niedziela, 4 października 2015

Powrót do przeszłości

To nie było ani odgrzebywanie sentymentów, że podeprę się „Seksmisją” (chociaż Archeo pojawiło się w naszych zlotowych wspomnieniach), ani tym bardziej folgowanie szczątkom swojej młodości, że podeprę się Piwnicą pod Baranami. To był regularny powrót do przeszłości i to bez najmniejszego udziału Roberta Zemeckisa. Wszystko było jak 30 lat temu. W roli wehikułu czasu wystąpił niezawodny Perkoz. Kiedyś nasza ostoja, dziś jemu samemu przydałoby się nasze wsparcie. Ale na naszym niskim wpisowym raczej się nie upasł.


(Nie)wrogie przejęcie
Gdy 24 sierpnia odebrałem telefon od Josepha, nie wiedziałem jeszcze, jakie będą tego konsekwencje. Nie wiem, kto wpadł na pomysł spotkania z okazji XXX-lecia 2 Olsztyńskiej Męskiej Drużyny Harcerskiej „Szarpie”, ale narodził się on na pewno przy okazji planowanego zlotu 70-lecia hufca ZHP „Rodło”. Termin zlotu „Rodła” był znany od wielu miesięcy, anonsowało się na niego sporo osób z kraju i zza granicy. Wydawało się, że czeka nas historyczny zlot nad zloty. W drugiej połowie sierpnia duży zlot stanął pod znakiem zapytania, więc świeżo powołany komitet organizacyjny jubileuszowego spotkania Szarpi bezczelnie przejął termin 2-4.10.2015 roku, wychodząc ze słusznego założenia, że wraz z terminem uda się przejąć zainteresowanych zlotem zagrzebanych w archeologicznych warstwach weteranów.


W oparach shāwarmy
Całą imprezę, którą początkowo nieśmiało nazywaliśmy spotkaniem, a potem bezczelnie, wraz ze wzrostem liczby uczestników, przemianowaliśmy na zlot, zorganizowaliśmy na czterech zaledwie spotkaniach plenarnych:
1. Piątek, 28.08.2015 w restauracji Sphinx (byłem zaledwie 50 minut, bo spieszyłem się na koncert). Obecni: Bóła, Gałąz, Joseph, Robas, Radas, Jarecki, młody Zyziek, Śmiechu, Rychu, Kędzior. Przebieg: podział zadań, powołanie grup roboczych.
2. Piątek, 4.09.2015 w restauracji Sphinx. Obecni: Bóła, Gałąz, Joseph, Robas, Radas, Śmiechu, Rychu. Przebieg: omówienie zarysu programu, ustalenie zasad rekrutacji i wpisowego.
3. wtorek, 22.09.2015 w restauracji Sphinx, obecni: Bóła, Gałąz, Joseph, Robas, Radas, Śmiechu, Partyzant, Koziołek, Baśka, Kędzior. Przebieg: zatwierdzenie listy uczestników, zatwierdzenie programu.
4. poniedziałek, 28.09.2015 w biurze Szarpie Travel. Obecni: Bóła, Gałąz, Joseph, Robas, Radas, Śmiechu, Baśka, Kędzior. Przebieg: omówienie sposobu realizacji poszczególnych punktów programu, przygotowanie kuponów żywnościowych.

Odbyły się również spotkania w podgrupach, najaktywniejszy siłą rzeczy był zespół programowy, który odbył nawet wizję lokalną (jakby nigdy wcześniej jego członkowie nie byli w Perkozie...). W sprawie programu najbardziej burzliwe dyskusje dotyczyły proporcji między ilością zajęć fizolskich i tych, który dadzą szansę na nostalgiczne pogawędki. Poziom wypracowanego kompromisu można znaleźć w oficjalnym programie.


Wszyscy do cel
Kimż byłbym bez Excela? Pierwszą moją czynnością po otrzymaniu zadania promowania naszej imprezy i zbierania uczestników było zrobienie odpowiedniej tabelki. Urosła od skromnych sześciu do słusznych pięćdziesięciu trzech kolumn (całe szczęście, że mam certyfikat uprawniający do przetwarzania danych osobowych):
imię
nazwisko
panieńskie
pseudonim
mail
telefon
uwagi
decyzja
FB
strona
Szarpie
wiek
kategoria
znaczek
wpłata
sponsorzy
kasa
wydatki co?
wydatki ile?
saldo
torby dla rodzin
numer pokój
liczba osób
obecni
nocleg
koszulka
śpiewnik
Szarpie
harcerze
nieharcerze
K
M
dorośli
dzieci i młodzież
maluchy (początkowo ta kolumna nazywała się „niemowlaki”, ale jedna matka Polka wytłumaczyła mi, że dzieci w wieku trzech lat już mówią)
razem
PT kolacja
PT ognisko
PT kuźnica
PT nocleg
SO śniadanie
SO program
SO obiad
SO zdjęcie
SO program
SO kolacja
SO ognisko
SO dogrywka
SO nocleg
ND śniadanie
gitara

Tak się wciągnąłem w organizowanie frekwencji, że jeszcze przed zlotem czułem, jakbym już go przeżył. Tyle maili, tyle esemesów, tyle telefonów, spotkań, wiadomości na Facebooku, tyle rozmów po latach, często po ćwierć wieku... Mój zlot z Wami trwał przez cały wrzesień, dziękuję!

Z archiwum S
Drugim moim zadaniem było zbieranie materiału zdjęciowego. Moje archiwum jest potężne, ale zbiory dotyczące pierwszej dekady Szarpi mam akurat mizerne. To się na szczęście zmieniło! Po miesiącu moje zbiory wzrosły o 1686 zdjęć, często bardzo sensacyjnych, z 1985, 1986, 1987, 1988, 1989, 1990... Było się czym podzielić na wystawie, było z czego zrobić historyczną prezentację. Zbiory wzbogacili: Gałąz, Koziołek, Asia, Karolina, Baśka, Śmiechu, Radas, Bóła, Ryba, Kasia. Dziękuję!


I nie prawdą jest, że całą noc kolorowałem zdjęcia. One naprawdę są kolorowe od pierwszego naświetlenia. Jakże miło, że Gałąz inwestował w Agfę. Prawdą jest natomiast, że ostatnie zdjęcia dorzucałem do naszej prezentacji w piątek rano, używając w roli skanera swego EOS 600D, z całkiem udanym skutkiem. To na przykład o 9.24 rano:


Łącząc tradycję z nowoczesnością
Trzecim moim zadaniem (nie za dużo?) był śpiewnik. Gałąz wybrał dwadzieścia kilka piosenek z epoki, ja dołożyłem trzy utwory napisane przez siebie. Cyzelowałem 32-stronicową książeczkę przez trzy tygodnie, dokładając coraz to lepsze zdjęcia, dopieszczając opisy, wstawiając kody QR. W ten oto sposób śpiewnik połączył tradycyjną treść z nowoczesną formą. Druku podjął się Śmiechu, ale składać już mu się nie chciało, więc znalazł podwykonawcę.


Gałąz się nie zmieścił
Nie obyło się bez wzięcia urlopu na piątek. Już w drodze, z rogatek Olsztyna zameldowałem się telefonicznie Śmiechowi i Bóle. Śmiechu wyruszał właśnie spod biura, a Bóła drapał się w swą łysinę (co widziałem oczami wyobraźni), zafrasowany jak ma zmieścić do swego samochodu Gałąza, który zamiast wojskowej kostki stawił się do wyjazdu z Największym Neseserem Świata, o tarczach i łukach nie wspominając... Ostatecznie słomianka pojechała chyba z Kędziorem.


Odwiedzam Perkoz regularnie od 1983 roku, poprzednio byłem w 2013 roku na zlocie innego XXX-lecia (trzydzieści lat od powstania Szkoły Harcerstwa Starszego). Nie czułem więc tego dreszczu emocji, który towarzyszył zapewne tym wszystkim, którzy przemierzali kultową trasę Olsztynek-Mierki-Waszeta po raz pierwszy od 20 czy 30 lat. Ja pierwszy raz jechałem z Olsztyna do Olsztynka 32 lata temu pociągiem z kowbojskimi wagonami, zafascynowany w pobliżu Ameryki widokiem szosy biegnącej równolegle do torów. Co zostało z tego Dzikiego Zachodu, gdy Olsztynek opasuje dziś nowoczesna obwodnica... A, zapomniałem, Polska w ruinie. I w Biedronce. Musiałem zajechać do dyskontu, by kupić dwie czekolady, przyrzeczone publicznie w konkursie facebookowym.

Recepta na recepcję
Z dumą informuję, że przybyłem na zlot jako pierwszy. Zaparkowałem przed Perkozem około godziny 15.00. Kilka minut po mnie przyjechał Bóła z rodziną i Gałązem, a za nimi rodzina Śmiechów. Przydzieliliśmy sobie najgorsze pokoje, zaobserwowaliśmy powódź na I piętrze, która w efekcie wyłączyła nam dwa pokoje z użytkowania (na szczęście konkurencyjna impreza w Perkozie została odwołana, więc przejęliśmy inne pokoje) i przystąpiliśmy do przygotowywania polowej recepcji. Czyli postawiliśmy stolik a na nim mój laptop z moim Excelem.


Następnie zajęliśmy się torbami, czyli pakietami dla poszczególnych rodzin:
- znaczki
- śpiewnik
- koszulki
- talony żywnościowe.


A na finał przygotowań przypisałem uczestników do poszczególnych pokojów, więc wszelkie zażalenia na chrapanie można kierować do mnie.

Cypek na piechotę
Tak przygotowani mogliśmy spokojnie czekać na uczestników. Spokojnie? Niecierpliwie! Jako jedni z pierwszych przybyli Dorota, Paweł i Jacek Bielkuńscy.


A potem sypnęło jak z rękawa, nie nadążyłem odnotowywać w Excelu i wydawać kluczy oraz torebek.


Cypek chciał przybyć tradycyjnie, jak przed 30 laty, piechotą, ale podstępnie pozwoliłem mu na przejście tylko połowy drogi. Wysłany samochód przechwycił go gdzieś na zakręcie z głównej szosy. Uczestnicy przybywali przez cały czas, ostatnia w piątek była przybyła w czasie ogniska ze Śląska Magda Konus (Siwicka), a ostatnia w sobotę dotarła Magda Zielińska (świeżo upieczona Dolnoślązaczka).

Stół szwedzki kolejkowy
Kolacja... Do końca życia będę pamiętał świętą triadę perkozową – śniadanie o 8.00, obiad o 13.00, kolacja o 18.00. Tak było przed laty, w czasach SHS. My na kolację zaprosiliśmy o godz. 19.00. Wszystko zgodnie z planem.


Dziewięcioraczki i inne dziwaczki


Prawdziwy początek zlotu to ognisko. Piątkowe spotkanie przy ogniu poprowadziła Basia we współpracy z Kędziorem.


Taki tandem gwarantował, że zabawa przebiegać będzie w atmosferze przesiąkniętej elementami zuchowymi, z przewagą demokracji kierowanej. Uczestnicy stanęli na wysokości zadania, odnajdując w sobie pierwiastki zuchowe, co było o tyle łatwe, że kilkadziesiąt procent uczestników naszego zlotu nie ukończyło gimnazjum. Bez większych problemów dali się podzielić na pięć zespołów z liderami (wróć! z zastępowymi). Najgłośniej prezentowały się „Dziewięcioraczki” (mimo, że było ich trzynastu) pod wodzą Miśka Kempistego, z okrzykiem „Dziewięcioraczki dostaną sraczki”, w którym czuć i Miśkowe poczucie humoru, i Miśkowe fascynacje kulinarne.


Wprawdzie Walizka stwierdziła, że śpiewnik ma w sercu, ale nasza książeczka bardzo się przydała do zaśpiewania pierwszej piosenki. Tak jak przed trzydziestu laty, pierwszą wspólnie zaśpiewaną piosenką znów było „Tańcz, głupia, tańcz”. Trzeba przyznać, że pierwszego wieczoru śpiewaliśmy jeszcze niemrawo, choćby z racji mniejszej frekwencji, ale drugiego już pełną gębą.


Gdy Wertepiusz zaintonował „Dom malowany”, którego akurat zabrakło w naszym śpiewniku (tak jak zabrakło w nim jakichś 2376 innych utworów), miałem pierwszą refleksję historyczną, taki trening przed sobotnią prezentacją – wspomnienie obozu w Baranówce koło Fromborka w 1985 roku, gdzie ta piosenka była przebojem. Stacjonowaliśmy tam na 11-osobowym obozie szkoleniowym i tak się szczęśliwie złożyło, że wszyscy męscy uczestnicy tej szczególnej imprezy sprzed lat, czyli Robas, Gałąz i Wertepiusz pojawili się w Perkozie. Pojawił się też Cypek, który w Baranówce był wówczas na obozie swojej wałbrzyskiej drużyny „Tam i z Powrotem”.


Z niezawodnych pląsów była m.in. „Misiułeczka”, „Idzie zuch i wicher dmucha”.


Z niezawodnych piosenek „Krajka” (wywołana przez Baśkę: „zaśpiewaj piosenkę, która zawiera słowa ‘słońce wyrusza na włóczęgę’ ”), „Hej! Hej ułani” – a capella oczywiście („czy na tamtym świecie harcerze będziecie” – to już chyba niedługo...). Bardzo niezdyscyplinowani uczestnicy szukali piosenek na nielegalu spoza śpiewnika. Na wezwanie Romana pojawili się skauci, co idą łez doliną.


W związku z tym, że czekał nas dalszy program, udało się nam zakończyć ognisko zaledwie z półgodzinnym opóźnieniem.

Rabatka genealogiczna


Mieliśmy ambitny plan stworzenia drzewa genealogicznego, ale wyszła nam jakaś linia genealogiczna, rabatka właściwie (2 OMDH „Szarpie”) z jednym samodzielnym klombem (2 KS „Szarpie”). Prawdę mówiąc to wszystko było zbyt skomplikowane, te wszystkie transfery, przejścia, przejęcia, zajęcia i rozdęcia, żeby dało się to nam ogarnąć na dwuwymiarowym arkuszu formatu A-0 (co Wróbel podsumował syntetycznym stwierdzeniem „Wszyscy byli z jakichś drużyn”).


Polegliśmy w ćwiczeniach z nauk pomocniczych historii, ale zabawa była przednia. Bo jak zapisać „Bóła”, a jak zapisać „Kędzior”? Ile jąder mają w sumie Szarpie? Czemu Wróbel się wstydzi? No i „Gdzie jest Robas?” – to pytanie formułowane przez jakiś spontaniczny fan club padło ze dwadzieścia razy. Najpierw zarysowały się pierwotne Szarpie, a potem wszedłem ja, cały na biało i napisałem „Robas 1986”. Że niby rozłamowiec, co oczywiście jest nieprawdą, bo ja tylko zbierałem odsuniętą najstarszą warstwę.


W sumie na tablicę udało się przypiąć 42 karteczki z imionami i ksywami. A dałoby się drugie tyle.


W malinowym chruśniaku


Nie było jeszcze północy, gdy z genealogii przeszliśmy do uczuć. Bóła rozpoczął tradycyjną kuźnicę o miłości. Jej temat pozostaje wprawdzie nieodgadniony, ale padło sporo refleksji, na wszelki wypadek nie rejestrowanych przez kamerę. Bóła nastrój zbudował jak przed laty na wierszu Leśmiana.


Ja postawiłem kropkę na i swoją napisaną dokładnie 29 lat temu i jeden dzień piosenką „Jak dobrze”. Może lepszy byłby cytat z innej mojej piosenki („Tak cię podnieca styk piątek-sobota...”), ale styk piątek-sobota spędziłem z Cypkiem, do godz. 3.30 ćwicząc „Norwegian Wood”. Co za perwersja.

