piątek, 8 maja 2026

Pan Jaracz

Już od radykalnie przeredagowanej inwokacji wiadomo było, że z olsztyńskiej inscenizacji „Pana Tadeusza” uczniowie chcący szybko opanować treść dzieła Adama M. pożytku mieć nie będą.


Jak przerzucić kładkę między Soplicowem a starożytną Grecją? O, to proste domino: „Pan Tadeusz” – Adam Mickiewicz – romantyzm – lord Byron – Grecja. Albo jeszcze prościej: „Pan Tadeusz” – Adam Mickiewicz – philáretos. Albo najprościej – bo reżyser tak chciał.

Olsztyński Teatr Jaracza nie przestaje mnie w ostatnich latach zaskakiwać (co niekoniecznie przekłada się na liczbę wizyt, ale staram się). Wystawienie „Pana Tadeusza” w starożytnym anturażu rozbudziło mój apetyt na intelektualną przygodę, w czasie której będę pławił się w aluzjach do relacji grecko-rzymskich a może nawet grecko-perskich (czytaj: polsko-rosyjskich), odniesieniach do greckich mitów (Robak niczym Odyseusz?), nawiązaniach do Platona czy Arystotelesa (Sędzia miał sporo do powiedzenia). Cóż – albo nie taki był zamysł reżysera, albo do intelektualnych przygód muszę jeszcze dorosnąć...
Dorastałem przyglądając się z przyjemnością Soplicowie kręcącemu się w kółko w greckim amfiteatrze. A tam kilka ciekawych dramatis personæ (cholera, to łacina, a nie greka) – przerysowany Bocian, rozerotyzowana Telimena, przebiegły Robak, podminowany Gerwazy, krotochwilny Hrabia (zestawcie sobie kreacje Marcina Tyrlika i Marka Kondrata). Gdybym jeszcze tylko wszystkich dobrze i wyraźnie słyszał… Może zasłaniał mi ekran perkusisty zespołu Mateusza Cwalińskiego. Bo, jakby wszystkich cudownych wariactw było mało, to jest spektakl w konwencji musicalu!

sobota, 2 maja 2026

Przystanek jazz

Międzynarodowy Dzień Jazzu zawitał również do Olsztyna (co prawda z dwudniową synkopą). Z tej okazji w Zajezdni Trolejbusowej odbył się dzisiaj koncert w hołdzie Zbigniewowi Namysłowskiemu, jednemu z największych gigantów polskiego jazzu.


Namysłowskiego widziałem na koncercie tylko jeden raz, ponad 30 lat temu. Przez te trzy dekady podciągnąłem się nieco ze znajomości jazzu, ale poza odróżnianie „Astigmatic” od „Bitches Brew” raczej nie wyjdę. Co nie zmienia faktu, że słuchać jazzu po prostu lubię.

Najpierw była okazja posłuchać wywiadu, jaki na żywo Piotr Metz przeprowadził z Tomaszem Tłuczkiewiczem, znawcą jazzu a twórczości Namysłowskiego szczególnie.

Tomasza Tłuczkiewicza zawsze słucha się z przyjemnością (mam w pamięci jego wystąpienia przed laty w radiu i telewizji).


W części muzycznej, a dla niej tu przecież przede wszystkim przyszliśmy, wystąpił zespół Jacka Rodziewicza.


Zagrali kilka utworów Namysłowskiego („Winobranie”, „Jasmin Lady”), kilka Rodziewicza („Steve Nash Flow”) a także „Central Park West” Coltrane’a. Na żonie największe wrażenie zrobił Coltrane, na większości „Winobranie”, a na mnie wszystko.


Kto dziś na scenie? Aż siedem osób: Jacek Rodziewicz (saksofon barytonowy), Jan Smoczyński (instrumenty klawiszowe), Maciej Sikała (saksofon tenorowy), Marcin Gawdzis (trąbka), Beniamin Przeradowski (perkusja), Jacek Namysłowski (puzon, klarnet, flet), Mateusz Kurek (gitara elektryczna).


piątek, 1 maja 2026

Joe na Rybnym

Zapewne nigdy jeszcze w historii Olsztyna tylu gitarzystów nie zagrało jednocześnie w jednym miejscu. Robiliśmy, co mogliśmy, jednak lokalny rekord nie przełożył się niestety na rekord światowy. Ale grając na Targu Rybnym „Hey Joe”, bawiliśmy się doskonale!



Ja bawiłem się tym bardziej, bo gitarowym rekordzistą zostałem już w 2014 roku. A dziś zdążyłem sobie przypomnieć nie tylko tamten wrocławski rekord Guinnessa, ale i zupełnie inny rekord Guinnessa, jaki zorganizowaliśmy również 1 maja 2000 roku (i też był na nim prezydent Olsztyna – o ile Janusz Cichoń wykonywał wtedy harcerskie pląsy, to Robert Szewczyk grał dzisiaj jak wszyscy zgromadzeni mieszczanie CGDAE).

Ba, w ramach mentalnych przygotowań do bicia gitarowego rekordu, wyciągnąłem klawisze i z okazji 22. rocznicy wstąpienia Polski do Unii Europejskiej wykonałem parafrazę stosownego utworu:


Przed tym, zanim punktualnie o 16:00, uderzyliśmy w C-dur, zagrało kilku olsztyńskich tuzów gitary. Sekcję rytmiczną tworzyli Krystian Zemanowicz (gitara basowa) i Aleksander Ostrowski (perkusja). Na scenie cały czas był też Piotr Szymański (gitara elektryczna, m.in. Zaraza i Big Day).

W instrumentalnej wersji „Black Dog” Led Zeppelin pierwsze skrzypce (pardon, pierwszą gitarę) grał Marcin Stanczewski. W solo wplótł cytat muzyki do „Stawki większej niż życie”, co doskonale korespondowało z faktem, że przygody Klossa kręcono głównie w Olsztynie i we Wrocławiu.


Natomiast przy „Cocaine” J. J. Cale’a sprawdzał się na Antek Waraksa.


Ostatecznie okazało się, że na Targu Rybnym w Olsztynie stanęło z gryfami w rękach 234 gitarzystek i gitarzystów. Wrocław zameldował 7649 gitarzystów, czyli do zeszłorocznego rekordu (8122) zabrakło kilku kompanii gitarzystów.


Wśród nich ja.

Za udział dostałem śliczny certyfikat. Dzięki.