niedziela, 6 września 2009

Którędy do Budziejowic?

Do Czeskich Budziejowic, jak dość powszechnie wiadomo, zmierzał swego czasu Szwejk. Swego czasu, czyli blisko sto lat temu. Mógł Dzielny Wojak dojechać do tego miasta pociągiem, ale pociągnął za hamulec bezpieczeństwa, czego się zresztą wypierał, i w efekcie został wysadzony w Taborze. W dalszą drogę ruszył na piechotę.


Czeskie Budziejowice kojarzą się z Dzielnym Wojakiem Szejkiem, ale nie tylko. Smakosze oblizują się na samą myśl o browarze Budějovický Buduar. Dzieciaki, przynajmniej ja tak to wspominam, pamiętają tajemniczy napis Koh-I-Noor na ołówkach. Dopiero gdy przyjechałem do Czeskich Budziejowic odkryłem z pewnym zdumieniem, że firma Koh-I-Noor Hardtmuth ma właśnie tam swoją siedzibę. Człowiek uczy się całe życie.


Inne atrakcje Czeskich Budziejowic? Plac Przemysła Ottokara II, czyli rynek o podobno największej powierzchni w Europie. Wypada wierzyć na słowo, bo odnoszę wrażenie, że widziałem większe. Pewnie kwestia umowna, zależy, co się uznaje za rynek.


Pośrodku tego dużego rynku stoi pochodząca z 1727 roku fontanna Samsona (Samsonova kašna), która dziś po prostu ładnie wygląda, a kiedyś była głównym źródłem wody pitnej dla miasta. Wodę do fontanny sprowadzano wodociągiem z Wełtawy. Autorem fontanny jest Josef Dietrich. Bohaterem rzeźby jest zgodnie z nazwą biblijny Samson.


Wokół rynku stoi 48 podcieniowych kamienic mieszczańskich.


Wśród tych kamienic jedna jest najważniejsze – ratusz z połowy XVI wieku. Nie dość, że nie stoi po środku rynku, to jeszcze ma trzy wieżyczki. Na najwyższej z nich króluje czeski lew. Na attyce stoją posągi alegoryczne – Sprawiedliwość, Rozwaga, Mądrość i Odwaga, również autorstwa Dietricha. Nie rozpoznaję która jest która...


W rogu rynku stoi katedra św. Mikołaja, sięgająca początkami do XIII wieku. Większe wrażenie robi stojącą obok niej XVI-wieczna dzwonnica zwana Czarną Wieżą, wysokości 71,9 m.


Sadyści odwiedzają basztę Żelazna Panna (Železná panna), średniowieczne miejsce tortur. Dziś atrakcja turystyczna. Mam nadzieję, że za 500 lat Auschwitz-Birkenau nie będzie miejscem przyprawiającej o dreszczyk emocji rozrywki.