poniedziałek, 31 grudnia 2012

Moja lista przebojów 2012 roku

Na miejscu 10.:
Listopad-grudzień – do czterech razy sztuka

Czwarta wizyta w Egipcie, na jeszcze większym luzie, niż rok temu. W Domu Pracy Twórczej działalność ruszyła pełną parą – dwa tłumaczenia oraz cztery piosenki własne (w tym dwie zasadniczo prywatne, więc raczej nie zostaną ujawnione).
Okoliczności w Domu Pracy Twórczej, przyznacie, sprzyjające (Boże, jakie to trywialne):

Życie to jest jakiś żart, czyli Bob Dylan „All Along The Watchtower”.
Koniec zachodniej cywilizacji, czyli Red Hot Chili Peppers „Californication”.


Na miejscu 9.:
Styczeń-grudzień – w dąbrowy gęstym listowiu

W moim harcerstwie trochę mniej się działo, niż w poprzednich dwóch-trzech latach, ale to efekt bazowy – w tych minionych latach działo się więcej. Komisja Stopni Instruktorskich nadal oczywiście działa, w kwietniu minęło 21 lat odkąd jej przewodzę.
W tym roku odeszły na Wieczną Wartę aż cztery osoby, z którymi spotkałem się na harcerskim szlaku. Zimą Anna Kempisty, Piotr Gudecki i Rafał Żbikowski, a jesienią Barbara Bogdańska-Pawłowska.

Od kilku lat tradycją jest udział w Sopelku.

Od zawsze tradycją jest Dzień Myśli Braterskiej.
Od zawsze tradycją jest wigilia instruktorska.

Na miejscu 8.:
Styczeń-sierpień – na żywo

Koncertów może nie było aż tyle, co w ubiegłym roku, ale za to jakie! Leszek Możdżer, Ten Years After, Cactus, Savoy Brown, Strachy na Lachy, Flesh Creep, Carlos Johnson, HooDoo Band, Cedric Burnisde Project, Wolna Sobota, Soul Catchers International, Bobby Rush, Ania Rusowicz, Madonna.

Publika szczera wdziera się na Możdżera (w końcu wybrałem się do nowej olsztyńskiej filharmonii).
Doroczna atrakcja od trzech lat, czyli weekend w DolinieCharlotty.
Co kilka lat wracam na Olsztyńskie Noce Bluesowe: Blues piątkowej nocy i Blues sobotniej nocy.

Matko Boska, jadę na Madonnę.

Przy okazji pierwsza wizyta na Stadionie Narodowym. Dach w piękny sierpniowy wieczór był otwarty :)

Doorsów nie liczę, tylko odznaczam na pozycji drugiej.

Na miejscu 7.:
Marzec-listopad – ciemna strona Księżyca

40. rocznica albumu „The Dark Side of the Moon” Pink Floydów będzie w przyszłym roku, a ja już rok przed terminem przetłumaczyłem całą płytę.

W rajdzie aż po wczesny grób („Breathe”).

Będziemy z ciemnej strony Księżyc znać („Brain Damage”).

Tyle czasu zabić masz („Time”).

Korzenie całego zła („Money”).
Księżyc na Słońce rzuca cień („Eclipse”).
Punkt Zaborowskiego („Us and Them”).

Na miejscu 6.:
Styczeń-grudzień – to mnie tłumaczy

W zeszłym roku udało mi się przetłumaczyć 44 piosenki, w tym 54. Trudno będzie pobić w przyszłym roku ten wynik, ale liczę, że pobyt w Domu Pracy Twórczej będzie dłuższy.
Przy okazji wdałem się z bezsensowną polemikę.

Na miejscu 5.:
Maj – Muzeum Ziemi Podlaskiej

Nie można być prawdziwym Polakiem bez wizyty w Krakowie (milion razy byłem), w Zakopanem (dwa razy i dość), w Gdańsku (bywa się), w Warszawie (bywa się, choć niechętnie) i w jeszcze paru miejscach, m.in. na Podlasiu, gdzie po raz pierwszy peregrynowałem dopiero w tym roku.


Na miejscu 4.:
Listopad-grudzień – ciasne, ale własne

Od ćwierć wieku nie napisałem tylu własnych utworów (tłumaczenie to jednak inna kategoria). Z jednego jestem szczerze zadowolony.


Na miejscu 3.:
Wrzesień – na paryskim bruku

Było się tu i ówdzie, ale Francję do tej pory omijałem. Na początek intensywne dwa tygodnie w Paryżu.


Na miejscu 2.:
Luty-grudzień – drzwi na oścież

To był rok pod honorowym patronatem The Doors. Dwa koncerty (Manzarek w maju i Manzarek z Kriegerem w lipcu) oraz pielgrzymka do grobu Morrisona. Z tej okazji dużo tłumaczeń Doorsów.

Facet z żółtym workiem („Riders On The Storm”).
Łańcuch pokarmowy piosenek („Ghost Riders In The Sky”).
Drzwi do Ostrołęki („Take It As It Comes”).
Znam twój wielki tajny lęk („Spy”).
Przebij się, wejdź w odmienny stan („Break On Through (To The Other Side)”). 

Na miejscu 1.:
Maj – w samą dziesiątkę


Dla przypomnienia: