sobota, 25 marca 2017

Cegieł wystarczy każdemu

Mamy w Polsce trzy dobre zespoły grające utwory Pink Floydów. Przynajmniej tyle znam. Każdy z nich ma swój patent na niepowtarzalność – coś, co odróżnia go nie tylko od oryginału, ale i od innych cover bandów. Dolnośląsko-zachodniopomorski Spare Bricks, oglądany przeze mnie kilka razy w roku, to zaskakujący wszystkich kobiecy główny wokal i dopieszczone multimedialne widowisko z licznymi niespodziankami. Krakowski Another Pink Floyd, którego na żywo jeszcze nie widziałem, to dla odmiany mocne męskie granie i solidne rockowe koncerty. Natomiast olsztyński Tales of Pink Floyd, na którego większości nielicznych dotychczasowych występów byłem, proponuje swoistą miksturę floydowską, przekładaniec złożony nie tylko z najlepszych utworów, ale także z najlepszych ich fragmentów, z nieoczekiwanymi przejściami, składającymi się na tytułową opowieść.


Trzy floydowskie zespoły w prawie czterdziestomilionowym kraju to nie jest chyba zbyt dużo, każdemu wystarczy cegieł do noszenia. Marzyłby się mi floydowski festiwal z udziałem tych trzech grup lub czterogodzinny megakoncert, po którym nikt na widowni nie mógłby już powiedzieć, że jakiegoś utworu zabrakło...


Dziś (i wczoraj) Tales of Pink Floyd stawili się w Olsztyńskim Planetarium. Stawiła się również publiczność – dwa wieczory zostały dość szybko wyprzedane (nie inaczej było dokładnie dwa lata temu, gdy pod kopułą cztery występy dawali Spare Bricks). Nic dziwnego, muzyka Pink Floyd jak mało która współgra z efektownymi wizualizacjami wyczarowywanymi na sferycznym ekranie.


Właśnie, to był pierwszy występ Tales of Pink Floyd z takimi atrakcjami. Wizualizacje przygotowało Olsztyńskie Planetarium, częściowo w oparciu o te same, które towarzyszyły Spare Bricks dwa lata temu. Były też lasery, za które odpowiadał Darek Naworski, menadżer... Spare Bricks. Czyli pierwsza jaskółka współpracy już jest :)


Dzisiejszy i wczorajszy koncert niczym się w zasadzie nie różniły, program był chyba identyczny. Otwierał Czarek Makiewicz i „Pigs On The Wing, Part 1”. Na płytę „Animals” jeszcze tego wieczora wrócimy.


„Breathe (Reprise)”. Już na samym początku widać, jak Tales podchodzą do floydowskiego materiału – repryza „Breathe” nie pojawia się ani w związku z „Time”, ani jako dopełnienie głównej części utworu. Po prostu pasowała im jako samodzielny fragment.


„Have a Cigar”. To dzięki tej wersji udało mi się dwa lata temu dokończyć tłumaczenie tego utworu.


„What Do You Want from Me” i wplecione na koniec gitarowe intro z „Sorrow”, czyli Piotr Szymański wie, po co trzyma gitarę.


„Young Lust”. Pierwszy raz tego wieczora wchodzą do akcji lasery Darka.


„Thin Ice”. Wersja lekko jazzująca.


„Another Brick in the Wall (part I)” oraz „Another Brick in the Wall (part II)”. Znów przykład żonglowania utworami – w oryginale obydwa utwory były rozdzielone nagraniem „The Happiest Days of Our Lives”.


Drugi (i ostatni) raz jesteśmy na płycie „Animals”. Skrócona wersja „Dogs” nie przybliża mnie do sukcesu w przetłumaczeniu tego utworu, z czym męczę się już jakieś trzy lata.


Skrócone „Dogs” przechodzą łagodnie w „Echoes”, również w wersji short.


Z kolei „Echoes” przechodzą znienacka w „Brain Damage” (ale tylko fragment instrumentalny), a te z kolei w „Goodbye Cruel World”. Mniej zorientowana publiczność sądziła, że to już koniec koncertu... A to przecież zaledwie połowa.


„Shine on You Crazy Diamond (Parts I-IV)” oraz połączone „Let There Be More Light”. Moje ulubione przejście, gwałtowna zmiana nastroju.


„Set the Controls for the Heart of the Sun” oraz „Time”. W „Set the Controls...” klimatyczne bliskowschodnie komentarze gitarowe Piotra Szymańskiego i niepokojący komentarz wizualny. Przejście do „Time” oczywiście niespodziewane i efektowne. Szkoda tylko, że Marek Matyjewicz nie dysponuje rototomami (gdy w listopadzie 2014 roku upomniałem się o nie w Spare Bricks, pojawiły się na następnym koncercie...). Po „Time” oczywiście powinna być repryza „Breathe”, ale przecież już była :)


„On the Turning Away” oraz „Wish You Were Here”. Ten pierwszy utwór tylko we fragmencie, jako swoista przygrywka do „WYWH”. Rafałowi Gajewskiemu pomyliła się co prawda kolejność utworów, ale spokojnie, doczekamy się forsy...


„Money”. O, dopiero teraz leci kasa z nieba. A towarzyszy jej solo na saksofonie w wykonaniu Zbigniewa Siwka, pierwszego gościa dzisiejszego wieczoru.


„The Great Gig in the Sky” oraz „One of My Turns”. Wokalistki, które zdecydują się wykonywać „The Great Gig...”, dostają brawa już na wejściu... Zazwyczaj też na zejściu. Drugi gość, Małgorzata Wawruk, dostała i na wejściu, na zejściu. A potem obowiązkowe zaskakujące przejście do „One of My Turns”.


„In the Flesh?” oraz „In the Flesh”. Szczyt melanżu – z dwóch części „In the Flesh” zrobiono jedną (początkowy tekst z „In the Flesh?”, druga część tekstu z „In the Flesh”).


„Run Like Hell”. Mam nadzieję, że cała widownia przychyla się do mego postulatu wysnutego z tego utworu („faszyści niech spierdalają”).


„Interstellar Overdrive”, czyli trochę kosmicznej psychodelii.


„Comfortably Numb”. Finał należał do Piotr Szymańskiego i Najlepszej Solówki Gitarowej w Historii.


Na prawdziwy koniec wyjaśnienie, kto za tym wszystkim stoi. I „Wish You Were Here” na bis, ale tylko refren, bo taka uroda koncertów Tales of Pink Floyd, że z utworami Watersa i kolegów robio, co chco :)


Rafał Gajewski – wokal, instrumenty klawiszowe:


Cezary Makiewicz – wokal, gitara akustyczna:


Piotr Szymański – gitara:


Piotr Kulawczuk – bas:


Marek Wiszniewski – gitara:


Marek Matyjewicz – instrumenty perkusyjne, wokal wspierający:


Dominik Skwarczyński – instrumenty klawiszowe:


Agata Domalewska – wokal wspierający:


Małgorzata Wawruk - wokal:


Zbigniew Siwek - saksofon: