czwartek, 30 maja 2013

To jest piosenka dietetyczna

Historię o tym, że Paul McCartney w czasie komponowania „Yesterday” pomyślał najpierw smażonych jajkach, zna każdy szanujący się fan Beatlesów. Od niedawna można emocjonować się wersją z oryginalnym tekstem.

Pierwsze podejście do tłumaczenia „Scrambled Eggs” zrobiłem we wrześniu, ale skończyłem dopiero dzisiaj, zmobilizowany zbliżającym się koncertem Paula McCartneya:


Jajka smaż, kotku takie piękne nogi masz
Nie tak piękne jak jajeczna maź
Więc smażmy coraz więcej jaj

Frytek kształt, kotku takie piękne uda masz
Nie tak piękne jak tych frytek kształt
Czy więc już znasz tych frytek smak

Bo są smaczne tak, że zakazać ich już czas
Bo wciąż wszystko mi przypomina frytek kształt

Z tofu stek, kotku kiedy znów twój słyszę śpiew
W głowie tylko mam ten z tofu stek
Więc przynieś mi ten z tofu stek

Miejsce znam, idę tam gdzie dają w pytę stek
Można też tam cebulę smażoną zjeść

Jajka smaż, kotku takie piękne nogi masz
Nie tak piękne jak jajeczna maź
Więc smażmy coraz więcej jaj

Olsztyn, 15.09.2012, 30.05.2013

Ciekawe co na tę wersję powie moja pani dietetyk?

Horacy Tłumacy - na Facebooku
Horacy Tłumacy - na YT
Horacy Tłumacy - lista przetłumaczonych piosenek

środa, 29 maja 2013

Paul pisze na Berdyczów

Paul McCartney zaczął tym razem od napisania słów. Podobno jadąc autobusem, a podobno w czasie golenia. Jeśli chodzi o muzykę, to znawcy odnajdują w niej inspirację nagraniem „Kathy’s Waltz” Dave’a Brubecka z 1959 roku. Gdziekolwiek by Paul nie wymyślił tekstu i czegokolwiek by nie słuchał wcześniej, piosenka skończy w tym roku 50 lat.


Przygotowań do koncertu (może powinienem pisać wielką literą?) kolejna odsłona. Tłumaczenie i nagranie:

Oczy zmruż, daj mi usta
Tęsknić będę od jutra
Pamiętaj, że wierność mą masz
A gdy wyjadę gdzieś
Będę pisał co dzień
Całą miłość ci będę swą słał

W myślach będę całował
Ust twych smaku żałował
Wierząc, że to nie skończy się w snach
A gdy wyjadę gdzieś
Będę pisał co dzień
Całą miłość ci będę swą słał

Całą miłość będę ci swą słał
Całą miłość, wierność moją masz

Oczy zmruż, daj mi usta
Tęsknić będę od jutra
Pamiętaj, że wierność mą masz
A gdy wyjadę gdzieś
Będę pisał co dzień
Całą miłość ci będę swą słał

Całą miłość będę ci swą słał
Całą miłość, wierność moją masz

Całą miłość, całą miłość
Całą miłość będę ci swą słał
Olsztyn, 29.05.2013

Horacy Tłumacy - na Facebooku
Horacy Tłumacy - na YT
Horacy Tłumacy - lista przetłumaczonych piosenek

niedziela, 26 maja 2013

Osiem dni w tygodniu

Ta piosenka odleżała swoje w kolejce do tłumaczenia, ale w końcu się doczekała. Okazja nie byle jaka – „Eight Days a Week” otwiera tegoroczną trasę koncertową Paula McCartneya. A do polskiego (pierwszego i nie łudźmy się – ostatniego) koncertu Paula w Polsce zostało 28 dni.


