środa, 25 listopada 1987

Norwid, Niemen i Horacy

No, może kolejność nie taka :)


Pomyliłem twą skórę z bielą prześcieradła,
Szukałem, błądziłem, lecz tyś mi wzrok ukradła.
Jak poranny ogród byliśmy tak młodzi
I szczęście przy mnie było w twych włosów powodzi.

I tylko zieleń twego spojrzenia budziła niepokój.
Tak bardzo się bałem, że odejdziesz, gdy leżąc przy twym boku
Odczytywałem na nowo przebrzmiałe miłosne historie.
Zresztą czyż można dzisiaj być pewnym na świecie czegokolwiek?

Narkotyk twego ciała zawładną mą duszą.
Byłaś dla mnie pieniędzmi, co złodzieja kuszą,
Wzrokiem szybko podniesionym, otwartą księgą
Usta twe były. Nawet spełnioną przysięgą.
Kraków, 24/25.11.1987

Skąd inspiracja? Z najwyższej półki. Kształcąc się w Kętrzynie na elektromechanika, poznawałem w kole recytatorskim tajniki interpretacji poezji Norwida. Okazją było 100-lecie śmierci Czwartego Wieszcza, które przypadało w 1983 roku. Nie muszę chyba dodawać, że taki wiersz wygłoszony w odpowiednim momencie dobrze wpływa na relacje z płcią przeciwną :)

Daj mi wstążkę błękitną...
Daj mi wstążkę błękitną — oddam ci ją
Bez opóźnienia..
Albo daj mi cień twój z giętką twą szyją
— Nie! nie chcę cienia.

**
Cień zmieni się, gdy ku mnie skiniesz ręką,
Bo on nie kłamie!
Nic od ciebie nie chcę, śliczna panienko,
Usuwam ramię...

***
Bywałem ja od Boga nagrodzonym
Rzeczą mniej wielką:
Spadłym listkiem, do szyby przyklejonym,
Deszczu kropelką...


W 1983 roku nie znałem za bardzo Niemena (akurat wtedy byłem zakręcony na King Crimson), ale w następnych latach nadrobiłem to z nawiązką. I tylko żałuję, że nie udało mi się być na Jego koncercie…

Niemen i jego grupa Aerolit w Sopocie w 1974 roku – „Daj mi wstążkę błękitną”:

Za komuny w Sopocie śpiewano ewidentne gnioty, ale zdarzały się perełki, jak ten występ.

Horacy Pisaty - na YT
Horacy Pisaty - lista moich piosenek

niedziela, 15 listopada 1987

Trzynastego oraz w piątek

Piosenka napisana w drodze powrotnej z III Wykapki, w pociągu relacji Olsztyn-Zakopane (przez Kraków-Płaszów). Udało mi się zdążyć przed Iławą... Rzecz dotyczy rajdów organizowanych przez 2 Olsztyńską Męską Drużynę Harcerską "Szarpie". Zaczynały się one tradycyjnie w piątek trzynastego.


E

Na Wykapce ludzie płaczą,
E

Kiedy trasę swą zobaczą.
A

Męczą się niezasłużenie,
A

Lecz niczego im nie zmienię.
E

Nie zabiorę nawet metra,
E

Niech na rajdzie mają pietra.
H A

Ciężka trasa na nich czeka.
H A E
Małpa zmienia się w człowieka.

cis Fis h E

Wykapka, przeprawa, barwny slajd.
cis Fis h E

To wszystko równa się rajd.

E

Jakaś wioska gdzieś po drodze,
E

Puśćmy więc fantazji wodze,
A

Co się może zdarzyć w wiosce,
A

Gdy przybędą tacy goście.
E

Może być na przykład tak, że
E

Utopi się ktoś we wiadrze,
H A

Gdy spragniony Szarpik młody
H A E

Będzie chciał się napić wody.

cis Fis h E

Wykapka, przeprawa, barwny slajd.
cis Fis h E

To wszystko równa się rajd.
 

E
Druhny i druhowie mili,
E

Nie żałujcie żadnej chwili,
A

Którą spędziliście z nami.
A

Za usterki przepraszamy.
E

Gdyby znowu wam odbiło,
E

Przyjeżdżajcie, będzie miło.
H A
Trzynastego oraz w piątek
H A E
Zrobimy z wami porządek.

cis Fis h E
Wykapka, przeprawa, barwny slajd.
cis Fis h E
To wszystko równa się rajd.
Olsztyn-Iława, 15.11.1987



Na pierwszym rajdzie nie byłem, bo 13 czerwca 1986 roku byłem w połowie miesięcznej praktyki zawodowej w Bielsku-Białej (zakład Apena, produkowaliśmy m.in. silniki krokowe do czołgów, cokolwiek by to znaczyło...).
Druga Wykapka zaczynała się 13 marca 1987 roku i już jej nie opuściłem. Trasa z Rusi do Gągławek, po drodze wieczór poezji Allana Edgara Poe, pieczenie świniaka, popijanie wodą z Łyny (nieprzegotowaną...). Z nieżywym świniakiem zawiniętym w worek po 10-osobowym namiocie spędziłem samotną godzinę w ciemnym lesie. Było trochę nieswojo, ale usiadłem sobie na nim, bo przecież na śniegu siedzieć nie będę :)
Trzecia Wykapka wystartowała 13 listopada 1987 roku z Cerkiewnika. Studiowałem już w Krakowie, ale oczywiście przybyłem. W drodze powrotnej powstała opowieść o Szarpiku młodym, co się chciał napić wody...

I tu zaczyna się alternatywna wersja historii, bo inne Wykapki robiła 2 OMDH "Szarpie", a inne 2 Krąg Starszoharcerski "Szarpie". Poniżej wersja 2 KS:

Czwarta Wykapka ruszyła 13 maja 1988 roku. Zwiedzaliśmy okolice Perkoza pod Olsztynkiem. Kluczowy moment: gra polegająca na przedarciu się na teren ośrodka wypoczynkowego Urzędu Rady Ministrów. Że też nikogo nie zastrzelili :)
Piąta Wykapka 13 stycznia 1989 roku zaczęła się w Pasymiu. Zupełnie nie pamiętam, co myśmy tam robili.
Szósta Wykapka wystartowała w Barczewie 13 października 1989 roku i zakończyła się w Jezioranach. Wśród atrakcji - pływanie pontonem po Dadaju i nauka szklenia (ja w roli mistrza, bo od roku byłem szklarzem).
Powinna być jeszcze siódma Wykapka i z kalendarza wynikał 13 kwietnia 1990 roku, ale to był Wielki Piątek, więc 2 OMDH zorganizowała ją 13 lipca 1990 roku.

Po latach wszystkie różnice nie mają znaczenia:


Horacy Pisaty - na YT
Horacy Pisaty - lista moich piosenek

wtorek, 3 listopada 1987

Tramwaj zwany pożądaniem

Po miesiącu studiowania w Krakowie znałem już na pamięć wszystkie linie tramwajowe i autobusowe. 

Ze stancji w Borku Fałęckim (Łagiewniki) na ulicę Podchorążych, gdzie mieściła się moja uczelnia, było z 10 km. Autobus, tramwaj, autobus i na koniec tramwaj i już po pół godzinie byłem na zajęciach. W ulicę Podchorążych wjeżdżały 4 linie tramwajowe: 4, 8, 12 i 13 (dalszą trasę miały do Bronowic, gdzie ponad 100 lat temu było pewne wesele...). Żeby dojechać na ulicę Podchorążych, trzeba było najpierw wjechać w ulicę Karmelicką, w którą skręcało się obok Teatru Bagatela, gdzie byłem na sztuce według powieści markiza de Sade "Niedole cnoty" (inne tytuły tej powieści: "Justyna czyli Nieszczęścia cnoty" oraz "Nowa Justyna"). Sztuka jak na 1987 rok pornograficzna, więc bilet kupiłem oczywiście u konika. Libertynizm w szczytowej formie :)
Jeśli chodzi o Tennessee Williamsa, to "Tramwaj zwany pożądaniem" widziałem oczywiście w olsztyńskim teatrze ok. 1990 roku. W roli Stanleya Kowalskiego wystąpił Artur Steranko. W pamięci utkwiły mi szczególnie tenisówki, w których bohater miotał się po scenie. Może siedziałem za blisko? :)

Wyciągnęła swój bilet tramwajowy,
Jak karabin maszynowy.
Biedna szuka kasownika,
Mego wzroku wciąż unika.

ref.
Tramwajowa miłość
Kilka sekund trwa.
Tramwajowy flirt
Wiwat MPK!

Wreszcie mówi „Proszę pana”,
Cała przy tym jest zmieszana,
„Gdyby zechciał pan łaskawie
Bilet mój przedziurawić”.

„Czy tylko z jednej strony?”
Pytam cały podniecony.
„Z jednej, z jednej drogi panie”,
Onieśmiela ją to pytanie.

Wkładam bilet więc w szczelinę,
Głośno łykam przy tym ślinę.
Energicznym ruchem dłoni
Kasuję bilet, nawet się nie broni.

Znowu mogę spojrzeć na nią,
„Oto bilet, pozdrawiam panią”.
Firanka wdzięku z jej twarzy spadła,
Zabrała bilet, wkrótce wysiadła.

Kraków, 3.11.1987

Horacy Pisaty - na YT
Horacy Pisaty - lista moich piosenek

poniedziałek, 2 listopada 1987

Trzecia fala pędzi wszędzie...

Najpierw tekst, potem autoprzypisy, bo świat się tak pozmieniał, że parę rzeczy trzeba wyjaśnić. Czyli co trapiło 20-letniego studenta matematyki w Krakowie? Po latach sam nie wiem, czy pisałem to na poważnie czy prześmiewczo…


D E

Umierające cienie ludzi
G D
Ten widok nigdy cię nie znudzi
D E
Opuszczające domy dzieci [1]
G D
Czy matce której łza poleci?
D E
Oszukiwana co dzień śmierć
G D
Ukradłem życia jeszcze ćwierć
D E
Daleko nam do tych dni
G D
Gdy każdy mówił – „Ja to ty”

Ref.
D E
A każdy chciałby łatwo żyć
G D
Lecz są tacy, co wolą być [2]

D E
Pijacy, dziwki, mitomani
G D
Między nimi się szukamy
D E
Las człowieka jest już faktem [3]
G D
I myślenie tu nietaktem
D E
Odzieramy się z uczucia
G D
Materializm je wyklucza
D E
Nie szukamy w życiu przygód
G D
To przeszkodą jest dla wygód

D E
Telewizor, IBM [4]
G D
To wartości, to już wiem
D E
Na wysypisku ludzkich marzeń
G D
Leżą wartości dzisiaj wraże
D E
Dziś nikt nie bawi się kwiatami
G D
Lekarze straszą alergiami
D E
Tulipany nylonowe
G D
Środowisko jest to nowe

D E
Cudzych spojrzeń unikamy
G D
Od uśmiechów uciekamy
D E
Trzecia fala pędzi wszędzie
G D
Panie Toffler, co to będzie [5]
D E
Wyciągnięta do nas dłoń
G D
Nie dotykaj, Boże broń
D E
AIDS nas straszy kilka lat
G D
„Pedał pedałowi brat!” [6]

D E
Nasze życie Bóg wie gdzie
G D
Czuwa złącze p-n-p [7]
D E
Gdy tranzystor ten nawali
G D
To zapłonie świat nasz cały [8]
D E
Odejdziemy w końcu w ciemność
G D
Komu zrobi to przyjemność
D E
Będzie ciepło jak na Słońcu
G D
Zapanuje spokój w końcu

D E
Gdzieś niezależne są struktury
G D
Idzie produkcja makulatury
D E
Sto dolarów na ulotki
G D
A za resztę żywot słodki [9]
D E
Ludzie gaście swoje światła
G D
Jacek Kuroń wam to ułatwia [10]
D E
Gdy ściemnieje klatka cała
G D
Będzie władza się was bała [11]

D E
Naszych granic strzegą ludzie
G D
Zaprawieni w trudnym trudzie
D E
Oficerowie sztabowi
G D
Do obrony są gotowi
D E
Mają środków całą masę
G D
Wśród nich żytnią i kiełbasę
D E
Strategiczna jest to broń
G D
Pułkowniku – widać dno [12]

D E
Rozwijamy się umysłowo
G D
Ja mu sześć słów, on mi słowo
D E
„Czy już wiesz, co to elokwencja?”
G D
Zazielenił się z przejęcia – „No...”
D E
W piłce za to jest dość mocny
G D
Wie kto obrońca, kto pomocnik
D E
Za ile sprzedał nogi Boniek
G D
Mówili wczoraj na stadionie [13]

D E
Słuchajcie tylko Modern Talking [14]
G D
To na życie nowy sposób
D E
Kosmologiczne problemy
G D
Przy ich pomocy rozwiążemy
D E
Piękna cała Ziemia nasza
G D
Do roboty nas zaprasza
D E
A kiedy w pracy nie wydolę
G D
Rockowym przyjdzie być idolem

D E
Nie mówcie dzieciom o bocianach
G D
Fizjologia jest im znana
D E
Ta zabawa szybko leci
G D
Dzieci rodzą dzisiaj dzieci
D E
Nie męczcie dzieci piękną Śnieżką
G D
Ich myśli chodzą inną ścieżką
D E
„Mamo, kup mi walkmana”
G D
Bez walkmana życia nie ma [15]

D E
Pierestrojka, atestacja [16]
G D
Więc na obiad jest kolacja
D E
Na kolację zjemy obiad
G D
Przebudowa już gotowa
D E
Nie pytajcie ludzie mnie
G D
Skąd ja wszystko to wiem
D E
Spójrzcie lepiej w swe sumienia
G D
Jest tam tyle do zmienienia
Kraków, 1/2.11.1987




[1] – „She’s Leasing Home” – piosenka Beatlesów z „Sierżanta Pieprza”. Ona odchodzi, bo rodzice dali jej pieniądze, ale nie dali jej miłości…

[2] – ruch „Wolę być”. Już o tym pisałem, więc się po prostu powtórzę: Mieć czy być? – na tak postawione pytanie niektórzy odpowiedzieli „wolę być” i w 1984 roku założyli ruch ekologiczno-pokojowy „Wolę być”. Ostoją ruchu był harcerski tygodnik „Na przełaj”. Po latach wydaje mi się to dość dziwne, że taki anarchizujący ruch mógł w ogóle zacząć działać po ledwo co zakończonym stanie wojennym. „Na przełaj” mogło sobie zresztą pozwolić na wiele kontrowersyjnych tematów. Jeszcze bardziej dziwnie wygląda to, że ruch sprzeciwiający się konsumpcyjnemu stylowi życia powstał w epoce, gdy nie było co konsumować :) W 1986 roku zostałem członkiem „Wolę być”. Stało się to na Stachuriadzie we Fromborku. Kiedyś o tym napiszę...

[3] – „las człowieka” – sformułowanie z kultowej (a jakże!) audycji „Nie tylko dla orłów”, którą można było usłyszeć w PR III Polskiego Radia w drugiej połowie lat 80. Była to polska odpowiedź na Monty'ego Pythona realizowana przez Wojciecha Manna, Monikę Olejnik, Grzegorza Wasowskiego czy Alicję Resich-Modlińską, że wymienię najbardziej znane nazwiska. Autorzy uwielbiali przekręcać znane powiedzenia czy tytuły, więc z książki „Los człowieka” Michaiła Szołochowa zrobili „las człowieka”, miejsce, gdzie rządzi bezwzględny gajowy. Nie pamiętacie „Losu człowieka”? A scenę z filmu, w której radziecki żołnierz chwali się, że nie zakąsza ani po pierwszej, ani po drugiej szklance? (я после первого стакана не закусываю). Na marginesie – „Los człowieka” i inne książki Szołochowa okazały się plagiatami…

[4] – firma IBM znana była w komunistycznej Polsce, bo miała swoje biura w naszym kraju od połowy lat 60. I byłaby dla nas wówczas synonimem komputera, gdyby nie ZX Spectrum (mieliśmy w szkole, a jak, nawet wgrywałem do niego oprogramowanie z magnetofonu kasetowego Grundig, czyli nagrane nocą z Rozgłośni Harcerskiej 5 minut szumów i trzasków).

[5] – „Trzecia fala” Alvina Tofflera rozbudzała w latach 80. moją wyobraźnię do tego stopnia, że zasłoniłem się nią (w przenośni oczywiście) podczas ustnej matury z nauki o społeczeństwie. Polecenie brzmiało: „Porównaj osiągnięcia obozu socjalistycznego i kapitalistycznego”. Coś tam nagadałem, a na koniec mówię, że trzecia fala, czyli zmiany w społeczeństwie wynikające z używania najnowocześniejszych technologii, nam nie grozi. W latach 50. wyleciałbym ze szkoły, ale to był już rok 1987, więc piątka z wyróżnieniem...

[6] – żebym nie wyszedł na homofoba, wyjaśniam, że to jest cytat.

[7] – pnp – typ tranzystora bipolarnego.

[8] – w latach 80. świat żył w psychozie, że do zagłady atomowej doprowadzi awaria komputerów. Dość wspomnieć amerykański film „Gry wojenne” z 1983 roku. Oglądałem go we wrześniu 1986 roku w Bielsku-Białej. Siedząca obok koleżanka Irena Ć. z Technikum Odzieżowego (wspólna wycieczka szkolna na Węgry) zalała się oczywiście łzami z emocji.

[9] – około 1987 roku „Solidarność” wydawała się skończona. Zwłaszcza dla pokolenia 20-latków, które nie miało szans aktywnie uczestniczyć w przełomie 1980 roku. Owszem, nikt komunie już raczej nie wierzył, ale odpowiedzią na nasze problemy nie wydawała się „Solidarność”, ruch panów z wąsami (kurcze, też miałem wtedy wąsy…).

[10] – o Jacku Kuroniu mało wówczas wiedziałem. W szkołach nie uczyli :) Kilka lat później miałem okazję kilka razy rozmawiać z jego drugą żoną (pracowaliśmy w jednej gazecie) i jakoś mi głupio było, bo miałem w pamięci te ironiczne słowa... W 1995 roku Jacek Kuroń miał być gościem na Światowym Zlocie ZHP w Zegrzu. Bardzo czekałem na to spotkanie, miałem nawet jego książkę „Uwaga - zespół” z 1960 roku (jeszcze oficjalną, z czasów jego pracy w harcerstwie) z nadzieją na autograf, ale chyba nie przyjechał albo musiałem pójść na inne zajęcia.

[11] – w czasie stanu wojennego wszyscy powinni gasić o 19.30 telewizory i wychodzić na spacer, by demonstracyjnie nie oglądać „Dziennika Telewizyjnego”.

[12] – stereotyp mówił, że w wojsku głównie się pije. Jako posiadacz wyjątkowo słabej głowy wolałem iść na studia…

[13] – pod koniec lat 80. zaczął się schyłek polskiej piłki nożnej, ale jeszcze o tym nie wiedzieliśmy… Transfer Bońka do Juventusu Turyn nastąpił wprawdzie w 1982 roku, ale przez ładnych kilka lat rozbudzała wyobraźnię kwota, za jaką Włosi kupili Zibiego.

[14] – wersja współczesna: „Słuchajcie tylko Dody”.

[15] – wersja współczesna: „Bez iPoda życia szkoda”.

[16] – pierestrojkę wprowadził oczywiście Gorbaczow w 1985 roku. Politolodzy wiedzą, że jak reżim totalitarny się reformuje, to zaraz upada. Michaił nie wiedział?

Horacy Pisaty - na YT
Horacy Pisaty - lista moich piosenek

sobota, 31 października 1987

Song starych koni

Bardzo smutna piosenka oderwanego od macierzy młodego człowieka. Teoria względności w praktyce – niespełna 20-letniemu studentowi wydawało się, że jest starym koniem. Czas zweryfikował to wrażenie...


a e

Khaki płótno, ciężki krzyż.
a e
Jakże trudno przyszła myśl,
G D
Że w mundurze już nie ty,
G D
Możesz wspomnieć tylko gdy...


h
Brałeś słońce do ręki
G
Lub śpiewałeś piosenki.
h G
Świat się śmiał, druhny też.
h G
Uśmiech odszedł, został deszcz.


a e
Na twej drodze harcerz stał.
a e
Pomyślałeś „Tak jak ja”.
G D
Przeminęły lata całe,
G D
Gdyś był młody i zuchwale....


h
Brałeś słońce do ręki
G
Lub śpiewałeś piosenki.
h G
Świat się śmiał, druhny też.
h G
Uśmiech odszedł, został deszcz.


a e
Smutno patrzysz w jego twarz.
a e
Zapytujesz „Dokąd gnasz?”.
G D
Nie usłyszał, nie odpowie.
G D
Dalej pędzi w lata młode.


h
Chce wziąć słońce pod rękę
G
Lub zaśpiewać piosenkę.
h G
Nie wie tylko młody, że
h G
Uśmiech pójdzie, będzie deszcz.
Kraków, 30/31.10.1987



Wersja ze śpiewanek w 2012:


Horacy Pisaty - na YT
Horacy Pisaty - lista moich piosenek

sobota, 24 października 1987

Wycieczka na żywca

Opiekun naszej grupy na I roku matematyki na pierwszym spotkaniu oznajmił, że jest taka tradycja, by jechać w Beskid Żywiecki. Męskiej części grupy zaświeciły się oczy na wieść, że Halę Boraczą będziemy atakować z Żywca.


No i ruszyliśmy z Węgierskiej Górki, a panowie uprzednio wypełnili swe plecaki żywieckimi produktami. Droga ciemną nocą nie przyniosła żadnych wrażeń widokowych. Po dotarciu do schroniska PTTK na Hali Boraczej okazało się, że niektórzy są już pod wpływem żywieckich produktów, a niektórzy nie raczyli zabrać dowodu osobistego, co w 1987 roku w strefie nadgranicznej było ekstrawagancko-głupie. Recepcjonista nie zadzwonił po WOP, poprzestał na opierdzieleniu kilku nonszalanckich studentów (no przecież nie mnie, ja zawsze przygotowany).
Nad nocnymi wybrykami spuśćmy zasłonę miłosierdzia, zwłaszcza że młode organizmy były rano gotowe do powrotu. O, teraz można było podziwiać Beskid Żywiecki.

Dogrywka w pociągu relacji Sucha Beskidzka-Kraków. Na tej gitarze za kilka dni napiszę kilka piosenek.

23-24.10.1987
wycieczka I roku matematyki
Hala Boracza

niedziela, 11 października 1987

Koncert stulecia

Jak to miło - jadę na studia do Krakowa i od razu spotkanie „Na Tropie” redakcja zarządza w Nowej Hucie przy okazji „Chrypy”. No to przygotowałem taką relację z koncertu.

Przeżyłem piękny wieczór na „Chrypie”. Zasługa to kilku osób, a przede wszystkim „Wołosatek”. Przyznam, że gdy w sobotę około 22.30 zasiadałem w fotelu, nie byłem zbytnio przekonany do tego zespołu. No nie byłem i już. Przepraszam zespół i wielbicieli. Jednak koncert, który się rozpoczął, miał zmienić moje zdanie na temat „Wołosatek”. Zespół ruszył do boju w składzie: dziesięć bardzo miłych wokalnie i wizualnie druhen, dwóch sprawnych gitarzystów oraz czujący bluesa basista. Żeńskie „Wołosatki” w ślicznych granatowych i karminowych bluzkach, męska część zespołu w szykownych koszulach. Jedna piosenka, druga, zespół się rozkręca, a ja przecieram oczy ze zdumienia i niecierpliwie grzebię palcem w uchu z tego samego powodu. Czy to te same „Wołosatki”, które widziałem w TV i słuchałem w Rozgłośni Harcerskiej? Te sam przecież? Ale jakże inne – przed wszystkim naturalne. Tyle dziewczęcego wdzięku ze sceny zwala po prostu z nóg, zniewala i każe słuchać, słuchać i słuchać. A potem krzyczeć i klaskać. Naprawdę ręce same rwały się do braw. W pewnym momencie koncert przerodził się w występ zespołu „Wołosatki” wspólnie z chórem pod nazwą „Publiczność”. To było wspaniałe. Tytułów nie przypominam nawet – znamy je wszyscy. Przepiękne bieszczadzkie, harcerskie piosenki – radość po prostu. Mnie porwało również, i to do granic zagrożenia zdrowia – tętno podskoczyło mi dwukrotnie. Co? Chcą kończyć?! NIE!!! „Wołosatki”! „Wołosatki”! Kochane dziewczyny, zostańcie! Wracać musiały jeszcze trzy razy. Muszą już jechać. Naprawdę. „Wołosatki”! „Wołosatki”! Jeszcze kwiaty, całusy, do zobaczenia! „Wołosatki”! „Wołosatki”! Nie, już nie wrócą. Szkoda…


9-11.10.1987
IX Spotkanie Kręgu Przyjaciół „Na Tropie”
II Starszoharcerskie Prezentacje Muzyczne „Chrypa '87”
Nowohuckie Centrum Kultury

sobota, 29 sierpnia 1987

Trzech harcerzy na jednego mieszkańca

Większa już nie była. Właśnie we Fromborku stawiło się rekordowe 9 tys. uczestników VI Polowej Zbiórki Harcerstwa Starszego.


Wśród nich kilka setek z Olsztyna, np. od lewej 275 Olsztyńska Drużyna Starszoharcerska „Labirynt”, 2 Olsztyńska Męska Środowiskowa Drużyna Harcerska „Szarpie” (czyli my) i 6 Olsztyńska Drużyna Harcerzy Starszych im. ONZ.

Oczywiście także 32 Ludowa Drużyna Harcerek „Takselki” (trochę z Olsztyna, trochę z Kętrzyna).

No i 3 Morąska Drużyna Turystyczna Harcerzy Starszych „Kangury”.

Po obozie drużyny odpoczęliśmy od siebie, ale tylko tydzień, bo już dwa dni przed oficjalnym rozpoczęciem PZHS-u stawiliśmy się pod pomnikiem Kopernika we Fromborku. Tak zrobiło też zresztą kilka tysięcy innych osób. Dwa dni więcej pielęgnowania starych przyjaźni i nawiązywania nowych, śpiewania znanych piosenek i wbijania sobie do głowy świeżych hitów, rozmów na oklepane tematy i całkiem odkrywczych dyskusji.
Czy dzielenie włosa na czworo w sprawie noszenia przez dziewczyny spodni do munduru to przykład dyskusji oklepanej czy nowinki polemicznej? Ułatwiając (utrudniając?) przytoczmy dwie rymowane wypowiedzi. Pierwsza chyba za:

Dziewczyny!
Reprezentujmy Związek godnie
Nosząc wspólnie krótkie spodnie.

Druga ewidentnie seksistowska. Przytaczam z autentycznym oburzeniem:

Żaba na orła patrzyła
Dorównać mu chciała
Spódnicę zrzuciła
Krótkie spodnie wdziała


Naszej chorągwi (i pewnie z dziesięciu innym, bo przecież było ich w tamtym czasie aż 49) przydzielono miejsca biwakowe w ogrodach kanonicznych, czyli po drugiej stronie dawnej fosy otaczającej warowną niegdyś katedrę. Ze zdziwieniem ledwo rozpoznaję się na tym zdjęciu.

To chyba za zasługi dostaliśmy najlepsze miejsca (w samym centrum wydarzeń, w zacienionym parku). Inni mieli mniej szczęścia, niektórzy musieli zakwaterować się aż w Baranówce (no, gdzieś te 9 tys. osób trzeba było pomieścić).

Gdy jednak człowiek chciał się wykąpać, przestawało to mieć znaczenie, bo Zalew Wiślanych w tamtych czasach miał pseudonim „zlew”, więc trzeba było wyruszyć statkiem do Krynicy Morskiej.

Proszę bardzo!

Po przeżyciu tych wszystkich przeżyć, o które chodziło w czasie PZHS-u, zarządziliśmy odwrót przez Braniewo, do którego, co za mistrzostwo logistyki, doszliśmy na piechotę, by ominąć 9 tysięcy chętnych na wyjazd z Fromborka.

Filmowe urywki z Telewizji Polskiej i Fundacji Watra z Torunia.


24-29.08.1987
VI Polowa Zbiórka Harcerstwa Starszego
Frombork

niedziela, 16 sierpnia 1987

Najdzikszy Obóz na Świecie

Świetnie się bawiliśmy na obozie w Puszczy Piskiej, aż przyszedł leśniczy i nas wypędził z lasu. Swoją drogą dziwne, że dopiero po jakichś dziesięciu dniach naszego pobytu nad jeziorem Przylasek zorientował się, że, eufemistycznie mówiąc, nie wszystko było formalnie załatwione jak trzeba.



Po maturze „zaliczonej na pięć” i po egzaminach na studia („Jakich pan może wymienić znanych matematyków?”), pora była wrócić do poważniejszych zajęć. Najpierw pięciodniowa wizyta na zlocie grunwaldzkim, potem cztery dni na Obozie Brązowych Sznurów w Brzeźnie (tym samym Brzeźnie, co przed rokiem), a na deser trzy dni we Fromborku na obozie dziennikarskim „Na Tropie”.
Wszystko po to, by szybciej minęły dni przed rozpoczęciem obozu drużyny w Szerokim Borze nad jeziorem Przylasek. A i tak przyjechałem pierwszy. Dwa dni przed obozem. Na szczęście po przeciwnej stronie jeziora rozbity był już obóz warszawskiej drużyny, którą poznaliśmy podczas wiosennego zwiadu. Cóż było robić, zaciągnąłem się na dobę na fizycznego i za wykopanie paru dołów dostałem jeść i miejsce do spania. Tak się zapamiętałem w robocie, że musiałem zabandażować nadwyrężony nadgarstek.

Moją karierę pracownika fizycznego przerwał następnego dnia przyjazd drużynowego muscela z trzema osobami na pokładzie. To też jeszcze nie był początek obozu, to była dopiero forpoczta pionierki. Podziękowałem warszawskim druhnom (przecież u facetów bym nie pracował…) za gościnę i zająłem się z Bółą, starszym Śmiechem i chyba Kędziorem rozplanowywaniem obozowiska. Przy ciężkiej pracy zastała nas noc i brak jedzenia, więc pojechaliśmy do druhen pożyczyć sera czy coś… W drodze powrotnej mieliśmy skręcić przy „takim kalafiorze na drzewie, zapamiętaj”, ale okazało się, że wszystkie drzewa mają kalafiory. Długo nawoływaliśmy się w ciemnym lesie, by trafić do swoich.
W obozie uczestniczyło kilka zaprzyjaźnionych drużyn: 2 Olsztyńska Męska Środowiskowa Drużyna Harcerska „Szarpie” (czyli my), 275 Olsztyńska Drużyna Starszoharcerska „Labirynt”, 32 Ludowa Drużyna Harcerek „Takselki” z Kętrzyna i Olsztyna oraz 3 Morąska Drużyna Turystyczna Harcerzy Starszych „Kangury”.

Kilka słów o tytułowej dzikości. Po pierwsze prycze, a nie jakieś tam kanadyjki.

Żeby była kanadyjka, muszą być żerdzie (pod dostatkiem) i sznurek (jak to w peerelu latem – zabrakło…). Zabraknięcie tego sznurka spowodowało niemały zamęt. To fakt... Był to jednak zamęt grubymi nićmi szyty i wiemy, lep jakiej propagandy kryje się za tymi nićmi... Dlatego też ten zabraknięty sznurek zewarł jeszcze bardziej nasze szeregi... Z tym, że nie do końca, bo Bóła z powodu niekompetencji kwatermistrzów zrzekł się funkcji drużynowego (o czym rok później napiszę piosenkę).

W naszym starszoharcerskim namiocie prycza była solidna, piętrowa, a z braku sznurka do jej wyplecenia użyliśmy dwóch (!) metrów linki namiotowej. Po jej rozwarstwieniu otrzymaliśmy z ćwierć kilometra elastycznej i mocnej nici. Elastyczność była na tyle wydajna, że mimo naciągnięcia sznurka niczym w rakiecie tenisowej, śpiąc na dole obijałem tyłek o ziemię.

Po drugie dzikość to całkowicie samodzielne wyżywienie. Tak samodzielne, że ja również stawałem przy garze.

W czasie jednego z dyżurów zabrakło mąki (to miały być chyba pierogi z jagodami). To nie jest anegdota wyssana z brudnego palucha korespondenta „Na Tropie” – ja naprawdę rozebrałem się do kąpielówek i wpław ruszyłem na drugi brzeg jeziora do zaprzyjaźnionych druhen z Warszawy pożyczyć kilogram mąki. 200 metrów w tamtą stronę kraulem, 200 metrów z powrotem jednoręcznym żabko-pieskiem z kilogramem mąki trzymanym nad woda.
Jak już jestem przy kuchni, to nie odmówiłem sobie zemsty na Wróblu za ubiegłoroczne potraktowanie mnie gaśnicą proszkową w latrynie i napoiłem go olejem rzepakowym, sprytnie udającym miód…
Po trzecie dzikość to cała reszta, czyli brak bieżącej wody, brak kontaktów ze światem, o braku prądu nie wspominając. No i druhny w roli squaw.

Co zdominowało ten obóz? Trzy sprawy. Po pierwsze deszcz, po drugie deszcz i po trzecie deszcz. Padało KAŻDEJ nocy i w co drugi dzień. W pobliskim składzie siana urządziliśmy sobie suszarnię.

Skonstruowałem butelkowy ksylofon, ale deszcze ciągle go rozstrajały…


Z Trzema Piórami nie wyszło (wytropili mnie grzybiarze), więc poszliśmy sobie na chatkę Robinsona. Odprawia nas Majka.

24.07-16.08.1987
obóz 2 OMŚDH „Szarpie”
Szeroki Bór – jezioro Przylasek

niedziela, 28 czerwca 1987

Manewry łańskie

Prawdę mówiąc do dzisiaj nie wiem, jak się wszyscy odnaleźliśmy, rozrzuceni na obszarze kilkuset kilometrów kwadratowych.

Zrobiła niedawno swoje manewry konkurencyjno-zaprzyjaźniona drużyna, musieliśmy i my. A że w 2 Olsztyńskiej Męskiej Środowiskowej Drużynie Harcerskiej „Szarpie” wszystko musiało być bardziej, to i nasze manewry były bardziejsze.
Pomysł na manewry był taki, że liczące po dwie-trzy osoby patrole wysiadają w piątek wieczorem na kolejnych stacjach kolejowych linii Olsztyn-Olsztynek oraz Olsztyn-Szczytno i że widzimy się w sobotę wieczorem przy gajówce Sójka. Jedni mieli krócej, inni mieli dalej, ale sprawiedliwość to jest w sądzie, bo na manewrach przede wszystkim musi być atrakcyjnie.
No i wysiadały dzielne chłopaki na kierunku południowo-zachodnim na stacjach Bartąg, Gągławki, Stawiguda, Gryźliny i Olsztynek, a na kierunku południowo-wschodnim na stacjach Klewki, Marcinkowo, Pasym, Grom i Szczytno. W Stawigudzie wysiedliśmy również ja z Bółą a na którejś z drugiej linii Kędzior z Tuńkiem. Zabezpieczaliśmy całość swoją obecnością, co prawda nie wiem jak, bez łączności (pierwsza komórka pojawi się w Polsce pięć lat później) i bez umówionego systemu alarmowania.

13 kilometrów ze Stawigudy przez Pluski do Orzechowa łyknęliśmy w niecałe trzy godziny. Zmierzchało już, gdy weszliśmy do wsi, nie tak całkiem opuszczonej, jak o niej zawsze mówimy. Domostwa można było wprawdzie policzyć na palcach jednej (i to po spotkaniu z piłą tarczową) dłoni, ale znaleźliśmy takie, do którego stajni władowaliśmy się na krzywy ryj. Czyli było tak: w domu gospodyni krzątała się przy niezasłoniętych oknach, obok w stajni na dole rżały konie, a my chrapaliśmy na górze zagrzebani w sianie…
Rano skorzystaliśmy ze studni (gospodarze pewnie od dwóch godzin byli już w polu) i ruszyliśmy przez Ząbie i słynny (dla kogo słynny, dla tego słynny) drewniany most na Łynie. Czyli w tym miejscu zagięliśmy rogala wokół Jeziora Łańskiego i zaczęliśmy kierować się na północ. Właśnie gdzieś w tych okolicach spotkaliśmy Kędziora i Tuńka, co jest ewidentnym dowodem, że potrafiliśmy się komunikować i trafiać na siebie bez nowoczesnej technologii.

Po dodarciu, ciągle na azymut lasem, do Zgniłochy, Bóła wyciągnął: menażkę (wiadomo), kostkę masła (bourgeois…) oraz ćwiartki kurczaka (a może drób przytargał Tuniek, praktykujący właśnie w zakładach mięsnych). Już po godzinie została tylko pusta i przypalona menażka oraz czterech najedzonych druhów.
Polak najedzony skłonny do żartów. W tutejszym sklepie GS-u Bóła wygrał Fiata 125 p w państwowej loterii. Tzn. „wygrał”, bo najpierw potajemnie przeczytał sobie, na jaki numer pada ta smakowita wygrana, następnie kupił los i odczytał na głos sensacyjne liczby…
Boki zrywać. Samochód akurat by nam się przydał, bo już nam się nie chciało łazić. Nad pobliskim jeziorem Gim wydarzenia przyspieszyły. Po pierwsze odnalazły się ze dwa patrole. Po drugie w jakimś ośrodku wczasowym załapaliśmy się na autobus wycieczkowy wracający do Olsztyna. My jeszcze nie do Olsztyna, ale z pocałowaniem ręki przyjęliśmy kilkunastokilometrową podwózkę do przystanku PKS Rykowiec. Słońce było jeszcze wysoko, ale wyraźnie już na zachodzie, a w dodatku wyznaczało nam kierunek na gajówkę Sójka.
Przed nocą dotarli… wszyscy! W opowieściach przy ogniu na temat przeżytej w lesie dwudziestoczterogodzinnej przygody przeważały relacje związane z imperium łańskim. Ośrodek wypoczynkowy peerelowskiego Urzędu Rady Ministrów obejmował z połowę terenu naszych manewrów, nic więc dziwnego, że kilka patroli musiało nieźle nadrabiać drogę, kilku groziło obieranie ziemniaków.
Gajówka Sójka, dodajmy – bezludna, składająca się z ogromnej stodoły wypełnionej sianem, dała nam nocleg. Rano przez Ruś ewakuowaliśmy się do Olsztyna…

26-28.06.1987
manewry 2 OMŚDH „Szarpie”
Olsztyn-Stawiguda-Pluski-Orzechowo-Ząbie-Zgniłocha-Gimek-ośrodek wypoczynkowy-Rykowiec PKS-gajówka Sójka-Ruś-Olsztyn

niedziela, 21 czerwca 1987

Tropem laski

Matura zdana, można szaleć po rajdach.

Można by wprawdzie przygotowywać się do egzaminów na studia, ale skoro na rajd zaprasza 3 Morąska Drużyna Turystyczna Harcerzy Starszych „Kangury” i w dodatku rajd nazywa się „Tropem Skautowej Laski”, całki i różniczki idą w kąt.

Trasa zacna: z Żabiego Rogu do Bogaczewa, gdzie pierwszy nocleg. W sobotę przez Jurki do Nowego Dworu, gdzie nocleg drugi. W niedzielę spacerek do Morąga i koniec przy napoleońskich armatach.

19-21.06.1987
II Rajd „Tropem Skautowej Laski” 3 MDTHS „Kangury”
Żabi Róg-Bogaczewo-Jurki-Nowy Dwór-Morąg

niedziela, 7 czerwca 1987

Ostatni złaz

Chyba ostatni złaz zorganizowany przez 275 ODH „Labirynt”. W dodatku po rocznej przerwie.

Tym razem spotkaliśmy się w Bałdach Piec, harcerskiej bazie obozowej należącej wówczas do naszego olsztyńskiego hufca ZHP „Rodło”. IV Złaz Harcerzy Starszych to był w zasadzie biwak 2 Olsztyńskiej Męskiej Środowiskowej Drużyny Harcerskiej „Szarpie”, 32 Ludowej Drużyny Harcerek „Takselki” z Kętrzyna oraz oczywiście organizatorów, czyli 275 Olsztyńskiej Drużyny Harcerskiej „Labirynt”, działającej przy I LO w Olszynie. Może ktoś jeszcze był, ale pamięć ludzka jest zawodna. Nawet moja.

Poprzednie dwa złazy, na których byłem: 1984 oraz 1985.

5-7.06.1987
IV Złaz Harcerzy Starszych
Bałdy Piec

niedziela, 24 maja 1987

Dwa w jednym

Dobrze, że te dwa spotkania odbyły się wspólnie, bo musiałbym się rozdwoić.

Zakładam, że to raczej VIII Spotkanie Kręgu Przyjaciół „Na Tropie” podłączyło się po IV Zlot Absolwentów SHS „Perkoz”, a nie odwrotnie. Perkozowy zlot bynajmniej nie w „Perkozie”, we Fromborku, który w latach 80. znów był oczkiem w harcerskiej głowie (wznowienie po dekadzie operacji, oczywiście z innym rozmachem). W dodatku miał formę rajdu. Zasłaniając się przygotowaniami do poniedziałkowej matury, przybyłem tylko na część stacjonarną. Inni, np. przedstawiciele harcerstwa wielkopolskiego, męczyli się na trasie Kadyny-Frombork.
A ja na miejscu zabawiałem druhny pieśniami…

22-24.05.1987
VIII Spotkanie Kręgu Przyjaciół „Na Tropie” i IV Zlot Absolwentów SHS „Perkoz”
Frombork

niedziela, 17 maja 1987

Po maturze jeździliśmy na biwaki

We wtorek i środę pisałem maturę, więc trzeba było to jakoś odreagować. Biwak? Proszę bardzo!

I jeszcze relację do „Na Tropie” z tego zrobiłem:

Czego nie napisałem? Że z Reszla do Biskupca przyjechałem PKS-em. Z Biskupca pociągiem w kierunku Szczytna, wysiadka stację czy dwie za Dźwierzutami. Stamtąd z mapą w ręku do Dąbrowy nad jeziorem Sasek Wielki.

15-17.05.1987
biwak 2 OMŚDH „Szarpie” i 32 LDH „Takselki”
Dąbrowa

niedziela, 3 maja 1987

Harce nad Konikiem

Jak zaprzyjaźniona drużyna robi leśne harce, należy tam być.

To były regularne manewry, na które 37 ODH zaprosiła „Szarpie” (i nie tylko) nad jezioro Konik w pobliżu Rekownicy. Przybyliśmy tam na piechotę z Jedwabna.


Nie pamiętam także czy wygraliśmy rywalizację. Raczej nie, bo sukcesy łatwo zapadają w pamięć. Na pewno nie wygrał zastęp młodzoharcerski, który zdobył 96,5 pkt. (siary nie było, bo zwycięskie „Wikłacze” 106,5 pkt.).


Jedna rzecz mnie zastanawia – jak wszyscy zmieściliśmy się w tym namiocie?

1-3.05.1987
leśne harce 37 ODH im. Jana III Sobieskiego
jezioro Konik

wtorek, 21 kwietnia 1987

Zwiad odbił się szerokim echem

Musiałem zostawić niezatarte wrażenie na drużynie z Warszawy…

To był wtorek powielkanocny (jak się za chwilę okaże, to istotny szczegół), gdy umówiliśmy się na zwiad przedobozowy. Z Olsztyna przejechaliśmy niespiesznym pociągiem do stacji Szeroki Bór, w samym środku (?) Puszczy Piskiej. Stamtąd per pedes nad jezioro Przylasek, czyli północną smukłą odnogę jezior Wiartel. Właśnie tu za kilka miesięcy miał stanąć nasz Najdzikszy Obóz na Świecie.
Już w pociągu (to ten szczegół powielkanocny) dostałem czkawki, która nie opuściła mnie przez cały zwiad. Nie ustała nawet podczas przypadkowego spotkania z drużyną z Warszawy, która również na ten dzień wyznaczyła sobie zwiad obozowy nad „naszym” jeziorem. Na szczęście okazało się, że my na zachodnim brzegu, a oni na wschodnim. Umówiliśmy się, czkając, na podchody i inne sąsiedzkie atrakcje… Jak się okaże, profetycznie.

21.04.1987
zwiad przedobozowy
Szeroki Bór-jezioro Przylasek

niedziela, 5 kwietnia 1987

Piechotą do wiosny

Dwa razy byłem na rajdzie „Kłobuka”, słynnego Harcerskiego Klubu Turystycznego. I to był właśnie ten drugi raz.

Tak bardzo zapadł mi w pamięci pierwszy z tych rajdów, że o drugim nie jestem w stanie wiele powiedzieć… Z niejasnych przyczyn przyjechałem dopiero drugiego dnia (pierwszy nocleg był w Sątopach-Samulewie). W sobotę zanocowaliśmy w Pieckowie, gdzie już często bywaliśmy przy innych okazjach, a w niedzielę pomaszerowaliśmy do Kętrzyna. Wiosna nadeszła.

4-5.04.1987
Rajd „Powitanie Wiosny” HKT „Kłobuk”
Pieckowo-Kętrzyn

niedziela, 15 marca 1987

W ciemnym lesie na martwej świni

Chyba najbardziej efektowna ze wszystkich „Wykapek”. Potem trudno było przebić poziom tego wariactwa…


 W piątek wyruszyliśmy z Bartąga do Rusi, gdzie mogliśmy rozsiąść się spokojnie na noclegu, ale nie… Pociągnęliśmy uczestników do ciemnego lasu, gdzie straszyliśmy druhny i druhów wisielcami, nagrobkami usypanymi ze śniegu i wygłaszanymi ponurym głosem fragmentami prozy Edgara Allana Poego. Dołożyłem do tego jakiś swój rymowany dwuwiersz-makabreskę, ale na szczęście nie zachował się.
Rano wyszliśmy kilka godzin przed rajdowiczami, bo było kilka spraw do przygotowania. Najważniejsza była świnia. Kupiona tydzień wcześniej „u chłopa”, sprawiona, oprawiona i przyprawiona centymetrową warstwą pieprzu ziołowego. Zapakowaną w pokrowiec od dychy przywiózł maluchem Bóła. W środek lasu nie wjechał, więc musieliśmy targać sto kilo martwej wagi przez dwa kilometry stromym i ośnieżonym lasem, w drodze na Łynę. W którymś momencie Bóła postanowił wrócić po coś do samochodu i zostawił mnie ze świnią na śniegu. Po kwadransie już na niej siedziałem… Świnia ostatecznie trafiła tam, gdzie jej miejsce, czyli na ognisko w okolicy leśniczówki Muchorowo.

W tym czasie uczestnicy rajdu przeprawiali się przez rzekę, by po drugiej stronie Łyny otrzymać dużo poważniejsze wyzwanie, godne roku 1987, epoki mało ekologicznej.

Każdy patrol musiał zamienić żywą kurę (też kupione „u chłopa”) w pieczyste… O, tak sobie radzą bartoszyczanie.

Dodam, że byłem wyznaczony do oceny tych, pożałowania godnych, wytworów polowej sztuki kulinarnej. Po spróbowaniu kilkunastu porcji czegoś, co trudno nazwać było „pieczystym”, a raczej „gumowo-wędzonym”, po wypiciu kilku litrów surowej wody z Łyny (o upieczonej na skwarkę świni nie wspominając), umierałem wraz ze swoją wątrobą nie tylko na noclegu w Gągławkach, ale jeszcze w domu.

13-15.03.1987
Rajd 2 OMŚDH „Szarpie” – II Wykapka Kulawego Miśka
Bartąg-Ruś-leśniczówka Muchorowo-Gągławki-Dorotowo

piątek, 13 lutego 1987

Apokaliptyczne zimowisko

Trwała osiemdziesiąta siódma zima stulecia i zanosiło się, że do Tuławek będę musiał przedzierać się pieszo, co w sumie nie byłoby aż takim wyczynem, bo z Olsztyna jest jakieś 17 km.

Na szczęście bohaterskie PKS postanowiło przebić się przez śniegi i dowieźć mnie na zimowisko drużyny. Inni też dojechali, więc zimowisko frekwencyjnie było udane:
- organizatorzy, czyli „Szarpie”,
- nasza drużyna zuchowa,
- „Kangury” z Morąga,
- „Orion” z Kętrzyna,
- „Takselki” z Kętrzyna.
Programowo też całkiem niezłe. Do historii przeszedł kominek o tematyce pożyczonej z perkozowego seminarium „Koniec miłości – czas samotności”.

Nastrój zbudowała apokaliptyczna scenografia…

…wspierana przez lirycznego Wertepiusza.

Wyzwaniem szczególnym była wycieczka z zuchami do Reszla. Niesforne wilczki wymagały specjalnej opieki, dlatego liczba kadry była dwa razy większa niż liczba podopiecznych. Wszyscy opiekunowie wrócili cali i zdrowi.
Była też misja specjalna, czyli wyprawa do Dywit po zaopatrzenie. Wyposażeni w urzędową asygnatę i dwa duże plecaki ruszyliśmy z Adamem Sz. autobusem do gminnej masarni. Po napełnieniu himalajek mięsem i wędlinami, wsiedliśmy do MPK w kierunku Olsztyna. W autobusie komunikacji (pod)miejskiej nie mogliśmy się powstrzymać przed pornograficznym happeningiem, w ramach którego stojąc po środku berlieta otworzyliśmy klapy plecaków i wyciągając powoli ze środka długie zwoje parówek, obwijaliśmy sobie nimi szyje niczym najcenniejszymi kaszmirowymi szalikami…
W ramach ekspiacji za durne żarty, trzeba było potańczyć.

31.01-13.02.1987
zimowisko 2 OMŚDH „Szarpie”
Tuławki

niedziela, 11 stycznia 1987

Panie Toffler, co to będzie

Do końca XX wieku było jeszcze kilkanaście lat, a już zaczęliśmy zastanawiać się w „Perkozie”, jak będzie wyglądać świat i Polska w kolejnym stuleciu… Najwyższa pora.

Jeśli już mowa o stuleciu, to mieliśmy właśnie 87 zimę stulecia. Przyszedłem do „Perkoza” na piechotę w 25-stopniowym mrozie, tu ośrodek zasypany po szyję. Idealne okoliczności, by spotkać się w kameralnym gronie na Forum XXI wieku „Koniec miłości – czas samotności”.
W celu pogłębienia rozważań o alienacji i atomizacji sięgnąłem do perkozowej biblioteki, w której Gosia Arendt wydawała mi świeżo wydaną po polsku „Trzecią falę” Alvina Tofflera, książkę wówczas o tyle mityczną, że od kilku lat była przywoływana (nawet nie cytowana), mimo że jej nie było w Polsce.
Lektura Tofflera przydała się nie tylko na seminarium, ale i kilka miesięcy później na maturze ustnej z wiedzy o społeczeństwie (odpowiadając na pytanie o porównanie systemów socjalistycznego i kapitalistycznego, spuentowałem, że nam trzecia fala nie grozi, czym doprowadziłem egzaminatorkę do ekstazy, bo tego w szkole nie było…).
Nie minął rok i miałem z tego frazę w piosence.

9-11.01.1987
Forum XXI wieku „Koniec miłości – czas samotności”
SHS „Perkoz”