środa, 31 grudnia 1986

Grobowa atmosfera

Od 1985 roku przez kilka lat 2 Olsztyńska Męska Drużyna Harcerska „Szarpie” praktykowała taki zwyczaj, że noc sylwestrową spędzała w Warszawie na Cmentarzu Powązkowskim. Nie całą rzecz jasna, ale najważniejsze kilkadziesiąt minut, czyli przełom roku. W tym celu należało każdorazowo dogadać się ze stróżem nocnym, który na szczęście nie miał oporów, by wpuścić przed północą kilkunastu młodych ludzi pomiędzy groby. Harcerskie umundurowanie było wystarczającą gwarancją, że nie zastanie rano krzyży postawionych do góry nogami.

Po pokonaniu bramy szliśmy pomiędzy kwatery Szarych Szeregów. Tam bynajmniej nie świętowaliśmy zmiany daty. Celem było przyrzeczenie harcerskie, zobowiązanie instruktorskie lub przyjęcie do drużyny.
Byłem tylko raz z „Szarpiami” na Powązkach. Był to przełom 1986 i 1987 roku. Właśnie wtedy zostałem oficjalnie członkiem tej drużyny. Nie mam zdjęcia upamiętniającego tę chwilę. Ale mam inne, na którym Partyzant składa przyrzeczenie harcerskie.

31.12.1986-1.01.1987
Przyrzeczenie Harcerskie i Zobowiązanie Instruktorskie
Powązki

niedziela, 14 grudnia 1986

Wszechkanapka wigilijna

Kolejny obowiązkowy punkt w kalendarzu drużyny, to biwak wigilijny.

Tę imprezę zrobiliśmy sobie w Tuławkach. Mało mogę o niej powiedzieć, bo wyjechałem z niej na cały dzień do Iławy w ważnych sprawach towarzyskich.

Przebojem kulinarnym była wszechkanapka, czyli buła z dżemem, musztardą, grzybkami marynowanymi, mielonką, cebulą i pasztetem. No, może kolejność warstw nie taka.

12-14.12.1986
biwak wigilijny 2 OMŚDH „Szarpie”
Tuławki

niedziela, 7 grudnia 1986

Młodsza siostra Wykapki

Mało rajdów? No to wymyślmy kolejny. Ten odbył się tylko jeden raz, ewidentnie na zlecenie Wydziału Starszoharcerskiego Komendy Chorągwi.

Rajd Chorągwiany Harcerzy Starszych „Telepka” wydaje się być młodszą siostrą „Wykapki”. Nawet organizatorzy, czyli „Szarpie”, ci sami.

Trasa dość oryginalna, w te rejony rzadziej się zapuszczaliśmy. Na początek w piątek nocleg w Pasymiu.

Rano w drogę na trasę z Pasymia do Grzegrzółek, gdzie w okolicy zarządziliśmy popas, czyli wyciągnęliśmy mielonki wieprzowo-wołowe, by zagrzać je w ognisku.

Gdy już dostaliśmy zgagi, ruszyliśmy dalej przez Łysą Górę nad jeziorem Sasek Wielki, by na końcu dotrzeć do Dźwierzut.

5-7.12.1986
Rajd Chorągwiany Harcerzy Starszych „Telepka”
Pasym-Grzegrzółki-Dźwierzuty

czwartek, 27 listopada 1986

Piosenka zastępcza jako przejaw niemocy twórczej

Moja pioseneczka inspirowana pewną nieudaną randką z 1986 roku i towarzyszącą jej piosenką „Don’t Walk Away” prześwietnego zespołu Electric Light Orchestra. 


Oto nadszedł czas groźnych spojrzeń,
Które niszczą miłość jak burza drzewa.
A ja potrzebuję tej głupiej miłości
I czuję się bez niej jak bez morza mewa.

Na nic namiętne klęczące słowa,
Dotykam ze strachem Twych warg.
Karcisz mnie bez najmniejszej emocji,
Wiesz, że nie będzie żadnych skarg.

Bo cóż z tego, że kiedyś, że gdzieś...
To było dawno, zwyczajne baju baj.
Posłuchaj - w radiu - Electric Light Orchestra gra:
„Don't say good bye...”

Reszel, 27.11.1986

Mój utwór ma już tekst i ma nawet melodię, ale jeszcze nie zdecydowałem się zaśpiewać. W zastępstwie piosenka ELO, która posłużyła wówczas za ścieżkę dźwiękową mej porażki.


Horacy Pisaty - na YT
Horacy Pisaty - lista moich piosenek

sobota, 22 listopada 1986

Do trzech konferencji sztuka

Jedną nogą byłem już w hufcu „Rodło”, ale jeszcze trzeci i ostatni raz wziąłem udział w konferencji hufca Kętrzyn.

Co tam sprawozdaliśmy, nie pomnę. Władz nowych nie wybieraliśmy, bo kadencje były wówczas czteroletnie (a nie, jak się czasem zależnie od kaprysu statutu zdarzało, dwuletnie), a poprzednie wybory mieliśmy dwa lata wcześniej.

22.11.1986
Konferencja Sprawozdawcza Hufca Kętrzyn
Aula LO Kętrzyn

niedziela, 16 listopada 1986

Dyskoteka na plebanii

Jeszcze nie będąc członkiem 2 Olsztyńskiej Męskiej Środowiskowej Drużyny Harcerskiej „Szarpie”, uratowałem ją przed niesławą, przytomnie zauważając, że jeśli nie pamiętają, czy pierwszą zbiórkę mieli 7 czy 11 listopada, to niech lepiej wybiorą tę drugą datę…

I tak zostało – rocznica powstania drużyny obchodzona jest w rocznicę odzyskania niepodległości, a nie w rocznicę Wielkiej Socjalistycznej Rewolucji Październikowej, która, jak wiadomo, nie była ani wielka, ani socjalistyczna, ani rewolucyjna, ani nawet październikowa…
Jak drużyna ma rocznicę, robi biwak urodzinowy (to stara tradycja, że jak ukradną nam kolejny rok, to trzeba oddać biwak). Pierwsze urodziny 2 OMŚDH „Szarpie” świętowaliśmy zatem trochę w Stawigudzie, skąd przenieśliśmy się do Olsztynka, gdzie nocowaliśmy na plebanii Kościoła Najświętszego Serca Pana Jezusa w Olsztynku. Nawet podłączyliśmy się tam pod jakąś dyskotekę integracyjną, robioną przez księdza dla olsztyneckiej młodzieży.

14-16.11.1986
biwak urodzinowy 2 OMŚDH „Szarpie” - I rocznica powstania
Stawiguda + plebania Kościoła Najświętszego Serca Pana Jezusa w Olsztynku

niedziela, 9 listopada 1986

Człowiek a miłość

Co robić w „Perkozie”, gdy już się ma za sobą kurs drużynowych i kurs organizatorów pracy starszoharcerskiej?

Szkoła Harcerstwa Starszego była tak miła, że wyszła naprzeciw stałym bywalcom i zaczęła organizować bardziej wyrafinowane formy. Seminarium „Kształt życia” do takich ewidentnie należało. Temat tego spotkania nie wymaga komentarza.

7-9.11.1986
seminarium „Kształt życia” – „Człowiek a miłość”
SHS „Perkoz”

niedziela, 19 października 1986

W dziesiątą rocznicę

Trzeci i ostatni raz na rajdzie gloryfikującym LWP.

Jak w pobliżu jest rajd, to trzeba jechać. Tym razem zaczęliśmy… noclegiem w Reszlu.
Rano ruszyliśmy przez Klewno i Jutrkowo do Pieckowa. Trasa nie jakaś specjalnie wymagająca. Na finał soboty, w czasie wieczornej gry terenowej, Majka była tak miła, że uczciła dziesiątą rocznicę mojej obietnicy zuchowej, wywalając się malowniczo w kałużę. Dziękuję!
Niedziela bez historii – przemarsz do Kętrzyna i koniec rajdu.

17-19.10.1986
IV Rajd Hufca Kętrzyn „LWP w Harcerskiej Gawędzie”
Reszel-Klewno-Jutrkowo-Pieckowo-Kętrzyn

niedziela, 12 października 1986

Trzecie kolegium

Kolejne spotkanie korespondentów starszoharcerskiego „Na Tropie”, trzecie z moim udziałem.

Może kiedyś sobie coś z niego przypomnę…

10-12.10.1986
VII Spotkanie Kręgu Przyjaciół „Na Tropie”
SHS „Perkoz”

środa, 1 października 1986

Będąc młodym erotomanem

To wiersz, który jesienią 1986 roku wysłałem na konkurs do „Gazety Olsztyńskiej”. Długo wahałem się z publikacją na tym blogu, bo to gniot częstochowski, ale wówczas rozterek żadnych nie czułem :)

Co tu komentować... Wierszydło nie przeszło oczywiście przez sito surowego red. Janusza Segieta. Po latach kącik literacki w „Gazecie Olsztyńskiej” prowadzi Marek Barański, człowiek na pewno łagodny, ale w sprawie poezji bezkompromisowy fachowiec. I nie pomogłoby mi nawet to, że siedziałem przez kilka lat biurko obok niego.

Jak dobrze zagubić się w pościeli
Samemu lub jeszcze lepiej we dwoje.
I nic nas wtedy nie dzieli,
Niczego się wtedy nie boję.

Jak dobra bywa czasem poduszka,
Tak dobra jak letnia pogoda.
I nie chcę opuścić już łóżka.
Nie chcę, bo wiernej poduszki szkoda.

Jak usta masz w nocy wilgotne,
Tak bardzo osuszyć je pragnę.
Bez twoich me usta samotne,
Dlatego całusy ci kradnę.

Jak płyną twe piersi rozpalone,
Widziałem miliony tych łodzi.
Były milczące, dumne, szalone.
Zginąłbym w takiej powodzi.

Jak mocno zaciskasz powieki,
Gdy pieszczę wargami twe sutki.
Chcę, by trwało to wieki,
A czas nocy tak krótki.

Jak mocno przez sen trzymasz me dłonie,
Zaciskasz nerwowo swe palce.
Jeszcze chwila i spoczną na łonie,
Po długiej, lecz chyba przekornej walce.

Jak gorące uda być mogą,
Gdy dotknąć ich drżącą ręką.
Czekam aż oczy przyzwolą,
Czekanie staje się męką.

Jak wszystko staje się nieważne,
Zbliżamy się szybko do końca.
Poruszasz się coraz odważniej,
Zaraz polecisz do słońca.

Jak długie są chwile przed zaśnięciem,
Czekamy na tajne snu słowa.
On przychodzi i płaszcza muśnięciem
W swe mroczne ramiona nas chowa.

Jak słodko śpimy nad ranem.
Wyglądasz jak dziecko, jak anioł.
Ja jestem wtedy twym panem,
Ty jesteś wtedy mą panią.

Jak dobrze odnaleźć się o świcie.
Budzi się z wolna świat cały.
Uciekam od ciebie skrycie.
Wspomnienia radosne zostały.
Reszel, 1.10.1986

Horacy Pisaty - na YT
Horacy Pisaty - lista moich piosenek

niedziela, 21 września 1986

Czechosłowackie trampki na początek

Pierwsza wycieczka zagraniczna? Węgry w 1986 roku to był szczyt marzeń i możliwości. W sfinansowaniu wyprawy pomogły nam ziemniaki.

A konkretnie wykopki, na które jeździliśmy od pierwszej do czwartej klasy technikum. Na początku piątej klasy dołożyliśmy drugie tyle i pojechaliśmy na niskobudżetową wycieczkę do kraju, który politycznie był bardziej socjalistyczny niż nasz, ale gospodarczo i kulturowo zdawał się niemalże namiastką Zachodu.
Podróż odbyła się jelczem 043, czyli ogórkiem. To przygoda sama w sobie. Oparcia kończące się na wysokości łopatek nie pozwalały ani na chwilę zasnąć, nie groziło więc, że się przegapi cokolwiek z mijanego krajobrazu.
Pierwszy dzień to podróż przez Polskę. Musieliśmy wyjechać wcześnie rano, skoro nie tylko zdążyliśmy dojechać na nocleg do Bielska-Białej, ale jeszcze pójść do kina na „Gry wojenne”.
Po przekroczeniu granicy polsko-czechosłowackiej pierwszy przystanek w Żylinie. Korony kupiliśmy jeszcze w Bielsku-Białej, więc od razu wpadliśmy do sklepu, żeby nabyć oczywiście (?) trampki. Takie było zatem moje pierwsze zagraniczne doświadczenie…
Potem już na Węgrzech:
- Budapeszt (Wzgórze Gellerta, kościół Macieja, Baszta Rybacka, most Elżbiety, most Łańcuchowy, obowiązkowo metrem na Kőbánya-Kispest, gdzie sprzedaliśmy wszystko, co się dało, począwszy od „noje ancug”),
- Balaton (mieszkaliśmy oczywiście w Siófok, opactwo benedyktyńskie na półwyspie Tihany).

13-21.09.1986
wycieczka V klasy TE
Czechosłowacja, Węgry

czwartek, 28 sierpnia 1986

Kilometry bieżące harcerstwa starszego

Jeśli w czwartek po 45 dniach wracasz do domu po dwóch grunwaldzkich obozach, a już w niedzielę siedzisz w pociągu do Gdańska, to znaczy, że ci ciągle mało…


V Polowa Zbiórka Harcerstwa Starszego odbyła się w Gdyni w dniach 24-27.08.1986, my jednak zjawiliśmy się tydzień wcześniej. Do roboty. Spełnianie się w fizycznej pracy było, jak widać, naszym przeznaczeniem. Przyjechaliśmy od razu na Polankę Redłowską, w przekonaniu, że słychać już tam szczęk wbijanych śledzi. Nic z tych rzeczy. Cisza, spokój, żywej duszy. Zaraz zainteresowała się nami milicja, ale wystarczyło, że poprosiliśmy, by podwieźli nas do Gdańska i odjechali. I tak byśmy w kilkunastu nie zmieścilibyśmy się do nyski.
W Gdańsku udaliśmy się do Komendy Chorągwi, by ustalić, czy w ogóle zamierzają robić ten cały PZHS… Okazało się, że owszem, zamierzają i nasza obecność jest im nawet na rękę. Dostaliśmy angaż, czyli wikt w Stanicy Hufca Gdynia niedaleko Polanki Redłowskiej i liczne zadania, w tym coś w rodzaju bycia drużyną sztabową.
Z byciem drużyną sztabową wiąże się taka oto historyjka polityczno-obyczajowa. Stoimy na warcie w sztabie. Od kilku dni leje deszcz. Ważny druh z GK ZHP przyprowadza jakiegoś partyjnego kacyka.
– Ale pada, a wy tu tak stoicie, biedni – zagaja partyjniak, bo coś do młodzieży trzeba powiedzieć.
– Ważna jest tylko ta pogoda, którą mamy w sobie! – odpowiada rezolutnie któryś Szarp.
Ważniak z GK mdleje z rozkoszy, bo oczami wyobraźni widzi już swoją karierę w Komitecie Wojewódzkim PZPR.

Apel inauguracyjny na skwerze Kościuszki.

Na Nabrzeżu Pomorskim w drodze na apel lub z apelu.

Z tyłu 32 Ludowa Drużyna Harcerek „Takselki”.

Z druhnami ze Strzelec Opolskich, które jeszcze kilka dni temu były z nami na obozie szkoleniowym w Brzeźnie koło Dąbrówna.

Bulwar nadmorski im. Nowowiejskiego, czyli widok na kilka kilometrów bieżących harcerstwa starszego.

Goście zbiórki? Na przykład Joanna Michałowska-Gumowska, ostatnia ministra oświaty i wychowania (potem był już minister edukacji narodowej), mieszkanka Gdańska. Lecha Wałęsy nie zaprosili, wiadomo – osoba prywatna… Kiedyś jeszcze będzie gościem PZHS-u, ale nie uprzedzajmy wydarzeń.

17-28.08.1986
V Polowa Zbiórka Harcerstwa Starszego
Gdynia - Polanka Redłowska

czwartek, 14 sierpnia 1986

Tyle roboty, że nie ma kiedy pracować

Teatr na drzewach, bandycki napad, wyprawa na Stachuriadę… W trzy tygodnie można dużo zrobić.

W czwartek zakończyliśmy obóz w Ulnowie, a już w piątek zameldowałem się na obozie szkoleniowym w Brzeźnie Mazurskim, też w ramach akcji „Harcerze Grunwaldowi”. Jak tam dotarłem, nie pamiętam (od biedy można na piechotę, bo to tylko 15 km, ale aż tak ambitny nie byłem).

To był, jak się potem okazało, ostatni obóz szkoleniowy starszoharcerskiego „Matecznika”. A że wszystko przed końcem lubi się reformować, to zerwaliśmy się z tej smyczy (młodszoharcercerski „Matecznik” miał za złe, że się podszywamy) i szkoliliśmy się jako „Wirydarz”. Idę o zakład, że za tą nazwał stał Gałąz, przekonany o jej czysto staropolskim pochodzeniu.

Jak to było z teatrem na drzewach? Wyjaśniłem w artykule, jaki ukazał się jesienią w „Na Tropie”. Już w 1984 roku (jeszcze nie będąc Horacym, którym obwołałem się w 1985 roku na grunwaldzkim PZHS) chciałem wystawić „Hamleta” na obozie. Jeszcze nie na drzewach. Nic z tego nie wyszło (ale podciągnąłem się z maszynopisania przepisując wybrane sceny). Po dwóch latach pomysł wrócił w wersji rozszerzonej…

Druhna Mariola z talerzykiem. Komendantka Krystyna bez talerzyka. Radas z toporkiem.

Bandycki napad? Już o tym pisałem. Nie róbcie tego w domu.

Za mało się działo na obozie? Wyruszyliśmy do Fromborka na „Stachuriadę bis”! Jak widać, nie dość nam było Fromborka. I Stachury. Na organizowany przez redakcję „Na przełaj” zlot fanów Steda przybyło kilka czy wręcz kilkanaście tysięcy uczestników. Posiadacze brudnych koszul, ale czystych serc rozbili swe namioty w całym mieście, głównie nad Zalewem Wiślanym. Równolegle trwał obóz zainicjowanego dwa lata wcześniej przez „Na przełaj” ruchu ekologiczno-pokojowego „Wolę Być”. Ekologia zawsze na czasie, także za komuny, ale przeniesiona żywcem z zachodniej kontrkultury kontestacja nadmiernej konsumpcji była nieco irracjonalna w czasach reglamentacji kartkowej (albo – profetyczna, bo już za kilka lat…). Nie wiem, jak to się stało, ale zostałem członkiem ruchu. Wciągali wszystkich, wydawali legitymacje. Jak rozumiem honorowe, anarchistyczne, symboliczne, promujące ideę.
Było dużo spotkań i dyskusji (m.in. odważyła się przyjechać dyrekcja powstającej elektrowni jądrowej w Żarnowcu). Największa frekwencja jednak oczywiście na koncertach w fosie zamkowej. Trzy zapamiętane występy:
- Jacek Bończyk, wówczas członek drużyny „Fokszekmek”, od razu było widać, że talent,
- Marek Gałązka, wspominający jakieś zamierzchłe (czyli chyba 10 lat wcześniejsze) czasy hipisowskie,
- Jacek Różański, który zmuszony być zaśpiewać do kilku tysięcy ludzi bez nagłośnienia (ewidentnie przerysowana legenda mówi, że nocą ktoś ukradł nagłośnienie, a może nawet całą scenę).
Występ niezapamiętany, bo niemający miejsca – Gałąz uciekł, gdy go chcieliśmy wepchnąć na scenę. Uciekł – to mało powiedziane. Dał dyla!
Wracając na obóz… Miał miejsce jeszcze jeden bandycki napad. W latrynie przy pomocy gaśnicy proszkowej.

Mieliśmy obozową gazetkę ścienną. W tym wydaniu m.in. sensacyjne artykuły „Ognisko Kangura” (co na to mieszkańcy Brzeźna?) oraz „Misiek kontra Borygo” (szok i niedowierzanie!).

Niezbędna refleksja końcowa – strasznie byliśmy zapracowani na tym obozie. Szkolenia, służby w kuchni i wartownicze, bandyckie napady, próby teatralne, wyjazdy… A obóz nieliczny, jakieś dwadzieścia kilka osób.

25.07-14.08.1986
Harcerze Grunwaldowi - obóz szkoleniowy 
„Wirydarza
Brzeźno Mazurskie
1-4.08.1986
Stachuriada bis, zlot ruchu Wolę Być
Frombork

czwartek, 24 lipca 1986

Obóz średniowiecza

O, jakiż ja byłem bezkompromisowy. Podczas obozu akcji „Harcerze Grunwaldowi” wziąłem na bok zastępcę komendanta chorągwi ds. programowych i powiedziałem mu, jak przewodnik harcmistrzowi, że ta akcja średniowieczem jedzie… Komendantowi, nie prywatnemu!

Rzecz działa się w Ulnowie, na jednym z obozów akcji. Akcja mogła się mi nie podobać (byłem już na etapie alergii na wszystko, co etatowe w harcerstwie), ale umiejscowienie obozu mieliśmy historyczne. Właśnie na zachodnim brzegu Jeziora Lubiańskiego znajdował się namiot króla Jagiełły. Stąd do bitwy miał już rzut beretem koroną.
Niewiele ponad trzy kilometry na Pola Grunwaldzkie to dobra okoliczność również dla nas. Na zlot 15 lipca dotarliśmy z niewielkimi stratami (jedna omdlała z powodu upału). A na miejscu wiceprzewodniczący Rady Państwa (taki wiceprezydent, gdyby to cokolwiek znaczyło) Kazimierz Barcikowski przemawiający w obecności Majki, co wyraźnie widać na zdjęciu w „Sztandarze Młodych”. Na innym zdjęciu Córuś z Radasem niosą dwa miecze. Nagie.

Nota bene to właśnie w 1986 roku powstał Ogólnopolski Komitet Grunwaldzki, w którym niektórzy (również z ZHP) widzieli odskocznię do dalszej kariery. Już budowano struktury, jakieś etaty, również w Olsztynie, ale przyszedł 1989 rok i skończyło się harcowanie (tzn. szlachta zarządziła odwrót na z góry upatrzone pozycje).
Obóz kadry turystycznej – brzmi ciekawie. Znaczy się rozważaliśmy turystyczne aspekty Grunwaldu i okolic. Ja, na ten przykład, zabierałem swoich niemogących zasnąć podopiecznych na nocne spacery z plecakami do Zybułtowa i do Mielna (ja też z plecakiem, nie ma miękkiej gry). Nocne 10 km pozwala zasnąć każdemu bez problemu.
W czasie obozu napisałem, do spółki ze Sławomirem K., niewysokich lotów, wręcz gównianą, piosenkę… Lepsze piosenki śpiewaliśmy przy ogniskach. Była m.in. „Suzanne” Cohena w ciągle świeżym tłumaczeniu Ponurego Magazyniera oraz, niczym z tajnych kompletów, piosenki Jacka Kaczmarskiego.

1-24.07.1986
akcja „Harcerze Grunwaldowi” – obóz kadry turystycznej
Ulnowo

czwartek, 17 lipca 1986

Oda do latryny

Sięgam po coraz głębiej skrywane fragmenty twórczości literackiej, więc uprasza się o wyrozumiałość. Dzisiejsze wspomnienie z okazji zamontowania w naszej łazience nowego kibelka. Podwieszanego, a jakże.


Na tym obozie, już wiem,

Jest takie miejsce gdzie
Czekamy cierpliwie.
Kolejka ustawia się,
A jeśli długa zbyt jest
Bezcześcimy igliwie.

Ref.
Jeszcze się kiedyś spotkamy w tej latrynie
I odlejemy się w niej,
A gdy potrzeba przeminie, przeminie
Szarawym papierem wytrzemy się.

A kiedy dotrzemy tam,
Siadamy na drągi dwa,
Rozpinamy i ściągamy.
Obok kolega mój siadł,
Wypiął napięty swój zad
I działamy, i działamy.

Już z drągiem żegnamy się,
Bo nadszedł smutny ten dzień.
Odjeżdżamy, odjeżdżamy.
Żegnamy latryno cię,
Być może nigdy się tu,
Nie spotkamy, nie spotkamy.
Ulnowo, 17.07.1986

Horacym byłem już od roku, ale użycie słowa „oda” nie było świadome. Dziś wiem, że Horacy pisał m.in. ody. W technikum nie uczyli...
Na każdym obozie (to socjologiczna refleksja Rafała Ś.) przychodzi taki etap, że uczestnicy rozmawiają w kółko o fizjologii: o jedzeniu i wypróżnianiu, czasem o prokreacji. Moment ten nazywa się etapem fizjologicznym i następuje zazwyczaj po przekroczeniu półmetka turnusu. A że obóz w Ulnowie zaczął się 1 lipca, była najwyższa pora, by 17 lipca przelać to na papier.
Utwór liryczno-fizjologiczny napisaliśmy wspólnie ze Sławkiem K. z Kętrzyna. Ciekawe, co się z nim dzieje... Miał facet siwą brodę, więc z mojej ówczesnej perspektywy był emerytem. Nie zdziwiłbym się, gdybym miał dziś więcej lat, niż on wtedy.

Nie od rzeczy będzie przypomnieć źródło inspiracji. Disco polo ma naprawdę głębokie korzenie:

Już z nocą żegna się dzień
Ze słońcem żegna się cień
Pożegnanie, pożegnanie
Ty mnie nie kochasz, ja wiem
Dawno skończyło się już
To kochanie, to kochanie

Ref:
Bo jeszcze się kiedyś ten dzień spotka z nocą
A słońce znajdzie swój cień, swój cień
Jak Ciebie znaleźć - ale po co
Znaleźć, by znów utracić Cię

Już minął miesiąc, a ja
Po świecie włóczę się sam
Bez nikogo, bez nikogo
Jak mi jest dobrze tak żyć
Wolę wciąż drogą swą iść
Swoją drogą, swoją drogą

Może odnajdzie się ta,
Która mi swe serce da
W to wierzę, w to wierze
Może pokocham ją tak
Że aż mi słów będzie brak
Tak szczerze, tak szczerze


Przykładowe wykonanie:


Horacy Pisaty - na YT
Horacy Pisaty - lista moich piosenek

niedziela, 29 czerwca 1986

Pół roku przygotowań

Poprzedni obóz szkoleniowy w Baranówce nie był wielkim sukcesem, więc rok harcerski 1985/1986 spędziliśmy na intensywnych przygotowaniach do kolejnej odsłony kursu. Byliśmy skazani na sukces.

Poniższa zbiorcza relacja jest desperacką próbą ukrycia faktu, że poszczególne zbiórki, podczas których planowaliśmy obóz, zlewają mi się w jedno. Co więcej, trudno mi dopasować do faktów niedbale zarchiwizowane (bo nie przeze mnie) zdjęcia. Ale będąc urodzonym archiwistą nie z takimi zagadkami dawałem sobie radę...

6-8.12.1985
Marwałd
To wszystko odbywało się pod szyldem... Właśnie, jakim? Fragment zaproszenia na spotkanie w Marwałdzie tylko pogłębia chaos poznawczy.

Zaprasza Wydział Starszoharcerski Chorągwianej Szkoły Instruktorskiej „Matecznik”. A przecież Wydział Starszoharcerski był jednostką organizacyjno-programową Komendy Chorągwi. To strukturalne pomieszanie pojęć, zapewne nieświadome.
W każdym razie w Gietrzwałdzie robiliśmy to wszystko, co było w zaproszeniu, czyli właściwości, planowanie, znaki… Chyba może na pewno. No przecież widać, że pracujemy. Załapały się moje gołe nogi (grudzień nie jest ŻADNĄ przeszkodą dla niespełna 18-latka w noszeniu krótkich spodenek).

Na dowód, że jednak naprawdę byłem, zdjęcie z Jackiem z morąskich „Kangurów” i z druhnami z Lubawy. Zwraca uwagę nowy mundur (poprzedni poległ tydzień wcześniej).


No i musiała być jakaś impreza muzyczna, skoro Gałąz przytargał swoje słynne Altusy 110. Zapewne coś w rodzaju spóźnionych andrzejek, zupełnie jak przed rokiem.

I to chyba w Marwałdzie, w wyniku przegranej w złośliwego marynarza, musiałem wypić wiadro herbaty. Do tematu jeszcze kiedyś wrócę…

10-12.01.1986
Reszel
Następne spotkanie już po miesiącu. W tym czasie zdążyłem osiągnąć wiek dorosły i odwiedzić stare śmieci, czyli Gorzyce.
Spotkanie w Reszlu, czyli najbliżej jak się dało, do domu miałem 300 metrów. Jako „gospodarz” przygotowałem quiz, nie tylko harcerski. Będąc posiadaczem wiedzy tajemnej, układałem pytania w rodzaju „Jaki związek z harcerstwem mają Dżeki i Nuka?” (to miało być trudne i było) lub „Jaka powieść zaczyna się słów ‘Ogary poszły w las’?” (to dla odmiany miało być łatwe, ale nie było).

7-9.03.1986
Lidzbark Warmiński

Po dwóch miesiącach spotkanie w Lidzbarku Warmińskim (w tym czasie zaliczyłem m.in. Rejonową Konferencję Instruktorską, która odbyła się w Sali Konferencyjnej Komitetu Miejskiego PZPR w Kętrzynie, co gospodarze skrzętnie wykorzystali do agitacji politycznej, bo przecież naturalne im się wydawało, że po to jesteśmy w ZHP, by za chwilę wstąpić do ZSMP, a potem, wicie-rozumicie, gdzie…; ale także XXXI Ogólnopolski Konkurs Recytatorski w szkole, gdzie interpretowałem wiersz Antoniego Słonimskiego, absolutnie nie mogąc przewidzieć, że już za 7 lat będę dziennikarzem gazety dowodzonej przez jego byłego osobistego sekretarza).
Tym razem za gospodynię mogła uchodzić Majka, bo spotkanie odbywało się w internacie Technikum Rolniczego, gdzie chyba się edukowała. Odebrała nas, spóźnionych, późnym wieczorem, z dworca, skąd taksówką (co za bourgeoisie…) pojechaliśmy na miejsce zbiórki.
To zdjęcie może jest z Lidzbarka Warmińskiego, a może nie jest…

Przypadający w sobotę Dzień Kobiet uczciliśmy rano upominkami, wieczorem psychozabawą, w której kluczową rolę odegrały środki do makijażu, a nocą grą w parku. Podzieleni na dwuosobowe patrole damsko-męskie (ja z druhną BB) mieliśmy jakąś trasę i jakieś zadania, ale coś było nie tak z naszą mapą, więc z góry uznałem, że i tak nie wygramy. Dla uniknięcia kompromitacji, tuż po wejściu do parku zdecydowałem, by świadomie wybrać złą drogę, że niby zabłądziliśmy… Makiawelizm w służbie człowieka.

18-20.04.1986
Iława
Dwa odkrycia podczas tego spotkania. Oba nieco spóźnione.
Po pierwsze, że istnieje zespół Stare Dobre Małżeństwo (piosenki się jakieś śpiewało, ale kto na prowincji wiedział, że to Myszkowski z resztą małżeństwa). Słuchaliśmy więc w Iławie kasety z jakimiś nieznanymi mi wcześniej nagraniami, a Bóła zawodził, wyraźnie z czegoś zadowolony, że „z nim będziesz szczęśliwsza”. Zastanawia mnie, co to mogła być za kaseta. Owszem, w 1986 roku ukazała się pierwsza kaseta SDM „Piosenki Stachury” wydana przez Akademickie Radio Pomorze, ale na oficjalnej stronie zespołu piszą, że ujawniła się dopiero latem. Więc albo jednak sprzedawali ją już wcześniej na koncertach (i pewnie taki koncert odbył się w Olsztynie), albo druhowie z drużyny „Szarpie” nagrali coś z radia (bo raczej nie na koncercie, jakość była za dobra).

Skoro padła już nazwa „Szarpie”… Właśnie wtedy dotarło do mnie, że zawiązała się taka drużyna, w której znalazło się kilku moich znajomych. Nie było mnie przy tym, ale gdy po kilku miesiącach usiłowali sobie przypomnieć, czy ich pierwsza zbiórka była 7 czy 11 listopada, poradziłem, żeby jednak postawili na 11…

Powyższe zdjęcie przedstawia „Szarpi” (druhna tylko dołączona do patrolu, bo to przecież była wtedy męska drużyna) w czasie pamiętnego zwiadu nad brzegami Jezioraka („Panie, którędy do wyjścia?” – zawsze tak pytaj, gdy wejdziesz nieproszony na czyjś teren i widzisz, że właściciel energicznym krokiem zmierza w twoją stronę…).

28-29.06.1986
HOW Olsztyn
Czysto organizacyjne spotkanie, podsumowujące przygotowania do obozu, który miał odbyć się już za miesiąc… I w końcu mamy niezależną nazwę naszego kursu. Od tej pory to nie „Matecznik” a „Wirydarz”. Jak nic, Gałąz wymyślił. Wyraz może i brzmi jak staropolski, ale jednak pochodzi z łaciny (dobra, wtedy też nie wiedziałem).
Mam nadzieję, że w maju nie spotykali się beze mnie i nie knuli czegoś, gdy byłem cały czerwiec na praktyce zawodowej w Bielsku-Białej (w fabryce produkującej m.in. silniki krokowe do czołgów urządziłem coś w rodzaju strajku, można powiedzieć, że zaatakowałem Układ Warszawski, podobno Gorbaczow nie spał całą noc). I tak przegapiłem z tego powodu pierwszy rajd Wykapka...

środa, 25 czerwca 1986

Na chacie w krawacie

Ledwo w sobotę byłem na spotkaniu z przewodniczącym Wojewódzkiej Rady Narodowej (a raczej on był u nas), a już w środę obserwowałem sesję WRN (czyli tym razem my u niego).

Zupełnie nie pamiętam o czym była ta sesja. Może coś „wicie-rozumicie” o młodzieży, skoro na salę wpuszczono m.in. harcerzy z całego województwa (na pewno z ZSMP, ZSP i ZWM też).
Dla nas to była kolejna okazja do spotkania. Tym bardziej, że zbliżały się wakacje, obozy, było o czym towarzysko pogawędzić. Tylko u kogo to było na chacie? Na pewno nie u Wertepiusza, bo on wszakże z Morąga.


Pierwszy raz w życiu grałem na gitarze w krawacie…

25.06.1986
XIV Zwyczajna Sesja Wojewódzkiej Rady Narodowej
Olsztyn

niedziela, 22 czerwca 1986

Amatorzy kwaśnych jabłek

Rano, po całonocnej podróży pociągami, wróciłem z miesięcznej praktyki zawodowej w Bielsku-Białej. Walizkę szkolnego praktykanta zamieniłem na harcerski plecak i ruszyłem do Martian.


W Martianach koło Kętrzyna odbywała się IV Chorągwiana Polowa Zbiórka Harcerstwa Starszego. O, mój plecak już jest.

Pole biwakowe bezpośrednio przy linii kolejowej. Do kwestii pociągu jeszcze wrócimy…

Program był naprawdę bogaty i ambitny. Czyż nie?

No bo tak: występ Jarosława Śpiewankiewicza, aż trzy ogniska do wyboru, spotkania: z aktorem (był to chyba Władysław Jeżewski, z którym kilka lat później miałem ciekawe zajęcia warsztatowe na studium dziennikarskim), z seksuologiem (mówiłem, że wrócimy do kwestii pociągu) oraz z dziennikarzem z megapopularnego wówczas „Dziennika Pojezierza” (był to Jerzy U., co uświadomiłem sobie po kilku latach, gdy już byłem częścią tego biznesu, choć w zupełnie innej gazecie).

No i spotkanie na dużo wyższym poziomie politycznym – gościem ChPZHS-u był płk. Bogdan Mazurek, z jednej strony komendant pobliskiego Centrum Szkolenie WOP w Kętrzynie, a z drugiej ówczesny przewodniczący Wojewódzkiej Rady Narodowej (taka namiastka, żeby nie powiedzieć erzac, samorządu, w Konstytucji PRL opisany przecież w rozdziale „Terenowe organy władzy państwowej”). Spotkanie z władzą samorządowo-państwową (!) rozpoczęliśmy od próby zaśpiewania piosenki, niestety – gitara okazała się rozstrojona. Na szczęście to był 1986, a nie 1952, bo noc spędzilibyśmy zeznając w sprawie sabotażu. No i również dlatego, że były to jednak czasy Jaruzelskiego a nie Bieruta mogłem sobie pozwolić na podstępne pytanie: „Jak się zostaje przewodniczącym WRN?”. Pułkownik jakoś wybrnął, kluczowy moment odpowiedzi sprowadzał się do tego, że jak zaproponują, to się wyraża zgodę…
Co prawda, to prawda. Mnie, na przykład, gdy zaproponują zjedzenie jabłka, to nie odmawiam.

20-22.06.1986
IV Chorągwiana Polowa Zbiórka Harcerstwa Starszego
Martiany

niedziela, 15 czerwca 1986

Wykapka eksternistyczna

Nie byłem na pierwszej edycji legendarnej Wykapki, czyli rajdu „Szarpi” zaczynającego się zawsze trzynastego w piątek.


 Co wtedy robiłem? Przebywałem kilkaset kilometrów od Warmii, na praktykach zawodowych w Bielsku-Białej. Korzystając z weekendu wybrałem się na którąś z okolicznych gór. Być może nawet na Czantorię. Więc można powiedzieć, że rajd mam zaliczony zdalnie. W tym czasie w Pluskach:


13-15.06.1986
Rajd 2 OMŚDH 
Szarpie” - I Wykapka Kulawego Miśka
Pluski

niedziela, 18 maja 1986

Opium demokracji

Postanowiliśmy zakazać uprawy maku w Polsce.

Brzmi nieźle, ale tak naprawdę ktoś postanowił, że postanowimy wystąpić z odezwą (do kogo – też postanowił), by w Polsce rolnicy nie mogli uprawiać maku. My, czyli delegaci na VI Chorągwianą Zbiórkę Przedstawicieli Harcerzy Starszych. Bohatersko określiłem tę sytuację erzacem demokracji (nasza etatowa nadbudowana nawet przyklasnęła) i równie bohatersko podpisałem odezwę. Polityk pieprzony…

16-18.05.1986
VI Chorągwiana Zbiórka Przedstawicieli Harcerzy Starszych
Internat Zespołu Szkół Budowlanych w Olsztynie

niedziela, 11 maja 1986

Vivir en contacto directa con la naturaleza

Kolejne spotkanie Kręgu Przyjaciół „Na Tropie”. Korespondenci starszoharcerscy zjechali z całej Polski. A główna, choć nieplanowana, atrakcja przyjechała z półkuli zachodniej.

Gdy już omówiliśmy swoje szykowane do publikacji artykuły i oplotkowaliśmy swoje hufce, chorągwie oraz Główną Kwaterę, okazało się, że mamy spotkać się z gośćmi z Kuby. Atrakcja sama w sobie. W „Perkozie” gościli przedstawiciele Organización de Pioneros José Martí, czyli (tłumaczyć w zasadzie nie trzeba) Organizacji Pionierów José Martí. Organizacja Pionierów brzmi groźnie, ale José Martí to zupełnie niekomunistyczny poeta kubański końca XIX wieku (chyba że za komunizm uznać walkę o niepodległość Kuby spod kolonialnego ucisku Hiszpanii, bo przecież nawet jeszcze nie USA).
Kubańskiej drużynie ewidentnie towarzyszył jakiś politruk. Zaprotestował na przykład przeciwko udziałowo swoich podopiecznych w pląsie o nazwie „karate”, bo to mu się, nie wiedzieć czemu, kojarzyło z Ameryką. Może za sprawą hollywoodzkiego filmu „Karate Kid” z 1984 roku (ale skąd miałby go znać?). Inne pląsy, nawet dwuznaczne obyczajowo, przechodziły…
Jak na delegację zamorską przystało, mieli liczne materiały propagandowe. Otrzymaliśmy m.in. po metalowym, ładnym, trzeba przyznać, znaczku z podobizną Joségo. Nawet dla szpanu trochę ponosiłem, w szkole wszyscy mieli co najwyżej acepiorundece…
Drugi otrzymany gadżet zawiesiłem sobie na drzwiach w pokoju. To był zupełnie nieideologiczny plakat z napisem „vivir en contacto directa con la naturaleza” (czyli wezwaniem do życia w bezpośrednim kontakcie z przyrodą) i rysunkami pionierów wcielających ten postulat w życie.

Co w efekcie daje „es estar preparados para la vida”, czyli przygotowanie do życia. Normalnie jak w naszym puszczańsko-przedwojenno-tradycyjno-skautowym harcerstwie.

9-11.05.1986
VI Spotkanie Kręgu Przyjaciół „Na Tropie”
SHS „Perkoz”