Chciałem tylko, żeby gdzieś przekroczyć granicę, wszystko jedno którą, bo ważny dla mnie był nie cel, nie kres, nie meta, ale sam niemal mistyczny i transcendentny akt przekroczenia granicy.
(Ryszard KAPUŚCIŃSKI, „Podróże z Herodotem”)
Niedługo minie pół wieku, odkąd ojciec zobaczył we mnie materiał na wirtuoza akordeonu. Nic z tego nie wyszło, w końcu John Lennon miał Rickenbackera a nie Weltmeistera. Co kilkanaście lat próbuję jednak wrócić do jakiejś klawiatury. Może tym razem się uda.
Zazwyczaj, gdy jest 17 kwietnia, mój muzyczny ekwipunek powiększa się o kolejny instrument, gadżet, sprzęt. W tym roku mój osobisty menedżer imieniem Anita obwiązał imieninowym sznurkiem AKAI MPK mini plus.
Czym jest kontroler MIDI, wie dziś każde dziecko, bo bez tego chyba już nie powstaje żadna muzyka. Co może powiedzieć o moimi AKAI: - klawiatura dynamiczna (oczywiście nie jest to klawiatura ważona), - 37 klawiszy
- dzięki przyciskom zmiany oktawy mam do dyspozycji aż 10 oktaw (pamiętam, jak się mojemu panu od akordeonu kończyły klawisze, gdy grał jakieś skomplikowane przewroty), - 8 dynamicznych padów MPC, - Note Repeat (cokolwiek to znaczy, będę się dowiadywał), - 8 pokręteł (do filtrów, efektów), - 4-kierunkowy joystick (pitch + modulacja), - OLED display (mały ekran), - sekwencer 64 kroki (będę się dowiadywał), - nagrywanie na żywo, - arpeggiator (czyli można udawać wirtuoza), - tryby scales i chords (czyli jeszcze bardziej kreujesz się na wirtuoza), - łączy się i zasila przez USB (czyli jeden kabel mniej). Moja nowa klawiatura doskonale komponuje się ze starą. Może spróbuję jednocześnie pisać i grać?
Póki co, pierwsza próba tylko na jedną klawiaturę. O dziwo, po podłączeniu do trialowej wersji FL Studio 20 i krótkim grzebaniu w opcjach, zagrało! Na razie udaję, że mam organy kościelne. To mi doskonale pasuje do wczorajszego wieczoru, spędzonego w gronie kolegów z dawnej firmy. Jeden z zacnych kolegów kwadrans opowiadał o mających nawet 400 lat organach znajdujących się w warmińskich kościołach. Moje mają dopiero parę godzin i w dodatku nie są organami (bo każde dziecko wie, że kontroler MIDI nie wydaje własnych dźwięków).
Nie wiem, jak Wam kojarzy się dwóch facetów w szafie, ale moje skojarzenie od dziś to ciekawa dyskusja na temat dobrej muzyki.
Czwarty raz zasiadłem przed mikrofonem audycji Szafa z muzyką. Zawsze pozwalam sobie na nadanie jej własnej nazwy (Moja szuflada w szafie, From Szafa with Love, Radio Babel). Tym razem wymyśliłem sobie, że będzie to Dwóch w szafie.
Paweł Jarząbek, autor audycji Szafa z muzyką w radiu UWM FM, jak co roku wystawił prowadzenie jej na licytację na rzecz WOŚP. Walka była krótka, ale dramatyczna, znów padły kwoty czterocyfrowe, a ja tym razem zająłem zaszczytne drugie miejsce… Honorowo wpłaciłem 1111 zł, a Paweł równie honorowo zaprosił mnie do współprowadzenia audycji. Zaproponowałem dwa tematy, oba zanurzone w mojej ulubionej muzyce po same uszy.
The Beatles - Two of Us Tę piosenkę na początek wybrał Paweł, co zgrabnie skomentowało mój tytuł audycji.
Jimi Hendrix - The Star Spangled Banner (Woodstock 1969) Otwieram pierwszy temat audycji – wojna w Wietnamie. A na antenie i poza anteną mądrzę się, ze znawstwem dyrektora operacyjnego, o niedociągnięciach organizacyjnych festiwalu w Woodstock.
The Beatles - Blackbird Oczywiście byliśmy na koncercie Paula McCartneya i w Warszawie, i w Krakowie. I pamiętaliśmy, że krakowska wersja była poprzedzona ważnymi słowami. Z tym że ja pamiętałem bardziej, że Paul powiedział po polsku „prawa człowieka”. I to jest nasz drugi dzisiejszy temat - piosenki zaangażowane.
The Beatles - A Hard Day's Night Kiedy zaczęła się amerykańska odsłona wojny w Wietnamie? Piosenka wybrana przez Pawła jest okazją, by to wyjaśnić.
The Doors - Peace Frog Jak to u Jima Morrisona - nie do końca wiadomo, o co chodzi...
Jacek Kępka Automaty i Tomasz Zień - Automaty W Polsce lat 60. trzeba było uciekać w tematykę nieoczywistą.
Barry McGuire - Eve of Destruction Zastanawialiśmy się, czy to nie dziś jest właśnie tytułowa „wigilia zniszczenia”... Do Iranu zajrzymy jeszcze pod koniec audycji.
Sex Pistols - Anarchy in the U.K. Atakujemy imperium brytyjskie!
Dead Kennedys - California Über Alles Atakujemy demokratycznego senatora z Kalifornii (niekoniecznie dlatego, że ma dziś urodziny).
Buldog - Do prostego człowieka (live) W połowie audycji tekst Juliana Tuwima z 1929 roku. Zmieniło się wiele i nic się nie zmieniło.
Jean-Michel Jarre - Pop Corn Co utwór instrumentalny robi w audycji o piosenkach z zaangażowanym tekstem? Już wyjaśniam...
Burek! Dobry Pies - Wietnamskie dzieci Jaki mieliśmy właściwie wtedy stosunek do wojny wietnamskiej?
Spare Bricks - Vera (po polsku) Selfmarketing, czyli moje tłumaczenie w profesjonalnym wykonaniu. I świetne przejęzyczenie - uznałem, że „The Wall” to płyta Rogera Watersa.
Måneskin - Gasoline Piosenka o facecie napędzanym benzyną, czyli współcześni artyści też niestety muszą śpiewać o wojnie...
Marianne Faithfull - As Tears Go By Wybór Pawła, który ma ewidentną słabość do tego utworu. Odeszliśmy trochę od obu tematów audycji, ale warto było...
Tilt - Mówię ci, że Wybór Pawła. Pieśń z lat 80., gdy w Polsce można było już być nieco bardziej dosadnym niż w latach 60.
The Bill - Wolność Wybór mojej żony (kaseta The Billa była przebojem w pobliskim akademiku, kilkadziesiąt metrów od radia, w którym jesteśmy). Ja w tym samym mniej więcej czasie byłem niedaleczko na koncercie „Stage of Power”, gdzie obok The Billa pojawili się tacy wykonawcy: Saron, Pan Witek, Screen, Atrocious Filth, Prophecy, Christ Agony, Vader, Sedes, Closterkeller, Proletaryat.
Shervin Hajipour - Baraye Po persku. To, że niemiłych panów atakuje pan, który jest nieobliczalnym narcyzem, nie przekreśla faktu, że atakowani panowie są naprawdę niemili.
The 5th Dimension - Aquarius # Let The Sunshine In Kto nie był na filmie „Hair”, niczego nie rozumie! Muszę się wybrać na wersję sceniczną, ciągle pojawiają się w Polsce kolejne adaptacje.
Uummannaq Børnehjem - Uummannami To nie jest pieśń protestu. Ale są takie momenty w dziejach, że wystarczy tylko kontekst. Kończymy utworem z Grenlandii.
Z muzyki deathmetalowej to ja najbardziej lubię Nicka Cave’a, ale na prezentowany na Scenie Margines olsztyńskiego teatru spektakl o Vaderze musiałem się oczywiście wybrać. I nie wziąłem proponowanych przy drzwiach wejściowych zatyczek do uszu!
Czy to jest rzeczywiście o Vaderze? Przedstawienie „Vader. Wojna totalna”, na podstawie książki Jarosława Szubrychta o tym samym tytule, w zasadzie nie jest o muzyce, chociaż brzmi ona praktycznie przez cały czas. Przesłanie jest dość czytelne – jeśli czegoś bardzo mocno chcesz, to cel osiągniesz. Oczywiście, w tej bajce widzimy krew, pot i łzy zwycięzcy, ale nie widzimy tych, co przegrali. W latach osiemdziesiątych marzenia miały w Olsztynie, w Polsce i na całym świecie miliony takich chłopaków, jak Piotrek z ul. Gietkowskiej. Sukces stał się udziałem bardzo nielicznych. Najbardziej wytrwałych, obdarzonych największym talentem, mających największe szczęście? To zawsze jest mieszanka i niewiadoma porównywalna do tego, że czasem Adam Małysz leciał daleko a czasem blisko, ale w sumie trudno powiedzieć dlaczego…
To również trochę przedstawienie o pokoleniu (także moim), które miało okazję doświadczyć niesamowitej karuzeli społeczno-politycznej – dzieciństwo przeżyliśmy w klimacie fałszywego dobrobytu epoki Gierka, dojrzewaliśmy w oparach gnijącego realnego socjalizmu, a w dorosłość wchodziliśmy oglądając wybuch wolnego rynku (do tego dodajmy, że starość spędzimy zapewne próbując nieskutecznie wyjaśnić młodzieży, że nie wszystko, co widać w internecie jest prawdą). Momentami było zatem zabawnie, bo socjalistyczny model kultury śmieszy po kilkudziesięciu latach tak samo jak „afrykańskość”, którą uprawiał w naszych telewizorach Afric Simone czy buty na koturnach zespołu Slade. Ciekawe, czy gdyby Piotr Wiwczarek urodził się kilka lat wcześniej, załapałby się na glam rock? Załapał się na Black Sabbath, potem na Judas Priest, potem na Slayera i tak ruszyła ta śmiertelna maszyna…
W opowieści przewija się mnóstwo spraw, mnóstwo ludzi. Jest tak gęsto, że nie sposób wszystkiego spamiętać (było przeczytać książkę, mądralo..). Sytuację ułatwia olsztyńskim lub wpędzonym w lata odbiorcom to, że wiele z tego działo się tuż obok nas. O festiwalach Metalmania czytałem na bieżąco w epoce. Eksplodującą kulturę thrash metalu analizowałem dzięki napisom wykonywanym długopisami na szkolnych torbach kolegów z technikum (tyleż długie, co nieskuteczne, dyskusje z niejakim Wiśnią, dzielącym ze mną szkolną ławę na przedmiocie podstawy elektrotechniki, o wyższości Pink Floyd nad Venomem). Na studiach zetknąłem się przez chwilę z Docentem, który, na moment przed światowym sukcesem zespołu, znalazł jeszcze czas, by dołączyć do naszej grupy na historii przy ul. Szrajbera, co zapewne trzeba łączyć z Waldemarem Ziarkiem, również wspominanym w spektaklu. Wnukom będę opowiadał, że podczas kolokwium pożyczyłem Docentowi długopis… Trzy lata później anonsowałem w olsztyńskiej mutacji „Gazety Wyborczej” nie tylko koncerty Vadera, ale i Atrocious Filth, czyli jeszcze innej formacji, w której grał Doc (bardziej ekstremalnej, co może trudno sobie wyobrazić). Nawet robiłem z Odrażającym Brudem jakiś wywiad we From Pubie, ale nie było wtedy Docenta.
Może coś o wykonawcach? Chylę głowę przed unikalnym połączeniem talentu gitarowego Karoliny Ptaszyńskiej (która i krzyknąć umie) z czteroosobowym combo perkusyjnym odegranym przez aktorów naszego teatru (Maciej Mydlak, Krzysztof Plewako-Szczerbiński alias Peter, Marcin Tyrlik oraz Grzegorz Gromek). Najwięcej energii musieli włożyć Maciej Mydlak i Grzegorz Gromek. Były różne fragmenty muzyczne, począwszy od „Paranoid”, „Black Sabbath”, coś Judas Priest (no, nie znam na wyrywki), „Seek and Destroy” aż po „Dark Age”, czyli stawiającą kropkę nad i w tej historii premierą teledysku Vadera w MTV. Trochę szkoda, że tak nagle urwała się ta opowieść, bo historia Vadera jeszcze kilka razy zakręciła…
PS 1 Chciałem zacząć tę relację od banalnej wymyślonej retrospekcji, jak to przedszkolak Piotruś mija w 1971 roku budynek teatru i ani mu w głowie, że to jest teatr i że za 55 lat będą w nim wystawiać sztukę na jego temat, ale Maciej Mydlak przywołał na FB wyznanie Petera, że jako sześciolatek wystąpił już na deskach Teatru Jaracza w szkolnym przedstawieniu… Rzeczywistość jeszcze raz okazała się ciekawsza od wyobrażeń. PS 2 Nie ucieknę w tym miejscu od przypomnienia swojej własnej wprawki quasidramatycznej, którą kilka lat temu zaszczycił swoją interpretacją Maciej Mydlak. To było trochę to samo – człowiek, muzyka, dziwny świat wokół…