wtorek, 12 września 2006

Zalani szczęściem powszechnym

Zasadniczo jest mi to obca filozofia, ale czasem trzeba coś zniszczyć, żeby powstało coś nowego. Na przykład, żeby wody spiętrzonego Wagu utworzyły zbiornik retencyjny Liptovská Mara, trzeba było trochę pozalewać.


Żeby Słowacy mogli produkować 270 GWh energii rocznie, musiały oddać życie wsie Čemice, Demčín, Liptovská Mara, Liptovská Sielnica, Nižné Dechtáre, Paludza, Parížovce, Ráztoky, Sestrč, Sokolče, Vrbie, Vyšné Dechtáre. Ich mieszkańcy szczęśliwie nie. Przesiedlono 4000 ludzi. Z punktu widzenia pojedynczego człowieka to dramat, w wielu przypadkach tragedia. Dla energetyki słowackiej (wówczas czechosłowackiej) zalew Liptovská Mara to niezbędna inwestycja. O ochronie przeciwpowodziowej nie wspominając (ja wiem, że najlepiej powodziom zapobiegają lasy, ale po pierwsze tak szybko nie rosną jak zapory, a po drugie czemu Słowakom odmawiać prawa do pożeglowania sobie).


Czytałem ostatnio taki komentarz poważnego człowieka, że szczęście osobiste musi ustąpić przed dobrem ogółu. To był argument przeciwko związkom partnerskim, szczególnie homoseksualnym. Tak mi się jakoś skojarzyło...