej stronie stoi volkswagen z rejestracją LMW 281F (niektórzy widzą tam 28 IF), co się oczywiście tłumaczy „Linda McCartney Weeps” (Linda McCartney Szlocha) oraz „gdyby żył miałby 28 lat”.
Do układanki nie pasuje facet stojący przy „karawanie”. Był nim amerykański turysta, emerytowany sprzedawca Paul Cole (1911-2008), który przypadkowo zaplątał się na zdjęcie, bo nie chciało mu się iść z żoną do muzeum. Chociaż nie, oczywiście, że pasuje – przecież Cole był związany z hotelami Barefoot Bay. No, a co znaczy „barefoot”? Oczywiście „boso”! Spisek!

To wszystko niech nie odwraca naszej uwagi od tego, że „Abbey Road” to naprawdę genialna płyta. Dwa razy „Something”...

Po pierwsze moje swobodne tłumaczenie sprzed dwóch lat:


Po drugie moje wraz z Cypkiem półwykonanie (opanowaliśmy tylko zwrotkę i tylko instrumentalnie). Nagraliśmy to kilka dni przed śmiercią Harrisona, autora „Something”. Jedno z drugim nie ma żadnego związku...

sobota, 25 grudnia 2010

Jak żyć?

Bieda. Laptop zepsuty. Jak żyć...? Jak żyć...?
No dobra, to tylko zasilacz i zawsze można zablogować przez komórkę, ale pytanie "jak żyć?" pozostaje aktualne...
O rany, czy ja nie mam innych zmartwień w pierwszym dniu 44. roku życia? Oddalam się do pieroga z makiem (żeby tylko nie trafić na kapustę z grzybami).
Zanim się oddalę, to się pochwalę swoim prezentem gwiazdkowym. Niezawodna żona przyczyniła się do rozwoju (?) muzyki...

niedziela, 19 grudnia 2010

Jak w greckiej tragedii

To już moja lekko licząc dwudziesta wigilia instruktorska w hufcu „Rodło”. Nie chciałbym, żeby była ostatnia...


Ale, jak w greckiej tragedii, człowiek nie zawsze jest kowalem swego losu. Póki co, cieszę się, że spotkaliśmy się w instruktorskim gronie, chociaż brakuje tych wszystkich ludzi, którzy tworzyli nasz hufiec po 1989 roku (niektórych z tych, którzy tworzyli go wcześniej, też brakuje). Spotykamy się w coraz mniejszym gronie, chociaż pamiętam jeszcze większą zapaść w 1998 roku.


Potem się jakoś odbiliśmy od dna. Może i teraz...?


Filmiki
Życzenia


Upominki


Pójdźmy wszyscy do stajenki

sobota, 18 grudnia 2010

Łagodniejsze oblicze zimy

Zima ma również swe miłe strony.


Np. Warmiński Jarmark Świąteczny.

Ogród lodowy:


Gospel Joy - "Dzisiaj w Betlejem":


Gospel Joy - "Cicha noc":

piątek, 17 grudnia 2010

Ogrzać się w sławie mistrza w zimnym kościele

Do czego klasie robotniczej potrzebny jest ten Penderecki? – zapytał w latach 70. czy 80. jakiś działacz Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. – Jak to do czego? Pendereckiego słucha Osiecka, która potem pisze klasie robotniczej trafiające w robotniczy gust piosenki – odpowiedział ktoś błyskotliwie. Nie wiem czy Agnieszka Osiecka słuchała muzyki Krzysztofa Pendereckiego, ale coś musi być w tej anegdocie. Kultura ma różne poziomy i nawet jeśli jej najwyższa warstwa jest nieosiągalna dla wszystkich, to nie znaczy, że inni nie korzystają z niej pośrednio.
Penderecki na pewno wielkim kompozytorem jest, ale nie ma obowiązku podchodzenia do jego twórczości na klęczkach. Stefan Kisielewski określił jego późniejsze, łatwiejsze w odbiorze dzieła mianem „socrealizmu liturgicznego”. Kisiel sam był również kompozytorem, ale podejrzenie, że zazdrościł uznania na tym polu młodszemu koledze byłoby chyba złośliwością...
Co powiedziawszy udaję się na dzisiejszy olsztyński koncert Krzysztofa Pendereckiego. Wytrzymam i „socrealizm liturgiczny”, i „muzykę moralnego szantażu”, i „sacro polo” (czegoż to krytycy muzyczni nie wymyślą, żeby ogrzać się w sławie mistrza).

Kilka godzin później... Wytrzymałem!


Koncert odbył się w kościele pod wezwaniem Chrystusa Odkupiciela Człowieka. Szczerze mówiąc byłem pierwszy raz w górnej sali tej budowanej już chyba ćwierć wieku świątyni. Mam większy problem ze zrozumiem współczesnej sztuki sakralnej, niż z oswojeniem się ze współczesną muzyką...


Janusz B. Lewandowski, jak zawsze ze słowem o muzyce.


Chór, jak zawsze zaangażowany.


Lekko licząc setka wykonawców.


