Bóg najwyraźniej nie ustrzegł Sowy od przyjaciół, bo w atmosferze powszechnego uwielbienia to miejsce przechodzi jutro do historii. W ramach koncertowych ostatków w Galerii Sowa zagrał dziś Czerwony Tulipan, który oczywiście przypomniał nam wiadomy sekret kardynała Richelieu…
Przyznam, że nie byłem na koncercie Czerwonego Tulipana tak ze 30 lat (pomijam okazjonalne występy, np. w czasie Spotkań Zamkowych). Dziś nadrobiłem tę zaległość, wsłuchując się w tulipanowe hity oraz utwory z tegorocznej płyty „Nasz miszmasz”, co przebiegało mniej więcej tak:
Detalicznie pochylam się nad trzema utworami zagranymi specjalnie dla Krzysztofa, który od 32 lat zapraszał nas do tego miejsca.
Po pierwsze, jeśli mnie ucho nie myli, Andrzej Czamara wyczarował instrumentalne „Mediterranean Sundance”, czyli dzieło, którym zachwycili w 1981 roku Al di Meola, Paco de Lucia i John McLaughlin.
Po drugie „Sarajewo” Jaromíra Nohavicy, jakże inne od mojego. Czarowała Krystyna Świątecka.
I po trzecie „A. P. Świetliku, Świetliku...”, w którym swój kunszt rozpostarła przed nami Ewa Cichocka.
Przyszliśmy na koncert Czerwonego Tulipana, ale bohaterem ostatnich dni Sowy jest oczywiście Krzysztof, który w sierpniu stał się zapewne właścicielem największej w kraju kolekcji sów…
Publiczność oczywiście nie zawiodła, biletów zabrakło, bo któżby nie chciał być świadkiem historycznego występu…
Moja dusza archiwisty każe mi zanotować, że na scenie pojawili się: Stefan Brzozowski – gitara, śpiew, Ewa Cichocka – śpiew, Krystyna Świątecka – śpiew, Andrzej Czamara – gitara elektryczna, Andrzej Dondalski – gitara basowa.



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz