piątek, 30 maja 2014

Moi prezydenci

Z żenadą oglądam akcje spóźnionych radykałów, którzy odgrywają swe frustracje na chowanym dziś nieboszczyku. Niech się cieszy rodzina zmarłego Wojciecha Jaruzelskiego, że u władzy nie jest właśnie PiS, bo nie wiadomo, jak wyglądałby ten dzisiejszy pogrzeb. Niech się cieszy PiS, że nie jest właśnie u władzy, bo uniknął kłopotliwej dla siebie sytuacji. Zresztą co się odwlecze, to może nie uciecze. Życzę wszystkim długiego życia, ale oczami wyobraźni widzę, jak wije się jakiś hipotetyczny mocno prawicowy prezydent (dajmy na to Ziobro) za kilkanaście-kilkadziesiąt lat, gdy przyjdzie żegnać Wałęsę, Kwaśniewskiego czy Komorowskiego. No, nie zazdroszczę.
Przy okazji śmierci Tadeusza Mazowieckiego przypomniałem sobie kilku premierów, których dane mi było widzieć na żywo. Dziś prezydenci.

Wojciech Jaruzelski (1989-1990).
Widziałem go trzykrotnie, za każdym razem w innej roli. Gdy 21 lipca 1988 roku zjawił się na Polach Grunwaldu jako gość apelu kończącego Zlot ZHP 1988 był przewodniczącym Rady Państwa. Jakieś nieśmiałe gwizdy były nawet... Gdy 11 listopada 1989 roku widziałem go przy Grobie Nieznanego Żołnierza w Warszawie w towarzystwie Tadeusza Mazowieckiego, był prezydentem PRL.


A gdy 15 lipca 1990 roku odwiedził Zlot Grunwaldzki, był już prezydentem RP. Niedługo zresztą miał nim pozostać.


Lech Wałęsa (1990-1995).
Pamiętam spotkanie w czasie kampanii wyborczej w Olsztynie jesienią 1990 roku. To było w Uranii, jakiś facet wyskoczył do Lecha z pretensjami, tylko już nie pamiętam, o co. Raczej o to, że Polska się zmienia, a nie, że zmienia się za wolno. Znaczy się komuch jakiś. Potem były wybory. 25 listopada nie głosowałem, szwendałem się na rajdzie „Ob-ciach” w okolicy Sorkwit, a nawet jeździłem nielegalnie jakimś pociągiem towarowym. Dwa tygodnie później wsparłem Lecha w Krakowie.
W 1993 roku miałem okazję widzieć już prezydenta Wałęsę na Polowej Zbiórce Harcerstwa Starszego w Strącznie koło Piły, gdzie wzorem przedwojennych prezydentów RP obejmował protektorat nad ZHP, ale spóźniłem się jeden dzień na imprezę.
W 1995 roku nie przegapiłem wizyty prezydenta, kończącego pierwszą kadencję i liczącego na drugą, na zlocie w Zegrzu.


Aleksander Kwaśniewski (1995-2005).
Jako minister do spraw młodzieży często wizytował różne harcerskie imprezy, więc widziałem go kilkakrotnie na Polowych Zbiórkach Harcerstwa Starszego i w Szkole Harcerstwa Starszego „Perkoz”. Szczegółów nie pomnę, ale mam w głowie jego wypowiedź, gdzieś tak z 1988 a może już z 1989 roku. Coś w rodzaju, że Bogu co boskie, a partii (chodziło oczywiście o PZPR), co partyjne. Wyczułem w tym wtedy coś w rodzaju cynicznego dystansu do władzy, w której uczestniczy.
Pamiętam też wizytę w Olsztynie w czasie kampanii wyborczej 1995 roku i spotkanie z dziennikarzami na tarasie Novotelu.

Bronisław Komorowski (2010-2020).
Nie pytajcie mnie, skąd znam tę drugą datę. Znam.
Pierwszy raz miałem okazję go widzieć na VIII Polowej Zbiórce Harcerstwa Starszego w Stebniku w Bieszczadach, gdzie witaliśmy go jako wiceministra obrony narodowej. To było gdzieś tu w 1990 roku:


Dokładnie dwadzieścia lat później, kilka tygodni po zaprzysiężeniu na urząd prezydenta RP, był gościem krakowskiego zlotu stulecia harcerstwa.


Gdzież, jak nie wawelskim wzgórzu powinna się spotykać młoda elita narodu z prezydentem Rzeczypospolitej?


Na Lecha Kaczyńskiego nie dane mi było trafić. W 2011 roku byłem jedynie w wawelskiej krypcie...