środa, 22 kwietnia 2026

Odrzucony odrzut

Gdy 1 stycznia 1962 roku Beatlesi nagrywali demo dla wytwórni Decca (wiadomo, odrzucone), wzięliby w ciemno i z pocałowaniem ręki, że jeden z rejestrowanych wówczas utworów wyda ktoś inny na singlu i że zajmie z tym singlem 35. miejsce na liście przebojów.

Tym utworem było „Love of the Loved”, a wykonawczynią, która wzięła go na warsztat, była Cilla Black, ale to był już wrzesień 1963 roku, od kilku miesięcy w Anglii trwała Beatlemania, a zespół miał już kilka własnych numerów jeden.


„Love of the Loved” próżno szukać w oficjalnej dyskografii The Beatles. Nie nagrali tego, napisanego głównie przez Paula McCartneya, utworu na żaden z albumów, nie wrzucili też ani na „Anthology 1” (chociaż są tam inne utwory z noworocznej sesji), ani na „Anthology 4”. W sumie dziwne, bo przecież nagrania są dobrej jakości, a piosenka zgrabna. Ale widać „zgrabna” to za mało dla perfekcjonisty, jakim jest Paul. Wychodzi na to, że piosenka została odrzucona dwukrotnie...

Gdy patrzę znów w twych oczu blask
Widzę, że tam jest właśnie raj
Widzę to znów – kocham i kocha mnie ktoś

Pewnego dnia, ujrzą ten fakt
Że w sercu twym od zawsze trwam
Od zawsze trwam – kocham i kocha mnie ktoś

Choć mówiłem wszystko to
Będę to powtarzać wciąż
Teraz, kiedy pewność mam, że kochasz

I już wiem od dzisiaj, że
Kiedy na mnie patrzysz się
To w ten sposób, który mówi, ach, „Ty kochasz!”

Więc, choćby deszcz, ja mam to gdzieś
W twym sercu trwam, to miejsce me
To miejsce me – kocham i kocha mnie ktoś

Choć mówiłem wszystko to
Będę to powtarzać wciąż
Teraz, kiedy pewność mam, że kochasz

I już wiem od dzisiaj, że
Kiedy na mnie patrzysz się
To w ten sposób, który mówi, ach, „Ty kochasz!”

Więc, choćby deszcz, ja mam to gdzieś
W twym sercu trwam, to miejsce me
To miejsce me – kocham i kocha mnie ktoś
Kocham i kocha mnie ktoś
Kocham i kocha mnie ktoś

Olsztyn, 20-22.04.2026



Horacy Tłumacy - na Facebooku
Horacy Tłumacy - na YT
Horacy Tłumacy - lista przetłumaczonych piosenek

sobota, 18 kwietnia 2026

Polak, Węgier, cztery pradziadki

Po niedawnych węgierskich wyborach parlamentarnych wiele osób deklaruje, że wybierze się w końcu (albo ponownie) nad Dunaj i Cisę. Ja też się oczywiście wybiorę (szósty raz) do Kotliny Panońskiej, ale najpierw melduję się z trzecim węgierskim tłumaczeniem.



Na początku wszystkiego była, wiadomo, Omega. W 1971 roku Gábor Presser i József Laux odeszli z Omegi i z muzykami z grup Metro i Hungária założyli Locomotiv GT. Z kolei już w 1973 roku z Locomotiv GT odszedł Károly Frenreisz i założył Skorpió (dołączył też m.in. Antal Gábor Szűcs z Hungárii). Rok później Skorpió zadebiutował płytą „A rohanás” („Pośpiech”), na której znalazł się m.in. utwór „Így szólt hozzám a dédapám” („Tak mi mówił mój pradziadek”).
Omega nie istnieje, Locomotiv GT nie istnieje, a węgierscy Skorpionsi chyba nadal kąsają (na pewno ukąsili w 2023 roku świetnym koncertem na 50-lecie). Polak, Węgier, dwa bratanki – w składzie Skorpió znajduje się od 1976 roku Gábor Németh, który kilkanaście lat temu grał również w naszym SBB (dla odmiany w niemieckich Scorpionsach gra na basie Polak, czyli Paweł Mąciwoda).


Gdy na harcerskich ogniskach w latach 80. młóciliśmy piosenkę „Wędrowiec”, nie miałem zupełnie świadomości, że to piosenka z korzeniami na Węgrzech.


Autorem polskiego tekstu, niezwiązanego z oryginałem, jest Adam Szarek, legenda polskiej piosenki turystycznej, ale swego czasu również członek zespołu Histeryk Filip (o brzmieniu podobnym do… Scorpions, tego niemieckiego oczywiście). Szarek był na koncercie Skorpió (zapewno w 1974 r.), chyba w swoim rodzinnym Inowrocławiu. Napisał polski tekst do utworu, który na węgierskiej płycie nazywał się „My grandfather said” (taki był zwyczaj, że piosenki miały dodane angielskie tytuły). W 1975 roku utwór „Wędrowiec” w wykonaniu grupy Wespół z udziałem Adama Szarka pojawił się na Bazunie. W moim śpiewniku pojawił się dziesięć lat później.

