niedziela, 24 maja 2020

Podwójna zasłona dymna z dziewczyną na czarno

To raczej nie jest piosenka o zmarłej 12 maja tego roku Astrid Kirchherr, ale skojarzenia nasuwają się same. 10 kwietnia 1962 roku odszedł nagle w Hamburgu Stuart Sutcliffe, zostawiając na tym świecie zrozpaczoną Astrid i równie zdruzgotanego Johna Lennona, dla którego przyjaźń ze Stuartem była tak ważna, że narażał swój ukochany zespół na posiadanie niegramotnego basisty (na szczęście do czasu i nie ma to związku ze śmiercią Stu, któremu lepiej w ręce leżał pędzel niż basówka).

Astrid dała stojącym u progu sławy Beatlesom nie tylko to, że pomogła Stu wybrać lepszą dla niego drogę, ale również pierwszą profesjonalną sesję zdjęciową, no i słynne grzywki. Przyjaźń z hamburskimi artystami (dodajmy jeszcze Klausa Voormana) nie zakończyła się z ostatnim pobytem Beatlesów na Reeperbahnie. Dwa lata po śmierci Stu pamięć o nim i utrzymywane relacje z Astrid mogły spowodować, że Lennon na wydawaną w grudniu 1964 roku płytę „Beatles for Sale” przyniósł do dokończenia z McCartneyem utwór o dziewczynie, która chodzi w żałobie.
Ale przecież tekst piosenki jest wyraźnie metaforyczny – dziewczyna nosi urojoną żałobę, bo wydaje się, że jej ukochany nie żyje, a on po prostu sobie poszedł precz (z męskiej perspektywy jest nieco inaczej - u Cata Stevensa jego lady D’Arbanville wydaje mu się śpiąca, choć nie żyje, ale tam podmiotem lirycznym piosenki jest piękna Patti D’Arbanville, która rzeczywiście dała mu kosza). Więc byłaby to podwójna zasłona dymna – metafora o dziewczynie w czerni jest metaforą prawdziwej sytuacji, ciągle obecnej w pamięci chłopaków…



O, cóż mam zrobić z tym?
Dziewczyna czerń nosi i smutno mi
Powiedz mi, co zrobić z tym?

Wciąż w myślach z nim
Więc ciągle na czarno ma strój
I choć nie wróci on już
Wciąż czarny strój

O, cóż mam zrobić z tym?
Dziewczyna czerń nosi i smutno mi
Powiedz mi, co zrobić z tym?

Mam w myślach ją
Lecz w jej myślach on tylko tkwi
I choć kaprysem ma być
W jej myślach tkwi

O, czy przeminie wiek
Zanim zrozumie, że
W błędzie jest
O, co zrobić z tym?
Dziewczyna czerń nosi i smutno mi
Powiedz mi, co zrobić z tym?

O, czy przeminie wiek
Zanim zrozumie, że
W błędzie jest
O, co zrobić z tym?
Dziewczyna czerń nosi i smutno mi
Powiedz mi, co zrobić z tym?

Wciąż w myślach z nim
Więc ciągle na czarno ma strój
I choć nie wróci on już
Wciąż czarny strój

O, cóż mam zrobić z tym?
Dziewczyna czerń nosi i smutno mi
Powiedz mi, co zrobić z tym?
Olsztyn, 15-24.05.2020



Horacy Tłumacy - na Facebooku
Horacy Tłumacy - na YT
Horacy Tłumacy - lista przetłumaczonych piosenek

piątek, 22 maja 2020

Znajdę drogę na pierwsze miejsce

Kolejne zdarzenie z cyklu zagadek ontologicznych. Głosowanie się odbyło, wygrał ten, co miał wygrać, są nawet oficjalne wyniki, ale nie było chętnego, by je przedstawić. Oczywiście nie chodzi o wybory. Mowa o dzisiejszej Liście Przebojów Programu Trzeciego. Z okazji odbycia się nieodbytego notowania moje tłumaczenie „I’ll Find My Way Home” elektroniczno-wokalnego duetu Jon and Vangelis, które wygrało pierwsze zestawienie 24 kwietnia 1982 roku, czego słuchałem pewnie na jakimś pierdzącym radyjku.



Różne są teorie na temat tego, o czym mówi ta piosenka. Czy to są wynurzenia nawróconego, czy raczej buńczuczne zapewnienia agnostyka, że poradzi sobie bez transcendencji? Każdy odczytuje przesłanie na własną odpowiedzialność. Muzycznie rzecz nie jest na pierwszy rzut szczególnie skomplikowana, ale opiera się na zgrabnych powtórzeniach melodii z wariacjami, którymi swoim wysokim głosem podstępnie sprowadza słuchaczy na manowce Jon Anderson. Plus kojące brzmienie helleńskiego oprawcy syntezatorów Vangelisa. Większego sukcesu już na liście nie mieli, to jednak nie jest muzyka masowego rażenia. Należałoby sprawdzić, czy podane w ciemną noc stanu wojennego wyniki głosowania odzwierciedlają oczekiwania publiczności AD 1982. Może jakiś audyt audycji? Mogę stanąć na czele odpowiedniej komisji, umiem w Excel.


Pytasz, gdzie zaczęło się
Czy aż tak wielki mój grzech?
Pytasz, gdzie upadłem tak
Ja na to, że nie wiem jak
Lecz gdy stracony mój duch
Jak znajdę, co blisko tu
Nie pytaj, nie jestem sam
Drogę do domu skądś znam

Słońce me na wschodzie już
W sercu mym spokój chcę czuć
Gdy spytasz, jak stanie się
Ja na to: wyruszę wstecz
I jeśli wolnym chcesz być
Z tajną miłością tam idź
Modlitwa zmieni się twa
I dotrzesz, to właśnie tam

Jest blisko przy tobie druh
Używa antycznych słów
Chwilowych życzeń już czas
A każde z nich w sobie masz
Z jednego świata nasz los
W jeden stapiamy świat to
Chwyć dłoń mą i stanie się
I jakoś dotrzemy gdzieś
I jakoś dotrzemy gdzieś

Pytasz, gdzie zaczęło się
Czy aż tak wielki mój grzech?
Pytasz, gdzie upadłem tak
Ja na to, że nie wiem jak
Lecz jeśli mocny mój duch
Nie potrwa długo to już
Bez pytań, nie jestem sam
Drogę do domu skądś znam
Drogę do domu skądś znam
Drogę do domu skądś znam
Olsztyn, 21-22.05.2020



Horacy Tłumacy - na Facebooku
Horacy Tłumacy - na YT
Horacy Tłumacy - lista przetłumaczonych piosenek

poniedziałek, 18 maja 2020

Katastrofa zbanalizowana

Dualizm, czyli na dwoje babka wróżyła. Na każdą sprawę można spojrzeć dwojako… Z jednej strony wydaje się, że przyzwyczailiśmy się do życia w pandemii. Z drugiej strony jest coraz więcej sygnałów, że ludzie mają tego wszystkiego autentycznie po dziurki w nosie. Nawet jeśli mniej lub bardziej starannie ten nos zakrywają.



O tym warto napisać kolejną część „Kwarantanny narodowej”:


a
To jest prawdziwy efekt Kazika,
a
W trójkę liczyli, wyszło boleśnie.
a
Była piosenka, ale już znika,
G a
Wyciągnął wnioski, choć mógłby wcześniej.

a
Po dwóch miesiącach będą odmrażać,
a
Ale czy uszy, czy gospodarkę?
a
Tak się historia czasem powtarza,
G a
Bramy do lasu znowu otwarte.

a
Karty się same wydrukowały,
a
Jaką metodą wybrać metodę?
a
Cud logistyki wprost niebywały,
G a
Co jest w niedzielę, wiedzą już w środę.

a
Karty się same wydrukowały,
G
Jaką metodą wybrać metodę?
a
Cud logistyki wprost niebywały,
G a
Co jest w niedzielę, wiedzą już w środę.

a
Karty, pieniądze, puste koperty,
a
Zawsze się przyda dobra drukarka.
a
Jak się wygrzebać spod darów sterty?
G a
Do każdej tarczy znajdzie się pałka…

a
Pisze pan z poczty o drugiej w nocy,
a
Wierny imiennik nogę podstawia.
a
Nowy kandydat, nic się nie kończy,
G a
Może mszy warta będzie Warszawa.

a
A jeśli wirus to wynalazek?
a
W niejednej głowie myśl taka wzbiera,
a
Ale na wszelki jednak wypadek
G a
Prezydent radzi: wypij wybielacz.

a
A jeśli wirus to wynalazek?
G
W niejednej głowie myśl taka wzbiera,
a
Ale na wszelki jednak wypadek
G a
Prezydent radzi: wypij wybielacz.

a
Prezydent radzi, obcy na szczęście,
a
To w Ameryce, u nas nie grozi.
a
Ludzie z wdzięcznością chodzą po mieście,
G a
Sam wszedł senator do radiowozu.

a
Powiedz, co zrobisz, gdy to się skończy,
a
Będą orgietki czy posty szczere?
a
Zgolisz czy raczej zapuścisz wąsy?
G a
Pójdziesz się modlić razem z Vaderem?

a
Mecze, wizyty, urlopy, lato,
a
Indie lub może Miasto Aniołów.
a
Randki, koncerty, zakupy (za co?),
G a
Kiedyś pozwolą podejść do stołu.

a
Mecze, wizyty, urlopy, lato,
G
Indie lub może Miasto Aniołów.
a
Randki, koncerty, zakupy (za co?),
G a
Kiedyś pozwolą podejść do stołu.

a
Póki co tylko do demoludów,
a
Paszport to nie jest chleb ani woda.
a
Siedź w domu, nie łaź, nosi cię z nudów,
G a
Firma zamknięta, rośnie ci broda.

a
Fryzjer do wczoraj tajne komplety,
a
Ma konspirację naród wciąż w genach.
a
Lecą starlinki w roli komety,
G a
Ropa już zeszła poniżej zera.

a
Szmalu po sufit, po co czalendże?
a
Czemu mnie jeszcze nikt nie wyznaczył?
a
Lekarz dziś dobry, jutro zły będzie,
G a
Jak ostre coś tam, cokolwiek znaczy.

a
Szmalu po sufit, po co czalendże?
G
Czemu mnie jeszcze nikt nie wyznaczył?
a
Lekarz dziś dobry, jutro zły będzie,
G a
Jak ostre coś tam, cokolwiek znaczy.

a
Miło pobluźnić w szerokim tłumie,
a
Kurwa to wentyl, święte przekleństwa.
a
Wszyscy siedzimy w tym escape roomie,
G a
Ale gdzie wyjście jest bezpieczeństwa?

a
Stado skażone, testy zbyteczne,
a
Jak to wyleczyć, gdy każdy zombie?
a
Czy jest na sali medyk lub felczer,
G a
Co operację mózgu nam zrobi?

a
Pieśń musi wybrzmieć, słów nie zabraknie,
a
Miesiąc kolejny, wszystko się zlewa.
a
Mysia zburzona, lecz coś się znajdzie,
G a
Może za miesiąc już nie zaśpiewam.

a
Pieśń musi wybrzmieć, słów nie zabraknie,
G
Miesiąc kolejny, wszystko się zlewa.
a
Mysia zburzona, lecz coś się znajdzie,
G a
Może za miesiąc nikt nie zaśpiewa.
Olsztyn, 16-18.05.2020

Dostosowujemy się? Harcerze zawsze w awangardzie:


Po dziurki w nosie? Zadzieramy nos w górę wyglądając starlinków:


Dostosowujemy się? Życie koncertowe kwitnie online:


Po dziurki w nosie? Aż w nim kręci od kwitnącego rzepaku. Proste przyjemności znowu w cenie…


Czy będą kolejne części? To zależy od tego, jak długo wystarczy mi olsztyńskich zespołów do umieszczania w tekście. Była już Zaraza, Łydka Grubasa, dziś Vader. W następnym akcie chętnie bym użył Big Daya…

Akt pierwszy
Akt drugi
Akt trzeci

piątek, 8 maja 2020

Pół wieku osobno, czyli razem

U Beatlesów, jak wiadomo, nic nie mogło być zwyczajne. Nawet ostatnia płyta była płytą przedostatnią. Dziś pięćdziesiąta rocznica jej premiery. To była ścieżka dźwiękowa stypy po zespole, który potajemnie chorował od jakichś dwóch lat (złapali coś w Indiach…), aż w końcu zszedł nagle 10 kwietnia 1970 roku.

W zestawieniu najgorszych płyt The Beatles (są dewianci robiący takie rankingi à rebours) album „Let It Be” jest w czołówce. Nawet nie zgadzając się z takimi ocenami, nie sposób kwestionować faktu, że skoro uznajemy pewne płyty The Beatles za najlepsze w ich dyskografii, to będąc konsekwentnymi, musimy uznać też niektóre za najgorsze. OK, ale z istotnym zastrzeżeniem – „najgorsza” nie musi znaczyć „zła”. Takich Beatlesi nie mieli, prawda? Mieli po prostu albumy:
- rewelacyjne („Please Please Me”),
- znakomite („With the Beatles”),
- doskonałe („A Hard Day’s Night”),
- zachwycające („Beatles for Sale”),
- nadzwyczajne („Help!”),
- wyśmienite („Rubber Soul”),
- fenomenalne („Revolver”),
- jedyne w swoim rodzaju („Sgt. Pepper’s Lonely Hearts Club Band”),
- świetne („Magical Mystery Tour”),
- genialne („White Album”),
- udane („Yellow Submarine”),
- arcydzieła („Abbey Road”),
- dobre („Let It Be”).
I wszystko jasne – dzisiejsza dostojna jubilatka ma po prostu pecha, że stoi obok arcydzieła… Postawcie obok siebie dwie ładne dziewczyny, zawsze któraś wyda się ładniejsza, co nie przekreśla urody tej drugiej.
Nie patrząc zatem chwilowo na inne dziewczyny albumy, przyjrzyjmy się urodzie „Let It Be”. Tłumaczenie i nagrywanie po polsku piosenek z tej płyty zajęło mi prawie 9 lat, więcej niż trwała wydawnicza historia The Beatles. W każdym utworze jest, tradycyjnie jak to u Beatlesów, jakiś smaczek, jakaś wartość dodana, która sprawia, że nie mamy do czynienia z kolejną piosenką. Czy ta teza obroni się również przy „Let It Be”?


1. „Two of Us”
Fajna zagrywka akustyczna, która robi beztroski klimacik, nieco w kontrze do lekko ironicznego tekstu o perypetiach dwojga ludzi (John i Paul?, Paul i Linda?).


Ty i ja za czymś gnamy
Nie trafiamy
Do domu znów brnąc

2. „Dig a Pony”
To nie jest o kopaniu kucyka. To nawet nie jest o obalaniu flaszki. To jest o wszystkich Ważnych Sprawach, które są dla Lennona mniej ważne od Yoko.


Obalam małpkę
Świętować możesz więc, co tylko chcesz wciąż
Świętować możesz już, co tylko chcesz wciąż

3. „Across the Universe”
Tak mistyczną piosenkę powinien napisać w zasadzie George, ale ma swoje inne chwile chwały na płycie. Słaba płyta? Heloł, z taką melodią?


Słowa płyną jak bez końca deszcz, co w cienki kubek wpadł
Ślizgają się w ucieczce swej poprzez cały świat
Morza smutku, fale śmiechu mkną przez mą otwartą jaźń
Władając mną i pieszcząc mnie

4. „I Me Mine”
Filozofię sprzedał za to George w prostych słowach, do których dołożył ostry, hardrockowy refren.


Przez cały dzień
Ja mnie mój, ja mnie mój, ja mnie mój
Przez całą noc
Ja mnie mój, ja mnie mój, ja mnie mój

5. „Dig It”
Nie chcę powiedzieć, że Lennon wynalazł rap, ale to ten rodzaj piosenki, która powstała w chwili jej nagrywania. Krótki tekst, ale ile w nim się mieści. I co z tego, że to tylko żarty…


Jak włóczęga być
Jak włóczęga być
Jak ten włóczęga być
Lub jak CBŚ
Oraz WSI
Oraz TVP
Tadzio N.
I Laura Łącz
K. Górski
Bierz to, bierz to, bierz to, bierz to, bierz to, bierz to, bierz to

6. „Let It Be”
Dwuznaczna sytuacja (czy chodzi o Matkę Boską czy o matkę Paula?) wymaga dwóch wersji tłumaczenia…


Gdy poczułem nagle czas kłopotów, Matka Boska wzięła mnie
Mówiąc mądre słowa, niech tak jest
I stała przy mnie ciągle blisko, nawet w mej godzinie złej
Mówiąc mądre słowa, niech tak jest



Gdy przygniótł mnie kłopotów ciężar, Matka Maria rzekła mi
Swoje mądre słowa, tak ma być
I stała przy mnie ciągle blisko, nawet kiedy ciemne dni
Niosąc mądre słowa, tak ma być

7. „Maggie Mae”
Ostatni raz Beatlesi coverowali coś na własnej płycie z sześć albumów wcześniej. W ramach wracania do korzeni (taki był zamysł „Let It Be”, mającej mieć przecież pierwotnie tytuł „Get Back”) nagrali sobie liverpoolską szantę o portowej dziwce.


O, brudna Maggie Mae
Już zabrali ją stąd gdzieś
Już ulicą Lime nie będzie łazić ciągle
Uznał sędzia winę dziś jej
Za rabunek w porcie ściśle
Tak brudną jest kradziejką Maggie Mae

8. „I've Got a Feeling”
Smaczek jest najbardziej beatlesowski, jaki można sobie wyobrazić. W najlepszych latach współpracy Paul lub John przychodzili do siebie wzajemnie z kawałkiem rozpoczętej piosenki, by prosić kolegę o pomoc. W styczniu 1969 roku spółka autorska Lennon/McCartney powinna już chyba zmienić nazwę na „Każdy sobie rzepkę skrobie Ltd.” Ale na przekór tej rysującej się szorstkiej przyjaźni właśnie ten utwór jest przykładem współpracy Johna i Paula.


Mam to przeczucie, przeczuwam mocno to
O tak, o tak (tak jest)
Mam to przeczucie, nie umiem ukryć go
O nie, nie, o nie, o nie
Tak, tak! Mam to przeczucie! Tak!

9. „One After 909”
Sięgając do korzeni, zajrzeli naprawdę głęboko. Tę piosenkę John napisał jeszcze w czasach The Quarrymen. Jak na utwór 17-latka nieznającego z oczywistych przyczyn wagi słowa rockowego tekstu (bo tego nie wiedział pewnie jeszcze sam Robert Zimmerman), zaskakujący zwrot akcji, który można streścić w zdaniu „nie pójdę z nią do łóżka, bo mam zły bilet”.


Bagaże w garść, na stację truchtem
Mówią mi: „Masz przecież złą miejscówkę”
Bagaże w garść, znowu dom
Widzę, że na numerze mam błąd, cóż

10. „The Long and Winding Road”
Najsmutniejszy utwór na płycie. Idealny na finis Beatlesae…


Ten długi, kręty szlak
Pod drzwi wiedzie twe
Nie zniknie nigdy mi
Znam długo drogę tę
Nią zawsze będę iść
Pod drzwi wiedzie twe

11. „For You Blue”
Sympatyczny 12-taktowiec George’a z wyznaniem miłości dla Pattie Boyd.


Bo jesteś taka piękna, kocham ciebie
Bo jesteś taka słodka, dobrze wiem
Największa miłość, jaką znasz, czyż nie

12. „Get Back”
Tę piosenkę kocham za to, czego na płycie nie ma, czyli za milion wersji, włącznie z „niemiecką”, jakie zespół zarejestrował w czasie prób w styczniu 1969 roku. Słuchając ich można być świadkiem tego, jak hartowała się beatlesowska stal, czyli jak dobry to był wykonawczo zespół. Gdyby dane im było występować na żywo w latach 70-tych, gdy technika sceniczna poszła mocno do przodu, koledzy z The Rolling Stones rozwiązaliby się z rozpaczy…


Jojo to był gość, co w myślach był samotny
Lecz chciał zmienić już ten stan
Jojo dom opuścił, rzucił Arizonę
Dla kalifornijskich traw

I jak, niezła płyta?
No i ta okładka… Pięćdziesiąt lat tkwią na niej uwiecznieni na wieki jeszcze razem, ale już osobno. Już osobno, ale jeszcze razem.


Nie od rzeczy będzie dodać, że to trzecia w całości przetłumaczona przeze mnie płyta The Beatles. Za każdym razem było to z okazji 50-lecia:
1 czerwca 2017 – „Sgt. Pepper's Lonely Hearts Club Band”
26 września 2019 – „Abbey Road”

Horacy Tłumacy - na Facebooku
Horacy Tłumacy - na YT
Horacy Tłumacy - lista przetłumaczonych piosenek

piątek, 1 maja 2020

Rekord bez PESEL-u

Paradoksalnie, gdyby nie koronawirus, nie uczestniczyłbym w tym roku w biciu Gitarowego Rekordu Świata, czyli zbiorowym wykonaniu „Hey Joe” ku czci Jimmiego Hendriksa. W wolnym od zarazy świecie pomnażałbym PKB w branży turystycznej. Wiadome okoliczności powodują jednak, że ani nie mogłem organizować żadnej majówki, ani tym bardziej pojechać do Wrocławia, by stanąć na tamtejszym rynku z gitarą, co raz mi się już zdarzyło.

Skoro nic nie można, to co można? Pograć online można! Albo ta forma zostanie z nami na zawsze, albo z ulgą odrzucimy ją za kilka tygodni (jak mówi mój wewnętrzny optymista), kilka miesięcy (to dla odmiany mój wewnętrzny realista) lub kilka lat (a to mój niezawodny wewnętrzny pesymista). Leszek Cichoński przeniósł bicie rekordu Guinnessa do sieci. Oczywiście wszystko jest inaczej, ale muzyka nadal tak samo dobra.


Nie będę budował sztucznego suspensu – rekord został pobity. 7998 osób zapisało się do uczestnictwa. Czy tyle zagrało? Jakże nie wierzyć w uczciwość Polaków! Myślę, że nic nie stoi na przeszkodzie, by metodą mailowych zgłoszeń przeprowadzić jakieś wybory czy coś…
Co do mnie, to najpierw zrobiłem sobie próbę, oczywiście po polsku:


Potem wysłałem mailowe zgłoszenie (o PESEL nie pytali, nic podpisywać nie kazali…), a potem podłączyłem się do gitarowego wszechświata:


No i znów zostałem rekordzistą (co smakuje tym bardziej, że dokładnie 20 lat temu biliśmy zupełnie inny rekord Guinnessa, chociaż też nieco muzyczny).