wtorek, 26 stycznia 2016

Może pójść by na show?

Pierwsze tegoroczne tłumaczenie musiało poczekać z ujawnieniem na tę okazję. Dziś udało się mi kupić bilety na czerwcowy koncert Davida Gilmoura we Wrocławiu (powiedzmy sobie od razu, że lepszego miejsca nie mógł wybrać, bo przecież na Dolnym Śląsku stacjonuje najlepszy polski floydowski zespół, czyli Spare Bricks).
Informacja o wrocławskim koncercie Gilmoura pojawiła się w połowie zeszłego roku. Przez pół roku czekaliśmy na sprzedaż. W grudniu pojawił się oficjalny sygnał, że sprzedaż na ebilet.pl, więc od miesiąca odświeżałem datę 25.06.2016. Do dziś bez skutku. Dziś w samo południe ruszyła znienacka sprzedaż. Miałem to szczęście, że wszedłem na stronę o godz. 12.10. Już o godz. 12.21 miałem bilety na swoim mailu. Zdążyłem jeszcze powiadomić esemesami kogo trzeba, że są bilety i za kilka minut strona się zaczęła blokować. Za kolejnych kilka minut nie było już najlepszych biletów (czyli w pierwszym sektorze i uprawniających do wejścia pół godziny wcześniej). Pozostało rozdzieranie szat i lament na Facebooku tych, którzy nie mieli tyle szczęścia, co my. Współczuję.


I choć wiem, że „In the Flesh?” na koncercie Gilmoura nie usłyszymy (trzeba byłoby się wybrać na przedstawienie Watersa), to mi nawet pasuje na tę okoliczność.



Więc masz, myśl masz, że może
Pójść by na show
By czuć ten dreszcz, ciepło zmieszania
Jak kosmiczny gość
Powiedz mi, jeśli umknęło ci coś w tym
Czy nie jest to już, co miało tu być?
Jeśli odkryć chcesz tak, w zimnych oczach co mam
To zdrap ten makijaż, by zobaczyć mą twarz
Olsztyn, 2-3.01.2016



Dobra okazja, by przypomnieć sobie koncert Tales of Pink Floyd z 28.08.2015:


Horacy Tłumacy - na Facebooku
Horacy Tłumacy - na YT
Horacy Tłumacy - lista przetłumaczonych piosenek

środa, 20 stycznia 2016

Emeryci rock and rolla

W ostatnich dniach znów odeszło kilku muzyków, którzy byli z nami „od zawsze” i którzy wydało się, choć rozum mówił co innego, będą „na zawsze”. Pod koniec roku zmarł na raka Lemmy Kilmister, cztery dni po swych siedemdziesiątych urodzinach, których doczekał mimo konsekwentnego prowadzenia przez kilkadziesiąt lat rockandrollowego stylu życia. Pożegnalne mowy wygłaszane przez jego przyjaciół można było oglądać na żywo w internecie i momentami było tam... wesoło, choć był to śmiech przez łzy. Również na raka zmarł w poprzednią niedzielę David Bowie i również krótko, dwa dni, po urodzinach, które uświetnił wydaniem swej ostatniej płyty, najwyraźniej przygotowywanej jako pożegnanie sześćdziesięciodziewięcioletniego artysty ze światem. Przedwczoraj w wieku sześćdziesięciu siedmiu lat odszedł Glenn Frey, muzyk The Eagles, współautor „Hotelu California”, jednego z największych hitów ostatniego czterdziestolecia.
Gwiazdy muzyki młodzieżowej umierają od pierwszych dni rock and rolla. Czasem w tragicznych okolicznościach, jak choćby dwudziestotrzyletni Buddy Holly, siedemnastoletni Ritchie Valens oraz dwudziestoośmioletni The Big Bopper, którzy zginęli wspólnie w katastrofie lotniczej u progu swych karier, 3 lutego 1959 roku. To wydarzenie przeszło do historii jako „dzień, w którym umarła muzyka” i trafiło do znanej piosenki „American Pie” autorstwa Dona McLeana, przypomnianej kilka lat temu przez Madonnę. Czasem giną z czyjejś ręki, jak John Lennon, zastrzelony przez obłąkanego fana. Czasem odchodzą z własnej woli, jak Curt Cobain. Czasem w tajemniczych okolicznościach, jak dwudziestoośmioletni Jim Morrison, którego oficjalną przyczyną śmierci uznano zawał serca.
W poprzedniej dekadzie twórcy muzyki rockowej, którzy czasem od kilkudziesięciu lat byli panami masowej wyobraźni milionów ludzi na całym świecie, zaczęli osiągać wiek emerytalny. Ci, którym dane było doczekać siwizny, przegrywają najczęściej walkę z chorobą. Odchodzą „zwyczajnie”, o ile tak można powiedzieć o jakiejkolwiek śmierci.
Wielu naszych idoli odeszło młodo, za młodo, wielu na szczęście jeszcze żyje. Ciągle przecież nagrywają i koncertują najwięksi z największych, czyli Paul McCartney i Rolling Stonesi. Nie porzucił jeszcze chyba estrady, w każdym razie w 2015 roku można go było na niej zobaczyć, pionier rock and rolla Chuck Berry, który w październiku kończy 90 lat! A mówili w 1956 roku, że rock to przejściowa moda...

