wtorek, 29 kwietnia 2008

Wo! dzu! Pro! wadź! Gdziekolwiek...

Zapytałem niedawno młodą druhnę, która zawiozła swoją drużynę harcerską do Wilna, czy miasto to powinno należeć do Polski. Zaskoczyło ją to pytanie, a jeszcze bardziej skonfudowała próba udzielenia odpowiedzi. Odniosłem wrażenie, że druhna walczyła z sobą rozdarta między wewnętrznym patriotycznym przekonaniem, że Wilno należy nam się i basta, a nabytą niewiadomo skąd w tak młodym wieku poprawnością polityczną. W spojrzeniu druhny zobaczyłem, że źli Litwini zabrali nam Wilno, ale ona spełniła swój patriotyczny obowiązek i pokazała harcerkom odwiecznie polskie miasto.
I tak właśnie pielęgnujemy archaiczną wersję patriotyzmu, w której liczy się posiadanie terytoriów, najlepiej od morza do morza... A potem oglądam na Naszej Klasie druhny i druhów, którzy urządzają się za granicą, za morzem, za oceanem.

A więc nie ma rady... Wodzu, prowadź na Kowno!


Piszczykowi nie udało się dotrzeć nad Niemen, a mi owszem, ale w zupełnie pokojowych zamiarach.


Rzeka jak rzeka, ale ta świadomość, że stoi się „nad Niemnem”...


Kauno Pilis:

Czyli ruiny zamku w Kownie. Zamek pochodzi z XIII wieku, a obecny jego stan to nie wynik żadnego oblężenia, lecz podmywania przez Wilię.

Przy Kauno Pilis stoi pewien pan, ale za cholerę nie pamiętam któż to. Bracia Litwini, wybaczcie.


Kolejny pan stoi na Placu Ratuszowym. Zakrywa ratusz, nazywany „białym łabędziem”. Kto chce zobaczyć, jedzie na Kowno!


Największe wrażenie i tak robią na wszystkich piękne koweńskie budki telefoniczne. W tle archikatedra św. św. Piotra i Pawła.