Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Horacje peregrynacje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Horacje peregrynacje. Pokaż wszystkie posty

sobota, 1 sierpnia 2026

Nie znam nikogo

Zaryzykuję, że nabiści to tacy Velvet Underground sztuk plastycznych końca XIX wieku – sami wielkiego sukcesu nie osiągnęli, ale mieli wpływ na każdego, kto zetknął się z ich twórczością.



Nabiści są tak niszowi, że o tej grupie artystycznej dowiedziałem się dopiero dzisiaj z wystawy „Nabiści. Prorocy nowej sztuki” w Podchorążówce w Łazienkach Królewskich.

Żadnego nazwiska nie znam. Żadnego!

Sytuację z punktu widzenia inżyniera Mamonia ratują przykłady polskich artystów, których twórczość korespondowała z tym, co działo się w Paryżu. Na przykład Wyspiański (wiadomo), na przykład Okuń, którego inny obraz widziałem dwa lata temu w Muzeum Narodowym w Warszawie na wystawie „Arkadia”. A dziś „Bogini Hathor” z 1916 roku.

 Nabiści, nie ma tu żadnego zaskoczenia, byli kolejnym ruchem artystycznym, którego członkowie zrywali ze starym ładem. Nie wiedzieli, że kiedyś ktoś inny zechce zerwać z ich założeniami?

niedziela, 17 maja 2026

W Sopot zjeść nie kłopot

Tegoroczna perfekcyjna pod każdym względem relaksacyjna wizyta w Sopocie godna jest podsumowania kulinarnego.


Restaurację Endi Wine House poznaliśmy już podczas którejś z poprzednich sopockich peregrynacji. Znów nas nie zawiodła.

tatar wołowy (na wierzchu konfitowane żółtko)

pączki z kaczką (dynia, cytrusy, imbir)

łosoś szkocki (sos holenderski, wiosenne warzywa, młode ziemniaki, bottarga)


risotto bianco (wiosenne warzywa, marynowana cytryna, orzeszki piniowe)


rabarbar (krem jogurtowy, kruszonka, geranium)

ciasto filo (słony karmel, orzeszki ziemne, krem czekoladowy, rokitnik)

Śniadanie, owszem, można zjeść w hotelu, ale od czego są prześwietne śniadaniówki, np. Cały Gaweł przy dworcu.

shokupan, czyli japoński chleb mleczny (boczniak, trufla majo, piklowana cebulka, szczypiorek)

kaszubskie śniadanie (dwa kaszubskie jaja z wolnego wybiegu, twaróg i jogurt wiejski, kaszubskie sery i kiełbasy, świeże warzywa, oliwa z ziołami, konfitura z czarnej porzeczki, miód)

Pora na południowe grzeszki cukrowe. Będziemy niegrzeczni w Deseo, czyli w polskim topie gastronomii cukierniczej.

mora

Azia 2.0

kawa po wietnamsku, czyli wspomnienie listopadowego urlopu

Tegoroczne nasze sopockie odkrycie to istniejąca od kilku lat restauracja Fisherman Rafała Koziorzemskiego. Wcześniej nawet parę razy mijaliśmy...

kultowy tatar z pstrąga tęczowego (gorczyca, żółtko, kapary, piklowana cebulka, grzyby)

paprykarz sopocki by Fisherman (na wierzchu przegrzebek i foie gras!, a poza tym ryż, olej z lubczyku, papryka wędzona, pomidor)

okoń morski (mizeria, rybny demi glace, palona pietruszka)


troć fiordowa (słynne lody z mizerii, uszka, sos paprykowy, omułki)

lody z mizerii godne oddzielnego zdjęcia


pleśniak (czarna porzeczka, migdały, lody z maślanki, chips z mleka)

rabarbar (i sam nie wiem, co)

Wieczór po koncercie Mikołaja Trzaski podsumowujemy na Placu Przyjaciół Sopotu, gdzie tamtejsza wiśniówka przypomina nam, że zbyt długo nie konsumowaliśmy ginjinhi w Lizbonie...

Wyjazd zamykamy długim nadmorskim spacerem do restauracji Do Brzegu. Stosowna nazwa ze stosownym widokiem.

chałka z kurczakiem (chałka z guacamole, kurczakiem, cebulą, bekonem i salsą pico de gallo, kolendra)
klasyk sopocki (jajecznica z 3 jaj od kur z wolnego wybiegu, posypana szczypiorkiem, kawałek wędzonego smażonego boczku, twarożek z rzodkiewką i szczypiorkiem, miks sałat z sosem winegret)


piątek, 30 stycznia 2026

Abstrahując od abstrakcji

Wracam na wystawę Zdzisława Beksińskiego. Totalnie inny rok, zupełnie inne miasto, całkiem inne obrazy. A ja tak samo brzydko się bawię w nazywanie dzieł, które autor przedstawiał nam jako abstrakcyjne.

W budynku Muzeum Wojska Polskiego trafiliśmy (wybraliśmy się celowo!) na wystawę „Beksiński na Cytadeli Warszawskiej. Nieznane oblicza mistrza”. 40 niewidzianych wcześniej obrazów to wystarczający powód, by jechać w 20-stopniowym mrozie na drugi koniec Warszawy.
Beksiński wzdragał się przed nadawaniem konkretnego znaczenia swoim pracom (słynne „znaczenie nie ma dla mnie znaczenia”). A przecież człowiek cały się trzęsie oglądając te wszystkie całkowicie nieabstrakcyjne trumny, zwłoki, kości, rozkład, degrengoladę… Umówmy, że gdyby Beksiński był klasycznym abstrakcjonistom (takim uprawiającym naprawdę sztukę nieprzedstawiającą), nie szokowałby tak bardzo (albo wcale) i nie przyciągałby takiego (albo wcale) szerokiego zainteresowania ludności miast i wsi, do której to ludności się zaliczam.

Więc, uwaga, znowu nazywam rzeczy po imieniu!

„I nie opuszczę cię po śmierci”:

„Chciałabym się do czegoś przyznać”:

„Przelotna miłość”:

„Wieczny zwycięzca”:

„Muszę o tym pomyśleć. Dasz mi sto lat?”:

„Wszystkie dzieci grabarza”:

„Następca tronu nadal nie żyje”:

„Niespodziewane wyrzuty sumienia”:

„Tysiąc lat samotności”:

„Wielki Zderzacz Hadrionów”:

„Dzisiaj powiem wszystko”:

„Admirał spraw przegranych”:

„Zatańczysz, jak ci zagram”:

Pozwoliłem sobie dodać swoją muzykę. Powiedzmy, że też abstrakcyjną.


Klancyk impromptu

Przychodzi widz do teatru, a tu sztuka totalnie nie przygotowana (wręcz nieprzygotowana). Co robić? Improwizować!


Wszedłem dziś na teren nieznany. Teren nazywa się Klancyk i okupuje (przeważnie) scenę Teatru Komedia w Warszawie. Nie wiem, czy formuła improwizowanych występów Klancyka jest zawsze taka sama, ale na pewno dzisiejsza zdarzyła się nie pierwszy raz – rozmowa z zaproszonymi gośćmi jest inspiracją do improwizowanych scenek. Tym razem w roli gości pojawiło się dwóch facetów z podcastu Dwie Lewe Ręce.

Dzisiejszy spektakl wzbogaciło nietypowe bingo. Zabawa polegała na wyłapywaniu padających ze sceny kwestii. Bardzo udany sposób na podtrzymanie uwagi publiki.


Panowie z Dwóch Lewych Rąk mają jasno określone poglądy polityczne, zgodne z ich nazwą, więc było trochę aluzji politycznych. Ciekawe, że celowały głównie w centrum i chyba żadna strzała nie poleciała mocno w prawo...

czwartek, 29 stycznia 2026

Dwie godzinki bez spokoju

Ja to mam dobrze – gdy chcę posłuchać ulubionej muzyki, zawsze znajdę godzinkę spokoju… Nie to, co Philip.

