sobota, 31 lipca 1982

Patelnią po oczach

Moje życie harcerskie w hufcu Gorzyce przebiegało od przypadku do przypadku. Kilka zbiórek zuchowych, obietnica zuchowa, kilka zbiórek harcerskich, a na finał obóz w Łazorach w gminie Harasiuki koło Biłgoraju.

Bardzo się nam te pobliskie Harasiuki podobały. Tak bardzo, że nasz zastęp nazwaliśmy „Hare Siuki”, co ewidentnie miało nawiązywać do Hare Kriszna (bo niedawno oglądaliśmy „Hair”). Wizytujący obóz jakiś partyjniak nie zrozumiał dowcipu, ale się zaśmiał. Zupełnie by nie zrozumiał, czemu na piosenkę zastępu wybraliśmy „Pepe wróć” Perfectu.
A propos muzyki – to był obóz zupełnie niepuszczański. Po środku placu apelowego stał głośnik, z którego leciała muzyka. Normalnie, głośna, rockowa. Np. właśnie Perfect, ale też Scorpions, który przecież wydał wtedy fajną (ostatnią ciekawą…) płytę, Maanam. No po prostu wszystko, co było na Liście Przebojów Programu III.
Przy ogniskach śpiewaliśmy jednak obowiązkowy zestaw piosenek, z „Krajką” na czele. Oczywiście plus nasze „Pepe wróć”.
W naszym namiocie (zajmowanym m.in. z Mariuszem) działy się różne rzeczy, np. zakupione w Harasiukach soki zamieniały się po otwarciu i po leżakowaniu przez dwa-trzy dni w niesoki, co po latach trafiło do tego tłumaczenia.
Na dole płynęła rzeka Tanew. Służyła oczywiście do kąpieli, ale i do innych zabaw. Kilka dni przed końcem obozu puszczaliśmy na niej kaczki. Patelniami. Lidka P., zwana już chwilę później Krwawą Lidką, jedną z tych kaczek puściła na wysokości mojej głowy. Instynktownie zasłoniłem się dłonią… W efekcie wieziony byłem potem pilnie na pace dostawczego żuka do izby przyjęć w Biłgoraju, gdzie pan doktor wsadził mi dwa palce w ranę, by ją oczyścić po zlaniu wodą utlenioną, następnie wbił igłę ze znieczuleniem, a na finał zrobił fachowo dwa szwy.
Dwa później, z tą poważnie zabandażowaną dłonią, składałem przyrzeczenie harcerskie, oczywiście na wierność socjalizmowi. Czekam na lustrację.

12-31.07.1982
obóz hufca ZHP Gorzyce
Łazory koło Harasiuków