piątek, 25 maja 2012

Siódmy protektor

W 1993 roku spóźniłem się na historyczną chwilę. 27 sierpnia w Strącznie koło Piły podczas XI Polowej Zbiórki Harcerstwa Polskiego prezydent Lech Wałęsa obejmował protektorat nad Związkiem Harcerstwa Polskiego. Przepraszam, Panie Prezydencie, ale rano byłem jeszcze w pracy. Zdążyłem jeszcze napisać dwa teksty. W pierwszym donosiłem dumnie, że „na targowisku przy Kolejowej tylko jeden sprzedawca oferował ubiegłoroczne nasiona”. W drugim sprzedawałem czytelnikom sensacyjną wiadomość, że „znów podrożało mięso i wędliny”. Zarobiwszy w ten sposób na bilet, mogłem ruszyć po południu na Wał Pomorski. Dotarłem późno w nocy, a ostatnie 10 km pokonałem jakimś zdezelowanym strażackim żukiem. Chłopaki się nudzili, to mnie podrzucili, a może żal im mnie było, bo już północ nastała, gdy wysiadałem na stacji w Wałczu. Następnego dnia nie było już Lecha Wałęsy, ale nasze dziewczyny z hufca „Rodło” były przy tym wydarzeniu. Na dowód okładka pisma „Czuwaj” z Kaśką, przyboczną 155 Olsztyńskiej Starszoharcerskiej Drużyny Turystycznej „Swobodne Elektrony”.


Dwa lata później Lech Wałęsa objął honorowy patronat nad Światowym Zlotem Harcerstwa Polskiego w Zegrzu i tego już nie przegapiłem.


Lecha Wałęsę i Aleksandra Kwaśniewskiego wiele, a w zasadzie wszystko dzieliło, ale jako prezydenci w jednym na pewno byli zgodni – obaj objęli protektoratem ZHP, a nie cały ruch harcerski. Przedwojenni prezydenci nie mieli tych dylematów, bo harcerstwo było w zasadzie zjednoczone, a na pewno państwo polskie uważało za partnera tylko ZHP. Dopiero prezydent Lech Kaczyński uznał, że będzie protektorem całego harcerstwa. A Bronisław Komorowski? W sierpniu 2010 roku podczas Jubileuszowego Zlotu Stulecia Harcerstwa „Kraków 2010” prezydent wypowiedział się dość niejednoznacznie. Zabrzmiało tak, jak gdyby już wtedy objął nad nami protektorat. Było zresztą pytanie nad kim – nad całym harcerstwem, czy tylko nad ZHP?


Właśnie się wyjaśniło. Wtedy to była zapowiedź, a teraz ciałem się stało. Dziś prezydent Bronisław Komorowski obejmie honorowy protektorat nad organizacjami harcerskimi w Polsce i poza granicami kraju: Związkiem Harcerstwa Polskiego, Związkiem Harcerstwa Rzeczypospolitej, Związkiem Harcerstwa Polskiego poza granicami Kraju, Związkiem Harcerstwa Polskiego na Litwie, Republikańskim Społecznym Zjednoczeniem „Harcerstwo” (Białoruś), Harcerstwem Polskim na Ukrainie, Stowarzyszeniem Harcerskim oraz Stowarzyszeniem Harcerstwa Katolickiego „Zawisza” FSE.

sobota, 12 maja 2012

Polski gen recesywny Manzarka

Dziś Ostrołęka obchodzi 639. rocznicę nadania praw miejskich, ale nie z tej okazji wczoraj wystąpił w niej zespół Manzarek Rogers Band. Klawiszowca i współzałożyciela Doorsów sprowadziło do Ostrołęki tamtejsze Radio OKO. Dzięki.


Północne Mazowsze i okolice chyba nie doceniły tego gestu. Sala kina Jantar nie świeciła wprawdzie pustkami, ale nie można też powiedzieć, żeby była wypełniona po brzegi. Tak wyglądała dwie minuty po planowanym rozpoczęciu koncertu.


Potem trochę osób doszło. Pomijając to, że wiele wolało pobyt w foyer. Wiadomo, napoje ciekawsze od supportu. Kto nie wysłuchał duetu Małgorzata Werbińska & Błażej Pawlina niech czuje się bluesowym uzurpatorem.


Jan Chojnacki zapewne otworzy czwarty tegoroczny koncert Manzarka w Polsce (13 lipca w Dolinie Charlotty), a na razie wczoraj otwierał drugi.


I gdy wszystkie rytuały się odbyły (spóźnienie, dźwigająca na ramionach historyczne brzemię zapowiedź, podziękowanie sponsorom, wstęp, suport, przerwa techniczna, zapowiedź główna) na scenę mógł wejść bohater wieczoru.


Wiadomo, że był tylko jeden bohater, chociaż drugi sroce spod ogona nie wypadł. Nie znalibyśmy Roya Rogersa, gdyby nie rozpoczął współpracy z Manzarkiem, to pewne. Zwłaszcza, że takich rzucających na kolana bluesowych gitarzystów jest w USA pewnie z ćwierć miliona.


Ray Manzarek, jak się to mówi, nawiązał od razu wspaniały kontakt z publicznością. Dziadek Manczarek z Warszawy, babcia Kolenda z Białegostoku. Musiał czuć się w Ostrołęce jak u siebie w domu. Gdyby jeszcze wiedział, że przywożę mu świeże pozdrowienia z Białegostoku, w którym byłem kilka godzin przed koncertem. Ale nie chciałem odbierać szoł facetowi, który miotał się pod sceną. Spędził za dużo czasu w foyer?


Manzarek tak dalece czuł się u siebie, że gdy Rogers wyciągnął taką oto oryginalną gitarkę, nazwał ją bazooką i coś pomstował na Ruskich. Odezwał się polski gen recesywny...


Bohater był jeden i drugi mniejszy, ale na scenie gościliśmy kwartet. Od lewej: Steve Evans (b), Ray Manzarek (wiadomo), Kevin Hayes (dr) i Roy Rogers (też już wiadomo).


Zagrali 13 utworów. Odrobiłem lekcje, więc znałem nie tylko dwa kawałki Doorsów:
1. Hurricane
2. Fives And Ones
3. Game Of Skill
4. Master Of Disaster
5. Kick
6. Those Hits Just Keep On Comin’
7. Cristal Ship
8. Tension
9. Greenhouse Blues
10. Blues In My Shoes
11. New Dodge City Blues
12. River Of Madness
13. Riders On The Storm.

Ray skończył „Riders On The Storm”, pomachał i tyle go widzieli... Trochę wyrozumiałości dla 73-latka.


Nocny powrót z Ostrołęki do Olsztyna byłby banalny, gdyby w okolicy Gromu (to taka miejscowość pomiędzy Szczytnem a Olsztynem, gdyby ktoś nie wiedział) nie dopadli nas „Jeźdźcy burzy”, czyli prawdziwa nocna nawałnica z piorunami i podobnymi atrakcjami. Życie ponownie przerosło sztukę.

piątek, 11 maja 2012

Pogodziła nas geopolityka

Nic tak nie łączy, jak wspólny wróg. Rosja dała łupnia i nam, i Osmanom. Tym łatwiej było zakopać topór wojenny z Turkami, że już od końca XIV wieku w granice Litwy napływali uciekinierzy z Krymu. To byli, dziś byśmy powiedzieli, polityczni uchodźcy ze Złotej Ordy. Po otrzymaniu azylu przez wieki wiernie służyli Rzeczypospolitej.


Litewscy Tatarzy (zwani Lipkami) jak sama nazwa wskazuje zasiedlili Wielkie Księstwo Litewskie. Granice tak się ukształtowały, że dziś w Polsce zostały tylko dwie tatarskie wsie – Bohoniki i Kruszyniany. Doskonałe miejsce do leczenia się z ksenofobii (choć niektórym nic nie pomoże...).


Tatarzy w Bohonikach pojawili się pod koniec XVII wieku. Były to rodziny tatarskich żołnierzy podległych oficerom Jana III Sobieskiego, osiedlone w okolicy Sokółki. Obecnie we wsi mieszka zaledwie kilka rodzin tatarskich, łącznie kilkanaście osób. Oryginalnego meczetu z czasów Sobieskiego już nie ma, spłonął. Obecnie w innym miejscu stoi świątynia z XIX wieku. Niewielkich rozmiarów – zaledwie 11,5 na 8 metra.


Egzemplarz Koranu z XIX wieku:


Widok z galerii na mihrab (wnęka wskazująca stronę Mekki) i minbar (kazalnica).


Grafika przedstawiająca Al-Kabę, najważniejszą islamską świątynię w Mekce:


Na tym gobelinie pokazano meczet Alabastrowy w Kairze:


Meczet w Bohonikach w środku i z zewnątrz:


Stary meczet stał w pobliżu mizaru, czyli muzułmańskiego cmentarza. Dziś nie ma śladu po meczecie.


Stary cmentarz to w zasadzie tylko miejsce po nim.


Nowszy mizar też ma swoje lata, pochodzi prawdopodobnie z XVIII wieku. To jeden z najważniejszych tatarskich cmentarzy w Polsce, ciągle otwarty.


To nazwisko w Olsztynie dobrze znamy.


Polskie lub spolszczone nazwiska oraz muzułmańskie imiona.


Nagrobki z końca XIX wieku. Na górze alfabet arabski, na dole cyrylica.


Bohoniki leżą kilka kilometrów od Białorusi. Jeszcze bliżej granicy znajdują się odległe o kilkadziesiąt kilometrów Kruszyniany (po drodze z Bohonik warto zatrzymać się w Krynkach, żeby przypomnieć sobie o jeszcze innych mieszkańcach tej wielokulturowej ziemi).
W Kruszynianach witają nas dwa prawosławne krzyże, kolejny element multikulturowej układanki.


Tatarzy w Kruszynianach pojawili się w tym samym czasie, co w Bohonikach, czyli z nadania Jana III Sobieskiego w 1679 roku. Król zatrzymał się w Kruszynianach w drodze z Warszawy do Grodna. Współcześnie Kruszyniany odwiedził książę Karol.


Pierwszy meczet nie dotrwał do naszych czasów, obecna budowla pochodzi z końca XVIII wieku. Świątynia w Kruszynianach jest nieznacznie większa, niż w Bohonikach, ma 10x13 m.


Warto odwiedzić meczet, żeby posłuchać barwnej opowieści tatarskiego kustosza.


W islamie nie wolno przedstawiać wyobrażeń istot żywych. Dlatego tak bardzo w sztuce muzułmańskiej rozwinęła się kaligrafia.


Tę wykonał imam Józef Korycki, syn Samuela, w 1930 roku.


Kopia kaligrafii z 1830 roku, wykonana w 1967 roku.


Mizar w Kruszynianach funkcjonuje od końca XVII wieku, czyli od początku obecności we wsi Tatarów.


Nazwiska w Bohonikach i Kruszynianach powtarzają się, nawet jeśli dzieli je półtora wieku.


Najstarszy zidentyfikowany pochówek pochodzi z 1699 roku (nie trafiłem). Na cmentarzu nie brak też pomników całkiem współczesnych.


Nie chcę powiedzieć, że do Kruszynian pojechaliśmy głównie po to, ale posłuchajcie prawdziwej poezji:


Oto lista dialogowa:


Kruszyniany, Dżenneta Bogdanowicz i wszystko jasne!


Pyza tatarska z mięsem wołowym.


Pyza z serem na ostro.


Pierekaczewnik.


Listkowiec z makiem.


A tę drożdżówkę zabraliśmy na wynos.


Tatarską dogrywkę można zrobić sobie w Supraślu.


W tamtejszym barze Przysmaki Tatarskie dają zupełnie inne potrawy, niż u Dżennety. Równie smaczne. O jakże mi przykro, że na majówkę jadę w tym roku do Wrocławia, a nie na Podlasie.

Telewizja, nasze drzwi na świat

W Białowieży z powietrza można złapać jedynie TVP 1, TVP2 i TVP Info. Plus coś po białorusku. Żadnego TVN czy TV Trwam. Jaki jest wpływ zasięgu stacji telewizyjnych na wyniki wyborów? Zależność między odbieraną telewizją i głosowaniem wcale nie jest jednoznaczna. Ubiegłoroczne wybory w skali całego województwa podlaskiego wygrał PiS, ale w powiecie hajnowskim SLD, a w gminie Białowieża PO i SLD miały zbliżony wynik. Korzystając z dobrodziejstwa możliwości odbioru TVP 2 w samym środku Puszczy Białowieskiej obejrzałem przed chwilą wywiad Wojciecha Jagielskiego z Rayem Manzarkiem i Royem Rogersem, którzy wczoraj wystąpili w Warszawie, a dziś zagrają w Ostrołęce.


