wtorek, 12 września 2006

880 schodów hrabiego Komorowskiego

Zamek Orawski ma węgierskie korzenie, polskie epizody i słowacką teraźniejszość. Około 1235 roku, gdy nad rzeką Orawą w dzisiejszej północnej Słowacji powstała umieszczona na skale warownia, panowali tu Węgrzy.

Tak na marginesie – fascynujące jest to, że żyjemy w czasach, gdy na scenę dziejową powróciło tak wiele państw. Czasem po tysiącu lat. Pierwowzoru państwa słowackiego można przecież upatrywać w Księstwie Nitrzańskim, które istniało w latach 791-1108, z tym, że samodzielnie tylko do 833 roku. Potem było częścią Państwa Wielkomorawskiego, podbitego z kolei w 907 roku przez Madziarów. Grubo potem Węgrzy weszli w orbitę Habsburgów, a w raz z nimi Słowacy. I tak w zasadzie aż do 1918 roku. Potem wiadomo: Czechosłowacja, Pierwsza Republika Słowacka pod nadzorem Hitlera, znów Czechosłowacja, przez chwilę Czecho-Słowacja i od 1993 roku Republika Słowacka. Kręci mnie to. Inni mieli gorzej.


Wracając do Węgier... A raczej na Zamek Orawski. Węgrzy nazywali go Árva vára (co można chyba przetłumaczyć jako Samotny Zamek). Zamek powstał mniej więcej w czasie I najazdu tatarskiego na Europę, którzy zawitali nad Dunaj i Wisłę w 1241 roku. Czy udało się? Wysoce (nomen omen) prawdopodobne. Mongolskim strzałom trudno było z pewnością dotrzeć 112 metrów nad poziom płynącej dołem Orawy. Na takiej właśnie wysokości zbudowano bowiem zamek na samotnej skale, wygiętej fantazyjnie ku południu.

To wszystko pod warunkiem, że ten zamek już tam wtedy stał, bo nie mamy dokładnej wiedzy o dacie jego powstania. Najprawdopodobniej w czasie najazdu tatarskiego była tu jedynie drewniana strażnica. Pewnie spłonęła... Dopiero potem węgierscy władcy postanowili umocnić granicę warownymi zamkami.


I wprawdzie jest legenda, że zamek powstał w wyniku diabelskiej interwencji, ale nie będę siał zabobonów.


Warownia to w zasadzie nie jeden zamek, a trzy (górny, średni i dolny). Jako pierwszy powstał górny, czyli najwyższy. Dolny w XIII wieku nadal był drewniany.


Obiecane polskie epizody, w tym jeden z Komorowskim? Proszę bardzo. W 1420 roku Zygmunt Luksemburczyk osadził na Orawie węgierskiego arystokratę Ścibora Ściborowica. Ścibor pieczętował się polskim herbem szlacheckim Ostoja. Jego ojciec był Polakiem, który sprzyjał Andegawenom przeciwko Władysławowi Jagielle. Czyli (nie)ukryta opcja węgierska. Czyli krótko mówiąc zdrajca.


Niedługo potem nastał na zamku inny Polak. W 1441 r. rządy objął tu hrabia Piotr Komorowski. Ten z kolei był wiernym Jagiellonom. Popierał Władysława Jagiellończyka na króla Węgier, przeciwko Maciejowi Korwinowi. Gdy Korwin zasiadł na tronie, uporządkował sprawy na Orawie czyli poprosił stanowczo Komorowskiego, żeby sobie już poszedł. Nie miał jednak na tyle siły, by go przepędzić zbrojnie, więc musiał mu po prostu zapłacić odszkodowanie za opuszczenie zamku.


Trzecim Polakiem na Zamku Orawskim był Jan z Dębowca, który zasiadł w nim w 1534 r. Zasiadł i rozbudował środkowy zamek o jeden z dwóch pałaców. Zasiadł i ściągnął ze Śląska rodzinę i znajomych, wśród nich Wacława Siedlnickiego, który przejął po nim zamek w 1545 r. Musiał go opuścić w 1556 r., gdy zażądał tego Ferdynand I Habsburg (świeżo po włożeniu korony cesarskiej).


Zamek przestał mieć znaczenie militarne w XVIII wieku. Od 1868 r. zamek udostępniany jest jako atrakcja turystyczna, chociaż ciągle jeszcze w rękach prywatnych. Po I wojnie światowej nowopowstałe państwo czechosłowackie zostało współwłaścicielem zabytkowej warowni. Za pieniądze. Po II drugiej wojnie pieniądze nie były potrzebne. Wystarczyła ustawa czyli nacjonalizacja.


Udostępniany od 1868 r. zamek służy nie tylko turystom, którzy z poświęceniem wspinają się po 880 schodach na górny zamek. Nakręcono tu również kilka filmów. Na pewno w 1922 r. dzieło niemieckiego ekspresjonizmu „Nosferatu – symfonia grozy”. Podobno kręcono tu również sceny do polskich filmów: „Janosika” z 1973 r. i „Kanclerza” z 1989 r. (nie znalazłem potwierdzenia).


Ale na pewno w 2006 r. powstał tu ten polski filmik:


I ten też: