poniedziałek, 9 maja 2011

Ulrich nadal leży

Stanisław Bareja zapewne oglądał w październiku 1976 roku jak helikopter wojskowy Mi-6 nadlatuje z Gliwic nad Kraków z zawieszonym na linie Władysławem Jagiełłą. Cała Polska oglądała w telewizji. Obrazek wprost wymarzony dla epoki Gierka. Motyw helikoptera z dziwnym ładunkiem pojawił się potem u Barei dwukrotnie – oczywiście w „Misiu” (wiadomo) oraz w „Zmiennikach” (gigantyczna mysz).



Ja oczywiście też, pacholęciem będąc, oglądałem z wypiekami na twarzy tę patriotyczną transmisję. Ciekawe, że z odbudową Pomnika Grunwaldzkiego komunistyczne władze czekały trzy dekady. Grunwald był przecież jednym z ulubionych symboli peerelowskich władców. Solą w oku był jednak prawdopodobnie Ignacy Paderewski, fundator pomnika, który wielkim artystą był, ale i przecież przedwojennym polskim premierem też. W dodatku związanym z Ameryką.


Paderewski, długo przed tym, zanim został sławnym pianistą, marzył o wybudowaniu pomnika, który uczci 500. rocznicę bitwy pod Grunwaldem. Podobno tę ideę wykoncypował sobie, gdy miał 10 lat, czyli w 1870 roku. Realizacji doczekał się po czterdziestu latach. 15 lipca 1910 roku niedaleko Barbakanu, na placu Jana Matejki w Krakowie, stanął pomnik konny króla Władysława Jagiełły II. Ten dzień stał się również symbolicznym momentem, którym Paderewski rozpoczął swoją działalność polityczną, jakże skuteczną w walce o niepodległą Polskę.


W wyborze autora pomnika pomógł Paderewskiemu Władysław Mickiewicz, syn Adama. Wskazał Antoniego Wiwulskiego. Wiwulski sześć lat później był twórcą Trzech Krzyży w Wilnie. O ile jego krakowskie dzieło zniszczyli na przełomie 1939 i 1940 roku hitlerowcy, to dzieło wileńskie legło w gruzach w 1950 roku, zniszczone przez komunistów.


Komitet odbudowy Pomnika Grunwaldzkiego powołano dopiero w 1972 roku. Gierek jaki był, taki był, ale uprzedzeń wobec Zachodu nie miał. A kto w Krakowie mógł dostać zlecenie, jak nie Marian Konieczny? Wprowadził trochę zmian. Król Władysław Jagiełło wznosi się w strzemionach.


U jego stóp wielki mistrza Urlich von Jungingen. Nadal leży.


W dużo godniejszej pozie wielki książę litewski Witold.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz