niedziela, 30 sierpnia 2026

Ostatni tulipan

Bóg najwyraźniej nie ustrzegł Sowy od przyjaciół, bo w atmosferze powszechnego uwielbienia to miejsce przechodzi jutro do historii. W ramach koncertowych ostatków w Galerii Sowa zagrał dziś Czerwony Tulipan, który oczywiście przypomniał nam wiadomy sekret kardynała Richelieu…


Przyznam, że nie byłem na koncercie Czerwonego Tulipana tak ze 30 lat (pomijam okazjonalne występy, np. w czasie Spotkań Zamkowych). Dziś nadrobiłem tę zaległość, wsłuchując się w tulipanowe hity oraz utwory z tegorocznej płyty „Nasz miszmasz”, co przebiegało mniej więcej tak:


Detalicznie pochylam się nad trzema utworami zagranymi specjalnie dla Krzysztofa, który od 32 lat zapraszał nas do tego miejsca.

Po pierwsze, jeśli mnie ucho nie myli, Andrzej Czamara wyczarował instrumentalne „Mediterranean Sundance”, czyli dzieło, którym zachwycili w 1981 roku Al di Meola, Paco de Lucia i John McLaughlin.


Po drugie „Sarajewo” Jaromíra Nohavicy, jakże inne od mojego. Czarowała Krystyna Świątecka.


I po trzecie „A. P. Świetliku, Świetliku...”, w którym swój kunszt rozpostarła przed nami Ewa Cichocka.


Przyszliśmy na koncert Czerwonego Tulipana, ale bohaterem ostatnich dni Sowy jest oczywiście Krzysztof, który w sierpniu stał się zapewne właścicielem największej w kraju kolekcji sów…

Publiczność oczywiście nie zawiodła, biletów zabrakło, bo któżby nie chciał być świadkiem historycznego występu…

Moja dusza archiwisty każe mi zanotować, że na scenie pojawili się: Stefan Brzozowski – gitara, śpiew, Ewa Cichocka – śpiew, Krystyna Świątecka – śpiew, Andrzej Czamara – gitara elektryczna, Andrzej Dondalski – gitara basowa.

środa, 19 sierpnia 2026

Bluesowe ostatki

Dwanaście dni przed końcem działalności Galerii Sowa słuchaliśmy muzyki przeważnie dwunastotaktowej.

Któryż to raz słuchałem w Sowie muzyki zespołu Breakout? Jako że jesteśmy na etapie eschatologicznym, krótkie resume: 1994 – osobiście Tadeusz Nalepa, 2014, 2019 i 2022 – Piotr Nalepa Breakout Tour, 2024 – Old Breakout. Licznych innych koncertów bluesowych, w czasie których pojawiały się utwory spółki Nalepa/Loebl, nie wspomnę.
Dziś – Break Night Tribute to Breakout, którzy godnie zakończyli tę serię.

Break Night Tribute to Breakout to rasowi muzycy, z których każdy samodzielnie mógłby być niezłą atrakcją koncertową. Wspólnie zaginają rzeczywistość i wprowadzają nas do rzeki dzieciństwa…

Grzegorz Grunwald – gitara, wokal

Leszek Jakubczak – gitara

Andrzej Wolak – gitara basowa

Dariusz Henczel – perkusja

I tu jest konieczny aneks, bo w utworze „Kiedy byłem małym chłopcem” ojca za perkusją udanie zastąpił syn Łukasz. Przyjęty z entuzjazmem chłopak, urodzony zapewne wiele lat po śmierci Tadeusza Nalepy, daje nadzieję, że młode pokolenie też pokocha Breakoutów.

Skrót dla potomności.


I można byłoby powiedzieć, że to ostatnie bluesy w Sowie, ale chciałem zapowiedzieć, że ostatniego bluesa w tym miejscu to wykonam ja!

sobota, 1 sierpnia 2026

Nie znam nikogo

Zaryzykuję, że nabiści to tacy Velvet Underground sztuk plastycznych końca XIX wieku – sami wielkiego sukcesu nie osiągnęli, ale mieli wpływ na każdego, kto zetknął się z ich twórczością.



Nabiści są tak niszowi, że o tej grupie artystycznej dowiedziałem się dopiero dzisiaj z wystawy „Nabiści. Prorocy nowej sztuki” w Podchorążówce w Łazienkach Królewskich.

Żadnego nazwiska nie znam. Żadnego!

Sytuację z punktu widzenia inżyniera Mamonia ratują przykłady polskich artystów, których twórczość korespondowała z tym, co działo się w Paryżu. Na przykład Wyspiański (wiadomo), na przykład Okuń, którego inny obraz widziałem dwa lata temu w Muzeum Narodowym w Warszawie na wystawie „Arkadia”. A dziś „Bogini Hathor” z 1916 roku.

 Nabiści, nie ma tu żadnego zaskoczenia, byli kolejnym ruchem artystycznym, którego członkowie zrywali ze starym ładem. Nie wiedzieli, że kiedyś ktoś inny zechce zerwać z ich założeniami?