Peregrynując po warszawskich teatrach, tym razem wpadliśmy do Teatru Kwadrat na sztukę „Godzinka spokoju” francuskiego autora Floriana Zellera (nie byle jaki to autor, kilka lat temu dostał Oscara za scenariusz filmu „Ojciec”). Oczywiście zajęliśmy miejsca w pierwszym rzędzie!
Rewelacyjna fabuła i rewelacyjny Buła. „Buła”, czyli Paweł Wawrzecki. Gra zresztą też inny „Buła”, czyli Andrzej Grabarczyk, który zrobił na mnie niezatarte wrażenie w oglądanym w kinie w 1980 roku filmie „Grzeszny żywot Franciszka Buły”, gdzie wystąpił w roli tytułowej.
Sztuka grana jest już 10 lat. Obsada zdążyła się przez ten czas zmienić (w dwu tego słowa znaczeniach…). Obecnie przedstawia się następująco (od lewej): Jan Butruk, Andrzej Grabarczyk, Grzegorz Wons, Paweł Wawrzecki, Ewa Wencel, Lucyna Malec, Michał Lewandowski.

Aha, frustrujące zakończenie, godne „Sgt. Pepper's Lonely Hearts Club Band”, przewidziałem…

Nie kwestionuję kobiet

Puszczając mimo uszu opinie domorosłych znawców architektury, obserwowałem w czasie kolejnych wizyt w Warszawie powstawanie budynku Muzeum Sztuki Nowoczesnej. W końcu pora było wejść do środka.

A w środku – wystawa „Kwestia kobieca 1550-2025”.

Jako weteran niezliczonej liczby wystaw sztuki nowoczesnej i średniowiecznej, współczesnej i starożytnej, amatorskiej i profesjonalnej, oglądanych w kilkudziesięciu krajach na czterech kontynentach, z pewnym zdziwieniem uświadomiłem sobie, jak mało w tych przybytkach kultury zajmuje miejsca twórczość kobiet. Ten plakat Guerrilla Girls pewne rzeczy wyjaśnia…

Faktem jest, że we wszelkich muzeach narodowych pod wszystkimi szerokościami i długościami geograficznymi obrazy namalowane przez kobiety należą do rzadkości. Przed XX wiekiem na pewno, a przed XIX wiekiem zwłaszcza. Takich rzeczy nie znamy, prawda? Marie-Guillemine Benoist - „Autoportret” z 1786 r.

Niech to pytanie zostanie dobrze zrozumiane – czy Yoko Ono byłaby tak znana, gdyby nie wiadome okoliczności?

I to pytanie też dobrze zrozummy… Czy ten obraz, namalowany 22 lutego 2022 roku, czyli dwa dni przed najazdem Rosji na Ukrainę, przez ukraińską artystkę Katerynę Łysowenko, byłby tym, czym jest, gdyby autorem był mężczyzna?

Wszystkie inne pytania można stawiać sobie oglądając kilkanaście innych prac z wystawy (z adekwatną ścieżką dźwiękową - John Lennon był feministą z odzysku):

niedziela, 14 grudnia 2025

Czy ktoś widział barstuka?

Nie wiem dlaczego organizatorzy przestali numerować Warmińskie Jarmarki Świąteczne, ale pozwolę sobie zauważyć, że to już trzynasta edycja. Oczywiście udana.


Jak ukryć nieatrakcyjną dziurę w środku miasta? Wyeksponować!

Barstuki do nas nie wyszły…

… może znajdziemy je w którymś z regionalnych wydawnictw komiksowych kupionych na stoisku u Majki i Rafała?

Ludzi jak zawsze nie zabrakło.

To jest św. Mikołaj na miarę naszych możliwości.

Całość efektowna, sprzedawcy na stoiskach nawet ostatniego zimnego dnia sympatyczni, grzaniec od Andre wybitny, makowiec pyszny, ludzie się nie popychają. Komu się nie podoba, ten bałwan.

Nam się podobało, pozdrawiamy w świątecznym nastroju!


Kącik filmowy: