piątek, 20 lipca 2012

Blues piątkowej nocy

Na Olsztyńskie Noce Bluesowe z różnych przyczyn nie chodzę zbyt regularnie, ale przecież chodzę.
Dowód nr 1.
Dowód nr 2.
Co napisawszy wybieram się (mimo deszczu) na XXI Międzynarodowy Festiwal Olsztyńskie Noce Bluesowe.

***
6 godzin później.
***

Prowadzący koncerty Paweł Sztompke uprzejmie informuje, gdzie można nabyć pelerynki przeciwdeszczowe. Nie licząc się z kosztami kupiłem żonie zieloną.


Suwalski zespół Flesh Creep widziałem w zeszłym roku w Reszlu. Ale z innym wokalistą. Cóż, Piotr Karpienia poszedł inną drogą. Nowy też OK.


Carlos Johnson tak często bywa w Polsce, że zna najważniejsze pytanie w naszym kraju: "Gzie jest moje piwo?". Grać też potrafi. I śpiewać również. Wystąpił z polskim zespołem HooDoo Band. W jednym utworze zaśpiewała Alicja Janosz. Jedna piosenka ("Summertime") to zbyt mało, by oceniać.


I na koniec Cedric Burnside Project. Gdyby sympatyczny duet z północnego Missisipi wystąpił przed Johnsonem, zrobiłby większe wrażenie, a publiczność, w tym ja, nie opuszczałaby masowo widowni. Zbyt archetypiczne, zbyt monotonne. Chociaż ciekawe. Za cały show musiał wystarczyć szeroki uśmiech gitarzysty Trentona Ayersa. Główną postacią jest, zgodnie z nazwą, perkusista Cedric Burnside, wnuk słynnego bluesmana Roberta Lee Burnside'a (1926-2005).


Jutro znów blues. Odliczam do dwunastu.