Czarnowłosi przeważnie Węgrzy mają chyba obsesję na punkcie blondynek. Najsłynniejszy węgierski przebój mówi o dziewczynie o perłowych włosach, a w piosence Skorpió tytułowy pradziadek zakochał się oczywiście w blondynce.

Było to dwadzieścia temu
Albo więcej lat
Wpadał do mnie co dnia
Mój pradziadek sam

Mówił to i mówił owo
Różne cuda snuł
Ciągle różne cuda snuł
Może zmyślać też mógł

Synku mój, do mnie tak pradziadek raz rzekł
Ze mną chodź, zostaw cały miasta ten zgiełk
Ze mną chodź, tam o różnych cudach dowiesz się
Chodźmy stąd, jak dwóch kumpli droga będzie nieść

Mówił, jak to pięknie było
Gdy na koniu gnał
Kiedyś, gdy na koniu gnał
Kobiet wzrok na sobie miał

Mówił, że się w niej zakochał
W tej dziewczynie blond
Potem ta dziewczyna blond
Stała się prababką mą

Synku mój, do mnie tak pradziadek raz rzekł
Ze mną chodź, zostaw cały miasta ten zgiełk
Ze mną chodź, tam o różnych cudach dowiesz się
Chodźmy stąd, jak dwóch kumpli droga będzie nieść

Znów czekałem, by mnie zabrał
Lecz nie zabrał mnie
Nigdy już nie zabrał mnie
Już zabrała go śmierć

Olsztyn, 15-18.04.2026

Czy znałem swojego pradziadka? Jak każdy miałem ich czterech:
- Franciszek 1888-1961
- Józef 1890-1973
- Ludwik 1896-1985
- Stanisław 1902-1986

Popatrzmy na te oblicza ze zdjęć sprzed 80-110 lat, które poddałem całkiem udanej renowacji:

Poznałem tylko Ludwika, którego zasługą, oczywiście oprócz spłodzenia mego dziadka, jest brzmienie naszego nazwiska (z Zinkiewicza zrobił ponad 100 lat temu Zienkiewicza). Zresztą na początku nazywał się Liudvikas Zinkevičius, jak to w Olicie, czyli Alytusie.
Nie wiem, czy któryś z pradziadków jeździł konno, ale na początku XX wieku nie byłoby to niczym wyjątkowym. Nie mam też pojęcia, czy któraś z prababek była blondynką:
- Emilia 1893-1972
- Katarzyna 1898-1991
- Zofia 1900-1980
- Aniela 1910-1987



Horacy Tłumacy - na Facebooku
Horacy Tłumacy - na YT
Horacy Tłumacy - lista przetłumaczonych piosenek

piątek, 17 kwietnia 2026

Obce dźwięki pod kontrolą

Niedługo minie pół wieku, odkąd ojciec zobaczył we mnie materiał na wirtuoza akordeonu. Nic z tego nie wyszło, w końcu John Lennon miał Rickenbackera a nie Weltmeistera. Co kilkanaście lat próbuję jednak wrócić do jakiejś klawiatury. Może tym razem się uda.

Zazwyczaj, gdy jest 17 kwietnia, mój muzyczny ekwipunek powiększa się o kolejny instrument, gadżet, sprzęt. W tym roku mój osobisty menedżer imieniem Anita obwiązał imieninowym sznurkiem AKAI MPK mini plus.

Czym jest kontroler MIDI, wie dziś każde dziecko, bo bez tego chyba już nie powstaje żadna muzyka. Co może powiedzieć o moimi AKAI:
- klawiatura dynamiczna (oczywiście nie jest to klawiatura ważona),
- 37 klawiszy - dzięki przyciskom zmiany oktawy mam do dyspozycji aż 10 oktaw (pamiętam, jak się mojemu panu od akordeonu kończyły klawisze, gdy grał jakieś skomplikowane przewroty),
- 8 dynamicznych padów MPC,
- Note Repeat (cokolwiek to znaczy, będę się dowiadywał),
- 8 pokręteł (do filtrów, efektów),
- 4-kierunkowy joystick (pitch + modulacja),
- OLED display (mały ekran),
- sekwencer 64 kroki (będę się dowiadywał),
- nagrywanie na żywo,
- arpeggiator (czyli można udawać wirtuoza),
- tryby scales i chords (czyli jeszcze bardziej kreujesz się na wirtuoza),
- łączy się i zasila przez USB (czyli jeden kabel mniej).
Moja nowa klawiatura doskonale komponuje się ze starą. Może spróbuję jednocześnie pisać i grać?

Póki co, pierwsza próba tylko na jedną klawiaturę. O dziwo, po podłączeniu do trialowej wersji FL Studio 20 i krótkim grzebaniu w opcjach, zagrało! Na razie udaję, że mam organy kościelne. To mi doskonale pasuje do wczorajszego wieczoru, spędzonego w gronie kolegów z dawnej firmy. Jeden z zacnych kolegów kwadrans opowiadał o mających nawet 400 lat organach znajdujących się w warmińskich kościołach. Moje mają dopiero parę godzin i w dodatku nie są organami (bo każde dziecko wie, że kontroler MIDI nie wydaje własnych dźwięków).