Baśka zna Włocha
Pobudki Gałąza wysłuchałem, bo nie było innego wyjścia, ale gimnastykę Josepha obejrzałem z góry.


Na apelu stawiłem się karnie, jak wszyscy (wszyscy, czyli 65 uczestników). Najwięcej emocji wzbudziło, jak zawsze, pokrywanie.


Zdążyłem nawet przygotować rozkaz:


Bóła zasugerował, że kolejne zloty powinny odbywać się coraz częściej. Myślę, że da się na to wyprowadzić nawet jakiś wzór, w którym jako współczynnik x wystąpi wiek najstarszego Szarpia.


Zgodnie z publiczną obietnicą, znalazły się dwie czekolady za zwycięstwo w konkursach facebookowych. Baśka okazało się zna Włocha (czyli Kowala), Agnieszka zna najnowsze technologie (czyli QR code).

I jeszcze znajdę tego, kto pomylił słowa w hymnie...

Obrazki z wystawy


Wystawę otworzył Śmiechu z nieocenioną pomocą Bóły oraz syna Antoniego i tępej finki.


Spontanicznym achom i ochom nie było końca.


Nasza (głównie moja!) tytaniczna praca nie poszła na marne. Po przejrzeniu kilku tysięcy zdjęć i wybraniu 152 z nich, wydrukowaliśmy 114 fotografii w formacie A-4 i 38 w formacie A-3. Zdjęć banalnych i sensacyjnych, zabawnych i refleksyjnych, z epoki analogowej i cyfrowej...


Wzruszająca sytuacja – Komar odnalazł sam siebie.


Harce na plaży


Można powiedzieć, że jesteśmy gotowi do wojny. Wystarczy spojrzeć na program naszych harców. Wszystkimi konkurencjami mógłby zainteresować się MON.


Strzał z bata, czyli 50 twarzy Kędziora.


Off road, czyli gdyby znów trzeba było przedzierać się do Rumunii (prowadził Duży Zyziek).


Rzut podkową, czyli broń można zrobić ze wszystkiego (prowadził Mały Wróbel).


Strzelanie z wiatrówki, czyli podstawa (prowadził Rychu).


Strzelanie z łuku, czyli gdyby zabrakło amunicji (prowadził Gałąz).


Pokazy broni, czyli kałasznikow, rak, glauberyt, rewolwer kal 357, H7K, wis-94, strzelba gładkolufowa (prowadził Kłos).


Regaty, czyli w razie czego zaatakujemy ich choćby z morza (prowadził Roman).


I jeszcze Joseph, który prowadził labirynt (zajęcia dla szyfrantów?) i poszukiwanie skarbów wykrywaczem do metalu (saper myli się tylko raz, wiadomo).

Trzy ujęcia


Przygotowując program początkowo nie pomyśleliśmy o wspólnym zdjęciu, ale bardzo szybka ta refleksja pojawiła się niezależnie u kilku osób. Po ustaleniu dobrej pory (po obiedzie, gdy frekwencja miała być największa) i wybraniu godnego fotoreportera (Dziewiątka, niegdyś harcerz ze szczepu „Diadem”, dziś profesjonalista z „Gazety Olsztyńskiej”) mogliśmy stanąć do zdjęcia. Mistrz obiektywu i migawki zarządził trzy ujęcia – jedno przed budynkiem:


Drugie za budynkiem:


I trzecie też za budynkiem, z widokiem na Pluszne:


Za najlepsze uznaję zdjęcie z jeziorem w tle, do którego stanęło 98 osób. Na poprzednich ujęciach skład bywa inny. Jak widać można się zgubić i odnaleźć w ciągu 7 minut i na odcinku 20 metrów.


1. Roman Rosiński
2. Sławomir Dudziuk – Dudek
3. Ryszard
4. Aleksander Jegier
5. Aneta Brzuszkiewicz
6. Sławomir Jegier – Kędzior
7. Andrzej Gałązka – Gałąz
8. Małgorzata Arendt
9. Marcin Karpowski – Mako
10. Radosław Bartelik – Radas
11. Aniela Gałązka
12. Marta Gałązka
13. Anna Plewik
14. Wojciech Plewik
15. Marzena Karpowska
16. Karpowski
17. Barbara Plewik (Jajszczyk) – Guja
18. Marcin Wójcik – Makaron
19. Antoni Wójcik
20. Wioleta Wójcik – Cebulka
21. Krzysztof Plewik
22. Marcin Wróblewski – Mały Wróbel
23. Kamila Rzempołuch-Lech (Rzempołuch) – Kama
24. Leon Wójcik
25. Antonina Rzempołuch-Lech
26. Piotr Lech
27. Paweł Bielkuński – Wertepiusz
28. Helena Rzempołuch-Lech
29. Dorota Wróblewska (Kowalska)
30. Zofia Rogowska
31. Józef Rogowski – Joseph
32. Mariusz Komar – Cypek
33. Krzysztof Wróblewski – Wróbel
34. Jan Kempisty
35. Krzysztof Kempisty – Misiek
36. Jacek Bielkuński
37. Rafał Śliwiak – Śliwka
38. Natalia Rogowska
39. Aleksander Rogowski
40. Olga Bółkowska
41. Antoni Smieszek
42. Wojciech Smieszek – Śmiechu
43. Lucyna Kempisty
44. Dorota Bielkuńska (Siemianowska)
45. Magdalena Konus (Siwicka)
46. Małgorzata Smieszek-Leszczyńska (Leszczyńska)
47. Małgorzata Kempisty
48. Kamila Drozdowicz
49. Bartek Drozdowicz
50. Jarosław Budny (Szczesiul) – Jarecki
51. Cezary Tomaszewski – Polo
52. Katarzyna Ostaszewska-Friedrich (Ostaszewska)
53. Ewa Jarmuszewicz
54. Alicja Tomaszewska (Leonowicz) – Walizka
55. Mariusz Bółkowski – Bóła
56. Tomasz Stawarki – Cycek
57. Karolina Minakowska – Karo
58. Iwona Pietkiewicz
59. Anna Stawarska (Szczepańska)
60. Paulina Drozdowicz
61. Jolanta Łukasik (Kucharska)
62. Szymon Rozwadowski
63. Łukasz Rozwadowski – Komar
64. Katarzyna Nowakowska (Szczerbuk)
65. Marek Pacholec – Maras
66. Jarosław Kowalczyk – Kowal
67. Paweł Łukasik
68. Bartosz Rybiński
69. Katarzyna Rzempołuch-Pallasch (Rzempołuch)
70. Tomasz Jarmuszewicz
71. Beata Gwiazda
72. Anna Kowalska (Szczerbuk)
73. Beata Chryszczanowicz – Beta
74. Alicja Kindler (Nowak)
75. Amelia Kindler
76. Piotr Łazarczyk – Partyzant
77. Joanna Wróblewska-Klamra (Klejna)
78. Anna Rybińska
79. Andrzej Kindler – Killer
80. Aniela Kindler
81. Mateusz Kindler
82.Aleksandra Kupczałojć
83. Zbigniew Wróblewski
84. Jarosław Rybiński – Ryba-Czołg
85. Miłosz Rybiński
86. Renata Obrębska (Jasiukiewicz)
87. Andrzej Zysk – Duży Zyziek
88. Zuzanna Obrębska
89. Anna Żuchlińska – Poziomka
90. Matylda Żuchlińska
91. Pola Żuchlińska
92. Łukasz Łukaszewski
93. Maria Szałkowska (Mikulewicz) – Majka
94. Michał Wawrzyniak – Jankes
95. syn Jankesa?
96. Robert Zienkiewicz – Robas
97. Kajetan Szałkowski
98. Hubert Kowalczyk

Dwie sesje
Po zdjęciu do wyboru był bieg patrolowy, sesja historyczna i tradycyjne LDGB. Zakładając, że nikt nie przejechał leżeć w pokoju (chyba że...), daliśmy do wyboru uczestnikom bieg patrolowy + I sesję historyczną lub bieg patrolowy + II sesję historyczną. Skutek był taki, że na pierwszej sesji było kilkanaście osób, a na drugiej sala pękała w szwach. Nie ma to, jak dogadać się z uczestnikami („Na pierwszą sesję zapraszam pokoje nieparzyste. Powtarzam, na pierwszą sesję zapraszam pokoje parzyste”).


„Poszarpana historia Szarpi”, sesja I – godz. 16.30-18.00:


„Poszarpana historia Szarpi”, sesja II – godz. 18.15-19.10 + 20.00-20.25 (z przerwą na kolację, wiadomo – kuchnia to najważniejszy czynnik programotwórczy):


Bieg patrolowy znam ze zdjęć, widać, że Joseph jeńców nie brał.


I chyba nikt nie żałował przyjazdu do Perkoza.


To jest frekwencja ogniskowa


Według mojego Excela sobotnie ognisko zgromadziło najwięcej uczestników zlotu, może nawet 110. Przybyli również goście, m.in. Canis.


Odwiedził nas Kuba, czyli wywodzący się z „Szarpi” sam komendant hufca i chorągwi w jednej osobie, przywitany sygnałem trąbki właśnie przez Canisa.


Gitara przechodziła z rąk do rąk. Grał Wertepiusz, Aśka, Killer, Gałąz, Joseph, Canis, nawet ja wystawiłem na próbę cierpliwości tych wszystkich, którzy chcieli śpiewać klasyczne wersje z harcerskiej listy przebojów (pytanie czy ja zmieniam aranżację z przekory czy z nieumiejętności zagrania dwa razy tak samo). Od 110-osobowej frekwencji około godziny 21.00 doszliśmy do piętnastu osób około godziny 1.30, które udało się mi z pomocą Cypka rozpędzić recitalem, na który złożyły się moje tłumaczenia i piosenki własne.


Do zobaczenia za...


Niedzielny apel to już była rutyna. Najbardziej wytrwali zlotowicze znów zameldowali pokojami i wysłuchali kolejnego rozkazu, z którego wynika, że ciąg dalszy nastąpi. Za ile? Za rok, za pięć czy za trzydzieści? (rozkaz zawierał błędne dane statystyczne, nie sposób się Was doliczyć...).


Chyba nie będziemy czekać trzydziestu lat. Jak to skomentowała Natalia – impreza się skończyła, a my nie mogliśmy się długo rozjechać.


Dogrywka
No pewnie. Przyjechałem pierwszy, to i wyjadę ostatni. Poszliśmy na plażę z Cypkiem zrobić sobie dogrywkę. Na rozgrzewkę coś góralskiego:


„Norwegian Wood” w dużo lepszej wersji niż kilka godzin wcześniej na sobotnim ognisku:


„Riders on the Storm” w nadziei, że żadnej burzy nie będzie:


Coś dla prawdziwych mężczyzn, czyli „Another One Bites the Dust” (przydałby się bas):


No i na finał pobytu w Perkozie kompozycja własna Cypka:


Aneks
Sprawdzona, poprawiona i chyba prawdziwa statystyka zlotowa jest doprawdy imponująca. Ciągle nie mogę się doliczyć, ale wierząc w potęgę swego Excela zakładam, że:
- gościliśmy na zlocie 120 osób, w tym jedną nienarodzoną
- nocowały 74 osoby
- przybyło 31 Szarpi
- przybyło 40 harcerzy z zaprzyjaźnionych drużyn
- przybyło 49 członków rodzin, w tym jedno dzieciątko w drodze
- gościliśmy 56 dziewczyn i 63 chłopaków oraz dzieciątko w drodze
- w podziale wiekowym – 92 dorosłych, 21 dzieci i młodzieży, sześciu maluchów i jedno dzieciątko w drodze
- przygrywało nam sześć gitar
- reprezentowane drużyny: Szarpie w kilku odmianach, Komigro, Takselki, Swobodne Elektrony, Kangury, Labirynt, 260 ODH, Wakonda, Baszta, 6 ODH, Tam i z Powrotem.



K O N I E C

Korzystałem ze zdjęć i filmów własnych oraz zdjęć Marasa, Gosi, Dziewiątki, Natalii.