sobota, 4 grudnia 1982

Sprawozdajemy, wybieramy, scalamy

Mój pierwszy harcerski zjazd wyborczy. W tamtych czasach nazywał się jeszcze konferencją sprawozdawczo-wyborczą.

Na konferencję wydelegował mnie któryś z trzech (!) szczepów starszoharcerskich istniejących w Zespole Szkół Zawodowych im. Marii Curie-Skłodowskiej w Kętrzynie. Istniejących, a w zasadzie dogorywających. VII Zjazd ZHP z 15-18 marca 1981 roku zmienił wiele, już po roku dotarło do dyrekcji szkoły, że nie musi prowadzić tego całego HSPS (chociaż nie z powodu decyzji tego zjazdu przestała się przecież tym przejmować, akcenty stawiał ktoś inny). O wynikających ze zjazdu decyzjach Rady Naczelnej ZHP mogłem przeczytać już rok wcześniej w „Świecie Młodych” z 24 października 1981 roku (swoją drogą od zjazdu minęło już pół roku…).

Ale ślady dawnej potęgi można znaleźć tam do dzisiaj, np. w postaci tego historycznego sztandaru:


No więc sprawozdawaliśmy i wybieraliśmy władze Hufca ZHP Kętrzyn im. Żołnierzy Wojsk Ochrony Pogranicza. Ba, to był zjazd zjednoczeniowy. Do hufca Kętrzyn zostały wcielone takie hufce, jak Reszel, Korsze, Barciany… Wcielone przez likwidację. Wspomniany Zjazd ZHP plus decyzje państwowej oświaty spowodowały, że nie było ani oczekiwania, ani pieniędzy na setki etatów komendantów hufców na poziomie gmin i małych miasteczek. Nauczyciel bez etatu harcerskiego nie był zainteresowany tym kółkiem zainteresowań… Zaczynałem działalność w historycznej chwili.

4.12.1982
VIII Konferencja Sprawozdawczo-Wyborcza Hufca ZHP Kętrzyn
Kętrzyn

wtorek, 28 września 1982

Byłem panem świata

Tego wieczora o tym jeszcze nie wiedziałem, ale byłem w Kętrzynie na koncercie zespołu, który sprzedał w Polsce najwięcej płyt winylowych.

Precyzyjniejsza byłaby informacja, że chodzi o największą liczbę wyprodukowanych płyt. Obie informacje nie są sprzeczne – ile by płyt w pierwszej połowie lat 80. nie wyprodukować, tyle by się sprzedało. Z nieznanych dla mnie przyczyn ktoś w dyrekcji państwowych Polskich Nagrań (albo ktoś wyżej) podjął decyzję o rzuceniu całego granulatu na produkcję płyty „Jestem panem świata…”. W efekcie grupa Bank, bo o niej przecież mowa, może się pochwalić sprzedażą 960 tysięcy debiutanckiego albumu, który w tamtym czasie w urzędowej cenie 180 zł leżał dosłownie wszędzie – od księgarni przez kioski „Ruchu” po sklepy ogólnoprzemysłowe (owszem, w latach 90. Budka Suflera przekroczyła milion, a Piasek z Chojnackim półtora miliona ze swoimi albumami, ale na różnych nośnikach).

To zaskakujące, jak niewielkie znaczenie dla polskiego rocka ma po latach tak eksponowana płyta. Ciekawe, czego zabrakło, skoro miała: dobrych instrumentalistów (Marek Biliński!) i ciekawego wokalistę, znanych autorów słów (Ryszard Riedel, Grzegorz Tomczak i nawet Marek Gaszyński), a nawet niezapomnianą okładkę autorstwa Andrzeja Pągowskiego. Cóż... Było ostro, ale TSA było ostrzejsze. Były ciekawe teksty, ale w Perfekcie były bardziej na czasie (trudno być na czasie z tekstem, z całym szacunkiem, Marka Gaszyńskiego). Był dobry wokalista, ale to jednak nie Kora. Wszystko to nie zmienia faktu, że po 40 latach, gdy piszę te słowa, słucha się całkiem znośnie. Słowa nie burzą systemu, ale mają sens. Brzmienie jest archaiczne, ale pozwala wsłuchać się w instrumentarium. Wokalista nie jest Markowskim, ale buduje interpretacje.
O koncercie przeczytałem na plakacie w szkole. Nie wahałem się ani sekundy, by wybrać się na swój drugi koncert rockowy (tym razem nikt nie robił oficjalnej listy uczestników…). Znałem zespół z radia, telewizji, a nawet ze „Świata Młodych” (notka z 2 maja 1981 roku).

Wtedy najbardziej podobał mi się utwór „Jestem panem świata”. Słowa samego Grzegorza Tomczaka!


Koncert odbył się w sali kinowo-koncertowej na terenie kętrzyńskiej szkoły wojskowej. Zagrali chyba w składzie:
- Mirosław Bielawski – wokal,
- Mirosław Gral – gitara,
- Piotr Iskrowicz – gitara,
- Roman Iskrowicz – gitara basowa,
- Marek Biliński – instrumenty klawiszowe,
- Krzysztof Krzyśków (albo już Przemysław Niemiec) – perkusja.
Byłem pod wrażeniem. Jeszcze pod większym byłem dwie godziny po koncercie, gdy spotkałem zespół na pustym kętrzyńskim dworcu. Wielkie gwiazdy targały o północy cały sprzęt na plecach – gitary, klawisze i nawet perkusję. Niestety, nasze pociągi jechały w przeciwnych kierunkach…

sobota, 31 lipca 1982

Patelnią po oczach

Moje życie harcerskie w hufcu Gorzyce przebiegało od przypadku do przypadku. Kilka zbiórek zuchowych, obietnica zuchowa, kilka zbiórek harcerskich, a na finał obóz w Łazorach w gminie Harasiuki koło Biłgoraju.

Bardzo się nam te pobliskie Harasiuki podobały. Tak bardzo, że nasz zastęp nazwaliśmy „Hare Siuki”, co ewidentnie miało nawiązywać do Hare Kriszna (bo niedawno oglądaliśmy „Hair”). Wizytujący obóz jakiś partyjniak nie zrozumiał dowcipu, ale się zaśmiał. Zupełnie by nie zrozumiał, czemu na piosenkę zastępu wybraliśmy „Pepe wróć” Perfectu.
A propos muzyki – to był obóz zupełnie niepuszczański. Po środku placu apelowego stał głośnik, z którego leciała muzyka. Normalnie, głośna, rockowa. Np. właśnie Perfect, ale też Scorpions, który przecież wydał wtedy fajną (ostatnią ciekawą…) płytę, Maanam. No po prostu wszystko, co było na Liście Przebojów Programu III.
Przy ogniskach śpiewaliśmy jednak obowiązkowy zestaw piosenek, z „Krajką” na czele. Oczywiście plus nasze „Pepe wróć”.
W naszym namiocie (zajmowanym m.in. z Mariuszem) działy się różne rzeczy, np. zakupione w Harasiukach soki zamieniały się po otwarciu i po leżakowaniu przez dwa-trzy dni w niesoki, co po latach trafiło do tego tłumaczenia.
Na dole płynęła rzeka Tanew. Służyła oczywiście do kąpieli, ale i do innych zabaw. Kilka dni przed końcem obozu puszczaliśmy na niej kaczki. Patelniami. Lidka P., zwana już chwilę później Krwawą Lidką, jedną z tych kaczek puściła na wysokości mojej głowy. Instynktownie zasłoniłem się dłonią… W efekcie wieziony byłem potem pilnie na pace dostawczego żuka do izby przyjęć w Biłgoraju, gdzie pan doktor wsadził mi dwa palce w ranę, by ją oczyścić po zlaniu wodą utlenioną, następnie wbił igłę ze znieczuleniem, a na finał zrobił fachowo dwa szwy.
Dwa później, z tą poważnie zabandażowaną dłonią, składałem przyrzeczenie harcerskie, oczywiście na wierność socjalizmowi. Czekam na lustrację.

12-31.07.1982
obóz hufca ZHP Gorzyce
Łazory koło Harasiuków

sobota, 12 czerwca 1982

Koniec szkoły z końcem świata

W tamtych czasach nie cackano się z nastolatkami.

Najpierw w Nowej Słupi nastraszyli nas końcem świata, który ma nastąpić za przyczyną pielgrzyma Emeryka. Potem popędzili na Łysą Górę, czasem szlakiem turystycznym, czasem gołoborzem.


 Na Świętym Krzyżu w kaplicy Oleśnickich otarliśmy się o memento mori w postaci wyschniętych trucheł leżących pod przezroczystymi szybami. Pełzającego w rogu trumny robaka cała klasa skwitowała okrzykiem grozy…
Całości niezapomnianym wrażeń, w sam raz dla uczniów ósmej klasy szkoły podstawowej, dopełniła opowieść przewodnika o karanym śmiercią kanibalizmie, jakiego dopuszczali się więzieni na Świętym Krzyżu radzieccy jeńcy.
W drodze powrotnej ukoił nas moralnie słuchany z przenośnego magnetofonu Donovan (właśnie tą piosenką, którą przetłumaczyłem 30 lat później). Ale najpierw znów musieliśmy przebrnąć przez gołoborze…

I tak właściwie zakończyliśmy swoją znajomość. Już dwa tygodnie później każdy poszedł swoją drogą...

12.06.1982
wycieczka klas 8a i 8b
Góry Świętokrzyskie