Żeby zapanować nad tym wszystkim, trzeba być geniuszem...


Wykonawcy:
- Krzysztof Penderecki – dyrygent
- Orkiestra Symfoniczna Filharmonii Warmińsko-Mazurskiej przygotowana przez Macieja Tworka
- Chór Polskiego Radia w Krakowie przygotowany przez Artura Sędzielarza
- Chór Filharmonii Warmińsko-Mazurskiej przygotowany przez Benedykta Błońskiego
- Izabela Kłosińska – sopran
- Agnieszka Rehlis – mezzosopran
- Rafał Bartmiński – tenor
- Piotr Nowacki – bas

Program:
- Henryk Mikołaj Górecki – Amen op. 35 na chór mieszany a cappella
- Krzysztof Penderecki – Polskie Requiem.

wtorek, 7 grudnia 2010

Nikt nie obcuje

8 grudnia o czym pamiętać? Rozpamiętywać rocznicę śmierci Johna Lennona czy rocznicę urodzin Jima Morrisona? Nie sposób zapomnieć ani o jednym, ani o drugim. (Owszem, jest jeszcze rocznica urodzin Maryli Rodowicz, ale nie obchodzi jej nawet największa fanka, która siedzi dwa biurka ode mnie).

Każdy ma kiedyś doła, przy czym prawdziwy poeta jest w norce stale. Umieszczona na płycie „Strange Days” z 1967 roku piosenka „People Are Strange” autorstwa Morrisona i Robbie Kriegera jest tego doskonałym przykładem. Krótko i na temat.


Moje tłumaczenie z okazji 67. rocznicy urodzin Morrisona, oddane do użytku dzień przed terminem.

Nikt nie obcuje, gdy jesteś obcy.
Twarze są brzydkie, gdy jesteś sam.
Kobiet już nie chciej, gdy nikt cię nie chce.
Ulic unikaj, gdy spadasz w dół.

Gdyś nie swój, nie masz rozumu za grosz.
Gdyś nie swój, każdy olewa twój los.
Gdyś nie swój, gdyś nie swój,
Gdyś nie swój.

Olsztyn, 7.12.2010

Się poeta nie wysilił. Wiadomo, miał depresję...



Horacy Tłumacy - na Facebooku
Horacy Tłumacy - na YT
Horacy Tłumacy - lista przetłumaczonych piosenek

poniedziałek, 6 grudnia 2010

Jadą Polak, Rusek i Żyd w jednym autobusie...

Władze Rosji może są i złe, ale zwykły Polak ze zwykłym Rosjaninem dogadają się zawsze. Takie oto opinie słychać w radiu czy telewizji przy okazji wizyty Dmitrija Miedwiediewa w Polsce. Jaka bzdura... Nie, nie chodzi mi o to, że Rosjanie to źli ludzie i mamy z nimi na wieki wieków amen żyć w nienawiści. Po prostu Rosjanie to tacy sami ludzie jak Niemcy, Francuzi czy Chińczycy. Czasem będziemy się z nimi lubić, czasem nie. Zależy od okoliczności.


Praktyczne ćwiczenia z przyjaźni międzynarodowej odbyłem niedawno w Izraelu. Na wycieczkę z Egiptu do Jerozolimy zabraliśmy się z Rosjanami. 40 Rosjan i 8 Polaków w jednym autobusie to już potencjalny problem. Od razu się pokłóciliśmy. Nieważne o co, nieważne kto miał rację i czy w ogóle ktokolwiek miał rację. Po prostu pierwsza sytuacja kryzysowa podzieliła nas na MY i ONI. Gdybyśmy jechali z Niemcami, Francuzami czy Chińczykami byłaby tak samo kwaśna atmosfera. Zresztą podział nie powstał na tle narodowościowym. Była nasza grupa i była ich grupa. W naszej był przewodnik Żyd i też krzywo patrzył na Rosjan. Instynkt stadny w czystej postaci.

Komentarz Jacka Kaczmarskiego czyli „Limeryki o narodach”.

Ale nie traktowałbym serio postulatu Kaczmarskiego, żeby usunąć narody. To tylko ironiczna prowokacja, zwłaszcza, gdy jeśli weźmie się pod uwagę, że śpiewa ją polski Żyd.

niedziela, 5 grudnia 2010

Zazdrosny ze mnie gość

Była jesień 1980 roku. Po powrocie z wakacji w Krakowie poznałem kilka nowych nazwisk (Wałęsa, Miłosz), miejscowości (Karlino) i pojęć (postulat). Kolega pokazał mi aktualne zdjęcie Johna Lennona wraz z Yoko Ono, zamieszczone w jakiejś polskiej gazecie, chyba „Polityce” lub „Kulturze” (nie, nie paryskiej). 40-letni Lennon wydał się nam czymś niesmacznym. – 20 lat odsiadki bez wyroku – skomentowaliśmy zgodnie czarno-białe zdjęcie. Miesiąc później było nam cokolwiek głupio, bo JL już nie żył...
Z okazji 70. rocznicy urodzin Lennona przetłumaczyłem „Working Class Hero”. Ale przecież był nie tylko buntownikiem. Był również czułym facetem... Więc z okazji 30. rocznicy jego śmierci, „Jealous Guy”, przetłumaczone w ramach czynu partyjnego trzy dni przed terminem.


Zapragnąłem spojrzeć wstecz,
moje serce chciało chcieć.
I traciłem rozum znów,
I traciłem rozum znów.

Nie chciałem zranić cię,
Wybacz, że dałem ci w kość.
Nie chciałem zranić cię,
Zazdrosny ze mnie gość.

Moja pewność poszła gdzieś,
chyba już nie kochasz mnie.
W strachu drżałem cały tak.
W strachu drżałem cały tak.

Nie chciałem zranić cię,
Wybacz, że dałem ci w kość.
Nie chciałem zranić cię,
Zazdrosny ze mnie gość.

Chciałem zyskać w oczach twych,
Mogłaś się przede mną skryć.
Przełykałem gorzkie łzy,
Przełykałem gorzkie łzy.

Nie chciałem zranić cię,
Wybacz, że dałem ci w kość.
Nie chciałem zranić cię,
Zazdrosny ze mnie gość, uważaj.
Zazdrosny ze mnie gość, uważaj kotku,
Zazdrosny ze mnie gość.

Olsztyn, 5.12.2010



Piosenka ta znalazła się na albumie „Imagine” z 1971 roku, ale Lennon zaczął ją pisać już w 1968 roku zainspirowany naukami niejakiego Maharishi Mahesh Yogi, hinduskiego guru, u którego Beatlesi spędzili kilka tygodni. Jego wykład dotyczący Syna Matki Ziemi Beatlesi postanowili skomentować piosenkami. McCartney napisał „Mother Nature’s Son” i ta piosenka trafiła na „Biały Album”. Lennon też coś napisał, ale skończyło się na nagraniu demo. Potem próbował umieścić tę piosenkę na „Let It Be”, ale też nie weszła na płytę. Beatlesi rozpadli się, Lennon zmienił słowa i nagrał piosenkę nie o filozofii, a o zakochanym facecie.

Horacy Tłumacy - na Facebooku
Horacy Tłumacy - na YT
Horacy Tłumacy - lista przetłumaczonych piosenek

sobota, 4 grudnia 2010

Widzę czerwone drzwi

Obudzony w środku nocy wyrecytuję, że za Edwarda Gierka wydobywaliśmy prawie 200 mln ton węgla rocznie. Tak przynajmniej mówili w telewizji i w szkole. Po latach okazało się, że te prawie 200 mln ton to zaledwie 180 mln ton w rekordowym 1979 roku. Potem Gierka zabrakło i jakoś zaczęliśmy kopać mniej.
To była wstępologia. A teraz do rzeczy. Jaką piosenkę mogłem przetłumaczyć w górnicze święto? Oczywiście coś na czarno. Powiedzmy „Paint It Black”. Keith Richards dostawił w 1966 roku do tytułu przecinek („Paint It, Black”), przez co jego znaczenie stało się cokolwiek inne. Ale przed chwilą sprawdziłem na oficjalnej stronie Rolling Stones i jest niepozostawiająca wątpliwości wersja bez przecinka.


Widzę czerwone drzwi, a chciałbym czarne mieć
Mam już kolorów dość, nawracam się na czerń
Sto dziewczyn widzę tu ubranych w letni strój
Odwrócić muszę wzrok, by nadal ciemność czuć

Widzę rząd nowych aut i wszystkie w czarny wzór
Do kwiatów miłej mej nie wrócę nigdy już
Stu ludzi widzę tu, odwraca każdy wzrok
Niewinni tacy są, pomyślałby kto

Zaglądam w serce swe i widzę czarną czerń
Widzę czerwone drzwi, lecz skrywa je już cień
Być może zniknę dziś i taki koniec gry
Tak trudno trzymać się, gdy czarne nawet sny

Już nigdy zieleń mórz nie będzie modra tak
Nie pojmę chyba już, w grę jaką ze mną grasz
Czy znajdę siły dość, by słońca czerpać moc
Czy śmiech usłyszę jej nim skończy się ta noc

Widzę czerwone drzwi, a chciałbym czarne mieć
Mam już kolorów dość, nawracam się na czerń
Sto dziewczyn widzę tu ubranych w letni strój
Odwrócić muszę wzrok, by nadal ciemność czuć

Chcę wszystko widzieć czarne, czarne jak ciemna noc, węgiel z hałd
Chcę widzieć jak słońce zamalowuje ktoś
Chcę wszystko widzieć czarne, czarne, czarne, czarne tak

Olsztyn, 4.12.2010

Stonesi tę piosenkę śpiewali też na chorzowskim koncercie 14.08.1998 roku. Byłem, widziałem, śpiewałem.

Moja 1 wersja:


Moja 2 wersja:


Horacy Tłumacy - na Facebooku
Horacy Tłumacy - na YT
Horacy Tłumacy - lista przetłumaczonych piosenek