Prosta (przecież nie prostacka) piosenka, ale dość wyjątkowa. Podpisana oczywiście Lennon/McCartney, jest w zasadzie dziełem McCartney’a. Piosenkę napisał Paul, ale główny wokal należy jednak do Johna. Utwór zaczyna się od crescendo, co w muzyce pop chyba się wcześniej nie zdarzyło.
W ramach przygotowania do koncertu tak to sobie przetłumaczyłem i zaśpiewałem:

Chcę twojej miłości
Pewnie o tym wiesz
Czuję, że ty także
Potrzebujesz mnie
Przytul, kochaj
Przytul, kochaj
Bo nie mam nic prócz ciebie
Przez osiem dni

Osiem dni w tygodniu
Wciąż cię w myślach mam
Jedną rzecz ci powiem
Kocham cały czas
Przytul, kochaj
Przytul, kochaj
Bo nie mam nic prócz ciebie
Przez osiem dni

Przez osiem dni
Tygodnia
Przez osiem dni
To mało, by pokazać, że

Chcę twojej miłości
Pewnie o tym wiesz
Czuję, że ty także
Potrzebujesz mnie
Przytul, kochaj
Przytul, kochaj
Bo nie mam nic prócz ciebie
Przez osiem dni

Przez osiem dni
Tygodnia
Przez osiem dni
To mało, by pokazać, że

Osiem dni w tygodniu
Wciąż cię w myślach mam
Jedną rzecz ci powiem
Kocham cały czas
Przytul, kochaj
Przytul, kochaj
Bo nie mam nic prócz ciebie
Przez osiem dni
Przez osiem dni
Przez osiem dni
Olsztyn, 26.05.2013

Horacy Tłumacy - na Facebooku
Horacy Tłumacy - na YT
Horacy Tłumacy - lista przetłumaczonych piosenek

sobota, 25 maja 2013

Czy do łóżka może wejść?

Nagrana 12 maja 1967 roku piosenka „All Together Now” odleżała w studiach EMI ponad rok, zanim Beatlesi rzucili ją na rynek. Faktycznie, jakoś do „Magical Mystery Tour” nie pasowała, a w filmie „Yellow Submarine” sprawdziła się znakomicie. Tej prościutkiej piosenki nie było w koncertowym repertuarze Beatlesów (z przyczyn oczywistych) i żadnego z członków zespołu. Aż do teraz. Paul McCartney wykonuje ją podczas trwającej właśnie trasy „Out There! Tour”, która 22 czerwca będzie miała swój przystanek na Stadionie Narodowym w Warszawie. Tak to wyszło 6 maja w Brazylii:


W ramach przygotowań do tego przeżycia moje tłumaczenie, jak zawsze dość swobodne, żeby nadawało się do śpiewania:

Raz, dwa, trzy, pięć, mogę prosić więcej cię?
Sześć, siedem, dziewięć, dziesięć, kocham cię
A, B, C, D, czy przyjaciel może wejść?
E, F, G, H, I, M, kocham cię

(Bum bum bum)
(Bum bum bum) Statkiem płyń
(Bum bum bum) Drzewo tnij
(Bum bum bum) Linę chwyć
(Bum bum bum) Ufaj mi! (A więc razem to!)

A więc razem to (a więc razem to)
A więc razem to (a więc razem to)
A więc razem to (a więc razem to)
A więc razem to

Czerń, biel, żółć, beż, czy do łóżka może wejść?
Róż, brąz, błękit i pomarańcz też, kocham cię
(A więc razem to!)

A więc razem to (a więc razem to)
A więc razem to (a więc razem to)
A więc razem to (a więc razem to)
A więc razem to (a więc razem to)

A więc razem to (a więc razem to)
A więc razem to (a więc razem to)
A więc razem to (a więc razem to)
A więc razem to

(Bum bum bum)
(Bum bum bum) Statkiem płyń
(Bum bum bum) Drzewo tnij
(Bum bum bum) Linę chwyć
(Bum bum bum) Ufaj mi! (A więc razem to!)

A więc razem to (a więc razem to)
A więc razem to (a więc razem to)
A więc razem to (a więc razem to)
A więc razem to (a więc razem to)

A więc razem to (a więc razem to)
A więc razem to (a więc razem to)
A więc razem to (a więc razem to)
A więc razem to (a więc razem to)

A więc razem to (a więc razem to)
A więc razem to (a więc razem to)
A więc razem to (a więc razem to)
A więc razem to!
Olsztyn, 25.05.2013

Horacy Tłumacy - na Facebooku
Horacy Tłumacy - na YT
Horacy Tłumacy - lista przetłumaczonych piosenek

wtorek, 21 maja 2013

Koniec roku Doorsów

Zawsze w takich chwilach myślę, że to prawdziwy koniec epoki. Jedynie słusznej epoki w muzyce popularnej, lat 60. XX wieku. Odejście Raya Manzarka obwieściła mi dziś rano niezawodna w takich sytuacjach żona. To nie była miła pobudka.


Dziękuję Opatrzności, że w ubiegłym roku dane mi było być na dwóch koncertach Manzarka. Do głowy by mi nie przyszło 30 lat temu, że będę mógł słuchać klawiszowca Doorsów w Ostrołęce, w dodatku nawet już nie wojewódzkiej, a powiatowej. Manzarek Rogers Band, Ostrołęka, 11.05.2012:


Równie nierealna była w czasach, gdy polskim premierem był Babiuch, perspektywa bycia na koncercie Doorsów. A jednak... The Doors, Dolina Charlotty, 13.07.2012:


Jima odwiedziłem dwa miesiące później w zupełnie innym miejscu... To był rok Doorsów. Dziś się skończył.

piątek, 10 maja 2013

Norwegian Wood

Istota świata tego – byty spotykają się w czasie (np. wtorek) i w przestrzeni (np. Karpacz). Jeden z Norwegii przez Szczecin i Berlin. Drugi z Radomska przez Częstochowę, Kraków, Węgry, Gliwice, Wrocław. 800 lat. 93 lata. Zmarły kilka dni temu Tadeusz Różewicz zgodnie ze swoją ostatnią wolą spocznie we wtorek na cmentarzu przy kościele Wang w Karpaczu.


Świątynia jest ewangelicka. Nie zaglądając Poecie w duszę, zajrzyjmy mu do testamentu, w którym napisał, że chciałby być pochowany w ziemi łączącej dwa wyznania i dwa narody. Różewicz chciał miejsca cichego, w górach, być może dlatego, że pochowany jest tam jego przyjaciel Henryk Tomaszewski.


Kościół pochodzi z przełomu XII i XIII wieku. Zbudowany został nad jeziorem Vang w Norwegii, w miejscowości o tej samej nazwie.


Potomkowie Wikingów w pierwszych wiekach po przyjęciu chrześcijaństwa budowali świątynie zwane kościołami klepkowymi lub słupowymi, czyli stavkirke. Charakterystyczna cecha tych budowli – konstrukcja ze słupów tworzy szkielet, który pokrywa się deskami.


Gdy w 1841 roku pragmatyczni Skandynawie zapragnęli nowego kościoła, to nie tylko rozebrali stary, ale i sprzedali go, żeby mieć na nowy. Kupił go za 427 marek Fryderyk Wilhelm IV, król pruski.


Podzielona na części drewniana budowla trafiła morzem do Szczecina, a potem do Berlina, gdzie miała zostać umieszczona w muzeum. Zamiast do monarszego skansenu trafiła jednak w 1842 roku na Dolny Śląsk. Poprosiła o to króla jego przyjaciółka hrabina Friederike Karoline von Reden. Dla niej było to spełnienie romantycznej zachcianki, a dla ewangelików z Karpacza i okolic okazja na uzyskania własnej świątyni. Kościół postawiono na zboczu Czarnej Góry.


Rekonstrukcję świątyni na nowym miejscu zakończono w 1844 roku. Budowla jest oryginalna w kilkunastu procentach. Większość zdemontowanych elementów nie dotarła z Vang do Karpacza, zapewne dlatego, że kilkusetletnie ozdoby nie przetrwały rozbiórki. Jak na przykład ten napis runiczny. To tylko XIX-wieczna kopia.


Portal ze smokami z XII wieku. Przy odrobinie wyobraźni można zobaczyć skrzydlate smoki, które rozrywają symbol nieskończoności. Tak oto dobro walczy ze złem.


Inny portal zdobią lwy, również na zewnątrz. Ewidentna XIX-wieczna kopia.


Chrzcielnica z 1740 roku pochodzi z rozebranego kościoła w Dziećmorowicach. Reprezentuje barok śląski.


