piątek, 30 sierpnia 1985

Polowa na Polach

Moja osobista starszoharcerska kulminacja. I kumulacja. Po pierwsze PZHS, po drugie w naszej chorągwi, po trzecie zostałem szefem biwaku na tysiąc osób.


Od 4 lipca nie byłem w domu. 16 sierpnia, po obozie hufca w Zdorach i obozie szkoleniowym w Baranówce, przyjechałem z Wertepiuszem (u którego zatrzymaliśmy się w Morągu na dwa dni w drodze z Fromborka) na Grunwald. Dziesięć dni przed oficjalnym otwarciem IV Polowej Zbiórki Harcerstwa Starszego, by, jako gospodarze, rzucić się do przygotowań. Czyli stawiliśmy się jako pracownicy fizyczni.
Zastawszy opuszczoną kuchnię obozową (wcześniej był zapewne jakiś obóz archeologiczny), zaczęliśmy od… próby usmażenia frytek. Nieudanej, bo na kuchni polowej nie uzyskaliśmy odpowiedniej temperatury. Majka prawie się popłakała, gdy zamiast chrupiących paluszków ziemniaczanych, podaliśmy „ziemniaki ugotowane w oleju”, jak ze znawstwem oceniła.
Nie po to tu jednak przyjechaliśmy, by się obżerać (dla równowagi psychicznej chodziliśmy jednak na placki ziemniaczane serwowane w barze przy parkingu). Jako się rzekło, przybyliśmy tu do pracy, przeważnie fizycznej. Oczywiście do facetów stawiających namioty, bramy, ogrodzenia, toalety itp. nikt nie zajrzał z aparatem.

A do dziewczyn owszem: Dorota, Ewa, Jola, Jola (a druh co tu robi? nie przy kopaniu?), Iwona.

Przygody małe i duże w trakcie przygotowań:
- pożyczyliśmy kosę od rolnika ze Stębarka, osobiście obiecałem, że nie zniszczymy; oczywiście jakiś harcerski aparatczyk ją połamał,
- doznałem trwałego uszczerbku na zdrowiu, gdy przygniotłem sobie palec ciężkim pieńkiem, w wyniku czego poszerzył się na stałe o jakieś dwa milimetry (palec, nie pieniek),
- wyprawa chorągwianym pojazdem marki ARO do urzędu gminy w Gierzwałdzie, ewidentnie po coś ciężkiego, bo z przyczepą, a w pojeździe czterech fizycznych.
Gdy już to wszystko wykopaliśmy, zakopaliśmy, postawiliśmy i przystroiliśmy, ruszył w końcu PZHS. W niejasnych okolicznościach (tzn. po znajomości) zostałem mianowany komendantem biwaku Zawisza Czarny. O, to brama do tego biwaku, efekt współpracy damsko-męskiej (seksistowsko stereotypowo: dziewczyn jest tablica, brama jest męska). Przy okazji zauważmy, że uczestnikiem zdjęcia jest słynny druh Sokół.

Na czele 1000 osób wijących się aż kraniec zdjęcia podążam więc na apel rozpoczynający PZHS.

Harcerz Orli Robert Zienkiewicz melduje I biwak Zawisza Czarny na apelu… Biwaków, jak widać, było sześć. Wszyscy komendanci z naszej chorągwi, poza jednym (Druh Jarek Balon z Krakowa). W tle drużyna sztandarowa oraz skauci, bodajże z Francji.

Biwaki zameldowane, można przekazać wyżej… Meldunek przyjmuje zastępca naczelnika hm. Julian Nuckowski. Oj, czyż z tyłu za Bogumiłem Zychem nie stoi Adam Czetwertyński, czyli szef „Na tropie” (którego poznam za kilka tygodni)?

Sztab zbiórki, czyli głównie ludzie z SHS „Perkoz” (m.in. Adam, Gosia, Zbyszek, Agnieszka). Lekko obok hm. Henryk Leśniowski (jak rozumiem jako dziennikarz „Gazety Olsztyńskiej”). Jeszcze dalej ekipa od śpiewania, w której rozpoznaję Miśka.

Następnego dnia przysłali mi na biwak z wizytacją generała Floriana Siwickiego. Ministra obrony narodowej! Musiałem zameldować „biwak na zajęciach” itp. Czy to przypadek, że jesienią stanąłem do poboru? Nie o Florianie jednak na pewno rozmawiamy z Gałązem i Bartkiem.

