piątek, 11 maja 2018

Czas nie tyka Bukartyka

Nie wiem, jak to się stało, że Piotr Bukartyk przyjeżdża do Olsztyna częściej niż Antoni ma erupcje swego geniuszu, a ja jestem dopiero drugi raz na jego koncercie. Nie Antoniego. Piotra. I to po dziewięciu latach. Na usprawiedliwienie dodam, że poprzednio, gdy chciałem się wybrać, też do Sowy, artysta musiał odwołać występ z powodu choroby. Swojej. Nie Antoniego.


Koncert, jak to w Sowie tradycyjnie podzielony na dwie części, składał się, niespodzianka, z dwóch części. W pierwszej części była część pierwsza z piosenkami z najnowszej płyty „Ja, wolny człowiek” (czyli vol. 2 „Z czwartku na piątek” z 2010 roku). W drugiej części była część druga z przeglądem płyt, które Piotr B. wydał w ostatnich dwudziestu latach (spóźniony debiucik fonograficzny).


Piotrowi B. od lat towarzyszy Krzysztof Kawałko z Dywit, nie inaczej było dziś.


Przysłuchując się kolejnym piosenkom, w których dobra zmiana dostaje tęgie lanie, zacząłem zastanawiać się nad sensem sprzedawania tych tekstów publiczności składającej się ewidentnie z czołowych przedstawicieli olsztyńskiego gorszego sortu. Podobnie mnie zresztą zastanawia, gdy lepszy sort bawi się przy coraz cieńszych bon motach Ryszarda Makowskiego lub Jana Pietrzaka. Przecież w obu przypadkach widzowie nie dowiadują się niczego, czego by nie wiedzieli lub z czym by się nie zgadzali. Klasyczny efekt potwierdzania.


Piosenki wesołe przeplatały się z niewesołymi, przy czym te pierwsze to w paru miejscach śmiech przez łzy… Na finał piosenka niewesoła, żebyśmy po koncercie poszli pić na smutno.


A tą niewesołą pieśnią było „I nawet mam już ten dom”, czyli wspomnienie Wojtka Bellona. Tym bardziej przygniatająca, że napisana przez faceta, który pił wódkę i rozmawiał do rana z Bellonem w ostatnich dniach jego życia.


No to czekam na kolejny koncert w Olsztynie. Może nie dziewięć lat. Wprawdzie nie zakładam, by koncert Bukartyka AD 2019 różnił się od koncertu Bukartyka AD 2018 czy AD 2009, ale nie oczekujemy przecież by był lepszy, skoro jest świetny. Czas się go nie ima (imak się go nie czesze?)