I ja tam dziś będę. Pierwszy raz w życiu w Ostrołęce (no jakoś nigdy nie było po drodze). Pierwszy raz z Manzarkiem. I oby nie ostatni, bo przecież w lipcu wybieram się na koncert Manzarka z Kriegerem.

czwartek, 10 maja 2012

Diecezja na pocieszenie

Ci, którzy najchętniej widzieliby świat niewzruszony niczym zamrożona konserwa, powinni spojrzeć na Drohiczyn. Przez ćwierć tysiąca lat był stolicą województwa podlaskiego, dziś jest małym miasteczkiem gminnym, nawet nie powiatowym. Jakby na przekór od 1991 roku jest siedzibą diecezji, ale wiadomo, że geopolityka Kościoła chadza własnymi ścieżkami.


Liczące około dwa tysiące mieszkańców miasto leży na Wysoczyźnie Drohiczyńskiej, nad Bugiem. Drohiczyn należał z przerwami do książąt ruskich, Mazowsza, do Litwy, aż w połowie XV wieku trafił w ręce Jagiellonów, za pieniądze zresztą. W 1498 roku Aleksander Jagiellończyk nadał (odnowił właściwie) Drohiczynowi prawa miejskie, a kilkanaście lat później miasto zostało stolicą województwa podlaskiego. O upadku jego znaczenia zdecydowały historyczne zawieruchy. Najpierw w II połowie XVII stulecia Drohiczyn najechał i zdewastował po kolei kto tylko miał ochotę w tej części Europy. Ponad wiek później ostateczny cios miastu zadały rozbiory, które podzieliły miasto między Austrię i Prusy, więc o żadnej stolicy województwa nie było już mowy. W okresie napoleońskim miasto w dwóch etapach przeszło w ręce rosyjskie. Carscy urzędnicy przewidzieli miastu zaledwie rolę siedziby gminy.


Prawdziwy cud, że miasto w ogóle przetrwało. Pół miasta (lewobrzeżna strona) w okresie powstania styczniowego utraciła prawa miejskie i przestała istnieć. Dziś Bug nie tylko jest granicą miasta, ale i województwa. Po drugiej stronie rzeki jest Mazowieckie.


Tak znaczące miasto nie mogło się obyć oczywiście bez zamku. Istniał do czasów potopu szwedzkiego, choć swój warowny charakter stracił już wcześniej. Dziś śladem po nim jest tylko Góra Zamkowa. Sama góra też od wieków ulega erozji, osuwając się do Buga. Obecnie czubek wzgórza zmieścić może co najwyżej pamiątkowy obelisk, a nie wielki obronny zamek. Obelisk zresztą z zupełniej innej okazji – upamiętnił w 1928 roku dziesiątą rocznicę odzyskania niepodległości.


Miejsc pamięci w Drohiczynie nie brakuje. Ta tablica łączy przeszłość z teraźniejszością. Jak dobrze rozumiem, 11 listopada 1981 roku „Solidarność” odnowiła napis z 3 maja 1919 roku. Czyli mamy trzy w jednym – Konstytucję 3 maja z 1791 roku, odzyskanie niepodległości jesienią 1918 roku i karnawał „Solidarności” z 1981 roku.


Chyba najnowszy pomnik w mieście, czyli pochodzący z 1999 roku obelisk poświęcony Armii Krajowej i Polskiemu Państwu Podziemnemu.


Drohiczyn dziś jest siedzibą własnej diecezji.


Wcześniej należał do diecezji płockiej, włodzimierskiej, łuckiej. W 1945 roku do Drohiczyna przeniesiono siedzibę diecezji pińskiej, której większość została po drugiej stronie granicy. Siedzibą diecezji drohiczyńskiej miasto stało się w 1991 roku.


W mieście pogranicza nie wystarczy kościół, musi być i świątynia prawosławna.


Pochodząca z 1798 roku cerkiew św. Mikołaja Cudotwórcy początkowo była zresztą unicka (pod wezwaniem Św. Trójcy). Kościół unicki z przyczyn oczywistych, czyli podporządkowania papieżowi, nie podobał się w Imperium Rosyjskim, więc w 1839 roku przemieniono go w świątynię prawosławną.


Miało miasto również swój epizod związany w wojną polsko-radziecką. 19 sierpnia 1920 roku 8. kompania 1. Pułku Piechoty Legionów przepędził z miasta bolszewików.