sobota, 1 sierpnia 2026

Nie znam nikogo

Zaryzykuję, że nabiści to tacy Velvet Underground sztuk plastycznych końca XIX wieku – sami wielkiego sukcesu nie osiągnęli, ale mieli wpływ na każdego, kto zetknął się z ich twórczością.



Nabiści są tak niszowi, że o tej grupie artystycznej dowiedziałem się dopiero dzisiaj z wystawy „Nabiści. Prorocy nowej sztuki” w Podchorążówce w Łazienkach Królewskich.

Żadnego nazwiska nie znam. Żadnego!

Sytuację z punktu widzenia inżyniera Mamonia ratują przykłady polskich artystów, których twórczość korespondowała z tym, co działo się w Paryżu. Na przykład Wyspiański (wiadomo), na przykład Okuń, którego inny obraz widziałem dwa lata temu w Muzeum Narodowym w Warszawie na wystawie „Arkadia”. A dziś „Bogini Hathor” z 1916 roku.

 Nabiści, nie ma tu żadnego zaskoczenia, byli kolejnym ruchem artystycznym, którego członkowie zrywali ze starym ładem. Nie wiedzieli, że kiedyś ktoś inny zechce zerwać z ich założeniami?

Jazz dla Syrenki

Warszawski Jazz na Starówce ma ponad trzy dekady tradycji, ale dopiero dziś udało się nam wpaść na jeden z tegorocznych koncertów. Zagrał skład o frapującej nazwie Baron Vintage Elektro.


Tak się złożyło, że lidera tej formacji, czyli Piotra Barona widziałem dokładnie 12 lat temu w Olsztynie na koncercie raczej nie jazzowym.

Na Rynku Starego Miasta w Warszawie podczas dzisiejszego koncertu w ramach 32. Międzynarodowego Plenerowego Festiwalu Jazz na Starówce pojawiłs się Baron Vintage Elektro w składzie:
- Piotr Baron – saksofon elektryfikowany,
- Gabriel Niedziela – gitara elektryczna,
- Kajetan Galas – organy Hammonda,
- Tomasz Grabowy – gitara basowa,
- Cezary Konrad – perkusja,
- Maria Baron – wokal (bo to zdolna rodzina jest).

Na próbie usłyszałem, że będzie „Sunshine of Your Love”, więc zaczaiłem się na tę smakowitą wersję:


Koncertowi przysłuchiwała się Warszawska Syrenka, być może cokolwiek zdziwiona, że jej ktoś powstańczą opaskę założył czerwonym do góry…