niedziela, 1 grudnia 1985

Dobrze wybrana trasa

Ciągle jeszcze poznawałem Warmię, więc nazwa Biesal, skąd wyruszaliśmy na naszą trasę kolejnego rajdu andrzejkowego, wydała mi się niesamowicie intrygująca. Żadnego jednak biesa po drodze nie napotkaliśmy, w czym zapewne pomogła wizyta w Gietrzwałdzie.

Cóż, Komuś świeczkę, a komuś ogarek… Jeszcze rano dzielnie walczyłem w szkolnym finale Olimpiady Wiedzy o Polsce i Świecie Współczesnym. Pytania na pewno były tendencyjne, bo nie wygrałem. Może gdyby mi rano w szatni nie pękł mundur na plecach (lichy był ten materiał...) i nie ukryłbym tego faktu sweterkiem, wyniki byłyby inne.


Nie wygrawszy olimpiady, mogłem z czystym sumieniem wyruszyć na VI Ogólnopolski Rajd Andrzejkowy „Swobodnego Elektrona”. Zaczęliśmy od stacji Biesal, skąd ciemną nocą listopadową przewędrowaliśmy na nocleg do Gietrzwałdu (5 km, jak obiecywał informator rajdowy).

Wpatrując się po latach w informator (w personalia konkretnie), zastanawiam się, co by zmieniło się w moim życiu, gdybym poszedł na trasę I. (Godki) a nie II. (Biesal). Godki lub Biesal… Niezła alternatywa. 
Informator zawiera zresztą wiele innych smaczków. Np. taką oto imponującą listę współorganizatorów:

Albo równie rozbudowaną sekcję konkursów:

Wracając na trasę… Rano napiliśmy się lodowatej wody z cudownego źródełka w Sanktuarium Maryjnym i po przejściu na drugą stronę ulicy stanęliśmy (tzn. ja gdzieś się zapodziałem, zapewne siedząc już na gorącej herbacie w karczmie) przed historyczną księgarnią Andrzeja Samulowskiego, jednego z pomysłodawców znanej mi skądinąd „Gazety Olsztyńskiej”.

A potem zaśnieżonymi drogami przez Łajsy, Sząbruk, Siłę, Naterki, Kudypy i Łupstych (wówczas jeszcze Łupsztych) aż do II LO w Olsztynie, gdzie czekały nas finały tych wszystkich konkursów...


29.11-1.12.1985
VI Ogólnopolski Rajd Andrzejkowy „Swobodnego Elektrona”
Biesal-Gietrzwałd-Łajsy-Sząbruk-Siła-Naterki-Kudypy-Łupsztych-Olsztyn

niedziela, 10 listopada 1985

Debiucik w wieku dojrzałym

Co za zmiana okoliczności, klimatu, podejścia do harcerstwa. Dwa tygodnie wcześniej na rajdzie sławiącym LWP, a teraz spotkanie harcerskich korespondentów z ciekawych i przeważnie niepokornych (cokolwiek by to znaczyło) środowisk z całej Polski.

Zanim zostałem zaproszony (zaprosiłem się?) do SHS „Perkoz” na V Spotkanie Kręgu Przyjaciół „Na Tropie”, wysłałem kilka materiałów do tej starszoharcerskiej mutacji miesięcznika „Drużyna”. Okazało się, że coś trzeba omówić przed publikacją.
Właśnie w sprawie tego „omówienia” byłem w „Perkozie”. Artykuł smagający fikcję szkolnego harcerstwa starszego (które na prowincji ciągle trwało mimo zmian, jakie wprowadził cztery lata wcześniej VII Zjazd ZHP) był może i dobry, ale miał jedną wadę – był za dosłowny (hufiec, szkoła, nazwiska…). „Kiedy masz maturę?” - zapytał przytomnie naczelny „Na Tropie”. No właśnie, działający w warszawskim harcerstwie Druh Adam, wiedział, jaki bywa los niepokornych pozbawionych zaplecza (społecznego, historycznego). A my przecież nie wydawaliśmy (o, już się podłączyłem) krakowskiego „Harcerza Rzeczypospolitej”, który, jak to w Krakowie, wywalczył sobie prawo do krytyki realizowanej przez poważnych autorów z doktoratami, ale harcerską gazetę centralną z autorami zbliżającymi się do matury.
Będąc zatem takim autorem z prowincji bez żadnego lokalnego wsparcia, musiałem ukryć wszystkie dane, włącznie z nazwiskiem. Mój debiut prasowy nastąpił kilka tygodni później, w grudniu, niedługo przed 18. urodzinami. Nikt się nie zorientował.
Wspomniany Druh Adam to oczywiście hm. Adam Czetwertyński. Mój pierwszy redaktor naczelny, z którym miałem okazję do wielu spotkań i współpracy w kolejnych latach. „Na Tropie”, moja pierwsza gazeta (nawet dostawaliśmy przyzwoitą wierszówkę), miało chyba nakład 15 tys. egz., nie miałem się czego wstydzić po latach w żadnej z trzech „dorosłych” gazet, w których przyszło mi pracować.