(mój felieton z dzisiejszej "Gazety Olsztyńskiej")
http://www.kupgazete.pl/Wydanie/15880

piątek, 1 stycznia 2016

Plany na Słońcu 2016

Chcieliśmy żyć w ciekawych czasach, to proszę bardzo... Rok 2015 skończył się efektownie, rozpoczęty właśnie 2016 zapowiada się równie interesująco. Emocji w życiu publicznym nie zabraknie. A w prywatnym? Zanim zaplanuję sobie ten rok, muszę rozliczyć się z minionego. Realizacja jak przed rokiem – żenująco słaba, znów tylko 40 proc. Może to i lepiej, że życie przynosi niespodzianki?

1. Urlop zagraniczny wyjątkowo w maju. Po siedmiu latach wracamy do Holandii, tym razem zadepczemy Amsterdam.
TAK


Przewaga urlopów majowych nad wrześniowymi? Dzień jest dłuższy, a jeśli spędza się go jeszcze na zachód od Polski, to słoneczko zachodzi grubo po 22.00. Kiedy wstaje, nie interesowało nas...

2. Skoro majówka w Holandii, to krajowy urlop we wrześniu. Warszawa, Poznań, Lublin?
TAK


Tzn. ani Warszawa, ani Poznań, ani Lublin. Skoro w maju nad Morzem Północnym, to we wrześniu nad Morzem Bałtyckim.

3. Wejście na scenę z własną twórczością (nie, śpiewać nie będę).
NIE


Wprawdzie moje tłumaczenie „Hey You” gościło w minionym roku na scenie dziewięć razy (z czego aż sześć razy z moją zapowiedzią), ale to była tylko prosta konsekwencja tego, co wydarzyło się w 2014 roku. Więc na mocniejsze wejście na scenę ciągle czekam, zwłaszcza że jest kilka ciekawych planów. Zastępczo daliśmy występ z Cypkiem na historycznej już imprezie:


4. Wysoce prawdopodobne moczenie nóg w Morzu Czerwonym.
NIE
Powiedzmy, że to przez tych pieprzonych terrorystów.

5. Ponowna próba dostania się tam, gdzie kiedyś Biali wysyłali Czarnych, by walczyli z Żółtymi w obronie ziemi, którą zabrali Czerwonym.
NIE
Znów coś stanęło na przeszkodzie. Może jak w tym roku nie zaplanuję, to w końcu wypali?

6. Przetłumaczenie 45 piosenek.
NIE
Tylko 24 piosenki, czyli realizacja na marnym poziomie 53,3 proc. (to i tak więcej, niż dostał zwycięzca wyborów prezydenckich). Na usprawiedliwienie – zabieram się za coraz trudniejsze utwory i tłumaczenia idą oporniej. Na przykład taki oto Dylan:


7. Realizacja w 90 proc. projektu, którego ukończenie planuję na wiosnę 2016.
NIE
Coś tam zrobiłem (dopisałem kilka zwrotek, znalazłem konsultanta merytorycznego, pokombinowałem z muzyką wspólnie z Cypkiem), ale zaawansowanie prac oceniam na 60 proc. A czasu coraz mniej, bo w zasadzie deadline jest w tegoroczną Wielkanoc.

8. Trzy nowe utwory z cyklu Horacje Peregrynacje.
NIE
Zero. Chyba za ambitne plany sobie układam.

9. Koncert Deep Purple, AC/DC lub Lenny’ego Kravitza (to są nazwiska już znane na przyszły rok). Chyba że nad Wisłą lub Odrą pojawi się The Who...
TAK


The Who ciągle koncertują, niestety, tylko po UK i USA... Robert Plant mógłby nie ruszać się z Londynu czy Nowego Jorku i mieć pełne sale każdego dnia, ale wie, że ma fanów na całym świecie. Dzięki, koncert roku i moja pierwsza piątka wszech czasów.

10. Olsztyńskie Lato Artystyczne (Dzień Niemena, Bez Lipy, Olsztyńskie Noce Bluesowe i na pewno coś jeszcze).
TAK


Równie dobrze mógłbym napisać NIE, bo nie byłem w minionym roku ani na Dniu Niemena (mam chyba za słabą wrażliwość na Marka Sałatę), ani na Bez Lipy (artyści mi nie podeszli), ani na Olsztyńskich Nocach Bluesowych (miałem konkurencyjne atrakcje). Ale na czterech innych koncertach OLA udało mi się być. I to jakich:
- inauguracyjnym, organizowanym przez Mariusza Kwasa,
- Tomasz Stańko
- Nigel Kennedy
- Tales of Pink Floyd.

A jakie plany na 2016 rok?

1. Urlop zagraniczny na powrót w jedynie słusznym wrześniu. Miejsce i czas musi uwzględnić to, że mam już kupione bilety na koncert King Crimson w Zabrzu.

2. A zatem majówka znów w Polsce. Mam ochotę zaszyć się na jakimś zadupiu...

3. Chciałbym zorganizować własny kameralny występ.

4. Myślę, że wpadnę do Skandynawii.

5. We wrześniu kolejna szarpiowska impreza i zaawansowane przygotowania do zlotu 2017.

6. Przetłumaczenie 35 piosenek.

7. Dokończenie projektu, którym uczczę 1050-lecie naszej państwowości.

8. Powiem krótko i szybko, żeby mniej bolało – remont.

9. Światowe koncerty – na pewno King Crimson i David Gilmour oraz może coś jeszcze.

10. Zaczerpnięcie pełną garścią z Olsztyńskiego Lata Artystycznego (pod nowym kierownictwem).