Najmłodsze elementy kościoła to pochodzące z 1980 roku kandelabry wykonane przez Ryszarda Zająca. Zapalane są tylko na śluby. A małżeństwa tu zawarte są ponoć wyjątkowo szczęśliwe. Krucyfiks stworzył Jakub z Janowic. Krzyż pochodzi z 1844 roku, a postać Jezusa z 1846 roku.


Obok kościoła powstała wieża z kamienia, która osłania drewniany kościółek od silnych wiatrów wiejących ze strony Śnieżki.


Strome, przypominające nieco pagodę, dachy oraz rzeźby smoków i spolszczona z Vang na Wang nazwa – wszystko to powoduje, że kościół w Karpaczu kojarzy się z Chinami. Ale to mylny trop.


Skandynawski styl pewnego kościoła przykuł moją uwagę również w Holandii. Noorse Zeemanskerk przy ul. Westzeedijk w Rotterdamie ma jednak zupełnie inną historię, niż karpacki Wang. Powstał pod koniec XIX wieku w holenderskim mieście portowym na potrzeby norweskich marynarzy. Trochę dla celów religijnych, trochę jako miejsce odpoczynku.

Dolny Śląsk i okolice (7)

Siedzimy tu w tej Szklarskiej Porębie prawie tydzień, a wodospad Kamieńczyka do dziś był jeszcze nie zdobyty.


Padający deszcz to wygodna wymówka, by uciekać na drugą stronę gór, do Czech. Dziś po polskiej stronie nie padało jakieś półtorej godziny. Wystarczająco, by zdążyć wspiąć się od jednego z dwóch konkurencyjnych parkingów (każdy reklamuje się tym, że z niego jest najbliżej) do kanionu Kamieńczyka i powrócić.

czwartek, 9 maja 2013

V cípu

To nie to, co myślicie. Restauracja mieści się po prostu na ulicy V cípu, co zdaje się oznacza Na końcu.


Nawet w Pradze kelner też człowiek, może mieć słabszy dzień.


Ale zawsze poda co trzeba. Czy to golonkę...


...czy smażony ser.

Woda na młyn sztuki współczesnej

Na miejscu dawnego młyna Sova na wyspie Kampa na Wełtawie w Pradze istnieje od 2003 roku Muzeum Kampa. Plany urządzenia tam muzeum były już w okresie międzywojennym. Ostatecznie powstało po rekonstrukcji budynku zakończonej w 2000 roku. Dużo eksponatów sztuki współczesnej pochodzi z kolekcji Jana Mládka i jego żony Medy Mládkovej.


Aleš Veselý – „Váha tlaku neurčuje prioritu postavení obou blíženců” (2008):


František Mertl (Franta) – „Osmý den” (2001):


Karel Nepraš – „Tři polopostavy” (1999):


Michal Gabriel – „Jezdec” (2008-2009):


Miloslav Chlup – „Ležící” (lata 60. XX wieku):
 

Olbram Zoubek – „Oběti” (1958):


Milan Dobeš – „Reflexní relief” (1993):


Już za murami muzeum, na wybrzeżu Wełtawy, znajduje się instalacja Cracking Art Group – „34 yellow light pinguins on the river” (2008):

Dolny Śląsk i okolice (6)

Pomyśleć, że jeszcze w latach 60. XX wieku można było mostem Karola przejechać samochodem. Przydałby się jakiś program promocyjny zNIEchęcający do przyjeżdżania do Pragi.


Z każdą wizytą w Pradze (a dziś był czwarty raz) napotykam w czeskiej stolicy coraz większe tłumy. Ławice ludzi są dużo bardziej gęste niż w Paryżu, co akurat łatwo wytłumaczyć różnicą w wielkości i budowie miast. Paryskie ulice kochamy za to, że szerokie są i z dużą perspektywą, praskie uwielbiamy za to, że wąskie i kręte. Ale w Paryżu tak przerażającego tłoku jak w Pradze na Moście Karola czy na Rynku Staromiejskim nie ma nawet pod wieżą Eiffla.

