niedziela, 4 maja 2014

Muralu, czy ci nie żal

Potknąć się o to nie da, ale jak ktoś chodzi z zadartą głową (niekoniecznie nosem), to nie przegapi. Mural to jest taki rodzaj sztuki, którego nawet jakby ktoś nie chciał, to nie może nie zauważyć.
Mój krótki i przypadkowy przegląd wrocławskich murali zaczynam od mojego ulubionego, z tych, które zobaczyłem. Nie dociekając prawdziwych nazw, nadałem im swoje. Ten po prawej to oczywiście Eleanor Rigby. Po lewej Syrena. Znaleźliśmy je na Wyspie Słodowej.


Również na Wyspie Słodowej oczami wyobraźni zobaczyłem Supermana.


A ten przy ul. Sienkiewicza to oczywiście 2+1. Dlaczego? Bo facet maluje świat na żółto i na niebiesko...


Inny mural z ul. Sienkiewicza pozwoliłem sobie nazwać Raj Odzyskany.


Przy ul. Kuźniczej zobaczyłem Wojnę Postu z Karnawałem.


Najpierw rzucił mi się w oczy sterowiec, więc nie było wyjścia. Dla mnie to będzie Led Zeppelin z ul. Drobnera.