niedziela, 30 sierpnia 2015

Który z was to Pink?

Najlepiej jest napisać piosenkę, a potem nie umieć jej zaśpiewać (skąd ja to znam...). Mnie póki co wyręcza czasem Gałąz z Josephem, a czasem jakaś drużyna harcerska. Gdy Roger Waters samokrytycznie, choć z oporami, przyznał, że nie jest w stanie zaśpiewać „Have a Cigar”, a David Gilmour odmówił, twierdząc, że aż tak źle o przemyśle muzycznym to on nie będzie się wyrażał, powstał pomysł zaproszenia na płytę gościa, który sobie i poradzi, i nie będzie miał rozterek moralnych. W 1975 roku Pink Floydzi, ciągle na fali sukcesu „The Dark Side of the Moon”, mogli sięgnąć po dowolnego artystę (wiarygodny byłby choćby Lennon, pomijając fakt, że wtedy akurat zanurzał się po uszy w życiu rodzinnym), ale wybór padł na nagrywającego w sąsiednim studiu Roya Harpera, muzyka bezkompromisowego i obdarzonego odpowiednio wysokim głosem. Mógłby paść i na Rafała Gajewskiego, ale nie było go chyba jeszcze na świecie. Póki mój ulubiony Spare Bricks nie ma „Have a Cigar” w repertuarze, sięgam po konkurencję, też przecież nie od macochy, czyli Tales of Pink Floyd z ich olsztyńskiego koncertu 28 sierpnia tego roku:


Dwa dni po koncercie Tales of Pink Floyd dokończyłem tłumaczenie „Have a Cigar” i w ten sposób cała płyta „Wish You Were Here” po czterech latach od przekładu tytułowego utworu i czterdzieści lat po premierze jest już gotowa po polsku. Na razie zapraszam na cygaro:


Drogi mój, chodź tu, cygaro pal, daleko zajdź nam
Wysoko wzleć tam, nie będziesz śmierci znał
Uda się, tylko dobrze graj, będą cię kochać
Zawsze miałem na was chęć, możesz mi w to wierzyć
Wasz zespół wprost wspaniały, tak szczerze myślę dziś
Więc który z was to jest Pink?
I wiesz jak wielu z nas zwie tę grę wciąż?
Mówimy: „Dobrać do miodu się”

Zatkało wprost nas, sprzedało się do dna
Musisz nam nowy album dać, czekają na to ludzie
Ile to szczęścia, jak zliczyć mam
Wszystkim innym głupio dziś, notowania znasz?
Diablo dobry start, czas zrobić z tego ostre monstrum
Musimy tylko jak drużyna być
I wiesz jak wielu z nas zwie tę grę wciąż?
Mówimy: „Dobrać do miodu się”
Olsztyn, 15-30.08.2015

Horacy Tłumacy - na Facebooku
Horacy Tłumacy - na YT
Horacy Tłumacy - lista przetłumaczonych piosenek

piątek, 28 sierpnia 2015

Inna cegła w murze

Trudno podchodzić obiektywnie do koncertu z ukochaną muzyką, będąc emocjonalnie związanym z konkurencyjną ofertą, która w Olsztynie pojawiła się już dwa razy. Nie trzeba jednak wznosić się na jakieś wyżyny bezstronności, by stwierdzić, że siedmiu facetów z wdzięczną pomocą dwóch dziewczyn dało dziś radę.


Tales of Pink Floyd to nazwa bardzo adekwatna do prezentowanej propozycji artystycznej. Z kawałków porozbijanych emocji Rogera Watersa olsztyńscy muzycy układali własną opowieść. W kilku momentach nastąpiły nieoczekiwane zwroty akcji i to były najciekawsze momenty dzisiejszego koncertu, ale o tym za chwilę.


Było bardzo rockowo. Mocne uderzenie gwarantował choćby solidny skład solidnych muzyków. Momentami w użyciu były jednocześnie cztery gitary i dwa klawisze.


Repertuar nieco zaskakujący. Muzycy najchętniej zaglądali na album „The Wall” (aż osiem utworów i to wcale nie koniecznie tych najbardziej znanych, zabrakło choćby „Hey You” – przypadek? nie sądzę...), zagrali prawie całą płytę „Wish You Were Here” (ale do tego wystarczyło sięgnięcie po zaledwie trzy utwory), oczywiście sporo było kawałków z „The Dark Side of the Moon” (aż pięć, lecz dwa jedynie jako cytat), dwa utwory z „Animals” (jeden krótki, a drugi skrócony). Były też trzy piosenki starsze, jeszcze sprzed „Ciemnej strony Księżyca”. I chyba był jeszcze jeden utwór, ale nie zachował się ani w mej pamięci, ani na nośniku zewnętrznym...


Początek? Floydowski koncert, którego nie rozpoczynałoby bicie serca, uznać by można wręcz za nieważny. Nie tym razem. Kardiologię wzmocniła recytacja fragmentu polskiego tłumaczenia „Wish You Were Here” i mogliśmy zaczynać. Tzn. oni grać, my słuchać. Każdy ma swoją robotę... Na początek „Pigs on the Wing, Part 1”, następnie gładkie przejście do „Breathe”, a potem zanurzyliśmy się w bagnie szołbizu. Z tłumaczeniem „Have a Cigar” męczę się od dwóch tygodni, może ta wersja przybliży mnie do sukcesu:


Następnie muzycy położyli przed nami, niczym Birkut, dwie cegły jednocześnie: „Another Brick in the Wall, Part 1” i „Another Brick in the Wall, Part 2” (my znawcy, oczywiście doskonale wiemy, że na płycie „The Wall” rozdzielała je warstwa zaprawy z najszczęśliwszych dni naszego żywota):


Potem chyba był ten wyparty z mej pamięci utwór, a po chwili poczuliśmy zapach psiej sierści:


Kto zrozumiał konwencję koncertu, mógł podejrzewać, że nie spędzimy przy „Dogs” 17 przepisowych minut. Tak też było, tresura skończyła się po niecałych ośmiu minutach i przeszliśmy do jeszcze dłuższego utworu, czyli „Echoes”, które razem z poprzedzającymi „Dogs” oraz z następującymi potem „Brain Damage” (tylko instrumentalny cytat) oraz „Goodbye Cruel World” stworzyły ciekawą suitę, kończącą pierwszą część występu:


Po przerwie muzycy przywitali nas „Shine on You Crazy Diamond, Parts I-V”...


...nieoczekiwanie przechodzącym w „Let There Be More Light” z płyty „A Saucerful of Secrets” z 1968 roku, jednym z dwóch utworów z tego drugiego albumu Pink Floyd, ale nie uprzedzajmy wydarzeń:


Wydarzeń nie uprzedzajmy, bo i tak następowały bardzo szybko. Z „Let There Be More Light” połączony był „Set the Controls for the Heart of the Sun”, czyli właśnie ten drugi utwór ze „Spodka tajemnic”, jedyny dzisiejszego wieczora, w którym maczał palce będący już na wylocie z zespołu Syd Barrett. I żeby jeszcze dołożyć wrażeń, skrócone „Set the Controls...” przeszło w „Time”:


Cezary Makiewicz dużo dziś nie pośpiewał, ale „Wish You Were Here” idealnie pasowało do jego warunków głosowych:


Ciekawa wersja „Money”, z lekko swingującą trzecią zwrotką:


Pora na kolejną zaskakującą suitę dzisiejszego wieczora. Zaczęło się od „The Great Gig in the Sky” (nie znalazł się odważny do śpiewania), potem znienacka przeskoczyliśmy do „The Wall”, z którego wysłuchaliśmy „One Of My Turns”, „In The Flesh” oraz „Run Like Hell”:


W Olsztynie tych muzyków przedstawiać nie trzeba, ale kurtuazji nigdy dość:


Rafał Gajewski – śpiew, instrumenty klawiszowe:


Piotr Szymański – gitara:


Piotr Kulawczuk – bas:


Marek Wiszniewski – gitara:


Marek Matyjewicz – instrumenty perkusyjne:


Dominik Skwarczyński – instrumenty klawiszowe:


Cezary Makiewicz – śpiew, gitara akustyczna:


Joanna Kowalska i Agata Domalewska – chór:


Bis mile widziany. Na koniec dzisiejszego wieczoru wysłuchaliśmy dwóch utworów z „The Wall” („Is There Anybody Out There?” oraz „Comfortably Numb”) i odrętwiali z radości poszliśmy sprawdzić, czy nas nie ma w domu...

sobota, 8 sierpnia 2015

Czyż nie, panie Jones?

Od roku nie tłumaczyłem nic Boba Dylana. Sierpień 2015 roku to świetna okazja, by wrócić do twórczości swego imiennika. W dniach 15 czerwca-4 sierpnia 1965 roku Dylan rejestrował płytę „Highway 61 Revisited”, pierwszą w całości nagraną z instrumentarium rockowym. Rejestrował z przerwami, choćby na słynny występ na festiwalu folkowym w Newport. Słynny z powodu wygwizdania przez ortodoksyjną publiczność, która nie przyjmowała do wiadomości, że Dylan się zelektryfikował. Kto wie, czy ten folk protest nie przypieczętował decyzji Dylana o ostatecznym zerwaniu z wizerunkiem smutnego barda z cichą gitarką. Pozazdrościł Stonesom, Animalsom, Beatlesom. Wyczuł, w którym kierunku to wszystko pójdzie. Ale przecież nie płynął bezwolnie z prądem, był jednym z tych, którzy spowodowali, że tekst w rocku stał się równie ważny, co muzyka.
Płyta ukazała się 30 sierpnia, więc za trzy tygodnie minie dokładnie 50 lat od premiery tego jednego z najlepszych albumów Dylana, z najważniejszym chyba utworem, czyli „Like a Rolling Stone”, który mam już w swej translacyjnej kolekcji. Dziś pora na „Ballad of a Thin Man”, nagraną przez Dylana 2 sierpnia 1965 roku, z towarzyszeniem takich muzyków, jak choćby Mike Bloomfield na gitarze, czy Al Kooper na organach.

