sobota, 31 maja 2014

Nie dla psa kiełbasa

Jedna z pierwszych piosenek napisanych przez Doorsów, jeszcze w składzie bez Robbiego Kriegera. Przeleżała sobie trzy lata w zamrażarce i oficjalnie ujrzała światło dzienne dopiero w 1968 roku, otwierając świetny album „Wainting for the Sun”. Krótko i na temat, w Hollywood Bowl 5 lipca tego roku:


Jeśli album taki świetny, to czemu z niego jeszcze nie przetłumaczyłem żadnej piosenki? Dziś nadrabiam tę oczywistą zaległość:


Hello, już kocham, zdradzisz mi imię swe?
Hello, już kocham, wskoczyć chcę w twoją grę
Hello, już kocham, zdradzisz mi imię swe?
Hello, już kocham, wskoczyć chcę w twoją grę

Ulicą kroczy dziś
Ślepa na spojrzenia ich
Czyżbyś stać się chłopcem chciał,
Co aniołów księżnej radę da?

Hello, już kocham, zdradzisz mi imię swe?
Hello, już kocham, wskoczyć chcę w twoją grę
Hello, już kocham, zdradzisz mi imię swe?
Hello, już kocham, wskoczyć chcę w twoją grę

Wysoko głowę ma
Jak na niebie wielki brat
Jej ramiona grzeszne, nogi długie są
Gdy się rusza, w mózgu mam tę piosenkę wciąż

Chodnik pełza u jej stóp
Jak ten pies, co błaga o swój miód
Głupcze, wierzysz, że dostrzeże cię?
I że skradniesz mroczną perłę tę?
Bartoszyce, 31.05.2014



To nie są rozważania o ojcu i matce. Normalna piosenka miłosna z cyklu „czemu ona mnie nie chce”. No nie chce, bo nie dla psa kiełbasa. Z taką piosenką można było podbijać Europę. Oczywiście Zachodnią. Zespół w 1968 roku zagrał m.in. w Szwecji, Danii, Niemczech, Holandii. Ten teledysk (bo to z playbacku jest) nagrano 13 września we Frankfurcie dla telewizji ZDF (znaczy niemieckiej „dwójki”):


A tak piosenka brzmiała na demo nagranym 2 września 1965 roku:


To demo nagrał zespół w połowie polski: Jim Morrison (śpiew), Ray Manczarek (piano i śpiew), John Densmore (perkusja), Rick Manczarek (gitara), Jim Manczarek (harmonijka). I jakaś nieznana kobieta na basie. No, w zasadzie mogli się Doorsi nazwać wówczas Manczarek Brothers. Jednego z braci Ray przywiózł dwa lata temu do Polski. Rick nie tylko odwiedził kraj przodków, ale i wystąpił na scenie obok Raya i Robbiego. Byłem, widziałem, dziękuję:


Skoro piosenka została nagrana we wrześniu 1965 roku, to faktycznie mogła być inspirowana, jak się to elegancko mówi, nagraniem „All Day and All of the Night” Kinksów, które w USA ukazało się 9 grudnia 1964 roku. Zwłaszcza, że w Stanach piosenka była znana, osiągnęła 7. miejsce na liście „Billboardu”.


Horacy Tłumacy - na Facebooku
Horacy Tłumacy - na YT
Horacy Tłumacy - lista przetłumaczonych piosenek

piątek, 30 maja 2014

Moi prezydenci

Z żenadą oglądam akcje spóźnionych radykałów, którzy odgrywają swe frustracje na chowanym dziś nieboszczyku. Niech się cieszy rodzina zmarłego Wojciecha Jaruzelskiego, że u władzy nie jest właśnie PiS, bo nie wiadomo, jak wyglądałby ten dzisiejszy pogrzeb. Niech się cieszy PiS, że nie jest właśnie u władzy, bo uniknął kłopotliwej dla siebie sytuacji. Zresztą co się odwlecze, to może nie uciecze. Życzę wszystkim długiego życia, ale oczami wyobraźni widzę, jak wije się jakiś hipotetyczny mocno prawicowy prezydent (dajmy na to Ziobro) za kilkanaście-kilkadziesiąt lat, gdy przyjdzie żegnać Wałęsę, Kwaśniewskiego czy Komorowskiego. No, nie zazdroszczę.
Przy okazji śmierci Tadeusza Mazowieckiego przypomniałem sobie kilku premierów, których dane mi było widzieć na żywo. Dziś prezydenci.

Wojciech Jaruzelski (1989-1990).
Widziałem go trzykrotnie, za każdym razem w innej roli. Gdy 21 lipca 1988 roku zjawił się na Polach Grunwaldu jako gość apelu kończącego Zlot ZHP 1988 był przewodniczącym Rady Państwa. Jakieś nieśmiałe gwizdy były nawet... Gdy 11 listopada 1989 roku widziałem go przy Grobie Nieznanego Żołnierza w Warszawie w towarzystwie Tadeusza Mazowieckiego, był prezydentem PRL.


A gdy 15 lipca 1990 roku odwiedził Zlot Grunwaldzki, był już prezydentem RP. Niedługo zresztą miał nim pozostać.


Lech Wałęsa (1990-1995).
Pamiętam spotkanie w czasie kampanii wyborczej w Olsztynie jesienią 1990 roku. To było w Uranii, jakiś facet wyskoczył do Lecha z pretensjami, tylko już nie pamiętam, o co. Raczej o to, że Polska się zmienia, a nie, że zmienia się za wolno. Znaczy się komuch jakiś. Potem były wybory. 25 listopada nie głosowałem, szwendałem się na rajdzie „Ob-ciach” w okolicy Sorkwit, a nawet jeździłem nielegalnie jakimś pociągiem towarowym. Dwa tygodnie później wsparłem Lecha w Krakowie.
W 1993 roku miałem okazję widzieć już prezydenta Wałęsę na Polowej Zbiórce Harcerstwa Starszego w Strącznie koło Piły, gdzie wzorem przedwojennych prezydentów RP obejmował protektorat nad ZHP, ale spóźniłem się jeden dzień na imprezę.
W 1995 roku nie przegapiłem wizyty prezydenta, kończącego pierwszą kadencję i liczącego na drugą, na zlocie w Zegrzu.


Aleksander Kwaśniewski (1995-2005).
Jako minister do spraw młodzieży często wizytował różne harcerskie imprezy, więc widziałem go kilkakrotnie na Polowych Zbiórkach Harcerstwa Starszego i w Szkole Harcerstwa Starszego „Perkoz”. Szczegółów nie pomnę, ale mam w głowie jego wypowiedź, gdzieś tak z 1988 a może już z 1989 roku. Coś w rodzaju, że Bogu co boskie, a partii (chodziło oczywiście o PZPR), co partyjne. Wyczułem w tym wtedy coś w rodzaju cynicznego dystansu do władzy, w której uczestniczy.
Pamiętam też wizytę w Olsztynie w czasie kampanii wyborczej 1995 roku i spotkanie z dziennikarzami na tarasie Novotelu.

Bronisław Komorowski (2010-2020).
Nie pytajcie mnie, skąd znam tę drugą datę. Znam.
Pierwszy raz miałem okazję go widzieć na VIII Polowej Zbiórce Harcerstwa Starszego w Stebniku w Bieszczadach, gdzie witaliśmy go jako wiceministra obrony narodowej. To było gdzieś tu w 1990 roku:


Dokładnie dwadzieścia lat później, kilka tygodni po zaprzysiężeniu na urząd prezydenta RP, był gościem krakowskiego zlotu stulecia harcerstwa.


Gdzież, jak nie wawelskim wzgórzu powinna się spotykać młoda elita narodu z prezydentem Rzeczypospolitej?


Na Lecha Kaczyńskiego nie dane mi było trafić. W 2011 roku byłem jedynie w wawelskiej krypcie...

środa, 28 maja 2014

Małpa od Lennona

Maharishi Mahesh Yogi był dla Beatlesów inspiracją przy kilku piosenkach, choćby „Sexy Sadie” czy „Fool on the Hill”. Tej dał, nieświadomie, tytuł. Zadufany w sobie Maharishi często powtarzał, że wszyscy mają coś do ukrycia oprócz niego. Lennon dodał małpę i tak oto mamy „Everybody’s Got Something to Hide Except Me and My Monkey”. I moje tłumaczenie, do śpiewania dla odważnych:

No chodź, no chodź, no chodź, no chodź
No chodź, wesołe to, no chodź, wesołe to
No chodź i oczyść myśli, no chodź i oczyść myśli
Oczyść myśli, oczyść myśli
Każdy wszak do ukrycia coś ma,
Oprócz mnie i mej małpy

Im głębszy dasz skok, tym wyższy lot masz
Im wyższy lot masz, tym głębszy dasz skok
No więc chodź, no chodź
No chodź, wesołe to, no chodź, wesołe to
No chodź i wyczyść myśli, no chodź i oczyść myśli
Oczyść myśli, oczyść myśli
Każdy wszak do ukrycia coś ma,
Oprócz mnie i mej małpy

Twe wnętrze jest tam, a zewnętrze jest tu
Zewnętrze jest tu, a twe wnętrze jest tam
No więc chodź, no chodź
No chodź, wesołe to, no chodź, wesołe to
No chodź i oczyść myśli, no chodź i wyczyść myśli
Wyczyść myśli, oczyść myśli
Każdy wszak do ukrycia coś ma,
Oprócz mnie i mej małpy

No chodź
No chodź
Olsztyn, 27-28.05.2014

Horacy Tłumacy - na Facebooku
Horacy Tłumacy - na YT
Horacy Tłumacy - lista przetłumaczonych piosenek

niedziela, 25 maja 2014

Europa do wyboru, do koloru

W komisji wyborczej siedziała Stona, cokolwiek znudzona. Mimo że było południe, na mojej liście ze spisem wyborców złożyłem pierwszy podpis. Przepraszam, drugi. Pierwsza była Żona. Frekwencja żałosna. Ogłaszam hałas wyborczy.

Austria, Wiedeń. Kiełbaski z widokiem na austriacki parlament przy ul. Burgring:


Belgia, Antwerpia. Za pobieranie opłat można stracić rękę:


Bułgaria, Sofia. Bułgarska wdzięczność dla Rosji nie miała kiedyś granic:


Chorwacja, Imotski. Czerwone czy niebieskie?


Dania, Bornholm. Mieli szczęście:


Estonia, Haapsalu. Niechcący to można babę w czworakach zbrzuchacić, ale nie Annę Kareninę.


Francja, Paryż. Bulionizm, merkantylizm, protekcjonizm i inne brzydkie wyrazy:


Hiszpania, Barcelona. I zły wybór może przynieść ciekawe skutki:


Holandia, Haga. Nie olewajmy wyborów:


Litwa, Wilno. Gustavus obiat. Hic natus est Conradus.


Łotwa, Lipawa. Czyżby satysfakcja była zbyt prędka?


Niemcy, Berlin. Śniadanie z widokiem na Bramę Brandenburską:


Republika Czeska, Temelin. Niech moc będzie z nami! I bez dodawania „z” na końcu, bo głos będzie nieważny.


Rumunia, Fogarasze. Nisko latające wampiry:


Słowacja, Bratysława. Metyzacja architektoniczna:


Słowenia, Predjamski Grad. Jak umrzeć, to z honorem.


Węgry, Balatonudvari. Ludzie dobrego serca:


Wielka Brytania, Londyn. Czerwony autobus przez ulice nie mojego miasta mknie:


Włochy, Padania. Czy Umberto Bossi gdzieś kandyduje?


We wrześniu powiększę swą listę peregrynacji o kolejne państwo unijne, czyli Portugalię. Kiedy powiększy się lista krajów unijnych, nie wiadomo. Na pewno pierwsza nie będzie Ukraina, która dziś też wybiera. Powodzenia.

Ukraina, Jałta. Będziemy się trzymać tej wersji, że to ciągle terytorium ukraińskie.


***
Pięć lat temu.

sobota, 24 maja 2014

Zejść na Ziemię

Tomasz Beksiński stwierdził w swym bilansie, że jedną z chwil, dla których warto było żyć, jest 17 minuta „Echoes” Pink Floydów. A co potem zrobił, to wiemy... Z opinią się zgadzam. Na temat czynu nie mam prawa się wypowiadać. Przejdźmy to piosenki.

Tłumaczeniem zająłem się zainspirowany koncertem Spare Bricks sprzed prawie dwóch miesięcy. Po kilku tygodniach przerwy wróciłem dziś do tego utworu i oto jest pozycja 209. na liście moich swobodnych tłumaczeń:


Biały ptak nad głową twą
W powietrzu zastygł w pozie swej
Głęboko pod falami gdzieś
Jest jaskiń koralowych sieć
A echo jak odległy czas
Nadciąga poprzez wieczny piach
I wszystko w wodzie i w zieleni tkwi

I nikt nie wołał nas na ląd
I nie wie nikt gdzie, co i skąd
Lecz wstaje coś, próbuje sił
Zaczyna w stronę światła iść

Pośród obcych ludzi być
Przypadkiem w dwóch spojrzeniach błysk
I jestem tobą i widzę siebie dziś
Czy mógłbym cię za rękę wziąć
I wieść cię przez ten ląd
Bym wszystko pojął najlepiej jak się da

I nikt nie każe iść nam stąd
I nikt tu nie zawstydza nas
Nie mówi nikt, nie stara się
Nie musi wokół Słońca gnać

W dni bezchmurne, rankiem wciąż
Ze snu mą budzisz twarz
Nakłaniasz i zapraszasz mnie, bym wstał
I poprzez w ścianie okna szkło
Skrzydlaty strumień Słońca lśni
Milionem jasnych posłów ranka goni

I nikt mi bajek nie chce grać
I nikt nie każe iść mi spać
Więc okna na szeroko mam
I wołam cię przez niebo gwiazd
Olsztyn, 5.04-24.05.2014

A tak zespół Spare Bricks rzucił mnie na kolana w Mrągowie:


I jeszcze wersja z Gdańska z 26 sierpnia 2006 roku. To takie pół Pink Floyd, koncert sygnowany nazwiskiem Davida Gilmoura, ale z udziałem Ricka Wrighta. Żałuję, nie byłem.


Wczesna wersja utworu zawierała tekst z odniesieniami do przestrzeni kosmicznej, planet i tego wszystkiego, czym żyje psychodelia. Po zmianie tekst jest nadal poetycki, ale bardziej przyziemny. Krok Pink Floydów w stronę ludzkich spraw. Chwilę potem będzie „The Dark Side of the Moon” z tym wszystkim, co frustrowało Watersa i kolegów.
A my w nocy szwendaliśmy się w ciemnych okolicach Barkwedy w oczekiwaniu na deszcz meteorów. Camelopardalidy zawiodły, też musieliśmy zejść na Ziemię.

***
Aneks z 10.07.2016.
***
Wykonanie po polsku Spare Bricks podczas Floydowskiej Strony Ostródy:


Horacy Tłumacy - na Facebooku
Horacy Tłumacy - na YT
Horacy Tłumacy - lista przetłumaczonych piosenek

czwartek, 22 maja 2014

Danse macabre

O co zakład, że doczekamy się nowej roli Marlona Brando, nowej piosenki Elvisa Presleya, a może nawet nowej powieści Henryka Sienkiewicza? I nie będzie to jakiś montaż starych filmów, remix archiwalnej taśmy ani cudownie odnaleziony rękopis zagubiony w Ameryce czy pozostawiony w Szwajcarii. Nie. Zobaczymy pełnokrwistą kreację aktorską w filmie traktującym o ostatnich dniach Mu’ammara al-Kaddafiego, mimo że Brando zmarł siedem lat przed upadkiem libijskiego tyrana. Usłyszymy płytę króla rock and rolla z nowymi wersjami utworów Nirvany i na przeszkodzie temu nie stanie fakt, że zespół Kurta Cobaina powstał dziesięć lat po śmierci Elvisa. A kto będzie miał ochotę, przeczyta pełną opisów bliskowschodniej przyrody najnowszą powieść Sienkiewicza, przedstawiającą perypetie niewielkiego wzrostem pułkownika z armii Andersa, oczywiście na tle skomplikowanej sytuacji geopolitycznej Polski w czasie II wojny światowej. I mniejsza o to, że w chwili śmierci naszego pierwszego literackiego noblisty Władysław Anders służył jeszcze pod carem w czasie zupełnie innej wojny.
Wszystko to jest oczywiście kwestia technologii. A ta robi co może, by nas zadziwić. Przyjdzie czas, że zacznie nas straszyć, gdy zadzwoni telefon i ktoś zacznie z nami rozmawiać głosem Mieczysława Fogga. Kto się boi, niech się dobrze zastanowi, czy chodzić na koncerty. Michael Jackson nie żyje od pięciu lat, ale właśnie wystąpił jako hologram na scenie. Z nową piosenką, a jakże.

(mój felieton z dzisiejszej "Gazety Olsztyńskiej")

środa, 21 maja 2014

Tusk, czyli piosenka o dupie Maryni

Przeczytałem pod jakimś tekstem o wyborach, że wszystkie ręce na pokład. Proszę bardzo! Korzystając z ostatnich chwil ciszy wyborczej oto piosenka „Tusk” i moje jej tłumaczenie.


