czwartek, 12 stycznia 2012

Co poeta miał na myśli?

Gdzie jest granica swobody artystycznej? Przyjmijmy, że to pytanie w ogóle ma sens. Na pewno granicą wszystkiego jest prawo. Nie można w ramach działalności artystycznej kraść czy zabijać. A obrażać wolno? Zaryzykowałbym, że też nie wolno, w końcu na to również są paragrafy, ale z obrażaniem czy znieważaniem jest pewien problem. Dla jednego obrazą będzie widok koleżanki w niemodnym sweterku, inny poczuje się znieważony dopiero wtedy, gdy ktoś podważy moralność jego matki. Ale tendencja jest taka, że wszyscy obrażają się za wszystko, sądy mogłyby zajmować się tylko takimi sprawami.
Pół biedy, gdy są powody do obrażania się. Gorzej, gdy mamy do czynienia z nieporozumieniem. Olsztyński zespół Łydka Grubasa ma problem z utworem „Żyd”. Niektórzy odbierają go jako antysemicki, nie rozumieją ironicznego przesłania piosenki.

Kilka tygodni temu ktoś doniósł do prokuratury, że wykonanie 11 listopada piosenki „D.O.B.”, co w tekście utworu rozwija się w „dymać Orła Białego”, to publiczne znieważenie godła RP. Tymon Tymański, autor i wykonawca, broni się, że to ironia, bo cały stosowny fragment mówi: „Nikt nie będzie nam bezkarnie i bezwstydnie wszem i wobec lżyć, upadlać, lekceważyć, skalać, szmacić i centralnie dymać Orła Białego”). Widzę tu ironię i to piętrową. Przepraszam, że będę wyjaśniał, co poeta miał na myśli. Moim zdaniem Tymański zwraca uwagę na to, że krzywdę Orłowi Białemu robią w pierwszej kolejności ci, którzy uważają się za jego wielkich obrońców. Tak jak na Krakowskim Przedmieściu niektórym wydawało się, że bronią krzyża, a skutek ich działań był raczej odwrotny.
Do Trójki zadzwonił kiedyś słuchacz oburzony, że publiczne radio puszcza ateistyczną piosenkę. „Nie ma Boga, nie” – powtarzał kilkakrotnie wokalista Dżemu. Słuchacz najwyraźniej nie dosłuchał, że Ryszard Riedel to sobie tylko wyobraził i ogarnęło go przerażenie...
Te przykłady mnie specjalnie nie dziwią. Jakże publiczność ma rozumieć ironię, metaforę, przenośnię, skoro królują u nas piosenki gwiazdeczek z bełkotliwymi tekstami bez treści. Kiedyś masowe gusty kształtowali swoimi tekstami Agnieszka Osiecka i Wojciech Młynarski. Dziś... Szkoda słów.

(mój felieton z dzisiejszej "Gazety Olsztyńskiej")