wtorek, 14 listopada 2017

Banderas jak z "Kuriera" wycięty

Trzy dni bez koncertu w Lizbonie? Poważne niedopatrzenie. Dziś wróciliśmy do klubu na naszej ulicy, który wizytowaliśmy w piątek. Tym razem będzie dużo bardziej stylowo.


Przed nami stanął, a właściwie w dwóch trzecich zasiadł, Catman & the Blues Doozers. Skład bywa większy, ale dziś wystąpili w trio: Catman (śpiew, klawisze, harmonijka), José Luis Ferreira (gitara) oraz Luis Varatojo (perkusja).


A nie, przepraszam. Dziś zagrali momentami w kwartecie. Gościnnie wystąpił na drugiej gitarze nieśmiały Franz z Niemiec. Był tak miły, że nie stanął do nas frontem.


Nie znaczy to jednak, że nie dane nam było ujrzeć oblicza gościa z Niemiec. Skomplikowana sytuacja optyczna w lokalu Alface Hall doskonale widoczna jest na tym zdjęciu.


Ważniejszym gitarzystą był jednak pan Ferreira. Przyznacie, Banderas jak z „Kuriera” wycięty...


No dobra, ale co grają? Chicagowskiego bluesa. Przyznaję, wolę europejskie odmiany, ale skoro grali Portugalczycy... Posłuchajmy licznych przykładów.

„Lies” (J. J. Cale)


„Down By The River” (Neil Young)


„Mean Old Frisco” (Arthur Crudup)


„Rollin’ Stone” (Muddy Waters)


„Oh Pretty Woman” (A. C. Williams)


„Help Me” (Sonny Boy Williamson II)


„After Midnight” (J. J. Cale)


„Hoochie Coochie Man” (Willie Dixon)


„Payback”