8-10.11.1985
V Spotkanie Kręgu Przyjaciół „Na Tropie”
SHS „Perkoz”

niedziela, 27 października 1985

Demos na trasie

O rany, ponad miesiąc od poprzedniego wyjazdu? Jak ja to wytrzymałem…

No tak, przecież weekend 11-13 października był niedostępny, bo w niedzielę były wybory (czyt.: „wybory”) do Sejmu PRL. Kilka dni wcześniej zwieźli nas, starsze roczniki szkół średnich, na jakiś spęd propagandowy do „Uranii” w Olsztynie. Chodziło o zachętę młodzieży do pierwszego w życiu udziału w wyborach (oficjalna frekwencja wyniosła 78 proc., natomiast „Solidarność” policzyła ją na 66 proc., co trudno uznać za bojkot, w którym zresztą i tak nie uczestniczyłem, bo jako urodzony trzynaście do kwadratu lat po Adamie Mickiewiczu nie miałem jeszcze praw wyborczych). Wśród osób prowadzących agitacyjne spotkanie kojarzę pewnego radiowego dziennikarza, który dobrze się odnalazł po kilku latach w nowej rzeczywistości (11-12 lat później nawet negocjowałem z nim pewien poważny kontrakt).
Przyganiał kocioł garnkowi (wracam do meritum) – dwa tygodnie po niedemokratycznych wyborach stawiłem się ze swoją drużyną na trasie rajdu sławiącego niedemokratyczne (nomen omen) Ludowe Wojska Polskiego. W kwestii ludowości WP nic się nie zmieniło od poprzedniego roku
Nasza trasa III Rajdu Hufca Kętrzyn „LWP w Harcerskiej Gawędzie” zaczęła się w Reszlu, skąd dawnym nasypem kolejowym linii Reszel-Kętrzyn (Niemcy otworzyli ją w 1908 roku, a wycofując się bohatersko w 1945 roku wysadzili most kolejowy w Nowym Młynie tuż przed Kętrzynem, zamykając historię tej trasy na zawsze, pozostało tylko rozebrać tory, co nastąpiło chyba w latach 50.) dotarliśmy do Pieckowa. Na nocleg. O, w tym budynku, który rano nadal stał, mimo obecności choćby niejakiego Gonzona, sprawdzającego właśnie me uczucia tacierzyńskie.

Tego dnia w Pieckowie byłem jakiś tysiąc dwusetny raz, pokonując od ponad trzech lat codziennie w tę i z powrotem trasę Reszel-Kętrzyn. Nie, nie na piechotę. Pekaesem „w dni nauki szkolnej”. Jak widać, byłem dobrze wyekwipowanym turystą rajdowym – kangurka, gustowny szaliczek wydziergany przez babcię Irenę oraz laska skautowa, która potem odsłużyła swoje jako drzewiec proporca drużyny.

Po otrzymaniu zadań rajdowych i trasy ruszyliśmy dalej przez Pudwągi, Siemki, Linkowo, Tołkiny (trzy lata wcześniej spędziłem tu parę godzin na stacji PKP, bo pomyliły mi się kierunki przy wsiadaniu do pociągu w Kętrzynie) aż do Garbna, gdzie zanocowaliśmy.
A ostatniego dnia przez Gałwuny do Kętrzyna, gdzie zakończyliśmy naszą gawędę o LWP.

25-27.10.1985
III Rajd Hufca Kętrzyn „LWP w Harcerskiej Gawędzie”
Reszel-Pieckowo-Pudwągi-Siemki-Linkowo-Tołkiny-Garbno-Gałwuny-Kętrzyn

niedziela, 22 września 1985

Malbork zdobyty

Skoro rok wcześniej Jesienny Zlot Drużyn Starszoharcerskich był w Mieście Pani, to logiczne, że ten musiał odbyć się w Mieście Marii.

Stacjonowaliśmy przy stadionie Miejskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji.

Czemu IV Jesienny Zlot Drużyn Starszoharcerskich Chorągwi Warmińsko-Mazurskiej i Gdańskiej odbywający się w Malborku, czyli na terenie Chorągwi Elbląskiej, nie dotyczył tej chorągwi? Nie wiem. Może wyrazili swoje désintéressement z powodu przejedzenia się im Malborka. Coś jak koledzy z krakowskich studiów nie odwiedzający Wawelu lub niektórzy (znam, znam) z naszej chorągwi znudzeni śmiertelnie Grunwaldem.
Właśnie, czemu Jagiełło po pokonaniu krzyżaków nie zdobył Malborka? Wyjaśniam po latach w swej piosence:
Polski król pamiętał, że ma krew litewską
Malborka nie zdobył, tak dla równowagi
Nie chciał, by Korona rosła kosztem Księstwa
Witold też nad Nogat wojsk swych nie prowadził


Tym razem ze zdobycie zamku nie było problemów.

W Malborku nie śpiewałem na scenie, chociaż były jakieś występy. Ledwo grałem wtedy na gitarze. Tak ledwo, że trzyma ją Druhna Marzena.

 Gałąz za to odróżniał C-dur od a-moll.

Historyczne zdjęcie (ale na czym ta historyczność polega?).

20-22.09.1985
IV Jesienny Zlot Drużyn Starszoharcerskich Chorągwi Warmińsko-Mazurskiej i Gdańskiej
Malbork

piątek, 30 sierpnia 1985

Polowa na Polach

Moja osobista starszoharcerska kulminacja. I kumulacja. Po pierwsze PZHS, po drugie w naszej chorągwi, po trzecie zostałem szefem biwaku na tysiąc osób.


Od 4 lipca nie byłem w domu. 16 sierpnia, po obozie hufca w Zdorach i obozie szkoleniowym w Baranówce, przyjechałem z Wertepiuszem (u którego zatrzymaliśmy się w Morągu na dwa dni w drodze z Fromborka) na Grunwald. Dziesięć dni przed oficjalnym otwarciem IV Polowej Zbiórki Harcerstwa Starszego, by, jako gospodarze, rzucić się do przygotowań. Czyli stawiliśmy się jako pracownicy fizyczni.
Zastawszy opuszczoną kuchnię obozową (wcześniej był zapewne jakiś obóz archeologiczny), zaczęliśmy od… próby usmażenia frytek. Nieudanej, bo na kuchni polowej nie uzyskaliśmy odpowiedniej temperatury. Majka prawie się popłakała, gdy zamiast chrupiących paluszków ziemniaczanych, podaliśmy „ziemniaki ugotowane w oleju”, jak ze znawstwem oceniła.
Nie po to tu jednak przyjechaliśmy, by się obżerać (dla równowagi psychicznej chodziliśmy jednak na placki ziemniaczane serwowane w barze przy parkingu). Jako się rzekło, przybyliśmy tu do pracy, przeważnie fizycznej. Oczywiście do facetów stawiających namioty, bramy, ogrodzenia, toalety itp. nikt nie zajrzał z aparatem.

A do dziewczyn owszem: Dorota, Ewa, Jola, Jola (a druh co tu robi? nie przy kopaniu?), Iwona.

