środa, 18 sierpnia 1993

Harcerze pod piramidami

18 sierpnia dziesięciu olsztyńskich harcerzy wyruszy na swą czwartą zagraniczną wyprawę. Byli już w Austrii, ZSRR (przeżyli pucz sierpniowy), na Mont Blanc. W tym roku odwiedzą Izrael i Egipt.
2 Olsztyńska Męska Drużyna Harcerska „Szarpie” powstała siedem lat temu. Od kilku lat organizuje letnie wyprawy zagraniczne. Zaczynali skromnie. W 1990 r. uczestniczyli w międzynarodowym zlocie skautowym w Austrii. Rok później wyjechali na Ural, gdzie brali udział w spływie katamaranami. W sierpniu 1992 r. już samodzielnie zorganizowali trzytygodniową wyprawę po zachodniej Europie. Jej kulminacyjnym punktem było zdobycie najwyższego szczytu w Europie. Wprawdzie w drodze powrotnej samochód odmówił posłuszeństwa pod Wiedniem i ściągał ich własnym samochodem komendant Hufca ZHP „Rodło” phm. Mariusz Bółkowski, ale nie zraziło to jednak olsztyńskich harcerzy do podjęcia kolejnego wyzwania. Już w kilka dni po pechowym powrocie z Austrii zapadła decyzja o wyjeździe do Egiptu.


O trudnych i ciekawych przygotowaniach do wyprawy rozmawiam z przewodnikiem Wojciechem Śmieszkiem, drużynowym „Szarpii”.
- Jak powstał plan wyprawy?
- Zamierzaliśmy przejechać własnymi samochodami cały Bliski Wschód. Niestety, nie udało się nam zgromadzić potrzebnej kwoty. Popełniliśmy kilka błędów, wydawało się nam, że Egipt jest tak blisko. Okazuje się, że taniej wypadłaby podróż do Indii. Myśleliśmy nawet o zmianie kierunku wyprawy, ale powstrzymały nas przed tym zobowiązania wobec sponsorów.
- Właśnie, skąd pieniądze na wyjazd?
- Pieniądze mamy z kilku źródeł. Sponsorów uzyskaliśmy już podczas organizowania zeszłorocznej wyprawy na Mont Blanc. Udało się nam podtrzymać te kontakty. Stomil Olsztyn SA dał nam w tym roku 10 milionów złotych oraz wyposażył nas w materiały reklamowe. W zamian mamy dotrzeć do dealera Stomilu w Kairze, pozdrowić go od dyrekcji. Zrobimy także rozeznanie rynku opon w Izraelu oraz wykonamy zdjęcia reklamowe.
Stomil pomagał nam też w inny sposób. Sfinansował nasz pobyt na Targach Poznańskich. Szukaliśmy tam kontaktów z firmami samochodowymi. Niestety, ich kondycja finansowa nie jest zbyt dobra i nie były one zainteresowane reklamowym wypożyczeniem nam samochodu.
Dużą pomocą służył nam Jerzy Kawa, szef marketingu Stomilu. Podsunął nam m.in. pomysł kolorowego folderu reklamowego. Wydaliśmy go w nakładzie 1000 sztuk.
Kolejnym naszym sponsorem były Zakłady Mięsne „Morliny”. Dostaliśmy od nich 5 milionów złotych. Od Banku Rozwoju Eksportu otrzymaliśmy 1,5 mln złotych. Bank Gdański dał nam milion złotych, zaś Bank Gospodarki Żywieniowej - reklamowe souveniry.
Największą kwotę uzyskaliśmy z Urzędu Rady Ministrów. Przeznaczył on dla nas 60 mln zł. Pieniądze te otrzymaliśmy w ramach dofinansowania wymiany młodzieży między Polską i Izraelem.
Dużo też pracowaliśmy. Zarabialiśmy m.in. przy komputerowym sprawdzaniu numerów dowodów osobistych w „Miliarderze”. Oprócz tego każdy uczestnik wyprawy musiał wpłacić po dwa miliony. Całkowity koszt wyprawy wyniesie ok. 160 mln zł.
- Jak wyglądały przygotowania do wyprawy? Co robiliście, żeby zrealizować Wasze marzenia?
- Po zdobyciu Mont Blanc nabraliśmy śmiałości. Chcieliśmy zwiedzić cały Bliski Wschód. Jednak w związku z trwającym od lat konfliktem bliskowschodnim dotarcie drogą lądową do Izraela od wschodu okazało się niemożliwe. Z żadnego kraju arabskiego, oprócz Egiptu, nie można wjechać do Izraela. Samochodami do Egiptu mogliśmy dostać się tylko promem z Grecji. W związku z tym, że nie udało się nam zdobyć pojazdów, zrezygnowaliśmy z tego sposobu dotarcia do Izraela. W maju zdecydowaliśmy się ostatecznie na podróż samolotem do Tel Awiwu. Ograniczyliśmy nasze plany do Izraela i Delty Nilu.
W minionym roku promowaliśmy drużynę. Ekipa z telewizyjnego programu „5-10-15” gościła u nas w harcówce, gdzie zrealizowała program o naszej drużynie. Zorganizowaliśmy spotkanie ze sponsorami naszej ubiegłorocznej wyprawy, podczas którego prezentowaliśmy slajdy oraz film wideo. W Agencji Wydawniczo-Fotograficznej „Mazury” prezentowaliśmy zdjęcia z wyprawy na Mont Blanc. Podczas otwarcia tej wystawy była Telewizja Gdańska.


- Jedziecie do dwóch bardzo różnych krajów. Są one także dość odległe kulturowo od Polski. Skąd czerpaliście informacje o nich?
- Początkowo, gdy zakładaliśmy zwiedzenie większej liczby krajów, każdy z nas zbierał informację na temat wybranego państwa. Z Głównej Kwatery ZHP uzyskaliśmy adresy organizacji skautowych w interesujących nas krajach. Na nasze listy z prośbą o pomoc odpowiedzieli tylko skauci izraelscy. Uzyskaliśmy od nich wiele informacji, załatwili nam noclegi, pomogli opracować trasę.
- Będzie, jak sądzę, dość standardowa. Jakie miejsca odwiedzicie?
- W Izraelu zwiedzimy Jerozolimę, Tel Awiw, Nazaret. Będziemy też nad Morzem Martwym i jeziorem Genezaret. Do Egiptu pojedziemy z Izraela zwykłym autobusem kursowym. W państwie faraonów będziemy improwizować. Tony Halik podpowiedział nam, że na lotnisku w Kairze możemy wypożyczyć samochody. Nie sądzę, żeby udało się nam zobaczyć w Egipcie więcej, niż Deltę Nilu.


- Wspomniałeś o Tony Haliku. Jak nawiązaliście z nim kontakt?
- Tony Halik był dla nas źródłem wielu cennych informacji. Napisaliśmy do niego w styczniu list prosząc o spotkanie. Wyjeżdżał właśnie na wyprawę do Kenii, gdzie m.in. kręcił film o lwach. Zaprosił nas na spotkanie dopiero w maju, po swoim powrocie z Afryki. Zarówno dom, jak i jego gospodarz, wywarli na nas duże wrażenie. W mieszkaniu znajduje się niezliczona liczba pamiątek, które Halik przywiózł ze swych licznych wojaży. W piwnicy swego domu Tony Halik ma studio, gdzie są nagrywane jego programy „Pieprz i wanilia”. Zaprosił nas tam i opowiadał długo o tym, czego możemy oczekiwać w Egipcie. Przede wszystkim jako turyści musimy być przygotowani na to, że wszędzie będą nas oblegały tłumy oczekujących darów dzieci. Pozbyć się ich można tylko dając im jakąś drobną monetę lub cukierki. W innym przypadku mogą obrzucać kamieniami lub wybić szyby w samochodzie.
Na ulicach Kairu i innych miast egipskich obowiązuje, ostrzegał nas Halik, prawo silniejszego. Ten, który jest silniejszy, jedzie.
Poważnym problemem jest również woda. Nie można jej pić całkowicie bezpiecznie nawet z miejskich wodociągów. Zaopatrzyliśmy się w tabletki chlorowe, którymi będziemy dezynfekować wodę przed piciem. Zaszczepiliśmy się również na cholerę.
Dużo lepiej powinniśmy czuć się w Izraelu. Jest to, jak nam powiedział Halik, państwo o zbliżonym do zachodniego stylu i poziomie życia.
Tony Halik ma duże wpływy z robienia filmów. W czasie swej ostatniej wyprawy do Kenii kręcił film o lwach. Telewizja zwraca mu 30 procent kosztów realizacji. Produkcje Tony Halika są prostsze i tańsze w porównaniu z filmami kręconymi przez stacje zachodnie. Powiedział nam, że podobny film o lwach kręciła niedawno BBC. Ekipa telewizji brytyjskiej liczyła trzydzieści osób, mieli kilka samochodów i kilka kamer, a całość zajęła im dwa lata. Środki Halika były nieporównywalnie skromniejsze, ale i tak, jak twierdził, zrobił lepszy film.
My nie mamy oczywiście ambicji sprzedaży naszego filmu stacjom zachodnim, ale zamierzamy nakręcić amatorski dokument z naszej podróży na Bliski Wschód. Prawdopodobnie uda się nam go pokazać w Telewizji Gdańskiej. Na zyski możemy liczyć jedynie ze sprzedaży kalendarza Ziemia Święta, do którego zdjęcia będziemy robili w Izraelu.
- Jedzie Was dziesięciu. Czy wyjazd jest formą nagrody?
- Drużyna liczy ponad trzydzieści osób. Nie wszyscy więc mogli pojechać. Część jest zresztą za młoda. Postawiliśmy przed chcącymi wziąć udział w wyprawie wiele wymagań. Oprócz tych wynikających z pracy w drużynie, podstawowym zadaniem była nauka języków obcych i udział w przygotowaniach do wyjazdu. Zwracaliśmy również uwagę na to, czy harcerze nie zaniedbywali swych obowiązków domowych i szkolnych. Ostatecznie jedzie nas dziesięciu i jest to minimalna liczba osób, która musiała pojechać. Gdyby zabrakło pieniędzy dla choćby jednego, odwołalibyśmy wyprawę.