Jest i film. Ktoś nakręcił nieudźwiękowioną ósemką. Chyba się nie załapałem.


IV Polowa Zbiórka Harcerstwa Starszego
26-29.08.1985 (16-30.08.1985)
Pola Grunwaldzkie

czwartek, 15 sierpnia 1985

Wielkie atrakcje na małym obozie

Wszystko można o tym obozie powiedzieć, ale nie to, że był przeładowany programem. Owszem, coś tam robiliśmy, ale trudno powiedzieć, kto i jak nad tym panował.

W zasadzie nie wiem, czemu wyjechałem kilka dni wcześniej z obozu w Zdorach, skoro następny zaczął się formalnie prawie tydzień później. W każdym razie zdążyłem zaliczyć towarzyski pobyt w „Perkozie” (pewnie o to chodziło) i już prawie na miejscu spędzić trzy dni na Obozie Brązowych Sznurów w Bogdanach (też nad Baudą, jak Baranówka). Swoją drogą, to ciekawy pomysł, by szkolić w systemie obozowym (czyli drogo) zastępowych harcerskich. Inne czasy, inne pieniądze.
Komendantką tej części zgrupowania w Baranówce (obozy szkoleniowe z Gdańska, Olsztyna oraz znienacka z Białegostoku, a nie, jak przed rokiem, z Elbląga i Słupska) była Jola z Gdańska. Na zdjęciu trzymamy Jolkę, ale inną.

Wobec komendantki Joli byliśmy eksterytorialni. Kadrę naszego miniobozu stanowiliśmy ja z Gałązem (czyli się wydało, kto za tym stoi). Obóz mini, bo łącznie z kadrą liczył 13 osób (Gałąz, Gośka, Iwona, Jola, Kaśka, Majka, Miśka, Molka, Robas, Wertepiusz, Zegaryna i jeszcze trzech dziewczyn nie mogę się doliczyć…).

Praktycznie każdego dnia urządzaliśmy wycieczki do Fromborka w różnych podgrupach. A jak już poszliśmy w całości, to wystąpiliśmy na placu Górników. Tzn. mnie nie wpuścili na scenę (na marginesie - to był pierwszy obóz, na którym grałem cokolwiek na gitarze).

W całości popłynęliśmy również na drugą stronę Zalewu Wiślanego. W Krynicy Morskiej zajęcia były już w podgrupach…

Baranówka to było zgrupowanie obozów, więc oprócz naszego byli m.in. harcerze z Chorągwi Wałbrzyskiej. I tak poznałem Cypka. To było chyba podczas jakiegoś organizowanego przez ich drużynę quizu, w którym padło pytanie o kompozytora „Błękitnej rapsodii” (ambitnie, dzisiaj pytanie brzmiałoby „Na jaką literę zaczyna się wyraz rapsodia?”). To było decydujące o wygranej pytanie, więc Wertepiusz umierał ze strachu, gdy zapewniałem, że na milion procent George Gershwin.
Druh z Gdańska przytargał na obóz zestaw krótkofalarski, ale do połączenia z królem Jordanii czy królem Tajlandii (czego możliwość rozpalała naszą wyobraźnię) nie doszło.
Te wszystkie obozy odbywały się w ramach nowej akcji o nazwie Operacja 2001 Frombork. Rok wcześniej formalnie skończyły się Bieszczady ’40 i trzeba było coś wymyślić. Powrót do Fromborka wydawał się zapewne najprostszy, najtańszy i niekontrowersyjny (czas po stanie wojennym nie sprzyjał wielkim propagandowym pomysłom). Nasz mini obóz zrealizował mini uczestnictwo w akcji.
Przebojem na obozie był „Dom malowany”. Po latach Wertepiusz tak nam to zagrał w „Perkozie”:


Po obozie (ciągle nie wracając do domu, w którym nie byłem od początku wakacji) pojechaliśmy na dwa dni do Morąga do Wertepiusza (zdążyliśmy nawet odwiedzić Kretowiny), bo było po drodze, a potem ruszyliśmy na Grunwald…

22-24.07.1985
Operacja 2001 Frombork – Obóz Brązowych Sznurów
Bogdany
25.07-15.08.1985
Operacja 2001 Frombork – obóz szkoleniowy Komendy Chorągwi Warmińsko-Mazurskiej
Baranówka