środa, 28 listopada 2012

Kamienie pod dachem

Jakie to ma znaczenie, że obecni i byli członkowie zespołu The Rolling Stones, którzy w niedzielę stanęli na londyńskiej scenie inaugurując tournee z okazji swego półwiecza, mają łącznie 412 lat? Tropiciele muzycznych matuzalemów niech zajrzą do pierwszej z brzegu filharmonii. Każda orkiestra, każdy większy chór ma łącznie kilka tysięcy lat. Tylko nic z tego nie wynika. Fałszować można w każdym wieku.
Gdy ponad trzydzieści lat temu pierwszy raz przyjechała do naszego kraju Tina Turner, największe wrażenie robiło podczas konferencji prasowej to, że czterdziestoletnia gwiazda nadal śpiewa rock and rolla. Wypominanie kobiecie wieku samo w sobie jest nieeleganckie, a już czepianie się artystki po przejściach osobistych i z załamaną (wówczas) karierą, to już szczyt braku taktu. Kilka lat później kariera Tiny wybuchła na nowo i na jej ponowny przyjazd do Polski trzeba było długo czekać. Może właśnie z powodu tej konferencji.
Stonesi o liczenie lat się nie obrażają. Raczej dbają o to, by dobrze liczyć za bilety. Należy im się. Za możliwość obcowania z najprawdziwszą legendą, za obecność być może na ostatnim koncercie, zawsze znajdzie się dużo osób gotowych zapłacić każde pieniądze. Oczywiście to, że Rolling Stonesi grają już pięćdziesiąt lat, robi wrażenie. Być może to już ostatni ich jubileusz, ale pamiętam takie dywagacje z czasów, gdy zespół świętował dwudziestolecie. Wtedy stawianie pod znakiem zapytania jego przyszłości było zresztą o tyle usprawiedliwione, że rockowa grupa z korzeniami w latach sześćdziesiątych mogła się zagubić w plastikowych latach osiemdziesiątych. Nie zagubiła się. Nadal jest jedną z największych atrakcji koncertowych świata. Kto wie, może kamienie dotoczą się również do Polski. Stadion Narodowy zaprasza całą szerokością swego dachu, otwartego lub zamkniętego.

(mój felieton z dzisiejszej "Gazety Olsztyńskiej")

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz