sobota, 1 października 2022

Średniowiecze uwspółcześnione

Kiedy już byłeś 1410 razy na Polach Grunwaldzkich i myślisz, że nihil novi, nagle otwierają nowe muzeum. No trzeba jechać.

Starą tradycją, sięgającą jeszcze średniowiecza, jest wydanie kilkudziesięciu milionów złotych a następnie przytwierdzenie taśmą klejącą kartki A-4 z kluczową informacją. W wersjach de luxe w foliowej koszulce (tu bez).

Dwie osoby w kasie, dwie osoby przy wejściu. Pracy w gminie Gruwald nie zabraknie.

Koniec tych uszczypliwości (no, będzie jeszcze jedna). To naprawdę świetnie wyglądające, nowoczesne, warte odwiedzenia muzeum. Jest dużo multimediów i, co cieszy mnie najbardziej, forma nie pożarła treści. Historia bitwy została pokazana w kilkusetletniej perspektywie, bez prymitywnych uproszczeń w rodzaju „bij krzyżaka”.

Można zwiedzać z przewodnikiem, ale lepiej chyba samodzielnie, bo wtedy można spokojnie przejrzeć wszystkie interaktywne tablice. A jak będziesz się wnikliwie przyglądać, to zobaczysz błąd ortograficzny (widziałem jeden, to obiecana ostatnia złośliwość).

Słynny Marcin z Wrocimowic, opisany przez Długosza oraz Sienkiewicza, namalowany przez Matejkę i sfilmowany przez Forda.

Nieco przypomina mi to „Pochód na Wawel” Wacława Szymanowskiego. I przypominam sobie pomysł, jaki kilkanaście lat temu zgłosił doradca Andrzeja Leppera (budowa największego w Europie pomnika, a raczej kompleksu pomników – kilkuset kolosalnych rycerzy i 100-metrowe dwa nagie miecze z windami w środku).

Nowoczesne prezentacje nowoczesnymi prezentacjami, ale muzeum bitwy jest nieważne bez makiety.

Już poza główną ekspozycją wpadam na tablicę o harcerskiej tradycji Grunwaldu. Same znajome twarze!

To zdjęcie pochodzi z 1985 roku i nie powstałoby, gdybym nie zarządził marszobiegu z obozu w Szerokim Ostrowie nad Śniardwami do miejscowości Zdory, skąd zabrał nas PKS do Pisza, skąd zabrał nas pociąg do Olsztyna, skąd zabrał nas kolejny PKS do Stębarka, skąd już na piechotę na Pola Grunwaldzkie na Zlot Grunwaldzki.

Rozpoznaję, że to rok 1988, czas słynnego Zlotu ZHP z okazji 70. rocznicy powstania ZHP. A bohaterem jest druh Bakcyl, szef „Szperaczy”.

21 lipca 1988. Tego dnia też byłem na Polach Grunwaldzkich. Na kulminacyjny moment zlotu przyjechaliśmy aż spod Częstochowy (a konkretnie z Załęcza Wielkiego, gdzie byliśmy w Centralnej Szkole Instruktorów Harcerskich ZHP „Nadwarciański Gród” na obozie o nazwie Harcerska Akademia Wiedzy). I kogóż tu mamy? Gen. Florian Siwicki (minister obrony narodowej), gen. Wojciech Jaruzelski (przewodniczący Rady Państwa), hm. PL Ryszard Wosiński (naczelnik ZHP), Jan Dobraczyński (przewodniczący Rady Krajowej Patriotycznego Ruchu Odrodzenia Narodowego), Kazimierz Barcikowski (wiceprzewodniczący Rady Państwa i przewodniczący Ogólnopolskiego Komitetu Grunwaldzkiego), Jerzy Szmajdziński (przewodniczący Zarządu Głównego Związku Socjalistycznej Młodzieży Polskiej), Alfred Miodowicz (przewodniczący Ogólnopolskiego Porozumienia Związków Zawodowych).

Słynny w Olsztynie druh Zeus (nie, nie ten Zeus, inny Zeus).

No i jeszcze jeden taki druh, który uczył mojego brata, przyznał mi stopień przewodnika a ja mu pomagałem pisać kartę próby na stopień harcmistrza, który liczył na karierę grunwaldzką i który zamknął mi gazetę. Średniowiecze…

czwartek, 22 września 2022

Orka i Laborka

Nie wychodzę z Sowy. W zeszłym tygodniu blues, dzisiaj jazz. Zdecydowanie koncert roku. Siedzisz w pierwszym rzędzie z rozdziawianą gębą i modlisz się do gigantów jazz-rocka. Ora et Labora(torium).


Kolejny zespół, który dane mi było zobaczyć pierwszy raz po wielu latach (klasyczna sytuacja – najpierw byłem za młody, potem nie istnieli, potem jakoś nie trafiali do Olsztyna, ale wreszcie są).

Marek Stryszowski – saksofon sopranowy, saksofon altowy, wokal
Oprócz tego, że świetnie gra na instrumentach dętych drewnianych i ekstatycznie śpiewa, to prowadzi konferansjerkę w stylu „śmieszy, tumani, przestrasza”. Moje ulubione – „w drugiej części coś zachrzęści”.

Janusz Grzywacz – instrumenty klawiszowe, vocoder
Równie wesoły starszy pan. Żarty o zejściu w czasie gry na scenie? Proszę bardzo!

Krzysztof Ścierański – gitara basowa
Stały bywalec Sowy. Widzę go tu chyba z dziesiąty raz. I też żartowniś (robił kolegom zdjęcia efektem gitarowym, zaskoczył wszystkich, włącznie z kolegami z zespołu, ad hoc wykonanym loopem „mało plyt”).

Marcin Ścierański – perkusja
Syn nie poszedł w instrumentalne ślady ojca, ale dzięki temu powstała rodzinna sekcja rytmiczna, która genetycznie skazana jest na sukces. Nawet jeśli latorośl się zgubi, co się młodemu człowiekowi zdarzyło, to rodzic pozwoli spróbować jeszcze raz (i po co się przyznawał, i tak byśmy nie zauważyli).

Marek Raduli – gitara elektryczna
Tydzień temu zagrał tu gościnnie z J.J. Bandem, więc można powiedzieć, że też nie wychodzi z Sowy.

„ABZ” („Nie umieliśmy wtedy grać od A do Z i to się nie zmieniło” – stwierdził Marek Stryszowski i wykrakał, bo właśnie w tym utworze Marcin Ścierański „zgubił się”)


„Szalony baca” (należy się literacki Nobel za tytuły)

piątek, 16 września 2022

Dżej dżej jest okej

Słyszałem sporo dobrego o zespole J.J. Band, ale nie było okazji zobaczyć na żywo, mimo że przecież już w Olsztynie grywał. Choćby na Olsztyńskich Nocach Bluesowych w 2002 roku, gdy zdobył nagrodę w konkursie „Nadzieja bluesa”.

Wtedy to ja byłem jednak komendantem obozu harcerskiego, co od bluesa nie jest tak odległe, bo muzycznie rzecz też polega na trzech akordach. A że będziemy dziś wieczorem świadkami grania trzyakordowego, zapowiedział na wstępie Jacek Jaguś, lider zespołu. Dodajmy – tytułowy lider zespołu. Swoją drogą nazwa J.J. Band w oczywisty sposób kojarzy się z J.J. Calem, ale muzycznie to są jednak dwie różne bluesowe bajki. Olsztyńskich Nocy Bluesowych już nie ma, ale jest niezawodna Sowa. W niej właśnie J.J. Band zagrał dziś jeden ze swych koncertów z okazji 20-lecia działalności.
Na scenie oczywiście Jacek Jaguś – gitara, śpiew. Dla mnie rewelacja.


Bartosz Łęczycki – harmonijka ustna (korzystam incydentalnie z jego lekcji na YT):

Piotr Michalak – instrumenty klawiszowe:

Andrzej Stagraczyński – gitara basowa:

Bartosz Niebielecki – perkusja:

J.J. Band nie widziałem, ale jego sekcję rytmiczną miałem okazję zobaczyć na Olsztyńskich Nocach Bluesowych w 2012 roku w ramach HooDoo Band.

Oraz dwoje wspaniałych gości. Po pierwsze Marek Raduli, który z gitarą robi, co chce (parę razy widziałem z Budką Suflera w latach 90.):

I Karolina Cygonek – adekwatny bluesowy śpiew (w 2009 roku słuchałem jej na Olsztyńskich Nocach Bluesowych z ToMi Blues Kapela):

Repertuar? Wiele własnych, naprawdę stylowych bluesów. Oraz kilka coverów.

„Rzeka dzieciństwa” (Breakout)


„Gdzie mnie wiodą” (Breakout)


„W co mam wierzyć” (Breakout)


„Crossroads” (Robert Johnson)