środa, 8 maja 2013

Dolny Śląsk i okolice (5)

Jeśli teraz jest godzina piętnasta, to jesteśmy w Polsce. W piątym dniu peregrynacji po Dolnym Śląsku byliśmy na górze, w dziurze, po środku, w Polsce, w Czechach (trzy lub cztery razy) i jednym kołem samochodu w Niemczech. Najtrudniej było zobaczyć to, co największe, czyli Kopalnię Węgla Brunatnego Turów. Duża dziura, ale dość sprytnie ukryta za drzewami.

wtorek, 7 maja 2013

Skały w koniaku

Skalne miasteczko Adršpašskoteplické skály w pobliżu Teplic nad Metují łatwiej przejść, niż wymówić jego nazwę. Labirynt nie taki straszny, w nazwie można pobłądzić.


Geologicznie mamy do czynienia z piaskowcem z okresu górnej kredy, czyli tzw. koniaku. Skały te mają ponad 85 milionów lat. Tyle czasu woda i wiatr rzeźbiły skalne miasteczko. W niespokojnych czasach miasteczko służyło jako schronienie dla ludności. Od trzystu lat odwiedzają je turyści. Prawdziwe możliwości do penetracji labiryntu skał pojawiły się po 1824 roku, gdy ogromny pożar strawił drzewa i krzaki. Od tej pory można ćwiczyć wyobraźnię przy kilkudziesięciu stworzonych przez przyrodę i nazwanych przez człowieka pomnikach.


Pierwsze miejsce w miasteczku to jednak zdecydowanie dzieło rąk ludzkich – wyrobisko dawnej żwirowni. Charakterystyczny zielony kolor pewnie od kredy.


Pierwszy test wyobraźni. To jest Dzban.


W XIX wieku można było jeszcze mazać po skałach.


Głowa Cukru. Czy słodka, nie próbowałem.


Przyłbica. Nie, to nie Karp. Karp będzie dalej.


Organy. Nie ma tylko ani manuałów, ani pedałów.


Rękawica. Środkowy palec wyprostowany jak trzeba.


Pod Rękawicą od milionów lat śpią Bliźnięta.


To było podgrodzie. Docieramy do Bramy Gotyckiej, ręką ludzką uczynionej. Krata z sentencjami Roberta Schumanna i Lwa Tołstoja chyba nigdy nie służyła do zamykania, skoro napisy da się odczytać tylko po jej otwarciu. W tym w 2005 roku miejscu kręcono sceny filmu „Opowieści z Narnii: Lew, Czarownica i stara szafa” (nie znam się, nie interesuję się).


Przed wejściem do miasteczka warto chwilę odpocząć. Na przykład przez 59 sekund przy tym dziś zrobionym filmie. Uwaga, coś się rusza, trzeba wytężyć wzrok:


O, i teraz można wejść. To pewnie fosa, ale nikt nie zechciał nadać nazwy temu miejscu.


Pierwszy element urbanistyczny – Rynek Słonia.


To nie architektura, to Dywany.


Byliśmy w sklepie, to teraz do lekarza. Oto Ząb Karkonosza.


Na Zębie Karkonosza zaznaczono poziom wody z powodzi w 1844 roku.


W miasteczku nie może zabraknąć mostu. Choćby Mostu Diabelskiego.


Jest też Wieża Elżbiety. Nie mam bladego pojęcia, o jaką Elżbietę chodzi.


Kamień Pioruński. W sensie, że biły w niego gromy i pierony?


Madonna. Nie trzeba wierzyć, by zobaczyć.


Głowa Lwicy. Taka, jak w filmie o Reksiu, jak ktoś pamięta.


Obiecany Karp.


Mały Wodospad. Kolejne miejsce na odpoczynek. Mały.


Kochankowie. A czemu nie Mąż i Żona, hę?


Mogliby się pobrać w Skalnej Kaplicy, ale ona służy upamiętnieniu ofiar gór.


Żółw. Jak on tam wlazł? Może siedzi tam od 85 milionów lat?


Nagroda za wejście na górę – Wielka Panorama.


Gdyby stali bliżej, byliby Kochankami. A tak – Starosta i Starościna. Czyli miasteczko jest powiatowe.


Mysią Dziurą opuszczamy miasteczko. Serio, przeszedłem.


A za murami czai się Indianin. Spokojnie, zakopał gdzieś topór wojenny i nie może znaleźć.