Przygody małe i duże w trakcie przygotowań:
- pożyczyliśmy kosę od rolnika ze Stębarka, osobiście obiecałem, że nie zniszczymy; oczywiście jakiś harcerski aparatczyk ją połamał,
- doznałem trwałego uszczerbku na zdrowiu, gdy przygniotłem sobie palec ciężkim pieńkiem, w wyniku czego poszerzył się na stałe o jakieś dwa milimetry (palec, nie pieniek),
- wyprawa chorągwianym pojazdem marki ARO do urzędu gminy w Gierzwałdzie, ewidentnie po coś ciężkiego, bo z przyczepą, a w pojeździe czterech fizycznych.
Gdy już to wszystko wykopaliśmy, zakopaliśmy, postawiliśmy i przystroiliśmy, ruszył w końcu PZHS. W niejasnych okolicznościach (tzn. po znajomości) zostałem mianowany komendantem biwaku Zawisza Czarny. O, to brama do tego biwaku, efekt współpracy damsko-męskiej (seksistowsko stereotypowo: dziewczyn jest tablica, brama jest męska). Przy okazji zauważmy, że uczestnikiem zdjęcia jest słynny druh Sokół.

Na czele 1000 osób wijących się aż kraniec zdjęcia podążam więc na apel rozpoczynający PZHS.

Harcerz Orli Robert Zienkiewicz melduje I biwak Zawisza Czarny na apelu… Biwaków, jak widać, było sześć. Wszyscy komendanci z naszej chorągwi, poza jednym (Druh Jarek Balon z Krakowa). W tle drużyna sztandarowa oraz skauci, bodajże z Francji.

Biwaki zameldowane, można przekazać wyżej… Meldunek przyjmuje zastępca naczelnika hm. Julian Nuckowski. Oj, czyż z tyłu za Bogumiłem Zychem nie stoi Adam Czetwertyński, czyli szef „Na tropie” (którego poznam za kilka tygodni)?

Sztab zbiórki, czyli głównie ludzie z SHS „Perkoz” (m.in. Adam, Gosia, Zbyszek, Agnieszka). Lekko obok hm. Henryk Leśniowski (jak rozumiem jako dziennikarz „Gazety Olsztyńskiej”). Jeszcze dalej ekipa od śpiewania, w której rozpoznaję Miśka.

Następnego dnia przysłali mi na biwak z wizytacją generała Floriana Siwickiego. Ministra obrony narodowej! Musiałem zameldować „biwak na zajęciach” itp. Czy to przypadek, że jesienią stanąłem do poboru? Nie o Florianie jednak na pewno rozmawiamy z Gałązem i Bartkiem.

Jest i film. Ktoś nakręcił nieudźwiękowioną ósemką. Chyba się nie załapałem.


IV Polowa Zbiórka Harcerstwa Starszego
26-29.08.1985 (16-30.08.1985)
Pola Grunwaldzkie

czwartek, 15 sierpnia 1985

Wielkie atrakcje na małym obozie

Wszystko można o tym obozie powiedzieć, ale nie to, że był przeładowany programem. Owszem, coś tam robiliśmy, ale trudno powiedzieć, kto i jak nad tym panował.

W zasadzie nie wiem, czemu wyjechałem kilka dni wcześniej z obozu w Zdorach, skoro następny zaczął się formalnie prawie tydzień później. W każdym razie zdążyłem zaliczyć towarzyski pobyt w „Perkozie” (pewnie o to chodziło) i już prawie na miejscu spędzić trzy dni na Obozie Brązowych Sznurów w Bogdanach (też nad Baudą, jak Baranówka). Swoją drogą, to ciekawy pomysł, by szkolić w systemie obozowym (czyli drogo) zastępowych harcerskich. Inne czasy, inne pieniądze.
Komendantką tej części zgrupowania w Baranówce (obozy szkoleniowe z Gdańska, Olsztyna oraz znienacka z Białegostoku, a nie, jak przed rokiem, z Elbląga i Słupska) była Jola z Gdańska. Na zdjęciu trzymamy Jolkę, ale inną.

Wobec komendantki Joli byliśmy eksterytorialni. Kadrę naszego miniobozu stanowiliśmy ja z Gałązem (czyli się wydało, kto za tym stoi). Obóz mini, bo łącznie z kadrą liczył 13 osób (Gałąz, Gośka, Iwona, Jola, Kaśka, Majka, Miśka, Molka, Robas, Wertepiusz, Zegaryna i jeszcze trzech dziewczyn nie mogę się doliczyć…).

Praktycznie każdego dnia urządzaliśmy wycieczki do Fromborka w różnych podgrupach. A jak już poszliśmy w całości, to wystąpiliśmy na placu Górników. Tzn. mnie nie wpuścili na scenę (na marginesie - to był pierwszy obóz, na którym grałem cokolwiek na gitarze).

W całości popłynęliśmy również na drugą stronę Zalewu Wiślanego. W Krynicy Morskiej zajęcia były już w podgrupach…

Baranówka to było zgrupowanie obozów, więc oprócz naszego byli m.in. harcerze z Chorągwi Wałbrzyskiej. I tak poznałem Cypka. To było chyba podczas jakiegoś organizowanego przez ich drużynę quizu, w którym padło pytanie o kompozytora „Błękitnej rapsodii” (ambitnie, dzisiaj pytanie brzmiałoby „Na jaką literę zaczyna się wyraz rapsodia?”). To było decydujące o wygranej pytanie, więc Wertepiusz umierał ze strachu, gdy zapewniałem, że na milion procent George Gershwin.
Druh z Gdańska przytargał na obóz zestaw krótkofalarski, ale do połączenia z królem Jordanii czy królem Tajlandii (czego możliwość rozpalała naszą wyobraźnię) nie doszło.
Te wszystkie obozy odbywały się w ramach nowej akcji o nazwie Operacja 2001 Frombork. Rok wcześniej formalnie skończyły się Bieszczady ’40 i trzeba było coś wymyślić. Powrót do Fromborka wydawał się zapewne najprostszy, najtańszy i niekontrowersyjny (czas po stanie wojennym nie sprzyjał wielkim propagandowym pomysłom). Nasz mini obóz zrealizował mini uczestnictwo w akcji.
Przebojem na obozie był „Dom malowany”. Po latach Wertepiusz tak nam to zagrał w „Perkozie”:


Po obozie (ciągle nie wracając do domu, w którym nie byłem od początku wakacji) pojechaliśmy na dwa dni do Morąga do Wertepiusza (zdążyliśmy nawet odwiedzić Kretowiny), bo było po drodze, a potem ruszyliśmy na Grunwald…

22-24.07.1985
Operacja 2001 Frombork – Obóz Brązowych Sznurów
Bogdany
25.07-15.08.1985
Operacja 2001 Frombork – obóz szkoleniowy Komendy Chorągwi Warmińsko-Mazurskiej
Baranówka

piątek, 19 lipca 1985

Nad Śniardwami z harcerzami

Pierwszy raz na obozie jako członek kadry. Jeszcze młodzieżowej, bo wprawdzie byłem już w stopniu przewodnika, ale ciągle jeszcze niepełnoletni.

Czyli pojechałem na obóz hufca ze swoją drużyną, ale musiałem przyjąć formalne zwierzchnictwo dorosłego instruktora. Nie pomogło nawet to, że byłem już dumnym Harcerzem Orlim.

Obóz Hufca Kętrzyn odbył się nad Śniardwami, na półwyspie Szeroki Ostrów, niedaleko Zdorów. W praktyce czuliśmy się jak na wyspie.

Droga z obozu nad jezioro aż prosiła się o poranne zaprawy.

Jeśli już jesteśmy przy tężyźnie fizycznej, to na boisku w Zdorach rozegraliśmy mecz piłki nożnej. Tradycyjnie stanąłem na bramce, ale ewidentnie to nie był mój dzień. Chyba 7:1.

Odwiedził nas hm. Jerzy Krzywoszewski, wielka postać piskiego (ale nie tylko) harcerstwa, twórca kilku znanych przed laty piosenek harcerskich, ćwierć wieku wcześniej komendant akcji „Kormoran”, jeden z inicjatorów muzeum Gałczyńskiego w Praniu.

Odwiedzili nas… moi rodzice. A jak mówię „nas”, to mam na myśli również mojego brata, członka mojej drużyny.

My z kolei odwiedziliśmy Grunwald, czyli wybraliśmy się w kilkadziesiąt osób na zlot młodzieży na Polach Grunwaldzkich. W obliczu grożącego spóźnienia na autobus, zastosowałem wobec swoich podopiecznych forsowny marszobieg. Miało się tę kondycję.

Tak, to był mój pierwszy raz na Grunwaldzie. Poznałem kilka nowych osób. Goszczących na zlocie radzieckich pionierów (stoją z prawej strony) nie było okazji poznać.

Podpis z tyłu tego zdjęcia mówi, że to brawurowe wykonanie piosenki „Bliska moim myślom” wspólnie z moim przybocznych Grzegorzem (po latach dowiedziałem się, że ten utwór napisał i wykonywał Andrzej Tenard, jeden z wokalistów Grupy Bluesowej Stodoła, ale to już kilka lat po jego opuszczeniu).

Nie ma mnie na tym zbiorowym zdjęciu na koniec obozu, bo wyjechałem kilka dni przed jego końcem, zmierzając na kolejny…

Kadra obozu to m.in.: Andrzej (komendant), Sławek, Iwona, Ewa, Lidka, Jola.

4-19.07.1985
obóz Hufca ZHP Kętrzyn
Zdory, Szeroki Ostrów
13-15.07.1985
Zlot Młodzieży
Pola Grunwaldzkie

niedziela, 23 czerwca 1985

Grom z jasnego nieba

Był blady świt, gdy obudziła nas seria wybuchów. Namiotami wstrząsały co chwila potężne eksplozje. Zaatakowała nas milicja.

Nie będę jednak ubiegał się o status kombatanta, bo atak był pozorowaną atrakcją zapewnioną przez organizatorów III Chorągwianej Polowej Zbiórki Harcerstwa Starszego, jaka odbywała się nad Jeziorem Gromskim koło Gromu. Nie szefowa Wydziału Starszoharcerskiego rzucała jednak petardy i granaty dymne, ale studenci Wyższej Szkoły Policji w pobliskim Szczytnie.

Jako bohater drugiego planu rozmawiam z Mają. Nie przygląda się nam Wertepiusz.


Rok wcześniej coś poszło nie tak, tym razem nic nie stanęło na przeszkodzie, by spotkać się chorągwianym PZHS-ie.

21-23.06.1985
III Chorągwiana 
Polowa Zbiórka Harcerstwa Starszego
nad Jeziorem Gromskim koło Gromu

niedziela, 16 czerwca 1985

Okropne dziecko w Martianach

Nowe miejsce na mojej harcerskiej mapie pojawiło się z okazji.

Okazją przybycia do Martian było 20-lecie nadania hufcowi Kętrzyn imienia. Bohaterem hufca byli Żołnierze WOP, co pociągało za sobą programowe konsekwencje.
Na zlocie ugruntowałem swoją pozycję hufcowego enfant terrible (no co, nie miałem jeszcze 18 lat).

15-16.06.1985
Zlot Hufca Kętrzyn z okazji 20-lecia nadania imienia
Martiany


***
23.01.2022:
Hufiec Kętrzyn od wielu lat nosi imię Straży Granicznej. Nie wiem, kiedy nastąpiła ta zmiana, ale na pewno bohater WOP musiał zacząć kiedyś uwierać, z co najmniej dwóch powodów:
1. rozformowanie WOP i powołanie SG w 1991 roku (czyli bohater przestał istnieć),
2. Zwiad WOP (podkreślmy: zwiad) jest uznany w ustawie o IPN za organ bezpieczeństwa państwa (czyli nic dobrego).
Co ciekawie, zachodniopomorski hufiec Sławno nie ma z tym problemu i nadal ma za bohatera WOP.

sobota, 15 czerwca 1985

Dogrywka dla nienagadanych

Najwyraźniej tydzień wcześniej nie nagadaliśmy się wystarczająco, bo musieliśmy zrobić nieoficjalną dogrywkę. Poniekąd byłem jej gospodarzem, bo odbyła się w Reszlu.

To była wersja dla wtajemniczonych. Raptem kilka osób. „Starych”, czyli takich, które weszły do paczki wcześniej niż podczas kwietniowego kursu. Jak widać, „stary” i „nowy” to pojęcia bardzo relatywne. O czym gadaliśmy? Pewnie o planowanym obozie szkoleniowym.
Zbiórka tylko dwudniowa, bo w Martianach czekało nas ważne wydarzenie...

14-15.06.1985
spotkanie „starego” Matecznika starszoharcerskiego
SP nr 3 w Reszlu

niedziela, 9 czerwca 1985

Nocne harcerzy rozmowy

Tyle było do przegadania w tym ruchu starszoharcerskim, że ciągle się spotykaliśmy (a przecież widzieliśmy się kilka tygodnii wcześniej). To spotkanie wyznaczyliśmy sobie na „Bryzie”.

„Bryza” to dość popularna nazwa, ale w tym przypadku chodzi o Harcerski Ośrodek Wodny „Bryza" w Olsztynie, zwany przeważnie potocznie howem. Weź i tam traf… Po podjechaniu nie wiedzieć czemu autobusem linii nr 7, oblazłem ze swoim słynnym żółtym plecakiem z pół jeziora Ukiel (zwanego też Krzywym), zanim dotarłem na miejsce. Nie ma tego złego – przy okazji zapoznałem się z terenem na południe od jeziora. Nocą dla odmiany poznawałem obszary na północ, uczestnicząc w jakiejś perypatetyckiej peregrynacji. Czyli poszliśmy na spacer pogadać. Oczywiście o przyszłości ruchu starszoharcerskiego.

7-9.06.1985
spotkanie starszoharcerskiego Matecznika
Harcerski Ośrodek Wodny „Bryza w Olsztynie

poniedziałek, 27 maja 1985

Czuję się zobowiązany

Była godzina 15:19, gdy byłem jeszcze „tylko” Harcerzem Orlim. Była 15:20, gdy byłem już (także) przewodnikiem.

W niedzielę wróciłem z „Perkoza”, a w poniedziałek Zobowiązanie Instruktorskie. Złożyłem je w siedzibie Komendy Hufca Kętrzyn o godz. 15.20. Słowo się rzekło, służyć trzeba.

27.05.1985
Zobowiązanie Instruktorskie
Komenda Hufca ZHP Kętrzyn

niedziela, 26 maja 1985

Bez wymiany doświadczeń ani rusz

Tym razem było zupełnie inaczej niż przed rokiem. Nawet ja, po roku doświadczeń, zupełnie inny, czujący się niczym stary wyjadacz.

No i przygotowany logistycznie. II Zlot Absolwentów SHS „Perkoz” był oczywiście okazją do tego wszystkiego, po co został wymyślony: spotkanie poznanych na kursie harcerskich przyjaciół, poznanie nowych, o słynnej wymianie doświadczeń nie zapominając. Pierwszą noc przekimałem w harcówce malarskiej, a potem już po bożemu – na polu biwakowym. Nawet namiot sobie przywiozłem.

23-26.05.1985
II Zlot Absolwentów SHS „Perkoz”
SHS „Perkoz”

piątek, 26 kwietnia 1985

Starszoharcerskie użytki

W niedzielę wróciłem ze złazu, a już w poniedziałek wyjazd na kurs. A jak kurs, to wiadomo, że w „Perkozie”.

Kurs w „Perkozie”, ale nie perkozowy, lecz chorągwiany. Po coś był ten Matecznik, po coś był ten Wydział Starszoharcerski. Komendantką kursu była hm. Krystyna Koniecek.

Kurs kadry a nie tylko drużynowych, więc krąg znajomych z całej chorągwi znacznie się poszerzył.

Inspirujące spotkanie z hm. Pawłem Szawłowskim. Zaprosił nas do służby wędrowniczej w ramach jego (?) projektu oznaczania nieużytków. Mieliśmy nawet zajęcia praktyczne w terenie.

22-26.04.1985
Kurs Kadry Drużyn Starszoharcerskich Chorągwi Warmińsko-Mazurskiej
SHS „Perkoz”

niedziela, 21 kwietnia 1985

Złaz do labiryntu

Kwiecień był tradycyjną porą złazów organizowanych przez 275 Olsztyńską Drużynę Harcerską „Labirynt”.


To był już mój drugi złaz w I LO w Olsztynie. Tym razem załapałem się nawet na zdjęcie, którego głównym bohaterem powinna być drużyna „Warmiński Skaut”, mająca Gałąza za przybocznego.

„Warmiński Skaut” zajął pierwsze lub drugie (wybaczcie niedoskonałości pamięci) podczas złazu. Zainteresowani rozpoznają Gałąza na zdjęciu. To było nasze pierwsze spotkanie.

Pierwszy raz miałem również okazję spotkać się z hm. Pawłem Szawłowskim (żeby być precyzyjnym – wówczas hm. PL), projektodawcą ośrodka „Perkoz”.

Z drużyną „Labirynt” poznałem się już nie tylko podczas poprzedniego złazu, ale i podczas ubiegłorocznego lata (obóz Starszoharcerskiej Akcji Szkoleniowej oraz Polowa Zbiórka Harcerstwa Starszego). Służbę pełni druhna Nina.

20-21.04.1985
III Złaz Harcerzy Starszych
I LO w Olsztynie

niedziela, 24 marca 1985

Nieogolony salceson wiosny nie czyni

Była najwyższa pora się obudzić z zimowego marazmu. Może jakiś rajd na powitanie wiosny?

Organizatorem radu „Powitanie Wiosny” był Harcerski Klub Turystyczny „Kłobuk” z Olsztyna, rok wcześniej obchodzący 18. urodziny, czyli pełnoletni…
Tym razem wyruszyłem ze swoją drużyną harcerską z Reszla. Pierwszego dnia dodarliśmy autobusem do Jezioran, gdzie zanocowaliśmy. Szał.
Sobotę spędziliśmy na poszukiwaniu wiosny na trasie z Jezioran do Tolnik Wielkich. Trasa krótka, ale kręciliśmy się w kółko, żeby nie przegapić wiosny.
Po przenocowaniu w Tolnikach Wielkich (nazwa dłuższa od wsi) ruszyliśmy na końcowy odcinek do Lidzbarka Warmińskiego. Finał u podnóża zamku biskupów warmińskich.
W ramach wpisowego przysługiwał posiłek. Więc otrzymaliśmy po bułce przyozdobionej nieogolonym salcesonem. Komuno, nie wracaj…
A w tym czasie w toalecie innej harcerskiej grupy turystycznej


22-24.03.1985
Rajd „Powitanie Wiosny” HKT „Kłobuk”
Jeziorany-Tolniki Wielkie-Lidzbark Warmiński

czwartek, 7 lutego 1985

Wojsko Organizuje Piosenkę

W te ferie znów nigdzie nie pojechałem. Zaoszczędzony czas wykorzystałem na zgłębianie różnic między silnikami i prądnicami. Oraz na pośpiewanie harcerskich piosenek w festiwalowej otoczce.

Imprezę pod nazwą I Festiwalowe Spotkanie z Piosenką musiał zrobić krąg instruktorski działający w Centrum Szkolenia Wojsk Ochrony Pogranicza, bo w tamtejszej sali kinowo-teatralnej odbyło misterium harcerskiej piosenki. Festiwal śmiało mógłby mieć miano ogólnopolskiego, bo gościli tam uczestnicy zimowiska z Kielc, których oczywiście znałem z kursu w „Perkozie” lub z PZHS-u.
Czy była II odsłona FSzP? Historia milczy.

7.02.1985
I Festiwalowe Spotkanie z Piosenką
sala CS WOP w Kętrzynie