niedziela, 21 listopada 2010

Kobiety nie muszą głosować

Jest pewien paradoks w tym, że Egipcjanki MOGĄ chodzić na wybory, podczas gdy Egipcjanie MUSZĄ (pod groźbą grzywny). Oczywiście skoro kobiety tylko mogą, to pewnie w niejednym egipskim domu czasem którejś zginie dowód, czasem któraś przypadkiem zatrzaśnie się w toalecie...


Ale formalnie kobiety nie tylko mogą wybierać, ale nawet być wybierane. Jak widać nie wszystkim się to podoba.


W Polsce głosowanie nie jest obowiązkowe, więc całkiem bezkarnie, choć z pewnym żalem, opuściłem I turę wyborów samorządowych. W dniu polskiej elekcji odkryłem, że również w Egipcie, formalnie od 29 lat trwającym w stanie wyjątkowym, istnieje życie polityczne. Totalitaryzm pewnie jest, ale głęboko ukryty. Egipt jest republiką, w której teoretycznie w miarę swobodnie mogą działać partie polityczne. Najważniejsze ograniczenie to zakaz udziału w życiu politycznym partii odwołujących się do religii, również (a właściwie przede wszystkim) islamu.


Ale trudno też mówić o klasycznej demokracji, skoro prezydentem od 29 lat jest ten sam facet. W przyszłym roku w Egipcie planowane są wybory prezydenckie, zobaczymy czy 83-letni Hosni Mubarak zechce ponownie zostać prezydentem, czy wystawi syna Gamala Mubaraka, czy też może dopuści do naprawdę wolnych wyborów (właściwie mamy do czynienia nie z wyborami, a z referendum zatwierdzającym wybór prezydenta nominowanego przez parlament).


Pożyjemy, zobaczymy. Póki co Egipcjanie idą dziś kolejny raz w tym roku do urn. Dziś II tura wyborów do Zgromadzenia Ludowego czyli niższej izby egipskiego parlamentu (izba wyższa to Rada Szury).


W niższej izbie egipskiego parlamentu zasiada 454 posłów wybieranych na pięć lat. Przy czym prawdziwie wybranych jest 444, bo 10 mianował prezydent kraju (w obecnych wyborach liczba posłów wzrosła do 518). W wielomandatowych okręgach wyborczych obowiązuje ordynacja większościowa, co powoduje, że do wyboru potrzebna jest często II tura. Głosować mogą osoby w wieku co najmniej 18 lat, a żeby kandydować trzeba ukończyć 30 lat i nie być analfabetą.


Ciekawą cechą ordynacji wyborczej do izby niższej jest uprzywilejowanie rolników i robotników. Prawie jak średniowieczne francuskie Stany Generalne...


I tura wyborów do Zgromadzenia Ludowego odbyła się tydzień temu. W zasadzie wszystko zgarnęła Partia Narodowo-Demokratyczna, rządząca Egiptem i popierająca Mubaraka od lat. Opozycyjne Bractwo Muzułmańskie w I turze nie zdobyło żadnego mandatu, a do drugiej tury mało kto przeszedł. Pięć lat temu kandydaci związani z Bractwem zdobyli 88 miejsc w Zgromadzeniu, w tym roku liczyli na wiele mniej, a po katastrofalnej dla nich I turze całkiem wycofali się z wyborów. Ciekawe co z tego wyniknie, bo jak ktoś nie ma reprezentacji parlamentarnej, to może wrócić do innych form walki politycznej (powstałe w 1928 roku Bractwo Muzułmańskie ma w swej historii działalność terrorystyczną, w tym udział w morderstwie Anwara Sadata w 1981 roku).


Egipskie wybory są obowiązkowe dla męskiej połowy z 41 mln wyborców, ale do urn stawiła się w I turze zaledwie jedna trzecia. Opozycja mówi, że tylko jedna dziesiąta, a resztę „frekwencji” użyto do sfałszowania wyników.


Wybory do Rady Szury czyli powiedzmy egipskiego senatu odbyły się w czerwcu. 264-osobowa Rada Szury ma sześcioletnią kadencję, ale co trzy lata wymienia się połowę jej składu. I żeby było jeszcze bardziej skomplikowanie 88 członków mianuje prezydent. Wybory odbywają się wedle ordynacji większościowej. Czynne prawo wyborcze mają osoby, które ukończyły 18 lat, a bierne uzyskują umiejący czytać i rozliczeni z wojskiem 30-latkowie.


Senny krajobraz przedwyborczy w Dolinie Nilu.