Utwór jest długi, ale tekst to raptem kilka linijek. Co nie znaczy, że się nie napracowałem. Najbardziej przy słowie „tusk”, które oznaczać może słoniowe ciosy (w sensie – zęby), rybę brosma, pewną gromadę mięczaków, a w gwarze miejskiej penisa. Jest tam i drugi podejrzany o członkostwo wyraz, czyli tron. Reasumując – piosenka jest o dupie Maryni, choć nie sądzę, by w 1979 roku pop rockowy zespół, jakim przecież już wtedy był Fleetwood Mac, śpiewał piosenkę z penisem w refrenie. Stawiam na ciosy.



Czemu nie spytasz, czy chce tu trzymać się?
Czemu nie spytasz, czy chce stąd odejść gdzieś?
Czemu nie powiesz, co znaczy to?
Czemu nie powiesz, kto za telefon wziął?
Czemu nie powiesz, co znaczy to?
Czemu nie spytasz, ostatni kto siadł w tron?
Nie mów, że mnie kochasz!
Mów prawdę, że mnie pragniesz!
Cios!
Olsztyn, 21.05.2014



Horacy Tłumacy - na Facebooku
Horacy Tłumacy - na YT
Horacy Tłumacy - lista przetłumaczonych piosenek

niedziela, 11 maja 2014

Menage a trois

Trzy dni w kinie pod rząd byłem ostatni raz chyba, o ile w ogóle, ponad ćwierć wieku temu, gdy w Krakowie korzystałem z uroków wolnego czasu na studiach, licznych kin i niskich cen II miejsc ze zniżką studencką. Ale jeśli do wyboru w ten weekend były filmy o seksie grupowym, Powstaniu Warszawskim i transcendencji, to przepraszam, ale z czego miałem zrezygnować?
Więc w tej właśnie kolejności. W piątek „Casanova po przejściach”, film Johna Torturro, w którym Woody Allen odpowiada na zapotrzebowanie pań w średnim wieku na „menage a trois”. Nie osobiście, wiek już nie ten, ale jako alfons. Wątek „menage” w zupełnie innej postaci pojawił się zresztą w barcelońskiej produkcji Allena. Refleksje pofilmowe? Trzy: 1. Ortodoksja to zmora każdej religii. 2. Zachód od dawna siedzi na czubku piramidy Maslowa. 3. Masaż czyni cuda.
W sobotę „Powstanie Warszawskie”. Film, na który czekaliśmy od wielu miesięcy. Nie wiem, czy to sobotnie przedpołudnie, czy szacunek dla bohaterów filmu spowodował, że tym razem nie śmierdziało pop cornem. Trzy refleksje: 1. Nie mieli racji ci, którzy zarzucali twórcom „Kamieni na szaniec”, że pokazali młodzież we frywolnych sytuacjach. Dokumentalno-fabularne „Powstanie Warszawskie” chyba rozwiewa wszelkie wątpliwości w tej sprawie. 2. To jest pionierski film na Oscara. 3. I tak na Zachodzie pomylą powstania...
Niedziela. „Transcendencja”, film niby rozrywkowy, ale coś tam przemycający z filozofii. Film coś tam przemycający z filozofii, ale to są zagadnienia rozważane już przed wiekami. W lekkostrawnej wersji można się z nimi zapoznać choćby w „Dialogach” Lema. Mój ulubiony moment w kinie, gdy ja coś rozumiem i mam wrażenie, że mało kto inny wokół – na jakie nazwisko był meldunek w hotelu? Taki żart scenarzysty. Obowiązkowe trzy refleksje: 1. Świat, który nazywamy realnym, niczym nie przewyższa w realności świata cyfrowego. Choćby dlatego, że nasz świat też w zasadzie jest światem cyfrowym. Chyba. 2. Dzisiejsze czary, to jutrzejsza technologia. 3. Wirusy komputerowe prędzej czy później przedostaną się do reala. Nie bójmy się GMO, bójmy się nanotechnologii.

(mój felieton z "Gazety Olsztyńskiej" z 30 maja 2014)

niedziela, 4 maja 2014

Patrz pod nogi

Chodzimy po tym Wrocławiu już czwarty dzień. I nagle ktoś z naszej fantastycznej dwójki, nie powiem kto, pyta – A gdzie są te krasnale? No tak, jak się zadziera głowę, patrząc na murale, to człowiek nie widzi tego, co pod nogami. Krótki przegląd wrocławskich krasnali. Bardzo krótki, bo sieroty po Pomarańczowej Alternatywy zdają się wystawać na każdym rogu odwiecznie polskiego*, czeskiego*, niemieckiego* miasta.

Suvenirek (Rynek)


Ślepak (Rynek)


I cała grupa, czyli Głuchak, Ślepak i W-Skers (Rynek)


Turysta (Rynek)


Słupnik Solny (Rynek Solny)


Słupnik Solny (Rynek Solny)


Kowal (ul. Kuźnicza)


WrocLovek (ul. Odrzańska)


TynQuś (ul. Sukiennice)


Pożarki (ul. Św. Elżbiety)


Mikołaj Ziółko (ul. Św. Mikołaja)


Śpioch (ul. Św. Mikołaja)


Weteran (ul. Św. Mikołaja)


Ogorzałek i Opiłek (ul. Św. Mikołaja)


* Niepotrzebne skreślić.

PS Wszędzie się spodziewałem krasnali, ale nie u wrót Transylwanii. Żeby chociaż któryś miał dłuższe zęby...

Muralu, czy ci nie żal

Potknąć się o to nie da, ale jak ktoś chodzi z zadartą głową (niekoniecznie nosem), to nie przegapi. Mural to jest taki rodzaj sztuki, którego nawet jakby ktoś nie chciał, to nie może nie zauważyć.
Mój krótki i przypadkowy przegląd wrocławskich murali zaczynam od mojego ulubionego, z tych, które zobaczyłem. Nie dociekając prawdziwych nazw, nadałem im swoje. Ten po prawej to oczywiście Eleanor Rigby. Po lewej Syrena. Znaleźliśmy je na Wyspie Słodowej.


Również na Wyspie Słodowej oczami wyobraźni zobaczyłem Supermana.


A ten przy ul. Sienkiewicza to oczywiście 2+1. Dlaczego? Bo facet maluje świat na żółto i na niebiesko...


Inny mural z ul. Sienkiewicza pozwoliłem sobie nazwać Raj Odzyskany.


Przy ul. Kuźniczej zobaczyłem Wojnę Postu z Karnawałem.


Najpierw rzucił mi się w oczy sterowiec, więc nie było wyjścia. Dla mnie to będzie Led Zeppelin z ul. Drobnera.

Wrocław dnia piątego

Ostatniego dnia we Wrocławiu potykałem się o resentymenty. Do tej prawie czterdziestoletniej tablicy na wrocławskim Dworcu Głównym trudno się przyczepić bez popadnięcia w rewizjonizm, który to zresztą rewizjonizm jest pojęciem przynależnym do peerelowskiego sztafażu i dziś trudno nim straszyć. Umówmy się jednak, że dziś tekst na tej tablicy inaczej byśmy zredagowali.


Czy aktora, który prawie wszystkie role zagrał za Gomułki (zaraz do niego wrócimy) nie powinniśmy nazywać peerelowskim? Moglibyśmy, o ile Eugeniusza Bodo nazywalibyśmy aktorem sanacyjnym... (do sanacji też zresztą zaraz wrócimy).


Gomułka, chwilę przed tym, zanim popadł w niełaskę za odchylenie prawicowo-nacjonalistyczne, miał swe chwile triumfu na Wystawie Ziem Odzyskanych we Wrocławiu, która odbywała się m.in. wokół Hali Stulecia (wówczas Hali Ludowej).


Również w 1948 roku w Hali Ludowej odbył się Światowy Kongres Intelektualistów w Obronie Pokoju. No, kto nie powie, że jest za pokojem? Każda kandydatka na miss to wie, że pokój jest najważniejszy.


Żył jeszcze Gomułka (ale oficjalnie jakby nie istniał, taki peerelowski Matrix), gdy Wałęsa rzucił hasło budowy drugiej Japonii. Mistrz paradoksu – chciał wprowadzić u nas Zachód za przykładem państwa z Dalekiego Wschodu.


Druga Japonia u nas nie powstała, bo sushi to nie wszystko. Liczy się też sanacyjna zagrycha.


I peerelowski klimat. Czemu knajpy z gierkowskim czy gomułkowskim wystrojem cieszą się taką popularnością? Jedni wchodzą tam z ulgą, że to tylko na niby. Drudzy szukają swej młodości. Nie znajdą, nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki, choćby to była Odra. Koniec z tym Wrocławiem, wyjeżdżam.