niedziela, 25 października 2015

Mogą mi nagwizdać

Przez wiele miesięcy nie mogłem skończyć tłumaczenia tej piosenki. Aż wreszcie przyszedł wieczór wyborczy i wszystko poszło jak z płatka. Nie ma to jak dobra stymulacja. Ale bez histerii. W końcu, jak mówi prawo skautowe z 1907 roku, „skaut śmieje się i gwiżdże w każdej ciężkiej przygodzie”. Razem z nami gwiżdże Eric Idle, autor najsłynniejszej piosenki Monty Pythona. „Always Look On The Bright Side Of Life” pochodzi z obrazoburczego (a jakże) filmu „Żywot Briana” z 1979 roku, który zresztą nie powstałby, gdyby finansowe nie wsparcie George’a Harrisona.


Zanim oddam głos sobie, jeszcze anegdota z 1986 roku. Stoimy na warcie w sztabie V Polowej Zbiórki Harcerzy Starszych na Polance Redłowskiej w Gdyni. Od kilku dni leje deszcz. Ważny druh z Głównej Kwatery ZHP przyprowadza jakiegoś partyjnego kacyka. – Ale pada, a wy tu tak stoicie, biedni – zagaja partyjniak, bo coś do młodzieży trzeba powiedzieć. – Ważna jest tylko ta pogoda, którą mamy w sobie! – odpowiada rezolutnie któryś Szarp. Ważniak z Głównej Kwatery mdleje z rozkoszy, bo oczami wyobraźni widzi już swoją karierę w Komitecie Wojewódzkim PZPR. I pewnie by pogwizdał razem z nami na gównianą pogodę, ale mu nie wypadało. Był bardzo stary. Miał z trzydzieści lat...


Gdy coś ci idzie źle
I prawdziwie smuci cię
Coś innego sprawia, że chcesz kląć
Kiedy kością staje życie
Nie gderaj, zagwiżdż skrycie
I na lepsze zmieni wszystko się

I zawsze jasnej strony życia patrz
Zawsze w jasną stronę życia patrz

Gdy życie śmierdzi potem,
Ty wciąż pamiętaj o tym
Jest jeszcze uśmiech, taniec, śmiech i śpiew
I choć sięgniesz gówna z dna,
Nie bądź głupi wał
Złóż usta w dzióbek, gwiżdż – w tym jest rzecz

I zawsze jasnej strony życia patrz
No więc zawsze w jasną stronę życia patrz

Choć życie bzdurne dość
I śmierć wszak kończy to
Ty wszystkim się na koniec grzecznie skłoń
Choć może byłeś zły,
Uśmiechy ludziom ślij
Ty baw się, przecież masz ostatnią noc

Więc zawsze patrz – ma jasną stronę śmierć
Zanim wydasz już swój ostatni dech

Życie to jest syf,
Gdy się przyjrzeć by
Żyj i śmiej się, śmierć to żart, wierz mi
Widzisz, wszystko to jest show
Śmiej się ciągle idąc stąd
Choć na końcu i tak z ciebie śmieją się

I zawsze jasnej strony życia patrz
Zawsze jasnej strony życia patrz
Zawsze jasnej strony życia patrz
Zawsze jasnej strony życia patrz
Olsztyn, 25.10.2015

Horacy Tłumacy - na Facebooku
Horacy Tłumacy - na YT
Horacy Tłumacy - lista przetłumaczonych piosenek

Chciałbym, żebyś palił cygaro w szalonej maszynie

Szykowałem się do „wydania” polskiej wersji „Wish You Were Here” dokładnie w 40. rocznicę ukazania się tego genialnego albumu. I nawet byłem w zasadzie gotowy, ale padłem ofiarą błędu w polskiej Wikipedii, która podawała, że album ukazał się 15 września 1975 roku. 13 września zorientowałem się, że prawdziwa rocznica minęła poprzedniego dnia i jedyne, co mi zostało, to wyedytować błąd w Wikipedii, co oczywiście, jako szczególarz, uczyniłem:


Zniechęcony utratą okazji do wpasowania się w jubileusz, odłożyłem rejestrację ostatniego przetłumaczonego utworu („Have a Cigar”). Dziś w końcu się zebrałem i oto cała płyta „Wish You Were Here” po polsku:


Zadanie, choć niezaplanowane, było długofalowe. Pierwsze tłumaczenie pochodzi z 28.07.2011, ostatnie z 30.08.2015 (a nie, jak błędnie podaję w filmie, 17.10.2015, mam pecha z tą płytą).


Shine on You Crazy Diamond, Parts I-V i VI-IX


Welcome to the Machine


Have a Cigar


Wish You Were Here


Horacy Tłumacy - na Facebooku
Horacy Tłumacy - na YT
Horacy Tłumacy - lista przetłumaczonych piosenek

piątek, 23 października 2015

Legalnie połamane rytmy

Każdy od czegoś zaczynał. Niektórzy od Przeglądu Muzycznego „Gazety Olsztyńskiej”, który ma za sobą wieloletnią tradycję, kilka zmian formuły oraz wielu bardzo znanych laureatów, że wymieńmy tylko grupy Afromental czy Enej, a z nowszych czasów rozwijające właśnie skrzydła zespoły Nomakeup i Ejtobangla.
W tym roku impreza odbyła się w niezawodnym Centrum Edukacji i Inicjatyw Kulturalnych, idealne miejsce na przegląd muzyczny. Fachowa konferansjerka w wykonaniu Mateusza Przyborowskiego.


Na pierwszy ogień Legarytmy z Olecka w składzie: Dominik Gałązka – sax, Krzysztof Pęcak – b, Wojciech Nowel – dr, Maciej Śnieżyński – g, Michał Bućwiński – sax. Jak się ktoś nazywa Gałązka i pochodzi z Olecka, to chyba nie jest przypadek?


Od razu mi się spodobali i w ciemno typowałem ich do nagrody. Jury mnie nie zawiodło.


Na drugi ogień Contrast ze Spychowa (w roli Juranda obsadziłbym basistę), czyli młodzi, ale zdolni: Gabrysia Morawska – voc, alt, Wiktoria Barszcz – key, alt, Hubert Kobus – b, Mateusz Ozga – g, Wojciech Łachacz – g, Damian Sawicki – dr.


W zespole jest potencjał. Chciałbym ich jeszcze zobaczyć za dwa-trzy lata.


Na trzeci ogień Divided Desires z Olsztyna: Julia Warnel – voc, Kuba Sienkiewicz – g, Artur Pyśk – b, Kuba Kosikowski – dr.


Chyba najciekawszy wokal dzisiejszego wieczora. A w zespole w którymś z utworów (nie tym) odnalazłem dalekie echo Big Brother and the Holding Company (chyba że byłem zmęczony przedwyborczymi atrakcjami i mi się na uszy rzuciło).


Na czwarty i ostatni ogień Guzik z Olsztyna: Martyna Jaskulska – voc, Piotr Dejnak – g, voc, Adrian Krawczyk – key, voc, Łukasz Borowiecki – b, Krzysztof Sydor – dr.


Perkusistę widzieliśmy rok temu z zespołem Ejtobangla. Wiadomo, jest nadprodukcja gitarzystów i wokalistów, a na basie i perkusji nie ma komu grać, więc jeden zdolny pałker obsługuje kilka zespołów.


Jury poszło sobie na pięterko na obrady (nie zazdroszczę zadania i odpowiedzialności), a na scenie ubiegłoroczny laureat, któremu zwycięstwo w Przeglądzie Muzycznym Gazety Olsztyńskiej dało impuls do rozwoju.


Czyli Nomakeup z Lubawy. Zawodowcy.


Obrady jury się przedłużały, istniały obawy, że się tam pobili na pięści, ale zapewnili, że obeszło się bez rękoczynów. Werdykt salomonowy:
- trzecie miejsce Contrast,
- drugie miejsce Guzik,
- pierwsze miejsce Legarytmy i Divided Desires.


Ale Legarytmy pierwsze bardziej i to one zagrały jako główny laureat.


Nie przepadam za reggae i innymi ska-kanymi stylami, ale na koncercie Legarytmów bym się nie nudził.


Ostatni utwór dzisiejszego wieczora – „Muzyczny introligator”. Mniej reggae, więcej rocka. Dlatego właśnie bym się nie nudził.


Widzimy się za rok.

niedziela, 18 października 2015

Nie liczę zjazdów ni dat

Który to już mój zjazd wyborczy... Właśnie, który? Kiedyś zjazdy się numerowało, ale to było w zamierzchłych czasach stabilnych kadencji i bez ciągłych zmian statutu. Przyjmijmy więc po prostu, że dziś byłem na kolejnym zjeździe wyborczym naszego hufca ZHP „Rodło”. Mam nawet na to dowód. Mandtat (nie, z tego powodu zjazdu nie unieważnimy) nr 11.


Od 1999 roku zjazdy odbywamy przeważnie w ratuszu, w sali 219. Gdy gościliśmy tu pierwszy raz, było to jeszcze miejsce posiedzeń Rady Miasta.


Na początku każdego dobrego zjazdu muszą być odznaczenia. Tym razem padło na Marasa, który dostał Brązowy Krzyż za Zasługi dla ZHP (ja mam srebrny). Radek i Justyna z brązowymi odznakami za Zasługi dla Chorągwi Warmińsko-Mazurskiej. Gratulacje!


A potem część sprawozdawcza, wniosek o absolutorium i inne statutowe sytuacje.


Następnie odcinek pt. „Tak się kończą wasze zabawy”, czyli był kandydat i go nie ma.


Na szczęście się odnalazł i Komisja Skrutacyjna mogła przeprowadzić wybory.


Wybory tajne, więc wyciągamy karteczki. Kandydaci do Komisji Rewizyjnej oraz na komendanta hufca na mojej niewypełnionej jeszcze karcie do głosowania:


Głosuje Makaron. Ciekawe, czy się skreślił. Nie pytałem, wybory tajne.


W roli urny wyborczej wystąpił beret. Lubię pragmatyczne sytuacje.


Hm. Jakub Zięty ponownie komendantem naszego hufca. Sznur przypina hm. Ewa Dyrda, pełnomocnik komendanta chorągwi hm. Jakuba Ziętego.


Nowy komendant, nowa komenda. Ale trzeba ją najpierw wybrać. O, jestem na liście.


Głosy się liczą, a w tym czasie pracuje Komisja Uchwał i Wniosków.


Pierwsze, organizacyjne, posiedzenie nowowybranej Komisji Rewizyjnej Hufca. Od lewej: Marcin Wójcik, Marek Pacholec, Kamila Janczewska, Rafał Śliwiak. Brakuje Rafała Paszkowskiego. Przewodniczącym KR został Marek Pacholec.


Nasz nowy skarbnik, Jarosław Skórski.


Składam oświadczenie o niekaralności. Takie czasy.


Sztandar wyprowadzić! Koniec oficjalnej części Zjazdu (nasz sztandar ma już prawie pół wieku i zasłużył na odpoczynek w muzeum, zbieramy na nowy):


Na koniec seria pamiątkowych zdjęć. Wszyscy uczestnicy dzisiejszego Zjazdu, którzy wytrwali do godziny 22.19:


Nowa Komisja Rewizyjna Hufca:


Nowa Komenda Hufca. Na dole od lewej Robert Zienkiewicz, Marta Mączyńska, Magdalena Świderska, Jakub Zięty (komendant), Jarosław Skórski, Agnieszka Sadowska, na górze Anna Kobza, Rafał Myszka:


Który to już mój zjazd wyborczy... Prawie dwóch trzecich nowego składu Komendy Hufca (a przecież nie jest taka młoda) nie było jeszcze na świecie, gdy w 1982 roku po raz pierwszy podnosiłem mandat na konferencji sprawozdawczo-wyborczej (taka wówczas obowiązywała nomenklatura) hufca Kętrzyn. Po latach napisałem nawet „Piosenkę sprawozdawczo-wyborczą” na ten temat:

Orderami zabrzęczało,
To na salę obrad weszło
Bardzo ważne ciało.
Na nikogo nie czekamy,
Bo druh Kworum jest obecny,
Konferencję zaczynamy.

Zawodowi harcerze,
Kto was dzisiaj zabierze,
Bo na pewno nie my.
Marzycie o etacie,
A harcerzy nie znacie,
Odpadacie więc z gry.

Referacik programowy
Intrygujący jest bardzo.
Spać nie podpierając głowy
Jest to sztuka arcyważna,
Zwłaszcza kiedy konferencja
Niczym pogrzeb jest poważna.
Reszel, 14.02.1988

Na szczęście tamte czasy minęły...


Filmowo:

sobota, 17 października 2015

Patrzę jak płynie za łzą łza

Rolling Stonesi, którzy zaczynali od nagrywania obcych utworów (ich pierwszy singel z jesieni 1963 roku to utwór Chucka Berry’ego, a na drugim posiłkowali się piosenką spółki Lennon/McCartney), pół roku później sami obdarowali pewną artystkę swoją kompozycją. Tą artystką była Marianne Faithfull. Nie miała jeszcze 18 lat, gdy w czerwcu 1964 roku nagrała napisaną dla niej piosenkę „As Tears Go By”. Podpisana jest przez trzech facetów: Mick Jagger, Keith Richards i Andrew Loog Oldham. Ten trzeci, czyli manager zespołu, którego wkład w powstanie utworu polegał na tym, że zamknął dwóch Stonesów w kuchni i nie wypuścił, dopóki nie napisali piosenki (bo przecież Beatlesi już pisali sobie sami), dopisał się zapewne ze świadomością, że prawdziwe pieniądze zarabiają autorzy na tantiemach. Inwestycja Jaggera była jeszcze lepsza, dwa lata później związał się z Marianną (do czasu, aż zastąpiła ją Bianca Pérez-Mora Macias).
Piosenka w wykonaniu Faithfull okazała się przebojem i otworzyła jej drzwi do kariery, więc rok później Stonesi na wszelki wypadek nagrali autorską wersję „As Tears Go By”, która trafiła na amerykański album „December's Children (And Everybody's)” (wydany stosownie do nazwy w grudniu 1965 roku). Nie zapominają o tej jednej ze swoich pierwszych kompozycji nawet po kilkudziesięciu latach.


Moje tłumaczenie na zlecenie słuchacza (chociaż do Rolling Stonesów zachęcać mnie nie trzeba).


Znowu jest wieczór, jak co dzień
Patrzę jak dzieci bawią się
Uśmiech w oczach widzę ich
Lecz to nie mi
Patrzę jak płynie za łzą łza

Bogactwo nie da tego mi
Chciałbym śpiew słyszeć dzieci mych
Słyszę tyle dźwięków w krąg
Lecz to deszcz o ziemię wciąż
Patrzę jak płynie za łzą łza

Znowu jest wieczór, jak co dzień
Patrzę jak dzieci bawią się
Robią coś od nowa znów
Robiłem to już
Patrzę jak płynie za łzą łza
Olsztyn, 17.10.2015

Horacy Tłumacy - na Facebooku
Horacy Tłumacy - na YT
Horacy Tłumacy - lista przetłumaczonych piosenek

70 lat specjalności

Z tygodniowym opóźnieniem świętowaliśmy dziś 70. rocznicę powstania Chorągwi Warmińsko-Mazurskiej ZHP im. Grunwaldu (Komenda Warmijsko-Mazurskiej Chorągwi Harcerzy została powołana do życia 10 października 1945 roku). Różne rzeczy się działy (apel, gra, ognisko), ale ja wybrałem Konferencję Naukowo-Instruktorską „Wychowanie przez specjalności”.


Ostrzyłem sobie zęby na kilka planowanych wykładów (choćby hm. Kazimierza Marcyniuka) i wprawdzie nie wszyscy prelegenci pojawili się w Sali Konferencyjnej Urzędu Wojewódzkiego w Olsztynie, ale nie był to czas stracony.


Część oficjalną (przyznajmy, nieco przydługą) poprowadziła phm. Monika Chmiel, komendant obchodów 70-lecia naszej chorągwi.


Gościliśmy m.in. marszałka województwa Gustawa Marka Brzezina.


Odwiedził nas również burmistrz Kętrzyna Krzysztof Hećman, który otrzymał Złoty Krzyż za Zasługi dla ZHP (gratuluję, ja mam tylko srebrny).


Podziękowania również dla gości z Olsztyna.


Oraz odznaki kadry kształcącej dla naszych.


I zanim przeszliśmy do części naukowej konferencji dwa wystąpienia. Michał Ludkiewicz opowiedział o orneckiej drużynie reprezentacyjnej ZHP.


Robią tam naprawdę świetną robotę.


I jeszcze Dorota Limontas opowiedziała o udziale harcerzy z naszej chorągwi z japońskim Jamboree.


Też robili tam dobrą robotę.


I moglibyśmy już przejść do konferencji, ale jeszcze podziękowania naczelniczce ZHP hm. Małgorzaty Sinicy


I jeszcze niezawodnym przyjaciołom z wojska.


I już komendant chorągwi hm. Jakub Zięty mógł otwierać część naukową naszego dzisiejszego spotkania.


Wstęp naukowy do konferencji pt. „Wychowanie przez specjalności” uczyniła dr hm. Halina Płocha z UWM. Usprawiedliwiła nieobecność kilku zapowiadanych osób, m.in. dr. hm. Jakuba J. Czarkowskiego, który miał wygłosić referat „Specjalności w harcerstwie – harcerstwo w specjalnościach”. Dr Płocha omówiła statystykę drużyn specjalnościowych na przestrzeni kilkudziesięciu lat istnienia naszej chorągwi.


Na mównicy mgr hm. Henryk Leśniowski, emerytowany dziennikarz „Gazety Olsztyńskiej”:


Temat jego wystąpienia – „Z pożółkłych stron gazet 1945-1949”.


Następnie miał być blok poświęcony ośrodkowi „Perkoz”, zapowiadane były wystąpienia dr. hm. Kazimierza Marcyniuka (komendanta chorągwi w latach 60.) – „Warmińsko-Mazurski Ośrodek ZHP Perkoz k. Olsztynka – geneza, marzenia i rzeczywistość (1966-1968)” oraz mgr. hm. Zbigniewa Gajewskiego (komendanta SHS „Perkoz” w latach 1983-1985) – „Perkoz – moja wielka przygoda”. Niestety, zabrakło obu druhów, ale wspaniale zastąpiła ich hm. Małgorzata Arendt, instruktorka SHS „Perkoz” w latach 1983-1987.


Gosia, jak sama przyznała, nie byłaby sobą, gdyby na początku swego wystąpienia nie rozładowała naukowego napięcia, intonując harcerską piosenkę. A potem popłynęła opowieść o tym, jak Szkoła Harcerstwa Starszego wpłynęła na nasze pokolenie, zarówno na wychowanków, jak i na wykładowców.


Potem była przerwa, którą Gosia wykorzystała do wpisu w księdze pamiątkowej, a ja do załatwienia prywatnej sprawy na mieście.


Po przerwie wystąpienie dr. Marka Siwickiego z UWM (ponad dwadzieścia lat temu mego starszego kolegi z pracy w „Gazecie Wyborczej”), niezłego gawędziarza.


O czymż mógł mówić gawędziarz, jak nie o żeglarstwie – „Powojenne początki aktywności żeglarskiej harcerzy na Warmii i Mazurach do 1960 roku”.


Następnie dwa bardzo ciekawe wspomnienia o drużynach artystycznych działających w Olsztynie. Mgr inż. Piotr Grabowski przypomniał słynną Krusynę.


Temat wystąpienia „Krusyna – harcerska służba w tanecznym korowodzie (1958-1973) – wspomnienia”.


Drugi znany zespół artystyczny przedstawił hm. Janusz Laddy.


Była to oczywiście Arabeska – „Harcerski Zespół Wokalno-Instrumentalny Arabeska – wspomnienia, kalendarium działania”.


I prawdziwie naukowy akcent na koniec w wykonaniu dr hm. Moniki Maciejewskiej z UWM.


„Działalność harcerstwa w Zakładach Kształcenia Nauczycieli na Warmii i Mazurach”.


W związku z brakiem czasu nie dane nam było wysłuchać kilku wystąpień, które znajdą się w wydawnictwie pokonferencyjnym:
- hm. Lech Dobradin – „Drużyny obrony przeciwlotniczej i atomowej w Olsztynie”,
- mgr hm. Dorota Jeżowska-Olszewska – „Poznawanie historii Warmii i Mazur poprzez działania archeologiczne”,
- mgr hm. Maria Gotczenia – „Olimpiady Wiedzy Technicznej”,
- oraz nieobecnego dr. hm. Kazimierza Marcyniuka – „Ośrodki wypoczynku letniego w Chorągwi Warmińsko-Mazurskiej ZHP im. Grunwaldu (1962-1968)”.

piątek, 9 października 2015

Spierając się z samym sobą

Kto odważny, niech najpierw posłucha debiutanckiej płyty The Beatles, pełnej uroczych piosenek z łatwo wpadającymi w ucho melodiami, a zaraz potem niech sięgnie po wydany półtora roku przed oficjalnym rozwiązaniem zespołu pierwszy solowy album lidera tej grupy o prowokacyjnym tytule „Dwie dziewice” i jeszcze bardziej prowokacyjnej nagiej okładce, zawierający muzykę eksperymentalną, daleką od potocznego rozumienia tego słowa. Obie płyty dzieli ledwie pięć lat i nie można przesadzić ze zdziwieniem, że stoi za nim ten sam człowiek. Gdyby nie kule wystrzelone przez obłąkanego fana, John Lennon skończyłby dziś 75 lat. Liczne przykłady nie tylko z rockowego świata świadczą, że nie musiałby to być wiek emerytalny (weźmy będących niemal bez przerwy w trasie i szykujących podobno nowy album Stonesów, z których najstarszy ma 74 lata, weźmy aktywnego i nadal wydającego świetne płyty 81-letniego Leonarda Cohena, a choćby i o dekadę starszego Charlesa Aznavoura, który też nie zamierza schodzić ze sceny!). Wprawdzie Lennon w połowie lat 70. wycofał się z muzyki, by poświęcić się wychowaniu syna, ale długo na tej dobrowolnej emigracji wewnętrznej nie wytrzymał.
Kim byłby dzisiaj? Choć jego ostatnia płyta była apoteozą życia rodzinnego, to przecież nagrał wiele utworów o rewolucyjnej wręcz wymowie, w których potępiał wojnę, walczył o równouprawnienie kobiet i mniejszości etnicznych, spierał się z polityką i religią, a czasem i samym sobą. Jak skomentowałby upadek komunizmu? Czy spotkałby się, jak choćby Bob Dylan czy Bono, z papieżem? Co by powiedział Europejczykom na temat ludzkiej solidarności?

(mój felieton z dzisiejszej "Gazety Olsztyńskiej")
http://www.kupgazete.pl/Wydanie/15351

poniedziałek, 5 października 2015

Szukał, burzył, budował

Jeden z ostatnich przedstawicieli pokolenia Kolumbów, rocznik 1921. To prawda, że nie literat (choć autor tekstów) i jeśli weźmiemy pod uwagę losy wojenne, też nie był jego typowym przedstawicielem. W długim i bogatym życiorysie zmarłego w sobotę w Gdyni Franciszka Walickiego urzeka typowa dla najwybitniejszych przedstawicieli jego generacji renesansowa wręcz wszechstronność, otwartość na nowe wyzwania i ciekawość świata. Trochę z konieczności, a trochę z dzielności, w jaką wyposażyła młodych Polaków odrodzona Rzeczpospolita. Wielu rówieśników Franciszka Walickiego zaczynało przed wojną studia prawnicze, lekarskie czy wojskowe, z przyczyn oczywistych przerywane lub niekończone, by po zawierusze wojennej budować od nowa swoją karierę zawodową w zupełnie nowej profesji. Walicki też imał się kilku zajęć. Zaczął studia w Państwowej Szkole Morskiej i zdążył opłynąć na „Darze Pomorze” ładny kawałek świata. Po wojnie kontynuował przygodę z morzem, ale już jako dziennikarz. W latach 50. zainteresował się jazzem, współorganizując legendarne festiwale w Sopocie. Bardzo szybko zaintrygował go również rock and roll, muzyka z dzisiejszego punktu widzenia banalna, ale w tamtych czasach niosąca z sobą, podobnie zresztą jak jazz, ogromny ładunek wolności czy nienazwanej rebelii. Całe zresztą szczęście, że bunt był ukryty między wierszami, a raczej między nutami, bo by jeszcze Władysław Gomułka zabronił rock and rolla. Władza rocka nie zabroniła, może również dlatego, że Walicki wymyślił dla tej muzyki maskującą nazwę big bit, przekutą potem w muzykę mocnego uderzenia. Ale Rythm and Blues, pierwszy zespół z jego bogatej stajni, władza na wszelki wypadek zastopowała, gdy młodzież zachowywała się na koncertach zbyt entuzjastycznie. Reakcja Walickiego była najprostsza z możliwych, wywodząca się właśnie z tej przedwojennej szkoły dzielności – doprowadził do powstania kolejnego zespołu, potem kolejnego. Rock and roll w swej pierwotnej, bigbitowej postaci, okrzepł w Polsce również dzięki niemu. Trzymając rękę na pulsie pchnął polską muzykę rozrywkową jeszcze kilka razy do przodu – sugerując Breakoutom pójście w zdecydowanie rockowym kierunku, otwierając pierwszą polską dyskotekę z prawdziwego zdarzenia czy wspierając w pierwszych latach kariery zespół SBB. Nie ma ani grama przesady w nazywaniu go ojcem chrzestnym polskiego rocka.

(mój felieton z dzisiejszej "Gazety Olsztyńskiej")
http://www.kupgazete.pl/Wydanie/15318

niedziela, 4 października 2015

Powrót do przeszłości

To nie było ani odgrzebywanie sentymentów, że podeprę się „Seksmisją” (chociaż Archeo pojawiło się w naszych zlotowych wspomnieniach), ani tym bardziej folgowanie szczątkom swojej młodości, że podeprę się Piwnicą pod Baranami. To był regularny powrót do przeszłości i to bez najmniejszego udziału Roberta Zemeckisa. Wszystko było jak 30 lat temu. W roli wehikułu czasu wystąpił niezawodny Perkoz. Kiedyś nasza ostoja, dziś jemu samemu przydałoby się nasze wsparcie. Ale na naszym niskim wpisowym raczej się nie upasł.


