piątek, 30 stycznia 2026

Abstrahując od abstrakcji

Wracam na wystawę Zdzisława Beksińskiego. Totalnie inny rok, zupełnie inne miasto, całkiem inne obrazy. A ja tak samo brzydko się bawię w nazywanie dzieł, które autor przedstawiał nam jako abstrakcyjne.

W budynku Muzeum Wojska Polskiego trafiliśmy (wybraliśmy się celowo!) na wystawę „Beksiński na Cytadeli Warszawskiej. Nieznane oblicza mistrza”. 40 niewidzianych wcześniej obrazów to wystarczający powód, by jechać w 20-stopniowym mrozie na drugi koniec Warszawy.
Beksiński wzdragał się przed nadawaniem konkretnego znaczenia swoim pracom (słynne „znaczenie nie ma dla mnie znaczenia”). A przecież człowiek cały się trzęsie oglądając te wszystkie całkowicie nieabstrakcyjne trumny, zwłoki, kości, rozkład, degrengoladę… Umówmy, że gdyby Beksiński był klasycznym abstrakcjonistom (takim uprawiającym naprawdę sztukę nieprzedstawiającą), nie szokowałby tak bardzo (albo wcale) i nie przyciągałby takiego (albo wcale) szerokiego zainteresowania ludności miast i wsi, do której to ludności się zaliczam.

Więc, uwaga, znowu nazywam rzeczy po imieniu!

„I nie opuszczę cię po śmierci”:

„Chciałabym się do czegoś przyznać”:

„Przelotna miłość”:

„Wieczny zwycięzca”:

„Muszę o tym pomyśleć. Dasz mi sto lat?”:

„Wszystkie dzieci grabarza”:

„Następca tronu nadal nie żyje”:

„Niespodziewane wyrzuty sumienia”:

„Tysiąc lat samotności”:

„Wielki Zderzacz Hadrionów”:

„Dzisiaj powiem wszystko”:

„Admirał spraw przegranych”:

„Zatańczysz, jak ci zagram”:

Pozwoliłem sobie dodać swoją muzykę. Powiedzmy, że też abstrakcyjną.


Klancyk impromptu

Przychodzi widz do teatru, a tu sztuka totalnie nie przygotowana (wręcz nieprzygotowana). Co robić? Improwizować!


Wszedłem dziś na teren nieznany. Teren nazywa się Klancyk i okupuje (przeważnie) scenę Teatru Komedia w Warszawie. Nie wiem, czy formuła improwizowanych występów Klancyka jest zawsze taka sama, ale na pewno dzisiejsza zdarzyła się nie pierwszy raz – rozmowa z zaproszonymi gośćmi jest inspiracją do improwizowanych scenek. Tym razem w roli gości pojawiło się dwóch facetów z podcastu Dwie Lewe Ręce.

Dzisiejszy spektakl wzbogaciło nietypowe bingo. Zabawa polegała na wyłapywaniu padających ze sceny kwestii. Bardzo udany sposób na podtrzymanie uwagi publiki.


Panowie z Dwóch Lewych Rąk mają jasno określone poglądy polityczne, zgodne z ich nazwą, więc było trochę aluzji politycznych. Ciekawe, że celowały głównie w centrum i chyba żadna strzała nie poleciała mocno w prawo...

czwartek, 29 stycznia 2026

Dwie godzinki bez spokoju

Ja to mam dobrze – gdy chcę posłuchać ulubionej muzyki, zawsze znajdę godzinkę spokoju… Nie to, co Philip.

Peregrynując po warszawskich teatrach, tym razem wpadliśmy do Teatru Kwadrat na sztukę „Godzinka spokoju” francuskiego autora Floriana Zellera (nie byle jaki to autor, kilka lat temu dostał Oscara za scenariusz filmu „Ojciec”). Oczywiście zajęliśmy miejsca w pierwszym rzędzie!
Rewelacyjna fabuła i rewelacyjny Buła. „Buła”, czyli Paweł Wawrzecki. Gra zresztą też inny „Buła”, czyli Andrzej Grabarczyk, który zrobił na mnie niezatarte wrażenie w oglądanym w kinie w 1980 roku filmie „Grzeszny żywot Franciszka Buły”, gdzie wystąpił w roli tytułowej.
Sztuka grana jest już 10 lat. Obsada zdążyła się przez ten czas zmienić (w dwu tego słowa znaczeniach…). Obecnie przedstawia się następująco (od lewej): Jan Butruk, Andrzej Grabarczyk, Grzegorz Wons, Paweł Wawrzecki, Ewa Wencel, Lucyna Malec, Michał Lewandowski.

Aha, frustrujące zakończenie, godne „Sgt. Pepper's Lonely Hearts Club Band”, przewidziałem…