sobota, 28 lipca 2018

Maanam być dobrze!

Nie lubiłem w zasadzie polskich zespołów z początku lat 80. i trwam w tym stanie po dziś. Coś tam jednak pieściło moje ucho. Na pewno Perfect, na pewno TSA i na pewno Maanam. Należę do tych szczęśliwców, którzy pamiętają, jak pod koniec czerwca 1980 roku siedzieli przed telewizorem z rozdziawioną gębą. To był ten moment (aczkolwiek Maanam zauważyłem już kilka miesięcy wcześniej, wraz z pojawieniem się utworów „Oprócz” i „Hamlet”, a ten duński książę jeszcze do mnie wrócił, zapewne również za tą inspiracją):


Potem był film „Wielka majówka”, który oglądałem późną jesienią 1981 roku w objazdowym kinie w Zakładowym Domu Kultury w Gorzycach pod Sandomierzem. Oczywiście z Mariuszem. Wyobrażaliśmy sobie, że to był film o nas, że spierdzielamy z tej szarej prowincji. A gdy na lekcji biologii była kartkówka dotycząca budowy mózgu, jako podpowiedź, której nauczycielka nie potrafiła wyłapać, funkcjonowało magiczne słowo „maanam”.

Po kilku kolejnych miesiącach świat był jeszcze inny. Wiosną 1982 roku „Solidarność” była tzw. „Solidarnością” (zupełnie jak dziś w mediach obecnego reżimu funkcjonuje tzw. totalna opozycja, propagandowy język władzy jak widać jest uniwersalny), a młodzieży, by się nie buntowała, wznowiono szybko emisję Programu Trzeciego Polskiego Radia, którego redakcja wykorzystała swoją szansę i uruchomiła Listę Przebojów. 15 maja na tej liście zadebiutowała „Paranoja jest goła”, która w notowaniu nr 9 z 19 czerwca 1982 roku wylądowała na pierwszym miejscu. Kolega Kisiel z podstawówki, którą właśnie szczęśliwie zakończyliśmy, siedział w oknie, słuchał radia i darł się na całą mordę:
Jestem taka, jestem taka zmęczona
Bolą mnie ręce, boli mnie cała głowa
Tyle dzisiaj, tyle się dzisiaj stało
Boli mnie serce, boli mnie całe ciało

Darł się tak głośno i tak przekonująco, że sąsiadka chciała dzwonić po pogotowie. I może by to zrobiła, ale nie miała oczywiście telefonu… Faktycznie, paranoja.

W latach 80. rozwijałem swe zainteresowanie angielskim i amerykańskim rockiem, więc polską scenę traktowałem per noga. Ostatnią pozycją w dyskografii Maanamu, którą przyjąłem do swego uniwersum muzycznego, był „Nocny patrol”.
Nie przeszkodziło mi to po kilkunastu latach trafić na dwa koncerty Maanamu. Pierwszy zrobił na mnie szczególne wrażenie. Było to 4 lipca 1999 roku. Na finał XXVI. Ogólnopolskich Spotkań Zamkowych „Śpiewajmy Poezję” na dziedzińcu olsztyńskiego zamku, jeszcze pod lipą, wystąpił Maanam. Bardzo kameralny koncert, świetnie nagłośniony. Siedziałem w drugim czy trzecim rzędzie i byłem pod wrażeniem profesjonalizmu Kory. Chociaż jednocześnie miałem niechęć do tej części repertuaru, która odchodziła od postpunkowego grania z dwóch pierwszych płyt. Rok czy dwa lata później wpadłem jeszcze na koncert Maanamu do klubu Come In. Z tego koncertu pamiętam chyba długą kolejkę chętnych. I to był chyba czas, gdy basista Maanamu mieszkał (albo pomieszkiwał) w kamienicy na tym samym podwórku, przy którym stał budynek z naszym świeżo kupionym od koleżanki mieszkaniem. Tylko nie wiem czy chodzi o byłego czy ówczesnego basistę, bo na oczy go nie widziałem na tym podwórku…

I na koniec tych wspomnień dwa wykonania piosenek Maanamu zarejestrowane przeze mnie na olsztyńskich scenach. 17 sierpnia 2011 roku Enej zagrał przed Goranem Bregoviciem. M.in. „Cykady na Cykladach”:


A 17 sierpnia zeszłego roku Anja Orthodox i Ania Zalewska podczas obchodów 25-lecia Big Daya zaśpiewały wspólnie „Krakowski spleen”:


I na koniec przypomnijmy sobie postulat z lat 80. - Maanam być dobrze!