(Nie)wrogie przejęcie
Gdy 24 sierpnia odebrałem telefon od Josepha, nie wiedziałem jeszcze, jakie będą tego konsekwencje. Nie wiem, kto wpadł na pomysł spotkania z okazji XXX-lecia 2 Olsztyńskiej Męskiej Drużyny Harcerskiej „Szarpie”, ale narodził się on na pewno przy okazji planowanego zlotu 70-lecia hufca ZHP „Rodło”. Termin zlotu „Rodła” był znany od wielu miesięcy, anonsowało się na niego sporo osób z kraju i zza granicy. Wydawało się, że czeka nas historyczny zlot nad zloty. W drugiej połowie sierpnia duży zlot stanął pod znakiem zapytania, więc świeżo powołany komitet organizacyjny jubileuszowego spotkania Szarpi bezczelnie przejął termin 2-4.10.2015 roku, wychodząc ze słusznego założenia, że wraz z terminem uda się przejąć zainteresowanych zlotem zagrzebanych w archeologicznych warstwach weteranów.


W oparach shāwarmy
Całą imprezę, którą początkowo nieśmiało nazywaliśmy spotkaniem, a potem bezczelnie, wraz ze wzrostem liczby uczestników, przemianowaliśmy na zlot, zorganizowaliśmy na czterech zaledwie spotkaniach plenarnych:
1. Piątek, 28.08.2015 w restauracji Sphinx (byłem zaledwie 50 minut, bo spieszyłem się na koncert). Obecni: Bóła, Gałąz, Joseph, Robas, Radas, Jarecki, młody Zyziek, Śmiechu, Rychu, Kędzior. Przebieg: podział zadań, powołanie grup roboczych.
2. Piątek, 4.09.2015 w restauracji Sphinx. Obecni: Bóła, Gałąz, Joseph, Robas, Radas, Śmiechu, Rychu. Przebieg: omówienie zarysu programu, ustalenie zasad rekrutacji i wpisowego.
3. wtorek, 22.09.2015 w restauracji Sphinx, obecni: Bóła, Gałąz, Joseph, Robas, Radas, Śmiechu, Partyzant, Koziołek, Baśka, Kędzior. Przebieg: zatwierdzenie listy uczestników, zatwierdzenie programu.
4. poniedziałek, 28.09.2015 w biurze Szarpie Travel. Obecni: Bóła, Gałąz, Joseph, Robas, Radas, Śmiechu, Baśka, Kędzior. Przebieg: omówienie sposobu realizacji poszczególnych punktów programu, przygotowanie kuponów żywnościowych.

Odbyły się również spotkania w podgrupach, najaktywniejszy siłą rzeczy był zespół programowy, który odbył nawet wizję lokalną (jakby nigdy wcześniej jego członkowie nie byli w Perkozie...). W sprawie programu najbardziej burzliwe dyskusje dotyczyły proporcji między ilością zajęć fizolskich i tych, który dadzą szansę na nostalgiczne pogawędki. Poziom wypracowanego kompromisu można znaleźć w oficjalnym programie.


Wszyscy do cel
Kimż byłbym bez Excela? Pierwszą moją czynnością po otrzymaniu zadania promowania naszej imprezy i zbierania uczestników było zrobienie odpowiedniej tabelki. Urosła od skromnych sześciu do słusznych pięćdziesięciu trzech kolumn (całe szczęście, że mam certyfikat uprawniający do przetwarzania danych osobowych):
imię
nazwisko
panieńskie
pseudonim
mail
telefon
uwagi
decyzja
FB
strona
Szarpie
wiek
kategoria
znaczek
wpłata
sponsorzy
kasa
wydatki co?
wydatki ile?
saldo
torby dla rodzin
numer pokój
liczba osób
obecni
nocleg
koszulka
śpiewnik
Szarpie
harcerze
nieharcerze
K
M
dorośli
dzieci i młodzież
maluchy (początkowo ta kolumna nazywała się „niemowlaki”, ale jedna matka Polka wytłumaczyła mi, że dzieci w wieku trzech lat już mówią)
razem
PT kolacja
PT ognisko
PT kuźnica
PT nocleg
SO śniadanie
SO program
SO obiad
SO zdjęcie
SO program
SO kolacja
SO ognisko
SO dogrywka
SO nocleg
ND śniadanie
gitara

Tak się wciągnąłem w organizowanie frekwencji, że jeszcze przed zlotem czułem, jakbym już go przeżył. Tyle maili, tyle esemesów, tyle telefonów, spotkań, wiadomości na Facebooku, tyle rozmów po latach, często po ćwierć wieku... Mój zlot z Wami trwał przez cały wrzesień, dziękuję!

Z archiwum S
Drugim moim zadaniem było zbieranie materiału zdjęciowego. Moje archiwum jest potężne, ale zbiory dotyczące pierwszej dekady Szarpi mam akurat mizerne. To się na szczęście zmieniło! Po miesiącu moje zbiory wzrosły o 1686 zdjęć, często bardzo sensacyjnych, z 1985, 1986, 1987, 1988, 1989, 1990... Było się czym podzielić na wystawie, było z czego zrobić historyczną prezentację. Zbiory wzbogacili: Gałąz, Koziołek, Asia, Karolina, Baśka, Śmiechu, Radas, Bóła, Ryba, Kasia. Dziękuję!


I nie prawdą jest, że całą noc kolorowałem zdjęcia. One naprawdę są kolorowe od pierwszego naświetlenia. Jakże miło, że Gałąz inwestował w Agfę. Prawdą jest natomiast, że ostatnie zdjęcia dorzucałem do naszej prezentacji w piątek rano, używając w roli skanera swego EOS 600D, z całkiem udanym skutkiem. To na przykład o 9.24 rano:


Łącząc tradycję z nowoczesnością
Trzecim moim zadaniem (nie za dużo?) był śpiewnik. Gałąz wybrał dwadzieścia kilka piosenek z epoki, ja dołożyłem trzy utwory napisane przez siebie. Cyzelowałem 32-stronicową książeczkę przez trzy tygodnie, dokładając coraz to lepsze zdjęcia, dopieszczając opisy, wstawiając kody QR. W ten oto sposób śpiewnik połączył tradycyjną treść z nowoczesną formą. Druku podjął się Śmiechu, ale składać już mu się nie chciało, więc znalazł podwykonawcę.


Gałąz się nie zmieścił
Nie obyło się bez wzięcia urlopu na piątek. Już w drodze, z rogatek Olsztyna zameldowałem się telefonicznie Śmiechowi i Bóle. Śmiechu wyruszał właśnie spod biura, a Bóła drapał się w swą łysinę (co widziałem oczami wyobraźni), zafrasowany jak ma zmieścić do swego samochodu Gałąza, który zamiast wojskowej kostki stawił się do wyjazdu z Największym Neseserem Świata, o tarczach i łukach nie wspominając... Ostatecznie słomianka pojechała chyba z Kędziorem.


Odwiedzam Perkoz regularnie od 1983 roku, poprzednio byłem w 2013 roku na zlocie innego XXX-lecia (trzydzieści lat od powstania Szkoły Harcerstwa Starszego). Nie czułem więc tego dreszczu emocji, który towarzyszył zapewne tym wszystkim, którzy przemierzali kultową trasę Olsztynek-Mierki-Waszeta po raz pierwszy od 20 czy 30 lat. Ja pierwszy raz jechałem z Olsztyna do Olsztynka 32 lata temu pociągiem z kowbojskimi wagonami, zafascynowany w pobliżu Ameryki widokiem szosy biegnącej równolegle do torów. Co zostało z tego Dzikiego Zachodu, gdy Olsztynek opasuje dziś nowoczesna obwodnica... A, zapomniałem, Polska w ruinie. I w Biedronce. Musiałem zajechać do dyskontu, by kupić dwie czekolady, przyrzeczone publicznie w konkursie facebookowym.

Recepta na recepcję
Z dumą informuję, że przybyłem na zlot jako pierwszy. Zaparkowałem przed Perkozem około godziny 15.00. Kilka minut po mnie przyjechał Bóła z rodziną i Gałązem, a za nimi rodzina Śmiechów. Przydzieliliśmy sobie najgorsze pokoje, zaobserwowaliśmy powódź na I piętrze, która w efekcie wyłączyła nam dwa pokoje z użytkowania (na szczęście konkurencyjna impreza w Perkozie została odwołana, więc przejęliśmy inne pokoje) i przystąpiliśmy do przygotowywania polowej recepcji. Czyli postawiliśmy stolik a na nim mój laptop z moim Excelem.


Następnie zajęliśmy się torbami, czyli pakietami dla poszczególnych rodzin:
- znaczki
- śpiewnik
- koszulki
- talony żywnościowe.


A na finał przygotowań przypisałem uczestników do poszczególnych pokojów, więc wszelkie zażalenia na chrapanie można kierować do mnie.

Cypek na piechotę
Tak przygotowani mogliśmy spokojnie czekać na uczestników. Spokojnie? Niecierpliwie! Jako jedni z pierwszych przybyli Dorota, Paweł i Jacek Bielkuńscy.


A potem sypnęło jak z rękawa, nie nadążyłem odnotowywać w Excelu i wydawać kluczy oraz torebek.


Cypek chciał przybyć tradycyjnie, jak przed 30 laty, piechotą, ale podstępnie pozwoliłem mu na przejście tylko połowy drogi. Wysłany samochód przechwycił go gdzieś na zakręcie z głównej szosy. Uczestnicy przybywali przez cały czas, ostatnia w piątek była przybyła w czasie ogniska ze Śląska Magda Konus (Siwicka), a ostatnia w sobotę dotarła Magda Zielińska (świeżo upieczona Dolnoślązaczka).

Stół szwedzki kolejkowy
Kolacja... Do końca życia będę pamiętał świętą triadę perkozową – śniadanie o 8.00, obiad o 13.00, kolacja o 18.00. Tak było przed laty, w czasach SHS. My na kolację zaprosiliśmy o godz. 19.00. Wszystko zgodnie z planem.


Dziewięcioraczki i inne dziwaczki


Prawdziwy początek zlotu to ognisko. Piątkowe spotkanie przy ogniu poprowadziła Basia we współpracy z Kędziorem.


Taki tandem gwarantował, że zabawa przebiegać będzie w atmosferze przesiąkniętej elementami zuchowymi, z przewagą demokracji kierowanej. Uczestnicy stanęli na wysokości zadania, odnajdując w sobie pierwiastki zuchowe, co było o tyle łatwe, że kilkadziesiąt procent uczestników naszego zlotu nie ukończyło gimnazjum. Bez większych problemów dali się podzielić na pięć zespołów z liderami (wróć! z zastępowymi). Najgłośniej prezentowały się „Dziewięcioraczki” (mimo, że było ich trzynastu) pod wodzą Miśka Kempistego, z okrzykiem „Dziewięcioraczki dostaną sraczki”, w którym czuć i Miśkowe poczucie humoru, i Miśkowe fascynacje kulinarne.


Wprawdzie Walizka stwierdziła, że śpiewnik ma w sercu, ale nasza książeczka bardzo się przydała do zaśpiewania pierwszej piosenki. Tak jak przed trzydziestu laty, pierwszą wspólnie zaśpiewaną piosenką znów było „Tańcz, głupia, tańcz”. Trzeba przyznać, że pierwszego wieczoru śpiewaliśmy jeszcze niemrawo, choćby z racji mniejszej frekwencji, ale drugiego już pełną gębą.


Gdy Wertepiusz zaintonował „Dom malowany”, którego akurat zabrakło w naszym śpiewniku (tak jak zabrakło w nim jakichś 2376 innych utworów), miałem pierwszą refleksję historyczną, taki trening przed sobotnią prezentacją – wspomnienie obozu w Baranówce koło Fromborka w 1985 roku, gdzie ta piosenka była przebojem. Stacjonowaliśmy tam na 11-osobowym obozie szkoleniowym i tak się szczęśliwie złożyło, że wszyscy męscy uczestnicy tej szczególnej imprezy sprzed lat, czyli Robas, Gałąz i Wertepiusz pojawili się w Perkozie. Pojawił się też Cypek, który w Baranówce był wówczas na obozie swojej wałbrzyskiej drużyny „Tam i z Powrotem”.


Z niezawodnych pląsów była m.in. „Misiułeczka”, „Idzie zuch i wicher dmucha”.


Z niezawodnych piosenek „Krajka” (wywołana przez Baśkę: „zaśpiewaj piosenkę, która zawiera słowa ‘słońce wyrusza na włóczęgę’ ”), „Hej! Hej ułani” – a capella oczywiście („czy na tamtym świecie harcerze będziecie” – to już chyba niedługo...). Bardzo niezdyscyplinowani uczestnicy szukali piosenek na nielegalu spoza śpiewnika. Na wezwanie Romana pojawili się skauci, co idą łez doliną.


W związku z tym, że czekał nas dalszy program, udało się nam zakończyć ognisko zaledwie z półgodzinnym opóźnieniem.

Rabatka genealogiczna


Mieliśmy ambitny plan stworzenia drzewa genealogicznego, ale wyszła nam jakaś linia genealogiczna, rabatka właściwie (2 OMDH „Szarpie”) z jednym samodzielnym klombem (2 KS „Szarpie”). Prawdę mówiąc to wszystko było zbyt skomplikowane, te wszystkie transfery, przejścia, przejęcia, zajęcia i rozdęcia, żeby dało się to nam ogarnąć na dwuwymiarowym arkuszu formatu A-0 (co Wróbel podsumował syntetycznym stwierdzeniem „Wszyscy byli z jakichś drużyn”).


Polegliśmy w ćwiczeniach z nauk pomocniczych historii, ale zabawa była przednia. Bo jak zapisać „Bóła”, a jak zapisać „Kędzior”? Ile jąder mają w sumie Szarpie? Czemu Wróbel się wstydzi? No i „Gdzie jest Robas?” – to pytanie formułowane przez jakiś spontaniczny fan club padło ze dwadzieścia razy. Najpierw zarysowały się pierwotne Szarpie, a potem wszedłem ja, cały na biało i napisałem „Robas 1986”. Że niby rozłamowiec, co oczywiście jest nieprawdą, bo ja tylko zbierałem odsuniętą najstarszą warstwę.


W sumie na tablicę udało się przypiąć 42 karteczki z imionami i ksywami. A dałoby się drugie tyle.


W malinowym chruśniaku


Nie było jeszcze północy, gdy z genealogii przeszliśmy do uczuć. Bóła rozpoczął tradycyjną kuźnicę o miłości. Jej temat pozostaje wprawdzie nieodgadniony, ale padło sporo refleksji, na wszelki wypadek nie rejestrowanych przez kamerę. Bóła nastrój zbudował jak przed laty na wierszu Leśmiana.


Ja postawiłem kropkę na i swoją napisaną dokładnie 29 lat temu i jeden dzień piosenką „Jak dobrze”. Może lepszy byłby cytat z innej mojej piosenki („Tak cię podnieca styk piątek-sobota...”), ale styk piątek-sobota spędziłem z Cypkiem, do godz. 3.30 ćwicząc „Norwegian Wood”. Co za perwersja.

Baśka zna Włocha
Pobudki Gałąza wysłuchałem, bo nie było innego wyjścia, ale gimnastykę Josepha obejrzałem z góry.


Na apelu stawiłem się karnie, jak wszyscy (wszyscy, czyli 65 uczestników). Najwięcej emocji wzbudziło, jak zawsze, pokrywanie.


Zdążyłem nawet przygotować rozkaz:


Bóła zasugerował, że kolejne zloty powinny odbywać się coraz częściej. Myślę, że da się na to wyprowadzić nawet jakiś wzór, w którym jako współczynnik x wystąpi wiek najstarszego Szarpia.


Zgodnie z publiczną obietnicą, znalazły się dwie czekolady za zwycięstwo w konkursach facebookowych. Baśka okazało się zna Włocha (czyli Kowala), Agnieszka zna najnowsze technologie (czyli QR code).

I jeszcze znajdę tego, kto pomylił słowa w hymnie...

Obrazki z wystawy


Wystawę otworzył Śmiechu z nieocenioną pomocą Bóły oraz syna Antoniego i tępej finki.


Spontanicznym achom i ochom nie było końca.


Nasza (głównie moja!) tytaniczna praca nie poszła na marne. Po przejrzeniu kilku tysięcy zdjęć i wybraniu 152 z nich, wydrukowaliśmy 114 fotografii w formacie A-4 i 38 w formacie A-3. Zdjęć banalnych i sensacyjnych, zabawnych i refleksyjnych, z epoki analogowej i cyfrowej...


Wzruszająca sytuacja – Komar odnalazł sam siebie.


Harce na plaży


Można powiedzieć, że jesteśmy gotowi do wojny. Wystarczy spojrzeć na program naszych harców. Wszystkimi konkurencjami mógłby zainteresować się MON.


Strzał z bata, czyli 50 twarzy Kędziora.


Off road, czyli gdyby znów trzeba było przedzierać się do Rumunii (prowadził Duży Zyziek).


Rzut podkową, czyli broń można zrobić ze wszystkiego (prowadził Mały Wróbel).


Strzelanie z wiatrówki, czyli podstawa (prowadził Rychu).


Strzelanie z łuku, czyli gdyby zabrakło amunicji (prowadził Gałąz).


Pokazy broni, czyli kałasznikow, rak, glauberyt, rewolwer kal 357, H7K, wis-94, strzelba gładkolufowa (prowadził Kłos).


Regaty, czyli w razie czego zaatakujemy ich choćby z morza (prowadził Roman).


I jeszcze Joseph, który prowadził labirynt (zajęcia dla szyfrantów?) i poszukiwanie skarbów wykrywaczem do metalu (saper myli się tylko raz, wiadomo).

Trzy ujęcia


Przygotowując program początkowo nie pomyśleliśmy o wspólnym zdjęciu, ale bardzo szybka ta refleksja pojawiła się niezależnie u kilku osób. Po ustaleniu dobrej pory (po obiedzie, gdy frekwencja miała być największa) i wybraniu godnego fotoreportera (Dziewiątka, niegdyś harcerz ze szczepu „Diadem”, dziś profesjonalista z „Gazety Olsztyńskiej”) mogliśmy stanąć do zdjęcia. Mistrz obiektywu i migawki zarządził trzy ujęcia – jedno przed budynkiem:


Drugie za budynkiem:


I trzecie też za budynkiem, z widokiem na Pluszne:


Za najlepsze uznaję zdjęcie z jeziorem w tle, do którego stanęło 98 osób. Na poprzednich ujęciach skład bywa inny. Jak widać można się zgubić i odnaleźć w ciągu 7 minut i na odcinku 20 metrów.