W pokoju chodzisz już
Z ołówkiem w dłoni swej
Widzisz ktoś nagi siedzi
I pytasz: „Kim jest ten człek?”
Starasz się tak
Nie pojmiesz tego lecz
Co masz w domu rzec
Gdy wrócisz doń
Ponieważ dzieje się tu coś
Lecz ty nie wiesz wcale co
Czyż nie, panie Jones?

Podnosisz głowę więc
I pytasz: „Czy to jest gdzie jest?”
Wskazuje cię ktoś
I mówi „To jego jest”
Mówisz więc „Moje co?”
A inny mówi: „Gdzie co jest?”
Mówisz więc „Boże mój
Czy jestem tu sam wciąż?”
Lecz przecież dzieje się tu coś
A ty nie wiesz wcale co
Czyż nie, panie Jones?

Więc masz już swój bilet
Dziwaka pokażą ci
Co natychmiast podchodzi tu
Gdy słyszy, co mówisz i
Pyta: „Jak to jest być
Świrem być jak ty?”
A ty mówisz: „Niemożliwe”
Gdy podaje ci kość
I przecież dzieje się tu coś
Lecz ty nie wiesz wcale co
Czyż nie, panie Jones?

Niejeden kontakt masz
Wśród drwali, wielu znasz
By fakty znać
Gdy w wyobraźnię twoją ktoś się wpieprzy
Lecz nie szanuje nikt cię
Zresztą oni spodziewają się, że
Ty tylko sprawdzisz
O ile dobroczynność twój podatek zmniejszy
Aaaaaaaaaa!

Wśród profesorów żyłeś więc
Podobał się im wygląd twój
Z prawnikami spierałeś się
Kto ma trąd, a kto jest zbój
Przebrnąłeś przez każdy tom
Przez wszystkich książek Fitzgeralda zbiór
Tak dużo już wiesz
Wiedzą to
Lecz przecież dzieje się tu coś
A ty nie wiesz wcale co
Czyż nie, panie Jones?

Wnet połykacz mieczy zbliża się tu już
Wtem klęka i
Znak krzyża robi w mig
Z obcasów strzela ci
I bez zapowiadania
Cię pyta, jak to jest
I mówi: „Zwracam ci gardło, dzięki
Za pożyczkę twą”
I wszak wiesz, że dzieje się tu coś
Lecz ty nie wiesz wcale co
Czyż nie, panie Jones?

A jednooki karzeł
Drze się, że „Już czas!”
Więc ty pytasz „Dlaczego?”
A on pyta „Jak?”
Więc pytasz „O co chodzi w tym?”
Że jesteś krową, krzyczy on
„Mleka daj mi
Lub idź już stąd”
I wszak wiesz, że dzieje się tu coś
Ale nie wiesz wcale co
Czyż nie, panie Jones?

Więc w pokoju chodzisz już
Jak ten wielbłąd i marszczysz brwi
Do kieszeni pchasz swoje oczy
I z nosem przy ziemi tkwisz
Powinno prawo wziąć
Przeciwko tobie front
I zmusić cię –
Słuchawki noś
Ponieważ dzieje się tu coś
Lecz ty nie wiesz wcale co
Czyż nie, panie Jones?

Olsztyn, 1.01-08.08.2015



Jak widać, tłumaczenie zajęło mi wiele miesięcy. Odkładałem je wielokrotnie, nie mogąc przebrnąć przez kolejne pułapki rytmiczne i liczne przerzutnie. Pomoc przyszła z nieoczekiwanej strony – dopiero zakup nowego kapodastera, bez którego nie da się w zasadzie zagrać tego utworu, pchnął me natchnienie do przodu, gdy nie musiałem już poświęcać całej uwagi na koślawienie małego palca lewej ręki.


Dylan grywał tę piosenkę m.in. na trasie z Grateful Dead. Samodzielnie Wdzięczny Nieboszczyk wykonywał to tak:


Horacy Tłumacy - na Facebooku
Horacy Tłumacy - na YT
Horacy Tłumacy - lista przetłumaczonych piosenek