1. Roman Rosiński
2. Sławomir Dudziuk – Dudek
3. Ryszard
4. Aleksander Jegier
5. Aneta Brzuszkiewicz
6. Sławomir Jegier – Kędzior
7. Andrzej Gałązka – Gałąz
8. Małgorzata Arendt
9. Marcin Karpowski – Mako
10. Radosław Bartelik – Radas
11. Aniela Gałązka
12. Marta Gałązka
13. Anna Plewik
14. Wojciech Plewik
15. Marzena Karpowska
16. Karpowski
17. Barbara Plewik (Jajszczyk) – Guja
18. Marcin Wójcik – Makaron
19. Antoni Wójcik
20. Wioleta Wójcik – Cebulka
21. Krzysztof Plewik
22. Marcin Wróblewski – Mały Wróbel
23. Kamila Rzempołuch-Lech (Rzempołuch) – Kama
24. Leon Wójcik
25. Antonina Rzempołuch-Lech
26. Piotr Lech
27. Paweł Bielkuński – Wertepiusz
28. Helena Rzempołuch-Lech
29. Dorota Wróblewska (Kowalska)
30. Zofia Rogowska
31. Józef Rogowski – Joseph
32. Mariusz Komar – Cypek
33. Krzysztof Wróblewski – Wróbel
34. Jan Kempisty
35. Krzysztof Kempisty – Misiek
36. Jacek Bielkuński
37. Rafał Śliwiak – Śliwka
38. Natalia Rogowska
39. Aleksander Rogowski
40. Olga Bółkowska
41. Antoni Smieszek
42. Wojciech Smieszek – Śmiechu
43. Lucyna Kempisty
44. Dorota Bielkuńska (Siemianowska)
45. Magdalena Konus (Siwicka)
46. Małgorzata Smieszek-Leszczyńska (Leszczyńska)
47. Małgorzata Kempisty
48. Kamila Drozdowicz
49. Bartek Drozdowicz
50. Jarosław Budny (Szczesiul) – Jarecki
51. Cezary Tomaszewski – Polo
52. Katarzyna Ostaszewska-Friedrich (Ostaszewska)
53. Ewa Jarmuszewicz
54. Alicja Tomaszewska (Leonowicz) – Walizka
55. Mariusz Bółkowski – Bóła
56. Tomasz Stawarki – Cycek
57. Karolina Minakowska – Karo
58. Iwona Pietkiewicz
59. Anna Stawarska (Szczepańska)
60. Paulina Drozdowicz
61. Jolanta Łukasik (Kucharska)
62. Szymon Rozwadowski
63. Łukasz Rozwadowski – Komar
64. Katarzyna Nowakowska (Szczerbuk)
65. Marek Pacholec – Maras
66. Jarosław Kowalczyk – Kowal
67. Paweł Łukasik
68. Bartosz Rybiński
69. Katarzyna Rzempołuch-Pallasch (Rzempołuch)
70. Tomasz Jarmuszewicz
71. Beata Gwiazda
72. Anna Kowalska (Szczerbuk)
73. Beata Chryszczanowicz – Beta
74. Alicja Kindler (Nowak)
75. Amelia Kindler
76. Piotr Łazarczyk – Partyzant
77. Joanna Wróblewska-Klamra (Klejna)
78. Anna Rybińska
79. Andrzej Kindler – Killer
80. Aniela Kindler
81. Mateusz Kindler
82.Aleksandra Kupczałojć
83. Zbigniew Wróblewski
84. Jarosław Rybiński – Ryba-Czołg
85. Miłosz Rybiński
86. Renata Obrębska (Jasiukiewicz)
87. Andrzej Zysk – Duży Zyziek
88. Zuzanna Obrębska
89. Anna Żuchlińska – Poziomka
90. Matylda Żuchlińska
91. Pola Żuchlińska
92. Łukasz Łukaszewski
93. Maria Szałkowska (Mikulewicz) – Majka
94. Michał Wawrzyniak – Jankes
95. syn Jankesa?
96. Robert Zienkiewicz – Robas
97. Kajetan Szałkowski
98. Hubert Kowalczyk

Dwie sesje
Po zdjęciu do wyboru był bieg patrolowy, sesja historyczna i tradycyjne LDGB. Zakładając, że nikt nie przejechał leżeć w pokoju (chyba że...), daliśmy do wyboru uczestnikom bieg patrolowy + I sesję historyczną lub bieg patrolowy + II sesję historyczną. Skutek był taki, że na pierwszej sesji było kilkanaście osób, a na drugiej sala pękała w szwach. Nie ma to, jak dogadać się z uczestnikami („Na pierwszą sesję zapraszam pokoje nieparzyste. Powtarzam, na pierwszą sesję zapraszam pokoje parzyste”).


„Poszarpana historia Szarpi”, sesja I – godz. 16.30-18.00:


„Poszarpana historia Szarpi”, sesja II – godz. 18.15-19.10 + 20.00-20.25 (z przerwą na kolację, wiadomo – kuchnia to najważniejszy czynnik programotwórczy):


Bieg patrolowy znam ze zdjęć, widać, że Joseph jeńców nie brał.


I chyba nikt nie żałował przyjazdu do Perkoza.


To jest frekwencja ogniskowa


Według mojego Excela sobotnie ognisko zgromadziło najwięcej uczestników zlotu, może nawet 110. Przybyli również goście, m.in. Canis.


Odwiedził nas Kuba, czyli wywodzący się z „Szarpi” sam komendant hufca i chorągwi w jednej osobie, przywitany sygnałem trąbki właśnie przez Canisa.


Gitara przechodziła z rąk do rąk. Grał Wertepiusz, Aśka, Killer, Gałąz, Joseph, Canis, nawet ja wystawiłem na próbę cierpliwości tych wszystkich, którzy chcieli śpiewać klasyczne wersje z harcerskiej listy przebojów (pytanie czy ja zmieniam aranżację z przekory czy z nieumiejętności zagrania dwa razy tak samo). Od 110-osobowej frekwencji około godziny 21.00 doszliśmy do piętnastu osób około godziny 1.30, które udało się mi z pomocą Cypka rozpędzić recitalem, na który złożyły się moje tłumaczenia i piosenki własne.


Do zobaczenia za...


Niedzielny apel to już była rutyna. Najbardziej wytrwali zlotowicze znów zameldowali pokojami i wysłuchali kolejnego rozkazu, z którego wynika, że ciąg dalszy nastąpi. Za ile? Za rok, za pięć czy za trzydzieści? (rozkaz zawierał błędne dane statystyczne, nie sposób się Was doliczyć...).


Chyba nie będziemy czekać trzydziestu lat. Jak to skomentowała Natalia – impreza się skończyła, a my nie mogliśmy się długo rozjechać.


Dogrywka
No pewnie. Przyjechałem pierwszy, to i wyjadę ostatni. Poszliśmy na plażę z Cypkiem zrobić sobie dogrywkę. Na rozgrzewkę coś góralskiego:


„Norwegian Wood” w dużo lepszej wersji niż kilka godzin wcześniej na sobotnim ognisku:


„Riders on the Storm” w nadziei, że żadnej burzy nie będzie:


Coś dla prawdziwych mężczyzn, czyli „Another One Bites the Dust” (przydałby się bas):


No i na finał pobytu w Perkozie kompozycja własna Cypka:


Aneks
Sprawdzona, poprawiona i chyba prawdziwa statystyka zlotowa jest doprawdy imponująca. Ciągle nie mogę się doliczyć, ale wierząc w potęgę swego Excela zakładam, że:
- gościliśmy na zlocie 120 osób, w tym jedną nienarodzoną
- nocowały 74 osoby
- przybyło 31 Szarpi
- przybyło 40 harcerzy z zaprzyjaźnionych drużyn
- przybyło 49 członków rodzin, w tym jedno dzieciątko w drodze
- gościliśmy 56 dziewczyn i 63 chłopaków oraz dzieciątko w drodze
- w podziale wiekowym – 92 dorosłych, 21 dzieci i młodzieży, sześciu maluchów i jedno dzieciątko w drodze
- przygrywało nam sześć gitar
- reprezentowane drużyny: Szarpie w kilku odmianach, Komigro, Takselki, Swobodne Elektrony, Kangury, Labirynt, 260 ODH, Wakonda, Baszta, 6 ODH, Tam i z Powrotem.



K O N I E C

Korzystałem ze zdjęć i filmów własnych oraz zdjęć Marasa, Gosi, Dziewiątki, Natalii.